3 maja 2016

W Aleppo rozejm nie obowiązuje. Przybywa ofiar, chrześcijanie wciąż opuszczają miasto

(Syryjscy chrześcijanie. Fot. Thomas Peter / Reuters / Forum)

W rzeczywistości nie ma żadnego zawieszenia broni – powiedział Antoine Audo, chaldejsko-katolicki biskup syryjskiego miasta Aleppo, gdzie od połowy kwietnia wzmogły się walki między siłami rządowymi a rebeliantami. – Położenie ludzi jest katastrofalne. Jest wielu zabitych i rannych – stwierdził hierarcha w rozmowie z Papieskim Stowarzyszeniem Pomoc Kościołowi w Potrzebie.


Kontrolę nad częścią Aleppo sprawują siły rządowe, część miasta jest jednak kontrolowana przez bandytów z Państwa Islamskiego a niektóre dzielnice przez tzw. Front Obrony Ludności Lewantu (Front Al-Nusra).

 – Przez ciągłe ostrzały chcą szerzyć strach i przerażenie. Są oni finansowani przez zagranicę i nie pochodzą z Syrii (…). To rozróżnienie jest ważne, ponieważ od dziesięcioleci stosunki między chrześcijanami a muzułmanami w Aleppo były dobre. W czasie wojny nawet się one wzmocniły. Muzułmanie akceptują nas ze względu na działalność charytatywną. Pomagamy bez względu na religijną przynależność – powiedział bp Audo. 

Biskup z wielkim niepokojem ocenia sytuację swojej wspólnoty. – Kiedy walki potrwają dłużej tym więcej chrześcijan opuści Aleppo – czytamy w wywiadzie. Przed wybuchem wojny w 2011 roku, w mieście żyło ok. 150 tys. chrześcijan różnych wyznań. Dwie trzecie z nich już uciekło. – Pozostali głównie najbiedniejsi z biednych i osoby starsze. Ich sytuacja wzbudza ogromne obawy. To nimi się najbardziej troszczymy m. in. dzięki pomocy PKWP – powiedział biskup.

Siostra Annie Demerjian próbuje jak może pomagać wszystkim potrzebującym. Wraz ze swymi współsiostrami ze zgromadzenia Jezusa i Maryi utworzyła punkt, w którym rozdawane są ubrania, żywność i lekarstwa. Teraz troszczą się jeszcze o zabitych i rannych. – Ostatnio podczas ostrzału zginęło 17 osób, wśród nich sześcioro dzieci. Do nich doszło dziesiątki rannych. Jedna z moich pomocnic przeżyła szok widzą transport z tak wieloma rannymi – powiedziała siostra w rozmowie z PKWP.

Zwróciła uwagę, że wielu mieszkańców zawieszenia broni będzie początkiem końca wojny. – Niestety, nadzieje te legły w gruzach. Obecnie jest jeszcze gorzej niż wcześniej. Na nasze głowy spadają setki bomb i rakiet. Ostatni raz tak zażarte walki miały miejsce na Wielkanoc 2015 r. – powiedziała siostra Annie.

Syryjskie miasto zostało naznaczone bardzo okrutną przemocą. W ostatnią niedzielę zostało zabitych 17 cywilów, a ponad pięćdziesięciu zostało rannych od wystrzałów z moździerza, w pobliżu meczetu w dzielnicy Bab Al Farazh. Do ataku doszło kilka dni po bombardowaniu, które zniszczyło szpital prowadzony przez organizację Lekarze Bez Granic, która wczoraj zwróciła się do ONZ, aby zareagował i zmusił do respektowania rezolucji 2254. Rezolucja ta, zaaprobowana przez Radę Bezpieczeństwa 18 grudnia ub. roku, nakazuje natychmiastowe zaprzestanie ataków na ludność cywilną i instytucje medyczne. „Przy rozejmie, coraz bardziej niepewnym, syryjscy cywile znów płacą daninę krwi” – oświadczyła organizacja. 

Tymczasem 2 maja syryjskie wojsko zdecydowało, że przedłuży o kolejne 24 godziny rozejm ogłoszony w ubiegły piątek nieopodal stolicy – Damaszku oraz w regionie wybrzeża Latakia. Przerwanie ognia nie dotyczy Aleppo, największego syryjskiego miasta na północy, będącego terenem starć między rebeliantami a siłami prezydenta Asada. Wokół stolicy sytuacja wydaje się spokojna, zgodnie z tym, co podaje prasa lokalna. W Genewie, gdzie prowadzone są negocjacje, usiłuje się osiągnąć rozejm, który obejmowałby także terytorium Aleppo.

KAI

RoM

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie