„Jak skończymy z Żydami, zrobimy to samo z Polakami”. Gorzka prawda o rzezi wołyńskiej zapisana w „Zeszycie” pani Alfredy

Alfreda Kołodzińska.jpg
Alfreda Kołodzińska, fot. Adam Białous

Niesamowitym odkryciem jest dla mnie „Zeszyt” pani Alfredy Kołodzińskiej (1925-2025), który przekazała mi osobiście – niedługo przed swoją śmiercią. Pani Alfreda urodziła się we wsi Osiecznik koło Kowla na Wołyniu. Jako nastolatka była świadkiem zbrodni ludobójczych popełnionych na Polakach i Żydach przez ukraińskich banderowców. Zapisane w pamiętniku wiersze, wspomnienia i refleksje pani Alfredy Kołodzińskiej doskonale obrazują polskie, kresowe serce głęboko zranione grozą bestialstwa i wygnania z rodzinnej ziemi. 

Ojciec pani Alfredy Kołodzińskiej nazywał się Józef Sapieja. Był polskim gospodarzem. W Osieczniku państwo Sapiejowie mieli nieduże gospodarstwo i sporo dzieci. Była to szczęśliwa, kochająca się rodzina. Większość mieszkańców Osiecznika było Polakami. Do czasu Ukraińcy i Polacy żyli na Wołyniu w zgodzie, wśród pięknej przyrody tej krainy. Aż przyszła wojna i wszystko odmieniła. Pod okupacją sowiecką nacjonalizm ukraiński nie mógł się rozwinąć, bo był z całą brutalnością zwalczany przez NKWD jako nacjonalistyczny nurt wrogi Związkowi Sowieckiemu.

Zupełnie inaczej odniósł się do niego okupant niemiecki, który latem 1941 roku zajął Ukrainę. Pani Alfreda Kołodzińska była tego świadkiem. „Kiedy Niemcy wkroczyli na ziemię wołyńską, zaraz zaczęli podburzać najciemniejszych Ukraińców przeciwko Polakom. Wczorajsi sąsiedzi spoglądali na nas z lekceważeniem i nienawiścią. Ukraińcy z OUN stwierdzili, że warunkiem uznania przez inne państwa niepodległości Ukrainy jest wymordowanie wszystkich Polaków zamieszkałych na tych terenach. Przed wojną na Ukrainie Polaków było tylko 17 procent. Przewaga Ukraińców, do tego wspieranych przez Niemców, była ogromna. Znaleźliśmy się nagle w sytuacji bez wyjścia” – pisze w swoim „Zeszycie” pani Alfreda, świadek tragicznej historii.

Zróbmy to razem!

Polacy opuszczali swe domostwa i uciekali na zachód lub gromadzili się w duże skupiska strzeżone przez żołnierzy AK. Dla większości Ukraińców nie liczyły się już dawne dobre sąsiedztwa z Polakami, a nawet powinowactwo. „To, że jest się Polakiem, dla banderowców wystarczyło na wydanie wyroku śmierci nawet na niemowlęta czy niedołężnych starców. Uśmiercanie wczorajszych przyjaciół, banderowcy poczytywali sobie za zaszczyt i tytuł do chwały” – czytam w zapiskach Alfredy Kołodzińskiej.

W innej stronie „Zeszytu” odnotowała ona: „We Włodzimierzu Wołyńskim banderowcy wtargnęli na plebanię. Księdza kłuli bagnetami. Potem, jeszcze żywego, wywlekli na podwórko, wrzucili do długiego koryta i piłą przecięli jego ciało na połowę. W jakich mękach on konał. Dlaczego żaden z wołyńskich księży nie został jeszcze wyniesiony na ołtarze?”.

Pani Alfreda do dziś pamięta słowa wypowiedziane wówczas przez jednego z Ukraińców – Jak skończymy z Żydami, to potem to samo zrobimy z Polakami. I dotrzymali słowa – powiedziała mi Alfreda Kołodzińska, podczas naszej rozmowy prowadzonej w roku 2018. Według jej relacji, wiosną 1943 siepacze z UPA napadli na jej rodzinną wieś Osiecznik. Ojciec pani Alfredy oraz inni polscy gospodarze byli na to przygotowani, dlatego odparli ten atak, jednak podczas walk zginęło dziesięciu mężczyzn z Osiecznika. Pozostali przy życiu wiedząc, że Ukraińcy wrócą. Zabrali swoje rodziny i schronili się w nieodległej, większej miejscowości Zasmyki. - Tam, w Zasmykach, zgromadziło się kilka tysięcy Polaków. Wieś była strzeżona przez silne oddziały AK. UPA kilka razy próbowało zdobyć Zasmyki, ale oddziały AK były tak sprawne, że banderowcy za każdym razem ponosili klęskę, choć liczebnie było ich o wiele więcej niż żołnierzy polskiego podziemia – powiedziała mi pani Alfreda.

Podczas rozmowy ze mną wspomniała też o ciężkim doświadczeniu, jakie podczas rzezi wołyńskiej przeżył jej mąż - Mój mąż służył w AK na Wołyniu. Widział tam straszne rzeczy. Opowiadał mi, że jednego razu weszli do stodoły, w której banderowcy pomordowali Polaków. Wszystkim obcięli głowy. Z jednej strony leżał stos ludzkich ciał bez głów, a głowy leżały na drugim stosie. Choć znam to tylko z opowieści męża, ten koszmar śni mi się po nocach – zwierzyła się przede mną pani Alfreda Kołodzińska.

