Franciszkanin z Libanu: bomby w pobliżu klasztoru, ludzie boją się i krzyczą „dość!”

mid-epa11557975-e1724418474316.jpg
fot. EPA/WAEL HAMZEH / PAP

- Żyjemy między dwoma ogniami. Z jednej strony izraelskie bomby, a z drugiej Hezbollah ze swoimi rakietami – opowiada przełożony klasztoru franciszkanów w Tyrze. Ojciec Toufic Bou Mehri wyznał, że „strach jest wielki” i często słyszy krzyki zdesperowanych Libańczyków, którzy mają już dość i są przerażeni możliwością eskalacji konfliktu.

Franciszkanin opowiedział o życiu chrześcijan w miasteczku Deir Mimas. Leży ona nad rzeką, która schodzi ku dolinie, w której ukrywają się bojówkarze Hezbollahu. Wioska znajduje się dwa kilometry od izraelskiego miasta Metula i sąsiedniego Kyriat Shmona, tuż przy granicy między Izraelem a Libanem.  

Między dwoma ogniami

Zróbmy to razem!

Miasteczko liczy ok. 3 tys. mieszkańców, chrześcijan różnych wyznań – łacińskich katolików, grekokatolików, prawosławnych i protestantów. Kiedyś połowa z nich mieszkała tam cały rok. Dziś, z powodu wojny, pozostało tylko 180 osób. Co może ich czekać mówi leżące nieopodal miasto Kfarkela, prawie całkowicie zrównane z ziemią przez bombardowania.

Ojciec Toufic Bou Mehri powiedział włoskiej agencji SIR, że „pomimo rakiet i bomb” przynajmniej raz w tygodniu dojeżdża do chrześcijan w Deir Mimas. Miasteczko oddziela od Tyru 30 km. Dla garstki wiernych odprawia niedzielną Eucharystię, wszystkim potrzebującym dostarcza świeże warzywa i owoce. - Dzięki moim współbraciom z Kustodii Ziemi Świętej pomagamy także tym, którzy schronili się w Bejrucie z powodu wojny. Potrzeby są ogromne – podkreślił franciszkanin. Wyznał, że wśród ludzi panuje wielki strach i ogromna niepewność o przyszłość.

Krzyże na domach obroną przed złem

- Panorama Deir Mimas coraz bardziej jest naznaczona słupami dymu unoszącymi się po każdym wybuchu bomby i rakiety wystrzelonej między armią izraelską a bojówkami Hezbollahu – podkreślił ojciec Toufic Bou Mehri. Zauważył, że krzyże, które zdobią domy i pola tamtejszych chrześcijan, są jak obrona przed złem i „akt zawierzenia Bogu” całej wioski. Franciszkanin powiedział, że w poprzednich tygodniach rakiety i bomby spadały na pola, teraz skróciły zasięg ostrzału i w ostatnich dniach spadły kilkaset metrów od pierwszych domów i małego franciszkańskiego klasztoru. Zakonnik wyznał, że coraz trudniej jest mu wierzyć w sukces prowadzonych negocjacji. „Patrząc na to, co się dzieje wokół nas widzimy, że jak dotąd są one bezskuteczne” – powiedział.

Zatrute pola i gaje oliwne

Kto tylko mógł opuścił te obszary i udał się do Bejrutu. Spalone pola nie dają nadziei na plony a tym bardziej bezpieczną przyszłość. - W miasteczku zostali ludzie najbiedniejsi i najbardziej bezbronni. Jednak od kilku tygodni obserwujemy powrót niektórych rodzin, które nie są w stanie utrzymać się w stolicy Libanu. To ważna decyzja: wybrać godną śmierć w wiosce, w której się urodziliśmy, a nie głodować na wygnaniu – podkreślił zakonnik. Wyznał, że ludzie muszą się zmierzyć z kolejnym problemem. W 2023 r. wioska Deir Mimas została nagrodzona jako najlepszy producent oliwy w Libanie. - Ludzie żyją tu z rolnictwa i gajów oliwnych, z oliwy.  W tym roku będzie bardzo trudno sprzedać nasze oliwki i oliwę, ponieważ wydaje się, że bomby fosforowe zostały wystrzelone z Izraela na ten teren. Celem byłoby spalenie pól, na których ukrywają się bojówki Hezbollahu – powiedział franciszkanin. Oznacza to nie tylko wzrost ubóstwa, ale i możliwość pojawienia się wielu chorób. Zakonnik dodał, że ludzie mieszkający na granicy między Izraelem a Libanem mierzą się z tymi samymi problemami, co mieszkańcy Strefy Gazy, tyle że na razie na mniejszą skalę.

Chcą tylko żyć w pokoju

W Kraju Cedrów ponad 120 tys. Libańczyków zostało wysiedlonych z obszarów przygranicznych z Izraelem. - Pozostali tam praktycznie ci, którzy nie mieli pieniędzy, by gdzieś wyjechać – powiedział ojciec Toufic Bou Mehri. Franciszkanin wyznał, że Libańczycy nie radzą sobie z ogromnym kryzysem gospodarczym, ale też z koniecznością utrzymywania 2 mln syryjskich uchodźców i 500 tys. Palestyńczyków. - Brakuje wszystkiego, nawet bezpieczeństwa. Ludzie żyją w ciągłym strachu. Krzyczą „dość!”, bo nie mogą już tego znieść – powiedział franciszkanin. Zauważył, że zwłaszcza mieszkańcy południowego Libanu zastanawiają się, dlaczego muszą płacić rachunek za wojnę w Strefie Gazy, której nikt nie chce. - Oni chcą po prostu żyć w pokoju i z godnością. Nie proszą o nic więcej – podkreślił zakonnik z franciszkańskiej Kustodii Ziemi Świętej.

Źródło: KAI

USA-Izrael-sojusz.jpg
Oprac. GS/PCh24.pl

CNN: Waszyngton udzieli Izraelowi pełnego wsparcia w przypadku ataku na Liban

Władze USA zapewniły delegację z Izraela, która przybyła w minionym tygodniu do Waszyngtonu, że w przypadku wojny z libańskim ugrupowaniem terrorystycznym Hezbollah administracja Joe Bidena jest gotowa udzielić wsparcia stronie izraelskiej - poinformowała w sobotę stacja CNN.W ostatnim czasie wzrosła liczba starć pomiędzy Izraelem a wspieranym przez Iran Hezbollahem, co nasiliło obawy dotyczące mo...Czytaj dalej

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: