Imigranci. W obronie „Twierdzy Europa” przed cierpieniem, chaosem i przemocą

Europę można obronić przed chaosem związanym z masową migracją. Trzeba jednak postawić mury. Budowa murów nie jest niechrześcijańska. Wprost przeciwnie – to chrześcijańska konieczność, bo tylko tak można ocalić dobrych wyznawców Chrystusa, którzy wciąż zamieszkują skądinąd dekadencką Europę.
Artykuł ojca Kapronia
Na łamach „Tygodnika Powszechny” artykuł poświęcony migracji opublikował franciszkanin, misjonarz Kasper Mariusz Kaproń. Autor zastanawia się nad przyszłością Europy i nie wyklucza, że przyszłość ta jest ponura: jego zdaniem, Europa może po prostu zakończyć się jako forma cywilizacyjna, a katalizatorem tego końca będą masy migrantów, przekształcające kontynent tak, jak wędrujące ludy przekształciły Imperium Romanum w V wieku po Chrystusie.
Franciszkanin przyznaje, że nie podoba mu się ta perspektywa, bo – jak wskazuje – „upadek starego porządku niemal zawsze oznacza cierpienie, chaos i przemoc”. Z jego tekstu można wysnuć wniosek o nieuchronności takiego scenariusza upadku, chyba, żeby Europa zaczęła budować metaforyczne wysokie mury i stanowczo bronić się przed migrantami. Na taki obrót spraw duchowny nie chce się jednak zgodzić, wskazując, że byłoby to niechrześcijańskie. Odrzuca wprawdzie, jak sam pisze, „lewicową utopię otwartych granic”, dostrzega też problemy kulturowe wśród migrantów, ale uważa, że – umownie mówiąc – prawicowa propozycja przekształcenia Europy w „Twierdzę” jest nieakceptowalna, bo tak naprawdę nie ma czego bronić.
Europejska kultura współczesna jawi się ojcu Kaproniowi raczej jako ta, która weszła w fazę dekadencji. Tekst jest nieco chaotyczny i tak w zasadzie nie wiadomo, jaką koncepcję polityki migracyjnej autor uważa za właściwą; można przyjąć, że to jakaś formuła „ogólnej kontroli granic, ale z dużą otwartością na przybyszów”. Skłonność autora do grzebania Europy wskazuje jednak, że dopuszcza rosnący napływ migrantów jako rzecz nieledwie przesądzoną i jakoś się z tym godzi.
Państwo Boże w Europie
Otóż ja nie godzę się ze śmiercią Europy i nie widzę powodu, bym miał to robić. Wprawdzie współczesna Europa jest kulturowym bagnem, niemniej jednak jest zamieszkana przez również przez dobrych chrześcijan – i abstrahując od powodów historycznych, tylko z tego powodu obrona Europy przed chaosem jest moralnym obowiązkiem. Powtórzę: w Europie przeważają ateiści czy ludzie obojętni religijnie, ale żyją tu zarazem miliony wyznawców Chrystusa, którzy starają się budować wokół Niego swoją egzystencję. Nie wolno ich narażać na zło.
Kasper Mariusz Kaproń cytuje Augustyna, który przestrzegał przed utożsamianiem Imperium Romanum z Państwem Bożym. Dobrze – nie utożsamiajmy z Państwem Bożym Imperium Europaeum. Możemy jednak utożsamić z Państwem Bożym te miliony chrześcijan, którzy na terenie Europy chcą żyć życiem Chrystusowym.
Ewentualny „upadek starego porządku”, który przyniósłby „cierpienie, chaos i przemoc” oznaczałby, że te katastrofy spadną na głowy również tych właśnie milionów dobrych chrześcijan – na matki i ojców, na ich dzieci, na duchownych. To niedopuszczalne. Masowa migracja oznacza masę problemów. Żaden podmiot polityczny nie jest uprawniony, by rozwiązywać problemy ekonomiczne Afrykanów, udzielając im świadczeń socjalnych w Europie – kosztem rychłego wybuchu chaosu, który zniszczy uporządkowane chrześcijańskie życie milionów ludzi.
Twierdza Europa jest dobra
Imperatywem chrześcijańskiej polityki jest niedopuszczenie do cierpienia, chaosu i przemocy. Kasper Mateusz Kaproń zdaje się przyznawać, że w skuteczny sposób można zrealizować tę obronę budując „twierdzę Europa” – tyle, że nie chce tego przyjąć, bo miałoby to być niechrześcijańskie. Na dowód braku chrześcijaństwa projektu „twierdzy Europa” podaje przykłady fizycznej albo werbalnej przemocy wymierzonej w imigrantów.
