Hipokryzja na talerzu, czyli dla dzieci „dieta planetarna”, a dla MEN-u burger i wątróbka

Podczas gdy dzieciom w szkolnych stołówkach ogranicza się mięso, pracownicy resortu oświaty zajadają się burgerami, wątróbką, karkówką, czy schabowymi. Zapytana o tę rozbieżność wiceminister Paulina Piechna-Więckiewicz tłumaczy, że ministerialna stołówka jest ogólnodostępna oraz że... „żywią się w niej dorośli ludzie”.
Od nowego roku szkolnego ministerstwo zdrowia nałożyło na szkolne stołówki obowiązek przestrzegania „diety planetarnej”. Mięso może być serwowane najwyżej dwa razy w tygodniu, a w zamian ma pojawić się więcej posiłków wegetariańskich i wegańskich. Ministerstwa nie obchodzi, że dzieciom może w ten sposób brakować łatwo przyswajalnego białka zwierzęcego oraz żelaza hemowego.
Okazuje się jednak – jak donosi „Fakt” – że kiedy do „diety planetarnej” zmuszane są dzieci, pracownicy innego resortu – oświaty – zajadają się burgerami i wątróbką.
„Sprawdziliśmy jak wyglądają obiady w Ministerstwie Edukacji Narodowej. Trafiliśmy na burgera wołowego, wątróbkę drobiową po gruzińsku, sznycel drobiowy i duszoną karkówkę, a potem kurczaka po prowansalsku, schabowego i makaron z sosem bolognese” – czytamy na łamach gazety.
8 października na antenie radia ZET dziennikarz Marcin Zaborski przeczytał ten fragment „Faktu” wiceminister edukacji Paulinie Piechnie-Więckiewicz. Przytoczył również pytanie postawione w gazecie, dlaczego urzędnicy ministerstwa edukacji nie dają przykładu i sami objadają się mięsem. Wiceminister tłumaczyła, że ministerialna stołówka jest ogólnodostępna i... dla „dorosłych ludzi”.
- To jest ogólnodostępna stołówka, to jest pierwsza sprawa, żywią się w niej dorośli ludzie, przede wszystkim to jest kolejna sprawa. Szkoła jako jedno z tych miejsc, które wspiera też proces wychowawczy ma reagować na wyzwania współczesnego świata. Takim wyzwaniem jest właśnie nadwaga i otyłość w Polsce. Jeszcze raz powiem, bo nie wiem czy my wiemy, że mówimy o milionach dzieci, o setkach tysięcy milionach dzieci, które walczą z otyłością – przekonywała Piechna-Więckiewicz.
Jak widać „dieta planetarna” jest wyłącznie dla dzieci, a dla rządzących – burgery i wątróbka. Na koniec zaś wszystkim obywatelom podawana jest obfita porcja hipokryzji na talerzu.
- Kochane dzieci, musicie jeść zdrowo, bo inaczej będziecie żyli krócej - To dlaczego sami nie wprowadzicie diety planetarnej w MENie? - To jest prywatna restauracja, a poza tym jesteśmy dorośli i możemy jeść co chcemy A później zdziwienie, że Lewicy nikt nie traktuje poważnie https://t.co/xfMMiKiMdI
— Wolność__Słowa (@WolnoscO) October 8, 2026
Źródło: dorzeczy.pl, x.com / Wolność__Słowa
AF






