Ekspert Ordo Iuris nie ma wątpliwości: Czas na zmianę. Minister Nowacka musi odejść

Instytut Ordo Iuris oraz Centrum Życia i Rodziny złożyły w MEN ponad 200 tysięcy podpisów pod czterema petycjami dotyczącymi polskiej szkoły. O polityce MEN rozmawiamy z dr. Arturem Góreckim, dyrektorem Centrum Edukacyjnego Ordo Iuris.
PCh24.pl: Instytut Ordo Iuris przekonuje, że MEN seksualizuje dzieci. Na czym opiera się to przekonanie?
Dr Artur Górecki, Ordo Iuris: Nasza ocena wynika z analizy proponowanych przez MEN zmian programowych oraz materiałów promowanych w ramach tzw. edukacji zdrowotnej. Dostrzegamy w nich tendencję do wprowadzania treści dotyczących seksualności człowieka na bardzo wczesnym etapie edukacji oraz do prezentowania kwestii związanych ze sferą seksualną w oderwaniu od kontekstu rodziny, odpowiedzialności i dojrzałości emocjonalnej.
Treści seksualne mają być jednak nieobowiązkowe…
Deklarowane przez MEN wyłączenie tych treści do modułu nieobowiązkowego jest jedynie działaniem pozorowanym, obliczonym na uspokojenie rodziców. W module obowiązkowym nadal pozostają treści, które muszą budzić sprzeciw osób zatroskanych o rzeczywiste dobro dzieci i młodzieży.
Czy dzieciom nie należy podawać wiedzy?
Nie kwestionujemy potrzeby przekazywania dzieciom i młodzieży wiedzy adekwatnej do ich wieku i etapu rozwoju. Do czasu zmian wdrażanych przez minister Barbarę Nowacką dokonywało się to w ramach kilkunastu różnych przedmiotów, znajdując swoje dopełnienie w „Wychowaniu do życia w rodzinie" – zajęciach, z których uczeń mógł być zwolniony decyzją rodziców. Był to model respektujący pierwszeństwo rodziny w procesie wychowania.
Czy działania minister to atak na prawa rodziców?
Uważamy, że państwo powinno respektować przyrodzone i konstytucyjne pierwszeństwo rodziców w wychowaniu dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Nasze zastrzeżenia budzi sytuacja, w której szkoła staje się narzędziem narzucania fałszywej wizji antropologicznej i obyczajowej, uwarunkowanej ideologicznie, a nie rzeczywistym rozpoznaniem tego, kim jest człowiek.
Według Instytutu, minister Barbara Nowacka powinna opuścić swoje stanowisko. Czy istnieje racjonalna szansa, że jakikolwiek jej następca prowadziłby istotowo odmienną politykę edukacyjną, biorąc pod uwagę profil rządu i agendę unijną?
Ocena działań minister Barbary Nowackiej nie zależy wyłącznie od tego, czy jej ewentualny następca prowadziłby całkowicie odmienną politykę. Uważamy, że minister ponosi polityczną odpowiedzialność za konkretne decyzje podejmowane w resorcie, a ich skutki powinny podlegać ocenie społecznej, której miarą jest dobro wspólne.
Kierunek polityki edukacyjnej jest w znacznej mierze determinowany przez większość rządową oraz zobowiązania wynikające z agendy europejskiej. Nie oznacza to jednak, że zmiana na stanowisku ministra nie może przynieść korekty priorytetów, większej otwartości na dialog społeczny – w szczególności z rodzicami i organizacjami społecznymi – czy też bardziej wyważonego podejścia do kwestii spornych. Odpowiedzialność polityczna i moralna konkretnych osób piastujących urząd publiczny pozostaje istotna niezależnie od szerszego kontekstu politycznego jest jednym z fundamentów kultury życia publicznego.
Minister Nowacka ogranicza też obecność religii w szkole. Dlaczego ta obecność jest ważna?