Dodała, że sprawiedliwość dosięgła wielu członków OUN zaraz po zbrodni wołyńskiej. - Banderowcy byli wtedy bogaci, bo łupili polskie domy, dwory i pałace. Ale tym bogactwem długo się nie nacieszyli. Kiedy Wołyń zajęli czerwonoarmiści, wszystko to im odebrali, a kto był banderowcem, od nowych panów tych ziem, dostał „kule w łeb” albo jechał na Sybir – wspominała Kołodzińska.

Zeszyt pani Alfredy

Urodzona na Wołyniu autorka pamiętnika miała talent poetycki. Choć nieoszlifowany (skończyła jednie kilka klas szkoły podstawowej), to wyraźny i łatwo w jej utworach poetyckich dostrzegalny. W wolnych od prac gospodarskich chwilach pisała wiersze, spisywała swoje wspomnienia z Wołynia oraz komentarze do współczesnej sytuacji życia społecznego i politycznego Polski. To, co napisała kilka lat przed śmiercią, zebrała w całość w grubym zeszycie, któremu dała nazwę „Zeszyt – Gorzka prawda. Cień Bandery nad zbrodnią ludobójstwa”. W jednym z wierszy z „Zeszytu” czytamy:

„O ziemio pięknym kwieciem przybrana
Od okrutnych oprawców
Niewinną krwią skąpana
A w sercach Wołyniaków
Pozostała wciąż niegojąca się rana”

Najwcześniejsze zapiski w „Zeszycie” pochodzą z okresu PRL-u. Autorka tych refleksji często skarży się na zakłamywanie prawdy o zbrodni wołyńskiej przez władze komunistyczne. „Nie ma obecnie bardziej fałszywego zakłamania jak historia rzezi wołyńskiej”. Ukraińcom wytyka zaś, że starają się oni wysłać prawdę o zbrodni wołyńskiej w otchłań niepamięci.

W wierszu „Wołyńska golgota” pani Alfreda pisze:

„Przez ten czas niemały
Kartki z kalendarza się posypały
W zegarze godziny uleciały
A nasi sąsiedzi pozapominali
Jakie nam wyroki zgotowali”

Wołyniaczka trudne uczucia, wywoływane traumą wojenną, przelewała na papier, pisząc wiersze i wspomnienia. To, jak mi mówiła, przynosiło jej ulgę, było dla niej swoistą terapią.

„Wciąż wracają wołyńskie wspomnienia
Szumią wołyńskie, cierniem porośnięte gaje
Szumią łzami napełnione ruczaje”.

Wspomnienia o ziemi swojego dzieciństwa Alfreda Kołodzińska, z dużym talentem literackim, przelewa na papier pisząc wiersz pt. „Tam pozostała”. Oto jego fragment:

„Tam pozostała biedna staruszka
Grusza naszego sąsiada
W mym wspomnieniu widzę
Jak białym kwieciem otulona
Gałązki rozkłada i szumi
W przydrożnej lasu głuszy
Milczy, nie wspomina żadnego sąsiada
Tylko smutnym echem szumi”

Natomiast czytając wiersz „Na Wołyń serce się rwie” czułem dojmującą tęsknotę pani Alfredy.

„Dziesiątki lat minęło
pamięci ledwie ślad
Rodzinne ciepło tchnęło
Jak świeży Wołynia wiatr
Na głowie już siwizna
Daleka lecz bliska ojczyzna”

Dziś o Wołyniu

W opisach pani Alfredy dotyczących współczesnych przekazów na temat zbrodni wołyńskiej uderza trafność jej spostrzeżeń i ich aktualność. Na ósmej stronie swojego pamiętnika pisze ona tak: „Byłam świadkiem pogadanki, jaką nasi polscy ministrowie prowadzili o tym, co działo się w latach 1943-45 na Ukrainie. Wybielali prawdę, żeby tylko nic nie powiedzieć o tym, co Ukraińcy wyrabiali wtedy z Polakami”.

Z kolei o dzisiejszej postawie Ukrainy wobec prawdy o ludobójstwie na Wołyniu autorka „Zeszytu” wypowiada się następująco: „Dziś zamiast potępić zbrodnie swych przodków, to Polaków obwiniają. A Polacy tylko się bronili od noża, wideł i siekiery... Po wojnie wielu Ukraińców ściganych przez NKWD, pod zmienionymi nazwiskami, uciekło do Polski. Tu nikt ich nie zabijał i nie wyganiał. Ich potomkowie wykształcili się w naszej ojczyźnie. Dziś są nawet ministrami…Pomyślcie nasi sąsiedzi zza ukraińskiej miedzy – co żeście zyskali mordując tych, którzy wam nic nie zawinili. Co żeście zyskali topiąc w polskiej krwi pół Ukrainy? Tylko hańbę na cały świat i wyrzuty sumienia”. Do tych słów niepotrzebny jest żaden komentarz.

Adam Białous

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: