16 marca 2020

Taka miłość płynie tylko z wiary – święty Jan Bosco wobec epidemii cholery

(Święty Jan Bosko. By Unspecified (unspecified) [Public domain], via Wikimedia Commons)

Benedykt XVI powiedział kiedyś, że nic tak nie służy katolickiej apologetyce, jak chrześcijańska sztuka i przykłady z życia świętych. Ta pierwsza bowiem w subtelny sposób, bez narzucania, mocą samego piękna wznosi duszę ku Bogu. Drugie zaś pokazują, że wiara katolicka to nie abstrakcyjna doktryna czy ideologia, lecz konkretne źródło niewyobrażalnego heroizmu i poświęcenia. Przykład świętych pokazuje, że chrześcijaństwo to istotnie rzeczywistość nadprzyrodzona, gdyż ich poświęcenie byłoby niewykonalne ludzkimi siłami.

 

Doskonałą ilustracją tej prawdy stanowi życie świętego Jana Bosco, którego znaczna część przypadła na włoską epidemię cholery szalejącej we Włoszech lat 30. XIX stulecia. Epidemie szerzyły pomór w latach 1836, 1837, 1839, a następnie w 1849 i 1854. W tym ostatnim roku dotarła do Turynu. W ówczesnej dobie medycyna nie znała przyczyn tejże choroby. Zdaniem niektórych stanowiła ona rodzaj zgnilizny obecnej w powietrzu. Jej objawy były tyleż uciążliwe dla chorego co problematyczne dla otoczenia: wyziębienie kończyn, ciągłe wymioty, biegunki. Ludzie nią dotknięci przypominali żywe trupy. Inni nie byli więc skłonni do pomocy tym ludziom. Prawdę mówiąc, porzucali ich często na pastwę losu.

 

Atmosferę przerażenia podsycały media. Źródło choroby okazywało się niepewne. Jedni zrzucali bowiem winę na powietrze pochodzące z Indii. W efekcie uciekali w inne regiony, co jedynie rozprzestrzeniało chorobę. Inni natomiast twierdzili – zgodnie z prawdą – że chodzi tu o chorobę zakaźną. Don Bosco skłaniał się ku tej teorii. Co więcej, nie zamierzał próżnować. Dokonał przebudowy pomieszczeń, nabył za pożyczone pieniądze ubrania, pościel, bieliznę – zauważa ks. Marek Chmielewski w książce „Wolontariat księdza Bosko”.

 

Święty zebrał ludzi, aby wyszli wraz z nim do miasta i opiekowali się chorymi. Wymagał jednak stanu łaski uświęcającej i noszenia medalika z Najświętszą Maryją Panną. Don Bosco pouczył ich zarazem o metodach ochrony przed zarazą – zauważa Goran Andrijanić [wpolityce.pl].

 

Do zbożnego dzieła zgłosiło się w sumie 41 chłopców, których święty ksiądz wysłał do lazaretu w Pinerolo. W efekcie kilkudziesięciu młodzieńców niosło chorym pomoc przez kilka dni.

 

Turyńska gazeta „Harmonia” pisała o ich działalności „ożywieni duchem księdza Bosko, który jest dla nich bardziej ojcem niż przełożonym, odważnie zbliżają się do zarażonych, budzą w nich siłę i zaufanie nie tylko słowami, ale także czynami. Biorą ich za ręce i nacierają je bez pokazywania jakiegokolwiek przerażenia czy strachu. Przeciwnie, kiedy wchodzą do jakiegoś zakażonego domu, zaczynają od rozmowy z przestraszonymi ludźmi; dodają im otuchy i proszą, aby wyszli, jeśli się boją, z wyjątkiem przypadków, kiedy idzie o chorych płci słabej. W tych okolicznościach żądają, by ktoś został w pobliżu. Kiedy chory wyzionie ducha, znów z wyjątkiem gdy chodzi o niewiasty, dokonują ostatnich zabiegów przy zwłokach” – podaje ksiądz Marek Chmielewski. 

 

Spośród członków ekipy księdza Bosco nikt nie złapał cholery, choć jeden 15-letni Cagliero zachorował na tyfus. Heroiczne działania grupy przyczyniły się do złagodzenia skutków zakończonej wkrótce epidemii.

 

Ksiądz Bosco – kontynuator długiej tradycji

Tego typu postawa chrześcijańskich duchownych wobec zarazy jest znana od stuleci. Już bowiem w dobie starożytnej chrześcijanie starali się iść z pomocą potrzebującym. 

 

Jak zauważa Thomas Woods w książce „Jak Kościół katolicki zbudował zachodnią cywilizację” „Kościół na początku swojego istnienia zajmował się pomocą dla wdów i sierot, a także ludzi chorych, zwłaszcza w czasie epidemii. W okresie zarazy, która wybuchła w Kartaginie i Aleksandrii, chrześcijanie zdobyli szacunek i uznanie za odwagę, z jaką pocieszali umierających i grzebali zwłoki zmarłych. Był to czas, kiedy poganie porzucali nawet swoich przyjaciół i zostawiali ich na pastwę losu”. Postawa ta spotkała się ze sprzeciwem świętego Cypriana, który wzywał, by grzebać zmarłych i opiekować się chorymi.  

 

Z kolei podczas zarazy w Aleksandrii biskup Dionizy zwracał uwagę, że poganie porzucali nawet najbliższych przyjaciół  na pastwę choroby. Tymczasem chrześcijanie wspierali się nawzajem i ryzykowali własne zdrowie dla dobra bliźnich. Z kolei święty Efrem, gdy epidemia dotarła do jego rodzinnego miasta Edessy zakładał szpitale oraz zajmował się opieką nad chorymi, tworzył szpitale i grzebał zmarłych. Chrześcijanie wsławili się także w trosce o osoby każdego wyznania także podczas zarazy w Aleksandrii.

 

Z kolei święty Karol Boromeusz uznawany za autora pierwszego Katechizmu towarzyszył mieszkańcom Mediolanu podczas głodu i blagi lat 1576-1577. Wydawał wytyczne dotyczące postępowania z chorobą, organizował szpitale polowe i hojnie obdarowywał głodnych. Nie wahał się też osobiście odwiedzać biednych i chorych. W trudnych czasach warto też pamiętać o patronie, do którego zanosi się modły w czasach zarazy. Jest nim święty Sebastian. [circulatingnow.nlm.nih.gov]

 

Marcin Jendrzejczak

 

 

Polecamy także nasz e-tygodnik.

Aby go pobrać wystarczy kliknąć TUTAJ.

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie