Ks. Oko o ks. Małkowskim: Modlił się za prześladowców, także tych z władz kościelnych

Ks. Stanisław Małkowski umierał w opinii świętości. Był wielkoduszny, tak, jak uczy nas Pan Jezus. Modlił się za swoich prześladowców - czy byli to kryminaliści, czy komuniści, czy przedstawiciele władz kościelnych. Śp. ks. Stanisława wspomina ks. prof. Dariusz Oko.
Ks. Dariusz Oko w swoim cyklicznym programie "Oko na niedzielę" na antenie Telewizji Republika poświęcił uwagę śp. ks. Stanisławowi Małkowskiemu, który został pochowany 17 września 2026 roku.
- To jest kapłan, który wielkodusznie uczynił wyjątkowo wiele dobra dla tak wielu osób. Przez lata jako wolontariusz odwiedzał więźniów w zakładach karnych. Ludzi, którzy nieraz nie byli robotnikami żadnej godziny, nawet ostatniej. A jednak ze wszystkich sił starał się uratować także ich – mówił, nawiązując do przypowieści Pana Jezusa o robotnikach w winnicy (Mt 20, 1-16).
Jak wskazywał ks. Dariusz Oko, ks. Stanisław Małkowski dobrze wiedział, jak trudne są dla więźniów pierwsze dni po opuszczeniu zakładu karnego, kiedy nic nie mają, bo rodzina i przyzwoici ludzie już ich się wyrzekli, a starzy towarzysze przestępstw namawiają do powrotu do życia kryminalisty. – Łatwo jest wtedy wejść znowu na drogę zbrodni. Dlatego ks. Stanisław Małkowski zapraszał ich, żeby w trudnej sytuacji po wyjściu z więzienia przyszli do jego własnego domu, gdzie mieszkał tylko ze swoją starą matką. Pomagał im duchowo i materialnie tak, jak mógł. Sam był bardzo ubogi, jego stargana sutanna była wprost przysłowiowa – opowiadał.
- W końcu jeden z ratowanych przestępców w podzięce pobił go, obrabował i zapowiedział, że teraz regularnie będzie przychodził po następne haracze. Nawet w takiej sytuacji ksiądz Małkowski nie chciał zgłosić tego na policję. Zmusił go do tego dopiero jego przyjaciel. Jednak ksiądz Stanisław chciał to zrobić koniecznie sam, żeby sprawa została przedstawiona jak najłagodniej. Tak łagodnie, że początkowo prokuratura nie chciała się tym w ogóle zająć i stanąć w obronie księdza. Taka wielkoduszność cechowała go przez całe życie. Starał się dawać siebie jak najwięcej i jak najmniej brać – podkreślił.
- Dużo przebywał, dużo modlił się pod krzyżem smoleńskim i na Cmentarzu Powązkowskim, naszej narodowej nekropolii. Wspierał ludzi domagających się prawdy o katastrofie smoleńskiej. Stał po stronie Polaków, którzy nie wierzą oficjalnym wyjaśnieniom i komunikatom. Zupełnie niewiarygodni byli dla niego ludzie, którzy niszczą kluczowe dowody śledztwa, ale też i ci, którzy takie niszczenie całkowicie akceptują i twierdzą, że nic się jakoby nie stało – wskazywał.
Ksiądz Stanisław Małkowski, podkreślił, „stał po stronie ludzi sprawiedliwych i uczciwych”. – Po stronie osób, które nie godzą się na kłamstwa i manipulacje, które domagają się prawdy, szczególnie w sprawie Smoleńska. Za to przez dziesiątki lat był prześladowany i poniżany, nawet w swoim warszawskim Kościele. Starano się też maksymalnie utrudniać jego spotkania z katolikami, nawet w innych krajach i na innych kontynentach – powiedział.
- Taka zadziwiająca zbieżność: w archidiecezji warszawskiej był najbardziej prześladowanym księdzem przez władze kościelne. Natomiast w czasach panowania komunizmu trafił na pierwsze miejsce listy kapłanów przeznaczonych do zamordowania. Wyprzedził na niej nawet błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszkę, któremu przyznano tylko drugie miejsce. Obaj byli serdecznymi, niezawodnymi przyjaciółmi – mówił ks. Dariusz Oko.
- Listę tę sporządzili ateistyczni mordercy ze Służby Bezpieczeństwa i tylko przypadek sprawił, że jego nie zabili, chociaż był w ich oczach aż tak niebezpieczny – opowiadał.
Ks. Stanisław Małkowski był jednak tak wielkoduszny, że przebaczał swoim prześladowcom, niezależnie od tego, czy wywodzili się „spośród kryminalistów, komunistów czy jego własnych przełożonych”. – Modlił się za nich – zaznaczył.
Mówiąc o donoszących do UB kapłanach, wspomniał ks. Michała Czajkowskiego, który wiele lat współpracował ze służbami komunistycznymi.
- Ksiądz Stanisław umierał w opinii świętości. Z biegiem czasu dowiadujemy się o nich coraz więcej dobrych rzeczy, natomiast o jego prześladowcach – coraz więcej rzeczy złych i haniebnych. Oni odchodzą we wstydzie – mówił.
- Warto być wielkodusznym, jak uczy nas Pan Jezus – takim, jakim był ksiądz Stanisław Małkowski. Cała prawda wyjdzie na jaw najpóźniej na Sądzie Ostatecznym, a czasami wcześniej – podkreślił.
Źródło: Telewizja Republika - Oko na niedzielę






