Bp Rob Mutsaerts: Eucharystia i prawdziwy ekumenizm. Co nas różni z protestantami

Protestantom nie podoba się fakt, że w Kościele katolickim nie mogą przystąpić do komunii. Ich rozgoryczenie jest zrozumiałe, ale wynika z nieporozumienia – i to z dość zasadniczego. Nie chodzi przecież o to, kto może przystąpić do stołu, ale o to, co na nim leży. Dla wielu protestantów Wieczerza Pańska jest przede wszystkim posiłkiem upamiętniającym. Wspomina się Ostatnią Wieczerzę, głosi śmierć Chrystusa i doświadcza wspólnoty wierzących.
Kościół katolicki uważa natomiast, że Eucharystia jest ofiarą w formie posiłku – a nie posiłkiem w formie ofiary. To wygląda na subtelną różnicę, ale chodzi tak naprawdę o coś fundamentalnego. Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus nie powiedział: „Ten chleb symbolizuje moje ciało”. Powiedział: „To jest Ciało moje”. A o kielichu nie powiedział: „To wino przypomina o mojej krwi”. Powiedział: „To jest Krew moja”. Byłyby to dosyć dziwne słowa w przypadku kogoś, kto chciałby ustanowić jedynie symboliczny posiłek…
Staje to się jeszcze wyraźniejsze w szóstym rozdziale Ewangelii św. Jana. Kiedy Jezus mówi, że Jego Ciało jest prawdziwym pokarmem, a Jego Krew prawdziwym napojem, wywołuje to wielkie poruszenie. Jego słuchacze uważają to za nieakceptowalne. Niektórzy uczniowie nawet od Niego odchodzą. Można byłoby pomyśleć, że to doskonały moment, by wyjaśnić całe nieporozumienie. Jezus mógłby powiedzieć: „Ludzie, oczywiście nie należy tego traktować tak dosłownie. To tylko metafora”. Jednak nic takiego nie robi. Pyta tylko: „Czy i wy chcecie odejść?”. Najwyraźniej chodziło o sprawę o zasadniczym znaczeniu.
Czasami twierdzi się, że wiara w realną obecność Chrystusa w Eucharystii miała narodzić się dopiero w IV wieku. Pierwsi chrześcijanie mieliby rzekomo praktykować tylko prosty, braterski posiłek. Dopiero później Kościół miał z tego zrobić skomplikowaną teologię. Czy rzeczywiście tak było? Weźmy na przykład Ignacego z Antiochii. Żył na początku II wieku, a więc niedługo po czasach Apostołów. Napisał, że niektórzy heretycy stronią od uczestnictwa w Eucharystii, bo nie uznają Eucharystii za Ciało naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. To nie jest teologia z IV wieku, to słowa napisane około roku 110. Weźmy też Justyna Męczennika, który około połowy II wieku wyraźnie pisze, że chrześcijanie nie przyjmują darów eucharystycznych jako zwykłego chleba i wina, ale jako ciało i krew Chrystusa, który stał się człowiekiem.
Kto twierdzi, że wiara w rzeczywistą obecność pojawiła się dopiero wieki później, musi wykazać się wyjątkowo wybiórczym zainteresowaniem wczesnym chrześcijaństwem. Oczywiście, dopiero w przyszłości sformułowano nauką na ten temat z większą precyzją. Pojęcie transsubstancjacji zyskało swój teologiczny charakter dopiero znacznie później. Jednak Kościół nie rozdzielał przez wieki zwykłego chleba, by następnie nagle uznać, że był to jednak sam Jezus. Słownictwo teologiczne ewoluowało, ale wiara, którą wyrażało, była znacznie starsza.
I tym samym dochodzimy do kolejnej bardzo istotnej różnicy.
Po katolickiej mszy pozostałe po niej konsekrowane hostie są przechowywane z wielką czcią w tabernakulum. Dlaczego? Ponieważ Chrystus nie przestaje być w nich obecny po zakończeniu uroczystości. Hostia nie staje się nagle zwykłym chlebem. Dlatego katolik klęka przed tabernakulum. Dlatego praktykujemy adorację Najświętszego Sakramentu. W kościołach protestanckich, gdzie Wieczerza Pańska jest traktowana wyłącznie symbolicznie, sytuacja wygląda oczywiście inaczej. To, co pozostaje po celebracji, jest tam zwykłym chlebem i z tego powodu można na przykład rzucić resztki ptakom. Dla katolików jest to nie do pomyślenia.
Ciekawe, że katolikom często zarzuca się niewystarczający ekumenizm. Mówi się, że protestanci zazwyczaj dopuszczają katolików do swojej Wieczerzy Pańskiej, podczas gdy katolicy w odwrotnej sytuacji zamykają przed nimi drzwi. Jednak gościnność nie może oznaczać udawania, że nie ma ważnych różnic. Kiedy protestant zaprasza katolika do udziału w Wieczerzy Pańskiej, to czyni tak, bo to wynika z jego własnego rozumienia tego, co się tam dzieje. Kiedy katolik nie dopuszcza bez zastrzeżeń protestanta do komunii, również to z jego wiary w to, co się tam dzieje.
Do tego dochodzi jeszcze jedna rzecz. Zgodnie z katolicką doktryną wiary Eucharystia to nie tylko osobiste spotkanie z Chrystusem, ale także sakrament jedności Kościoła. Kto przystępuje do Komunii Świętej, mówi tym samym „amen” nie tylko Chrystusowi, ale także wierze Kościoła, który sprawuje tę Eucharystię. Trudno jest sakramentalnie wyrazić jedność, która w istotnych kwestiach wiary jeszcze nie istnieje. Kościół katolicki dopuszcza wyjątki w szczególnych okolicznościach, ale nie zmienia to podstawowej zasady. Komunia nie jest środkiem, za pomocą którego można po prostu zatuszować różnice istniejące w sprawach wiary. Jest ona najwyższym wyrazem jedności we wierze; ta jedność musi rzeczywiście istnieć. Nie jest to brak miłości. Jest to kwestia prawdy.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego Kościół katolicki nie może traktować tej kwestii lekko. Msza święta nie jest jedynie upamiętnieniem Golgoty. Jedna ofiara Chrystusa na krzyżu jest w niej sakramentalnie uobecniana. Jezus nie jest ponownie krzyżowany. Jego ofiara nie jest powtarzana. Jest to ta sama ofiara, ten sam Arcykapłan, ten sam Baranek Ofiarny, ale uobecniany w sposób bezkrwawy. To jest sedno katolickiego kultu. Na Kalwarii Chrystus ofiarował się Ojcu dla zbawienia świata. W Eucharystii to samo ofiarowanie staje się obecne sakramentalnie. Następnie przyjmujemy jako pokarm dla naszej duszy Tego, który ofiarował się za nas. Najpierw ofiara, potem posiłek. A raczej: posiłek jest sakramentalnym uczestnictwem w ofierze.
Msza święta nie jest zgromadzeniem religijnym, którego trochę chleba i wina jest nastrojowym zwieńczeniem.
Msza to Golgota, obecna wśród nas w sposób sakramentalny. Dlatego w centrum kościoła katolickiego nie stoi zwykły stół, lecz ołtarz i byłoby najlepiej, gdyby kapłan i wierni zwracali się w tym samym kierunku.
Rozwiązaniem podziałów między katolikami a protestantami nie będzie zatem to, że odtąd będziemy się wzajemnie wszędzie zapraszać i uprzejmie zamiatać różnice pod dywan. To nie jest ekumenizm. To teologiczna obojętność zasłonięta uprzejmym gestem. Prawdziwa jedność nie powstaje poprzez wyrzucenie prawdy poza nawias, ale poprzez wspólne jej poszukiwanie. Kościół katolicki nie odmawia komunii dlatego, że nie życzy swoim protestanckim braciom i siostrom Chrystusa. Wręcz przeciwnie. Traktuje Chrystusa tak poważnie, że nie może udawać, iż Jego rzeczywista obecność, Jego ofiara i Jego Kościół są sprawami drugorzędnymi.
Ostatecznie chodzi o jedno pytanie: co znajduje się na ołtarzu? Czy jest to chleb, który odnosi się do Chrystusa? Czy też sam Chrystus pod postacią chleba? Jeśli prawdziwe jest to pierwsze, można spokojnie rozmawiać o otwartej wspólnocie stołu. Ale jeśli prawdziwe jest to drugie, wszystko się zmienia.
Wtedy nie mówimy już o gościnności, ale o oddawaniu czci; wtedy tabernakulum nie jest pojemnikiem na chleb, a konsekrowana hostia już na pewno nie jest pokarmem dla ptaków.
Bp Robert Mutsaerts
Źródło: Paarse Peppers