Rzecz jednak w tym, że nadużycie nie znosi użycia. Innymi słowy fakt, że część zateizowanej europejskiej ludności, która uważa się za prawicę, odziera migrantów z godności i traktuje ich jak podludzi – ten fakt bynajmniej nie uprawnia do tego, by kategorycznie odrzucać projekt „Twierdzy Europa”. Musimy jedno czynić, a drugiego nie zaniedbywać – należy upominać zateizowaną tzw. prawicę, która zapomina o godności ludzkiej imigrantów, ale z drugiej należy dołożyć wszelkich starań, by nie dopuścić do wybuchu chaosu i cierpienia.
Nie wolno jednak składać broni i godzić się z rzekomą nieuchronnością upadku Europy, skoro widać konkretne narzędzie zapobieżenia tego upadku w postaci metaforycznych wysokich murów – a budowa wysokich murów nie jest sama w sobie zła. Chrześcijanie powinni wspierać budowę wysokich murów nie po to, by z pogardą kopać tych, którzy się po nich wspinają – ale po to, by w grzeczny sposób zakomunikować im, że to Imperium jest już zamieszkałe, ma swoją historię i dziedzictwo, a jeżeli ktoś chce do niego wejść, musi to uczynić korzystając z bramy, gdzie się wylegitymuje.
Ocalić chrześcijan w Europie
Kasper Mateusz Kaproń pokazuje ludzi, którzy chcieliby „strzelać do łodzi” z migrantami. Takie postulaty w dyskursie rzeczywiście padają, ale to głupota. Migranci ciągną do Europy nie dlatego, że nikt nie strzela – ale dlatego, że mają tu perspektywę krótko- albo średnioterminowej poprawy materialnej własnego losu. Tę perspektywę trzeba zlikwidować, wspierając ją twardą egzekucją obowiązującego prawa – bez strzelania do łodzi, ale z użyciem cywilizowanych środków przymusu bezpośredniego, które stosuje się do wszystkich łamiących prawo.
Twierdza Europa, którą Kasper Mateusz Kaproń odrzuca jako niechrześcijańska, może jawić się jako niechrześcijańska tylko z powodu miejscowego zakażenia przez ateistyczne rojenia pseudo-prawicowych volkistów. Te rojenia nie przekreślają jednak sensowności budowy Twierdzy Europa jako narzędzia obrony Ludu Bożego w Europie przed przemocą i chaosem.
Inna sprawa to wygoda; tutaj Kasper Mateusz Kaproń ma rację. Ludność europejska, nawet ta krytyczna wobec migrantów, przyzwyczaiła się do wygodnego życia, w którym wykorzystuje niskopłatną pracę świadczoną przez migrantów. Tworzy to nierozwiązywalną sprzeczność, dlatego budowa Twierdzy Europa nie jest bynajmniej projektem bezkosztowym: wymaga rezygnacji z części aktualnego stylu życia i ograniczenia konsumpcji. To zresztą ze wszech miar dobre, bo tworzące warunki, w których łatwiej o budowę cnotliwego życia.
Wreszcie, Twierdza Europa nie jest nieprzenikniona: chyba żadna europejska prawicowa partia, czy chrześcijańska czy ateistyczna, nie zakłada polityki „0 migracji”. Opinia powszechna jest raczej taka, że w Twierdzy Europa możliwe jest przyjmowanie wysoce wykwalifikowanych migrantów w takiej liczbie, która zgodnie z najlepszym przewidywaniem nie doprowadzi do chaosu; ponadto możliwe albo nawet nakazane jest przyjmowanie pewnych grup autentycznych uchodźców, zwłaszcza chrześcijańskich, jako bardziej kompatybilnych z (post)chrześcijańskim kształtem kultury europejskiej.
Europa jest dekadencka i upada. Nie musi jednak upaść. Żeby przetrwała, trzeba ją jednak ocalić – a nikt nie wymyślił nic lepszego, niż wysokie mury. Zbudujmy te mury, zrezygnujmy z konsumpcyjnego stylu życia opartego o pracę słabo płatnych imigrantów – i pozwólmy europejskim dobrym chrześcijanom żyć katolickim życiem bez cierpienia, przemocy i chaosu. Czy nie jest za późno? Dobre pytanie; ale czy czas był dobry, czy nie, nie przekonamy się, dopóki nie spróbujemy.
Paweł Chmielewski






