Ks. prof. Andrzej Kobyliński: Kluczowa wojna w Kościele dopiero przed nami

Wojna dopiero przed nami. Katolicyzm konserwatywny sprzeciwia się temu, czego chciała rewolucja francuska. Natomiast katolicyzm liberalny stara się porozumieć z hasłami rewolucji i oświeceniem. Ten problem ma silny związek ze zmianami w Kościele, które dokonują się od czasów II Soboru Watykańskiego, co jasno pokazała konstytucja soborowa "Gaudium et spes". Co na to wszystko Polska? O tym mówił w rozmowie z Janem Pospieszalskim ks. prof. Andrzej Kobyliński, filozof i etyk z UKSW.
W długiej rozmowie uczony wskazywał na głębokie korzenie dzisiejszych sporów w Kościele katolickim, które dotyczą przede wszystkim odniesienia do współczesnego świata, nacechowanego przez oświeceniową rewolucję autonomii.
Ks. Andrzej Kobyliński przypomniał, że w 1962 roku w Metzu został zawarty tzw. „układ z Metzu”. Spotkali się tam przedstawiciele Związku Sowieckiego oraz wysłannicy Watykanu, za pontyfikatu Jana XXIII. Doszło tam do porozumienia.
- Inicjatorem spotkania był Watykan. Watykan dążył do tego, żeby planowany nowy Sobór Watykański II był soborem ekumenicznym. Żeby zachować charakter ekumeniczny, konieczna była obecność delegacji rosyjskiego prawosławia, Patriarchatu Moskiewskiego. Żeby to osiągnąć, konieczna była zgoda władz Kremla. Cała Cerkiew była zinfiltrowana przez agenturę. Większość została zniszczona, zamknięta w gułagach. Natomiast zostawiono jakieś symboliczne resztki. Te resztki to była oczywiście agentura KGB; tak to funkcjonowało w Związku Sowieckim – wskazywał.
W Metzu zawarto tajne porozumienie, w którym Związek Sowiecki gwarantował wysłać delegację Patriarchatu Moskiewskiego do Rzymu, po to, by sobór mógł mieć charakter ekumeniczny. W zamian Watykan obiecał, że w dokumentach soborowych nie będzie potępienia komunizmu.
- Zauważmy, że w żadnym dokumencie watykańskim nie pojawia się słowo komunizm, nie ma żadnej oceny tego zbrodniczego systemu. Co więcej, w latach 60-tych mieliśmy już wiedzę o tym, kto w Polsce obcęgami w więzieniach wyrywał paznokcie, kto zginął w gułagach. I co więcej, mieliśmy też wiedzę, co się dzieje w Chinach – mówił.
Jak wyjaśniał, wówczas w Chinach mieszkała przecież wielka część ludzkości – a Watykan milczał.
- Gdy kończył się Sobór Watykański II, powstała taka petycja 400 biskupów uczestniczących w obradach, żeby jednak zareagować, żeby w jakikolwiek sposób odnieść się do komunizmu. Tutaj chodziło szczególnie o konstytucję duszpasterską o Kościele w świecie współczesnym, czyli „Gaudium et spes”, „Radość i nadzieja”. Jednym z twórców tego dokumentu był krakowski kardynał Karol Wojtyła, a także późniejszy kardynał francuski, Henry de Lubac. Toczyła się bardzo trudna dyskusja. Ze strony papieża Pawła VI było dążenie do tego, żeby dotrzymać słowa danego w Metzu. Petycję odrzucono – podkreślił.
Jak mówił dalej, „Gaudium et spes” jest najbardziej szokującym dokumentem II Soboru Watykańskiego, bo zawarta jest w nim „optymistyczna wizja nowożytności, świata współczesnego – w momencie, w którym wiemy, że wiek XX to jest morze przelanej krwi”. – Co więcej, to morze przelanej krwi poszerzało się właśnie w latach 60. – zaznaczył, wskazując na zbrodnicze działania komunistów w Chinach.
Ks. prof. Andrzej Kobyliński wypowiedział się też na temat związanej z tym problemem Ostpolitik Watykanu. – Oceniam ją niezwykle negatywnie, podobnie jak robił to Prymas Tysiąclecia, kardynał Stefan Wyszyński. Był w mniejszości, natomiast ukąszenie marksizmem, gdy chodzi o wielu kardynałów, biskupów czy teologów katolickich w latach 50., 60. czy 70., było bardzo głębokie – stwierdził.
