Bryłka kontra Jaki: Chat Control to nowy etap inwigilacji czy… nic nowego?

48715.jpg
Parlament Europejski. Fot. derivativeFX / commons.wikimedia.org, licencja cc

Polscy deputowani utożsamiający się z prawicą w różny sposób interpretują to, co wydarzyło się w zeszłym tygodniu w Parlamencie Europejskim, przy okazji przepchnięcia „bocznym wejściem” ustawy Chat Control. 

 Jakub Szymczuk zderzył w Kanale Zero opinie Anny Bryłki z Konfederacji oraz Patryka Jakiego i Piotra Mullera, wybranych z list z Prawa i Sprawiedliwości.

Punktem wyjścia był przypadek Amerykanina, który zrobił zdjęcie wysypki dziecka własnym telefonem, a jego żona posłała je dalej, do lekarza. – Nikt z nich nawet nie pomyślał, co ślepe algorytmy technologicznych gigantów zrobią z takimi cyfrowymi danymi. System potraktował zatroskanego ojca jak przestępcę i wrzucił do sieci, która wyłapuje pedofilów wymieniających się materiałami z wykorzystywaniem seksualnym dzieci. Efekt? Mark bezpowrotnie stracił ponad dekadę swoich cyfrowych wspomnień, prywatnych maili i kontaktów. Na domiar złego wylądował na celowniku policyjnego śledztwa – relacjonował dziennikarz.

Zróbmy to razem!

- I tutaj pojawia się fundamentalne pytanie, które musimy sobie teraz zadać. Czy w imię absolutnie koniecznej walki z obrzydliwą, tą najgorszą przestępczością naprawdę chcemy wpuścić ślepego, cyfrowego żandarma do każdej naszej prywatnej rozmowy, a ten żandarm potrafi popełniać błędy? – zastanawiał się Szymczuk.

W jego ocenie „metoda proponowana przez Brukselę przypomina bardziej zarzucanie gigantycznej sieci na cały ocean po to, żeby złapać kilka trefnych ryb. Przy całej tej akcji, przy okazji dusi się wszystkie inne, zupełnie zdrowe ryby. A to w jaki sposób zrobiono to w Parlamencie Europejskim zakrawa na farsę” – zaznaczył autor felietonu.

Przypomnijmy: w czwartek odbyło się w PE głosowanie w sprawie, której prezydium izby nadało nadzwyczajny status. Jeszcze w marcu przedłużenie ważności wygasającej wtedy ustawy zostało odrzucone zaledwie jednym głosem. Zwolennicy inwigilacji komunikatorów internetowych nie dali jednak za wygraną i poddali sprawę pod obrady oraz głosowanie ponownie Tym razem w trybie wymagającym dla zwolenników odrzucenia Chat Control większości bezwzględnej, a więc aż 361 głosów. Opozycja zgromadziła zaledwie 314. Przegrała pod nieobecność ponad 100 europosłów, którzy nie czekali na ostatnie posiedzenie i już zdążyli rozpocząć wakacje.

Przeszły więc przepisy pozwalające gigantom technologicznym skanować prywatne wiadomości wysyłane na komunikatorach pod pretekstem wyłapywania treści określanych jako CSAM, czyli pedofilskich.

Poseł Patryk Jaki wskazuje, że zgłoszona przez prawicę poprawka wyjęła z zakresu ustawy prawo do skanowania wiadomości szyfrowanych w systemie end-to-end – czyli na przykład przesyłanych przez WhatsApp czy Signal, co oznacza, że system musiałby wyłapywać je jeszcze przed nadaniem.

W stronę Wielkiego Brata

To jest chyba najbardziej niepokojące, że głosujemy w Parlamencie Europejskim do skutku. I wiem i obserwowałam to przez wiele lat, wiem jak Unia Europejska potrafi przesuwać granice, jak usypia czujność, jak pod ładnymi nazwami znajdują się bardzo często niebezpieczne projekty – wskazuje w rozmowie z Kanałem Zero europoseł Anna Bryłka.

UE nazywa te wszystkie projekty bardzo ładnie. Tylko potem jak wchodzimy w szczegóły, okazuje się, że chodzi o masowe skanowanie prywatnej korespondencji, inwigilację. Te narzędzia mogą być używane również w zwalczaniu przeciwników. To bardzo, bardzo niebezpieczny mechanizm – ostrzega.