Religia zajmuje niezastąpione miejsce zarówno w życiu człowieka, jak i w strukturze wiedzy, którą zdobywa podczas swojej edukacji. Pytania o sens istnienia, o fundament moralności, o miejsce człowieka w świecie i jego ostateczne powołanie należą do najgłębszych pytań ludzkiej egzystencji – i żaden inny przedmiot szkolny nie podejmuje ich w sposób równie bezpośredni i systematyczny. Pominięcie tego wymiaru oznaczałoby zubożenie kształcenia i fałszywy obraz rzeczywistości, w którym religia – będąca przez wieki źródłem kultury, prawa i cywilizacji europejskiej – zostaje sztucznie wyeliminowana z przestrzeni poznawczej młodego człowieka.
Dobrze, ale dlaczego akurat w szkole, a nie przy parafii?
Obecność religii w szkołach publicznych jest również jednym z elementów realizacji konstytucyjnego prawa rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami oraz prawa obywateli do korzystania z wolności religijnej w przestrzeni publicznej. Gwarantuje to równy i powszechny dostęp do tych zajęć wszystkim zainteresowanym uczniom, bez względu na miejsce zamieszkania, możliwości organizacyjne parafii czy sytuację rodzinną.
Przeniesienie nauki religii wyłącznie do parafii oznaczałoby w praktyce ograniczenie realnej dostępności tych zajęć dla wielu rodzin, zwłaszcza w środowiskach wiejskich i małomiejskich. Byłoby to zarazem symboliczne i faktyczne wypchnięcie religii ze sfery publicznej, w sprzeczności z zasadą równouprawnienia związków wyznaniowych i przejawem wrogości państwa wobec religii. Trudno znaleźć analogiczne argumenty uzasadniające usuwanie innych zajęć organizowanych w odpowiedzi na potrzeby określonych grup społecznych.
Czy religia powinna być obowiązkowa?
Docelowo lekcje religii powinny zachować status zajęć dobrowolnych, organizowanych w szkołach publicznych na życzenie rodziców lub pełnoletnich uczniów. W przypadku szkół niepublicznych o obowiązkowym lub nieobowiązkowym charakterze tych zajęć powinien decydować statut szkoły, zgodnie z jej charakterem i misją wychowawczą. Państwo nie powinno zmuszać nikogo do uczestnictwa w lekcjach religii, lecz nie powinno również utrudniać korzystania z tego prawa osobom zainteresowanym ani tworzyć warunków, które czynią je faktycznie niedostępnymi.
Czy w ocenie Instytutu istnieją jeszcze jakieś inne problematyczne przestrzenie polityki edukacyjnej MEN niż edukacja seksualna oraz lekcje religii? Jeżeli tak, to jakie?
Tak, nasze zastrzeżenia dotyczą szeregu innych obszarów. Zwracamy uwagę na systematyczne ograniczanie wpływu rodziców na proces wychowawczy i edukacyjny – tendencja ta przejawia się zarówno w zmianach programowych, jak i w fasadowym sposobie prowadzenia konsultacji społecznych. Dostrzegamy również problem ideologizacji znacznej części treści edukacyjnych poprzez promowanie określonych poglądów światopoglądowych jako bezdyskusyjnych i neutralnych, mimo że są one przedmiotem poważnej debaty społecznej, filozoficznej i naukowej. Niepokoi nas także osłabianie edukacji historycznej, roli języka polskiego i klasycznego modelu kształcenia obywatelskiego, które powinny wzmacniać znajomość narodowego dziedzictwa i kultury. Postulujemy większy nacisk na jakość kształcenia w podstawowych dziedzinach wiedzy i umiejętności, zamiast dalszego rozszerzania programów o treści ideologiczne lub społeczno-inżynieryjne.
Co jest największym problemem?
Zasadniczym problemem obecnej polityki edukacyjnej MEN jest przesunięcie akcentu z ukierunkowania człowieka na prawdę (wiedza, mądrość) i dobro oraz wspierania rodziny – czemu winna służyć edukacja – na kształtowanie postaw zgodnych z określoną wizją światopoglądową, uwarunkowaną ideologicznie, a nie troską o integralny i wszechstronny rozwój ucznia.
PCh24.pl






