Aborcyjna ofensywa w ONZ. Ordo Iuris bije na alarm

Spór o reformę Organizacji Narodów Zjednoczonych ośmielił zwolenników forsowania „praw reprodukcyjnych i seksualnych”.
Dwanaście państw, w tym Francja, Hiszpania, Szwecja i Wielka Brytania, podpisało deklarację wzywającą do przyjmowania przepisów ułatwiających aborcję. Wcześniej sześć mandatów procedur specjalnych Rady Praw Człowieka ONZ wezwało w oświadczeniu do zapewnienia „kompleksowej opieki aborcyjnej”.
„Niewiążące opinie ekspertów są przedstawiane jako treść ‘obowiązków państw’, a następnie przywoływane przez rządy jako ‘międzynarodowe standardy praw człowieka’ – w miejsce wiążących zobowiązań traktatowych, na które państwa wyraziły zgodę” – komentuje tę sytuację Julia Książek z Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris. Wskazuje ona, że na podstawie tych opinii finansuje się też konkretne działania, na przykład holenderski program o wartości 33 mln euro. Tymczasem, jej zdaniem, żaden wiążący traktat nie ustanawia „prawa do aborcji”.
Rok temu, z okazji 80. rocznicy powołania ONZ jej sekretarz generalny António Guterres ogłosił inicjatywę UN80, mającą na celu reformę organizacji. W ramach zmian miałoby dojść do fuzji UN Women oraz Funduszu Ludnościowego ONZ (UNFPA). Część państw i Unia Europejska domagają się ochrony mandatów obu agencji. Fuzja wymaga zgody państw członkowskich, więc Polska może realnie wpłynąć na kształt przyszłej struktury.
Dyskusji na temat reformy towarzyszy zarazem spór o „prawa reprodukcyjne i seksualne”. „Inicjatywa UN80 miała uczynić ONZ organizacją skuteczniejszą i bardziej odpowiedzialną wobec państw, które ją tworzą i finansują. Tymczasem spór o fuzję UN Women i UNFPA pokazuje, że przy każdej próbie realnej zmiany pierwszeństwo zyskuje obrona agendy tzw. praw reprodukcyjnych i seksualnych, czyli pojęcia, które nie ma traktatowej definicji, a którego zakres od lat budzi sprzeciw wielu państw. Rezolucja 80/251 słusznie przypomina, że o mandatach decydują wyłącznie państwa członkowskie. Prawdziwa reforma ONZ powinna zatem zaczynać się od powrotu do zadań, na które państwa rzeczywiście wyraziły zgodę, a nie od ochrony agend ideologicznych, które w ramach tych zadań nigdy nie zostały uzgodnione”– zaznacza Julia Książek.
KAI






