Jak Zachód promuje aborcję w Afryce. Szokujący przykład aplikacji

Amerykańska aplikacja doradza kobietom w Afryce, jak zabić swoje dzieci poprzez aborcję chemiczną. Udziela im porad, które mogą być groźne dla ich zdrowia i ani słowem nie wspomina, że zamiast zabijać dziecko, mogłyby poszukać gdzieś pomocy - podaje portal "LifeSiteNews".
Wielkie państwa od dawna promują dzieciobójstwo prenatalne. Związek Sowiecki wprowadził legalną aborcję w 1920 roku, przedstawiając to jako rewolucyjną zdobycz i chcąc eksportować na cały świat. W Stanach Zjednoczonych globalną politykę proaborcyjną rozpoczęto w roku 1974. Przyjęto wówczas tzw. Memorandum Kissingera, gdzie zasugerowano konieczność obniżania liczby ludności na świecie dla zabezpieczenia interesów ekonomicznych USA, również poprzez aborcję. Obecnie Federacja Rosyjska nadal akceptuje masowe dzieciobójstwo prenatalne. Tak samo czynią Chiny, które przez lata zmuszały swoich obywateli do zabijania dzieci. Ameryka pod rządami Trumpa nie promuje aborcji. Niestety, prywatne amerykańskie podmioty postępują inaczej.
Na łamach LifeSiteNews opisali to właśnie Steven Mosher i Samantha Lejeune. Autorzy prześwietlili firmę aborcyjną Ipas z Karoliny Północnej. Firma stworzyła chatbota na WhatsApp o nazwie "Nurse Nisa", czyli "Pielęgniarka Nisa". Aplikacja działa w Kenii oraz Demokratycznej Republice Konga. Jak podali Mosher i Lejeune, aplikacja zapewnia afrykańskie kobiety, że pigułki aborcyjne są bezpieczne "dla kobiet i dziewcząt w każdym wieku". Wysyła też link do kalkulatora ciążowego on-line, który pozwala stwierdzić, czy w danym momencie da się jeszcze zabić dziecko taką pigułką. Wreszcie aplikacja podaje informacje, jak wykorzystać takie zabójcze środki chemiczne.
Autorzy wskazują, że ta sama organizacja aborcyjna już w latach 90. propagowała w Kenii, Kongu oraz innych krajach rozwijających się manualne zestawy aborcyjne.
Jak czytamy w LifeSiteNews, informacje przekazywane przez aplikację są po prostu fałszywe. Pigułki aborcyjne wcale nie są bezpieczne - amerykańskie instytucje medyczne jasno wskazują na możliwe powikłania i przyznają, że wpływ takich środków na kobiety w każdym wieku wcale nie został przebadany. Innymi słowy, "pielęgniarska" aplikacja wprowadza Afrykanki w błąd, niejako zachęcając je do zabijania swoich dzieci za sprawą groźnych także dla ich zdrowia pigułek aborcyjnych. Według Moshera i Lejeune, aplikacja doradza też bardzo niebezpieczną dla kobiet praktykę: stosowania aborcyjnego środka razem z popularną tabletką przeciwbólową, które w ocenie amerykańskich instytucji medycznych może prowadzić do zatorów, infekcji a nawet śmierci.
Ponadto aplikacja doradza, w jaki sposób okłamać lekarza, który miałby zająć się kobietą po aborcji, jeżeli ta nie chciałaby albo nie mogła mu powiedzieć, że zamordowała własne dziecko poprzez zażycie środków aborcyjnych.
"Podczas rozmów [z aplikacją], Nisa nigdy nie zapytała, dlaczego chcemy dokonać aborcji albo czy ktoś nas do tego zmusza. Nie oferowała opieki prenatalnej, nie informowała o centrach ciążowych, nie proponowała pomocy w postaci pieniędzy ani jedzenia, nie wspomniała o adopcji" - czytamy.
"Właśnie tak wygląda zachodnia «opiera reprodukcyjna» w Afryce: zagraniczne pieniądze i ideologie, podawane anonimowo przez aplikację, która zagraża afrykańskim dzieciom jako problemowi, który należy rozwiązać" - piszą autorzy.
Źródło: LifeSiteNews
Pach