Podejście antykomunistyczne kończy się w Watykanie wraz ze śmiercią papieża Piusa XII w roku 1958; później przestawiono wajchę, zaznaczył. Od Jana XXIII postanowiono dogadywać się z władzami komunistycznymi po wschodniej stronie Żelaznej Kurtyny. Jak dodał, dziś dochodzi do gloryfikacji watykańskiej Ostpolitik, na przykład we Włoszech. Według ks. Kobylińskiego jest skandalem, że jako Polacy w ogóle nie uczestniczymy w tej dyskusji i nie prezentujemy w innych krajach naszego własnego stanowiska, pokazując, z jak wielkim cierpieniem wiązały się rządy komunistyczne i jak błędna była Ostpolitik w praktyce. – To właśnie my, Polacy, powinniśmy uczestniczyć na poziomie debat w tej wojnie ideowej. To jest pytanie dzisiaj do naszych biskupów w Polsce. Jaką oni mają świadomość tej walki o pamięć, w jaki sposób oni uczestniczą, czy chcą uczestniczyć w debacie z biskupami europejskimi, gdy chodzi o ocenę Ostpolitik? – pytał.
Filozof mówił też o zmianach, które rozpoczęły się w Kościele katolickim wraz z pontyfikatem papieża Franciszka. Zapytany przez Jana Pospieszalskiego o pozytywną ocenę homoseksualizmu, która znalazła swoje odzwierciedlenie w syntezie synodalnej na II Synodzie Duszpasterskim Archidiecezji Krakowskiej, powiedział, że taką ocenę ma dziś wielu kardynałów, biskupów i teologów.
Według ks. Kobylińskiego, w Kościele katolickim po Franciszku „mamy decentralizację doktrynalną i synodalność, a to polega na tym, że dopuszczamy różne sposoby rozumienia prawdy, wiary i moralności. To, co dzieje się dziś w Kościele, to rewolucja kopernikańska, a wydarzenia w Krakowie są elementem tej rewolucji” – zaznaczył.
Jan Pospieszalski przypomniał, że do Krakowa kardynał Grzegorz Ryś zaprosił niedawno kard. Jean-Claude Hollericha, który w bardzo radykalny sposób prezentuje nową ocenę homoseksualizmu. – Mamy w Kościele katolickim w Polsce wyraźne pęknięcie. Mamy skrzydło konserwatywne i skrzydło liberalne – stwierdził.
- W jaki sposób rozmawia się dziś o tego rodzaju problemach w seminariach duchownych, klasztorach, mediach katolickich? Co sądzą na te tematy biskupi, teolodzy katoliccy? Przecież mamy w Polsce kilkanaście wydziałów teologicznych. Mamy setki, jeśli nie tysiące osób zajmujących się zawodowo teologią. Jak to możliwe, że te tematy kompletnie nie istnieją w debacie publicznej wewnątrz Kościoła katolickiego? – pytał kapłan.
Filozof mówił też o rewolucji francuskiej w kontekście niedawnej wizyty papieża Leona XIV we Francji.
- Co oznaczało hasło „wolność, równość, braterstwo” na sztandarach rewolucji francuskiej? Wycięcie w pień Kościoła katolickiego, ścięcie Ludwika XVI, Wandeę, czyli być może pół miliona zamordowanych kobiet, dzieci, starców czy wiernych katolików, którzy się nie zgadzali z tym hasłem „wolność, równość, braterstwo”. Katolicy w Wandei wiedzieli, że to hasło oznacza dla nich śmierć, oznacza zniszczenie ich kościołów, oznacza zniszczenie wszystkiego, w co oni wierzyli – stwierdził.
Jak dodał, ma to ogromne znaczenie również dla współczesnego katolicyzmu.
- Dzisiaj to hasło w pewnym sensie będzie takim hasłem rozpoznawczym wojny, która się dopiero przed nami rozpoczyna, gdy chodzi o katolicyzm konserwatywny i katolicyzm liberalny. Katolicyzm konserwatywny sprzeciwia się temu, czego chciała rewolucja francuska i projekt oświeceniowy. Natomiast katolicyzm liberalny coraz częściej próbuje się dogadywać z tą oświeceniową wizją świata, a kluczem jest jedno słowo. Autonomia bądź inaczej samowystarczalność; bądź autodeterminacja. Istotą projektu oświeceniowego, który dzisiaj jest w Europie czy we Francji realizowany, jest przekonanie, że człowiek jest istotą autonomiczną, że człowiek jest, że tak powiem, zdolny do samostanowienia i autodeterminacji, nie potrzebuje żadnego fundamentu religijnego, nie potrzebuje żadnego aktu stwórczego, że źródłem godności nie jest Bóg Ojciec, Bóg Stwórca, ale nasza zdolność do autodeterminacji – wskazywał.
- O to toczy się dziś spór. Czy my jako katolicy przeżyjemy własną, by tak rzec, sekularyzację, zeświecczenie i pogodzimy się z tym stanowiskiem, że istotą człowieka jest autodeterminacja i że źródłem godności nie jest wcale akt stworzenia z Księgi Rodzaju, ale nasza zdolność rozumowa do tego, że możemy siebie tworzyć i jesteśmy zdolni do samostanowienia? – pytał.
Całość na kanale Jana Pospieszalskiego.
Pach