Komentując te słowa Jakub Szymczuk nazwał taktykę Brukseli „pełzającym poszerzaniem kompetencji”. – Dzisiaj zgadzamy się na masowe skanowanie pod kątem pedofilii, ale jutro – mając już gotowe i podpięte pod wszystkie nasze urządzenia algorytmy – rządy, a właściwie elity europejskie mogą stwierdzić: „no dobra, hej, słuchajcie, poszukajmy jeszcze może mowy nienawiści, oszustów podatkowych albo antyrządowych symboli” – podkreślił felietonista Kanału Zero.

Inaczej patrzy na ten problem eurodeputowany Patryk Jaki. Według niego Unia Europejska nie potrzebuje do wprowadzenia inwigilacji nowych narzędzi, bowiem już stosuje regulację DSA (Akt o usługach cyfrowych) i DNA (Akt o sieciach cyfrowych – tutaj poseł się myli: ta regulacja jeszcze nie została przyjęta – PCh24.pl).

Polityk PiS wspomniał, że przed kampanią wyborczą platforma TikTok usuwała z jego konta materiały dotyczące masowej imigracji oraz ideologii gender. On sam zaś „jest już bliski zebrania wystarczającej ilości podpisów, żeby powołać komisję śledczą w Parlamencie Europejskim w tej sprawie”.

Wszyscy są podejrzani

Szymczuk podkreślił, że zarówno nowoczesna technologia, jak i dyrektywy Unii Europejskiej przyczyniają się do stworzenia systemu, który niweluje zasadę domniemania niewinności.

Nagle każdy obywatel, każdy z 450 milionów Europejczyków z założenia jest podejrzany, a raczej podglądany. Jego prywatne sprawy trafiają pod lupę ślepych maszyn, tak można powiedzieć. A te maszyny generują gigantyczną falę błędów. To są tak zwane fałszywe alarmy. Algorytm nie rozumie sarkazmu, nie zna się na czarnym humorze i nie odróżni zdjęcia wysypki dziecka wysłanego do znajomego lekarza od realnego zagrożenia – zauważył felietonista.

Partyjny kolega Jakiego, Piotr Müller także zwraca uwagę, że niezależnie od przyjmowania rozwiązań w szczegółach mniej czy bardziej represyjnych, istotą jest samo tworzenie infrastruktury technicznej do potencjalnego systemu kontrolującego nasze prywatne kontakty.  

Korespondencja nieszyfrowana nadal będzie podlegała pewnego rodzaju skanowaniu. Ja po prostu nie chciałbym tutaj rozszczelniać tamy ochrony prywatności, która to tama w przyszłości może pęknąć. Bo jeżeli mamy narzędzia technologiczne do masowego, szybkiego skanowania korespondencji prywatnej, do tego narzucimy możliwości w przyszłości korzystania na przykład ze sztucznej inteligencji, to mamy Orwella, mamy Big Brothera – podkreślił europoseł.

Posłużył się naocznie zaobserwowanym przykładem Chin, dokąd wybrał się niedawno z delegacją Parlamentu Europejskiego. W państwie tym wszystkie obecne na rynku komunikatory należą do firm państwowych, a wiadomości są na bieżąco skanowane i nie podlegają żadnemu szyfrowaniu.

– Ja nie chcę chińskiego Internetu i nie chcę chińskiego społeczeństwa w Polsce i w Europie – zastrzegł Müller.

 Jednak Patryk Jaki uważa, iż tego rodzaju obawy są nieuzasadnione.

- Nieprawdą jest też to, że urzędnicy unijni będą patrzeć na nasze wiadomości, czyli to, co opowiada poseł Bryłka, bo na żadnym etapie ich nie ma. Procedura wygląda tak, że jak sztuczna inteligencja wyłapie treść pedofilską, a następnie sprawdza to człowiek, ale nie w Komisji Europejskiej, tylko w firmie cyfrowej. Jeśli potwierdzi trafienie, to przesyła to na kolejny etap weryfikacji do służb danego państwa. Są więc jakby trzy etapy weryfikacji. Na żadnym nie ma urzędników unijnych, którym – swoją drogą – ja też nie ufam. Ja rozumiem, że to rozwiązanie nie jest idealne, ale problem polega na tym, że krytycy tego rozwiązania nie proponują żadnej mądrej i skutecznej alternatywy – powiedział europoseł PiS.

Źródło: Kanał Zero

RoM

 

 

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: