Broń z Ukrainy zaleje polski rynek. Policja szykuje się na najgorsze

Policja rozpoczęła przygotowania do akcji "Trident", polegającej na przeciwdziałaniu przemytowi nielegalnej broni z Ukrainy. Służby przewidują, że po zakończeniu działań wojennych, polski czarny rynek może zalać nawet kilkanaście tysięcy sztuk broni rocznie, w porównaniu z kilkuset sztukami obecnie.
– W Ukrainie jest ogromna ilość broni przekazanej w ramach pomocy, do tego dochodzi duża ilość broni postsowieckiej. A koniec konfliktów zbrojnych zawsze wiązał się z ryzykiem jej niekontrolowanego napływu. Projekt „Trident” ma przygotować policjantów do wykrywania takiego przemytu i rozbijania trudniących się tym procederem zorganizowanych grup przestępczych – mówi „Rz” młodszy inspektor Adam Radoń, naczelnik Wydziału do Zwalczania Zorganizowanej Przestępczości Kryminalnej CBŚP. Jak zaznacza, Polska, jako państwo frontowe NATO i UE, musi być „filtrem”, powstrzymującym nielegalny wywóz broni z Ukrainy.
CBŚP przejmuje rocznie od kilkuset do ok. tysiąca sztuk broni palnej. W 2023 roku zarekwirowano 1374 sztuki, w kolejnym 516, a w ubiegłym aż 3 322 (w tym ostatnim przypadku statystykę podbiła jedna sprawa – broni znalezionej w kontenerach w Laszkach na Podkarpaciu). Koniec wojny na Ukrainie oznacza kilkadziesiąt, a nawet kilkaset większą skalę przemytu – szacują służby.
Jak podkreślają funkcjonariusze, nielegalna broń trafia głównie do rąk gangsterów. W Polsce największy problem stanowią zorganizowane grupy przestępcze "z importu", głównie z Gruzji. Na Ukrainie znajduje się obecnie gigantyczna ilość broni palnej i amunicji. W jej posiadaniu znajdują się nie tylko wojskowi, ale i w znacznym stopniu cywile. W związku z rozpoczęciem rosyjskiej inwwazji, rząd w Kijowie rozdawał m.in. broń cywilom w ramach samoobrony.
Źródło: rp.pl
PR







