„Jesteśmy tutaj dla Jezusa Chrystusa”. Chrześcijanie z Gazy o życiu w centrum konfliktu

Podczas poniedziałkowego publicznego spotkania we włoskim Rimini ojciec Gabriel Romanelli, proboszcz łacińskiego kościoła pod wezwaniem Świętej Rodziny w Gazie, oraz ojciec Francesco Ielpo, franciszkański kustosz Ziemi Świętej, opowiadali o realiach życia katolików na terenie okupowanej przez Izrael strefy.
Wprawdzie doświadczany przez mieszkańców dramat humanitarny zniknął z czołówek światowych gazet i portali, to jednak nie skończył się. Przeciwnie, sytuacja wciąż ulega systematycznemu pogorszeniu – wskazywał o. Romanelli podczas łączenia internetowego.
Tragedia dotyka 2,1 miliona ludzi żyjących w „zmiażdżonym” mieście, które wygląda jak po przejściu tsunami – relacjonuje spotkanie portal La Nuova Bussola Quotidiana. Pozbawieni domów mieszkańcy niemal zrównanej z ziemią Gazy żyją w namiotach rozbitych na piaszczystym podłożu.
- Każdego dnia walczymy o prąd i wodę, zarówno pitną, jak i niepitną, i prosimy Pana, aby obdarzył długim życiem generator, którego używamy do jej pompowania – mówił zakonnik.
Dostęp do wody jest bardzo drogi. Olej napędowy zasilający generator kosztuje 10 dolarów za litr. – Dzięki Bogu, opatrznościowo przez te lata wojny pod naszym kościołem była woda i zaspokoiła potrzeby czterystu rodzin – podkreślał o. Romanelli.
Na terenie strefy Gazy pozostało 541 katolików i prawosławnych. Wspólnoty wierzących w Chrystusa odnotowały w ciągu obecnego konfliktu 60 ofiar. Połowę tej liczby zabiły bezpośrednio izraelskie bombardowania, 23 zgony, w tym 14 osób starszych, nastąpiły z powodu braku możliwości zapewnienia im należytej opieki.
17 lipca ubiegłego roku w kościół Świętej Rodziny uderzyły bomby okupanta. Zginęły wówczas trzy osoby, które schroniły się w świątyni, 12 zostało rannych, w tym ojciec proboszcz.
Dlaczego więc duchowni – ojcowie, bracia i siostry zakonne – pozostali w tak niebezpiecznym miejscu?
- Jesteśmy tutaj dla Jezusa Chrystusa, aby zachować eucharystyczną Obecność w Ziemi Świętej, gdzie Bóg objawił się przez swojego Syna. Jesteśmy tutaj, przybici do krzyża: modlimy się i robimy, co w naszej mocy. Nasi chrześcijanie na Bliskim Wschodzie dają niesamowity przykład, jak nieść krzyż nawet na tej dolinie łez – padła odpowiedź.
Także kustosz Ziemi Świętej, ojciec Francesco Ielpo podkreślał, że Kościół kontynuuje w tym miejscu swoją misję. – Od ośmiuset lat my, franciszkanie, jesteśmy powołani do budowania wspólnoty chrześcijańskiej, do stawiania jej kamieni. Aby przetrwać, chrześcijanie potrzebują wspólnoty – wskazywał. Zadaniem zakonników jest ochrona powołania własnego i świeckich wiernych.
Duchowny mówił, że wojna jest ogromnym wyzwaniem dla wyznawców Chrystusa. Żyją oni w ciągłym zagrożeniu, cierpią z powodu niedostatku, gdyż od 3 lat nie przyjeżdżają tam pielgrzymi, którzy zapewniali miejscowej ludności zatrudnienie i dochody.
- Ból i poczucie bezradności, który odczuwamy, wołanie o sprawiedliwość, które budzi się w nas w obliczu przemocy i niesprawiedliwości – potępianych obecnie przez wszystkich, a jednak wciąż trwających – jest bardzo silne. Musimy znaleźć realistyczne, konkretne i skuteczne rozwiązania, aby zapewnić poszanowanie podstawowych praw każdego człowieka. Nie można na to przymykać oczu. Mamy nadzieję, że zostaną znalezione konkretne rozwiązania, które zapewnią poszanowanie podstawowych praw – podkreślał o. Ielpo.
Źródło: LaNuovaBQ.it
RoM






