10 czerwca 2021

To, co spotkało Grzegorza Brauna, to na zachodzie norma. Szokujące praktyki cenzury we Francji

(Fotograf: JAKUB KOFLUKArchiwum: FotoNews)

Współczesny neokomunizm nie potrzebuje już osobnej siedziby na ul. Mysiej i jakiegoś oficjalnego urzędu kontroli prasy, publikacji i widowisk. Cenzura wchodzi każdą, a nie tylko mysią dziurą i przenika do świata mediów. Internet, który miał być platformą swobody wymiany myśli i opinii jest już medium „regulowanym”. Przekroczeniem Rubikonu było wyrzucenie z portali społecznościowych prezydenta USA. W Polsce taką cezurą jest „odłączenie od prądu” w czasie debaty wyborczej na prezydenta Rzeszowa Grzegorza Brauna, oczywiście przy zachowaniu odpowiednich proporcji. Tam Zuckerberg, u nas raptem red. Stankiewicz. Uwagę jednak zwraca, że wykluczanie i cenzurowanie jednej i to prawej strony debaty politycznej przychodzi coraz łatwiej.

 

Odebrać finanse

Wesprzyj nas już teraz!

Jeszcze sprytniejszą i bardziej „aksamitną” formą cenzury jest odcinanie mediów prawicy od zarabiania pieniędzy. Przypadki ograniczania dochodów na Facebooku czy w Google portalom prawicowym są już bardzo częste. Kandydatów na cenzorów w tym „nowym, wspaniałym świecie” ciągle przybywa. Jeśli komuś udaje się zapewniać finansowanie, to można zawsze spodziewać się jakiegoś „dziennikarstwa śledczego”, którego efektem będzie donos na kolegów za to, że pieniądze jednak jakoś… zarabiają.

Inną formą jest np. odcinanie prawicowych mediów od reklam. I nie chodzi tu już o jakieś media niszowe. Tutaj warto zwrócić uwagę na organizację „Sleeping Giants” („Śpiący Giganci”). To „Kolektyw aktywistów” działających na portalach społecznościowych, których celem jest walka „z  finansowaniem mowy nienawiści” w internecie i mediach, a że oni sami określają czym jest owa „mowa nienawiści” można zakneblować praktycznie każdego. Owi „giganci” to zwykli cenzorzy-donosiciele, którzy w imię polit-poprawności szantażują reklamodawców prawicowych mediów. Wymachują hasłami „rasizmu” (ostatnio najmodniejsze), „LGBT-ofobii”, „mizoginizmu”, „antysemityzmu” i tym, co jeszcze przyjedzie im do głowy.

 

Trump przebudził „gigantów”

„Kolektyw” narodził się w listopadzie 2016 roku w Stanach Zjednoczonych, krótko po zwycięstwie Donalda Trumpa. Dzisiaj ma oddziały regionalne cenzury w Australii, Belgii, Brazylii, Kanadzie, Finlandii, Francji, Niemczech, Włoszech, Holandii, Nowej Zelandii, Norwegii, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, czy Wielkiej Brytanii.

Lewicowi „Giganci” mieli niemały udział w działaniach przeciw reelekcji Donalda Trumpa. Coraz mocniejszą pozycję mają jednak i w Europie. Ostatnie przykłady pochodzą z Francji, gdzie usiłują zablokować finanse prawicowego tygodnika opinii „Valeurs Actuelles” i kanału telewizyjnego CNews, którego gościem bywa prawicowy publicysta Eric Zemmour. To niemal jedyne media zaliczane do mainstreamu, które prezentują poglądy i opinie naprawdę mające jeszcze związek z prawicą.

 

Szantaż „poprawnością polityczną”

Na liście „kolaborantów”  Sleeping Giants są m.in. takie firmy jak  AT&T, Kellogg’s, BMW, Visa, Autodesk, Lenovo, HP Inc., Vimeo, Deutsche Telekom, Lyft, Allstate. Współpracuje z nimi także kanadyjski rząd „postępowego” premiera Trudeau. Strategią Sleeping Giants jest nie tylko wywieranie presji na reklamodawców, ale i uderzenie wprost w agencje reklamowe. Założycielem Sleeping Giants jest niejaki Matt Rivitz.

Na całym świecie ich ofiarą padają przede wszystkim media konserwatywne. We Francji pojawili się w roku 2017. Zaczęli od ataku na prawicowy portal Boulevard Voltaire, założony przez Roberta Ménarda (mer Beziers) i Dominique’a Jameta oraz na bretoński blog „Breiz Atao”. Podmioty te utraciły prawie wszystkich swoich reklamodawców i były masowo blokowane na portalach społecznościowych.

 

Nutella bywa gorzka

W październiku 2019 roku zaatakowali po raz pierwszy TV CNews. Znana firma Ferrero (producent Nutelli) została namówiona do usunięcia swojej reklamy z pasma programu, w którym występował wspomniany publicysta Zemmour. W grudniu 2019 r. kolektyw wszczął po raz pierwszy akcję przeciwko tygodnikowi „Valeurs”. Reklamy w tym poważnym medium usunęło kilka firm, w tym telefonia SFR, Frichti, Hyundai i Oney. Tygodnik odpowiedział opublikowaniem „Ściany Wstydu” z nazwami firm, które uległy temu cenzorskiemu dyktatowi.

Sleeping Giants w odpowiedzi dość bezczelnie z kolei potępili… „strategię wiktymizacji”, którą opublikowaniem „ściany” miał się kierować tygodnik. Mimo wszystko SFR i Frichti zrezygnowały z bojkotu reklamowania się, co było pewnym zwycięstwem wolności. Także Syndykat Wydawców Prasy i Czasopism (SEPM) potępił „oszczerczą i dyskryminującą kampanię” Sleeping Giants. W oświadczeniu tej instytucji napisano, że „Valeurs ma status prasy politycznej i tygodnika opinii, wspieranego przez państwo, w celu zapewnienia istnienia pluralistycznej oferty medialnej, jako gwarancji demokratycznego charakteru debaty publicznej”.

Także niektóre media okazały się solidarne i pojawiły się w nich zarzuty, że aktywiści Sleeping Giants to „nietolerancyjne cyfrowe trolle” dążące do cenzurowania odmiennych punktów widzenia przez zastraszanie i szantażowanie. Filozof Yves Michaud uznał nawet, że działania „Śpiących Gigantów” są bliskie faszyzmowi i proponował walczyć z cenzurą wyrokami sądów.

 

Kwestii cenzury nie odpuszczą…

12 kwietnia agencja reklamowa Taboola oświadczyła, że zrywa współpracę z tygodnikiem „Valeurs Actuelles”. Pretekstem była rzekomo rasistowskie opowiadanie science fiction „W czasach niewolnictwa”, w którym pojawiła się w formie karykatury ciemnoskóra deputowana lewackiej partii France Insoumise Daniele Obono. W tej sprawie ma się jeszcze odbyć proces przeciw redakcji 23 czerwca. Dyrekcja gazety przeprosiła deputowaną, chociaż we Francji istnieje przecież nawet „prawo do bluźnierstwa” i możliwość szargania każdej świętości w imię „swobody ekspresji” i „swobody słowa”.

W rzeczywistości zerwanie współpracy nastąpiło na skutek nacisków Sleeping Giants. Izraelska firma twierdziła, że tygodnik ​​złamał zasady dotyczące zakazu publikowania treści „mających na celu promowanie nienawiści do jakiejkolwiek grupy społecznej na podstawie pochodzenia etnicznego, rasy, religii, orientacji seksualnej, statusu, płci lub transpłciowości”. W pierwszej instancji sąd gospodarczy w Paryżu orzekł na korzyść tygodnika, uznając za „nieuzasadnione” naruszenie umowy przez Taboola. Sprawa ma jednak ciąg dalszy i cenzorzy nie rezygnują.

Problemem zajęli się też politycy. O ile na lewicy „Valeurs Actuelles” chętnie widziano by zamkniętym, to metody anonimowych cenzorów-donosicieli potępił deputowany prezydenckiej partii LREM Florian Bachelier. Skierował pytanie do rządu w związku z „nielegalnymi praktykami działaczy Kolektywu i jego cyberaktywistów” ze Sleeping Giants. Metody szantażu nazwał „stalinowskimi” i mówił, że mamy do czynienia z „potężną, nową formą cenzury”. Przypomniał, że w teorii za takie działania ograniczające wolność mediów w kodeksie karnym grozi do trzech lat więzienia i grzywna w wysokości 45 000 euro. Z tym, że przecież sądy też są… „postępowe”.

Bogdan Dobosz

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Komentarze(5)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie