Kto naprawdę jest dziennikarzem, wskaże „Wyborcza” i „niezależni weryfikatorzy” Unii Europejskiej

wielowielo.jpg
Dominika Wielowieyska. Fot. FiPAK / Forum

Zaangażowana publicystka „Gazety Wyborczej” i Tok FM Dominika Wielowieyska zdefiniowała w mediach społecznościowych, kto nie spełnia kryteriów przynależności do środowiska dziennikarskiego. Posłużyła się przy tym przykładem właściciela dynamicznie rosnącego Kanału Zero – Krzysztofa Stanowskiego. Przy okazji, za sprawą prezesa Ordo Iuris, mecenasa Jerzego Kwaśniewskiego, w dyskusji pojawił się wątek regulacji cenzorskich szykowanych przez Unię Europejską. Kto będzie już w nieodległej przyszłości decydował o statusie dziennikarza? Lewicowo-liberalnemu „salonowi” najwyraźniej marzy się oligarchia.

„Krzysztof Stanowski odniósł wielki sukces, budując Kanał Zero. Nie jest jednak dziennikarzem. Jest youtuberem, celebrytą i przedsiębiorcą. Dziennikarz nie startuje w wyborach prezydenckich, nie reklamuje osobiście jakichkolwiek produktów oraz usług” – napisała Wielowieyska na Twitterze.

Kim w takim razie jest dla niej Stanowski? Wszystko wskazuje na to, że „celebrytą” i „influencerem”. Za to autorka tych słów oraz jej środowisko to z całą pewnością dziennikarze. Tworzą bowiem „media tradycyjne”.

Zróbmy to razem!

Tak, szef KZ zatrudnia wprawdzie doświadczonych dziennikarzy, jednak sam nie może zaliczać się do grona reprezentantów tej profesji, uważa samo-certyfikowana żurnalistka.

„Dlaczego to jest ważne? Bo nie chodzi mi o samego Stanowskiego, tylko o istotne rozróżnienie w dobie platform społecznościowych. Media tradycyjne odgrywają nadal kluczową rolę w życiu publicznym, oczywiście każde medium można oceniać inaczej, krytykować. Ale z założenia pracują tam dziennikarze, których praca jest weryfikowana, ponoszą osobistą odpowiedzialność za swoje informacje i komentarze, nie mogą wchodzić w konflikt interesów i nie są przybudówką żadnej partii, ani rozgrywającą swoje interesy firmą w ramach określonego obozu partyjnego” – tłumaczy swą filozofię autorka wpisu.

„Natomiast celebryci i influencerzy reklamują co się da, wrzucają treści bez weryfikacji, ponoszą ograniczoną odpowiedzialność za swoje przekazy w sieci. Jesteśmy zalewani treściami, kolportowanymi przez trolli, i ma to wpływ na kształtowanie opinii publicznej. Dlatego ważne jest abyśmy bronili standardów mediów tradycyjnych i trzymali się prawidłowej terminologii” – wskazuje reprezentantka mediów słynnych z wolności od politycznego zacietrzewienia.

Post Dominiki Wielowieyskiej uruchomił lawinę reakcji. Internauci przypomnieli między innymi przypadek redaktora naczelnego „Wyborczej”, zasiadającego równolegle w ławach poselskich. Wkleili też czołową stronę GW z kluczowego momentu ostatniej kampanii prezydenckiej.

wyborcza wybory

„Pani Dominiko, czasy, gdy glejt dziennikarstwa przyznawała GW, to już minęły dawno, dawno temu. PS. Dziesiątki dziennikarzy reklamuje produkty i usługi – wszystko zależy od popularności” – wskazał na Twitterze Adam Czarnecki. Doczekał się zresztą odpowiedzi.

„Panie Adamie, ja nie przyznaję glejtu dziennikarstwa, mam prawo do swoich ocen, tak jak wszyscy czytelnicy, widzowie i słuchacze każdego dnia oceniają dziennikarzy, także mnie” – napisała sprawczyni zamieszania. Przypomniała, że „w zamierzchłych czasach”, gdy politycy skłaniali się ku stworzeniu obowiązkowego samorządu dziennikarskiego – na przykład na modłę izb lekarskich – „skutecznie protestowała”. Zastrzegła, że dla niej „zamknięcie zawodu to najgorsza z możliwych opcji”.

„Wiele mediów, dziennikarzy i publicystów prezentuje przywiązanie do różnych wartości (tu odpowiadam także innym komentatorom) I różną stosują hierarchię wartości. Tu ważny jest pluralizm, którego w Polsce nie brakuje. Natomiast czym innym jest przywiązanie do określonych wartości i zdecydowanie opinie, a czymś innym jest angażowanie się w wybory prezydenckie, lub rozgrywki personalne wewnątrz danej partii czy generalnie pełne uzależnienie od danej partii politycznej, także finansowe. Dla mnie dziennikarz – niezależnie od tego jakie ma poglądy – powinien trzymać dystans do wszystkich polityków. I ja takich dziennikarzy w Kanale Zero widzę, ale już np. o Republice nie można tego powiedzieć” – przekonywała publicystka „Wyborczej” i Tok FM.

Sam Stanowski odparł bardzo krótko: „Dobry wieczór. Chciałbym zapytać, czy Dariusz Szpakowski może nazywać się dziennikarzem? Z góry dziękuję za odpowiedź”. Mowa tu oczywiście o wieloletnim komentatorze sportowym, który w ostatnich latach wielokrotnie brał udział w komercyjnych kampaniach reklamowych.

„Ja również apeluję o to, aby nie klasyfikować nas jako osoby wykonujące ten sam zawód” – dodał też, pod adresem Wielowieyskiej.

Media z certyfikatem UE

Dyskusji istotny i całkiem już poważny kontekst nadał prezes instytutu Ordo Iuris Jerzy Kwaśniewski. Skojarzył bowiem moment, w którym Wielowieyska proponuje klarowny, arbitralny podział ludzi mediów na „dziennikarzy” i „nie-dziennikarzy” z groźnymi posunięciami Unii Europejskiej, szykującej państwom członkowskim represyjne rozwiązania w ramach Aktu o usługach cyfrowych (DSA).

„Ja bym to potraktował jako ostrzeżenie” – napisał prawnik. „To co jest dzisiaj narzekaniem dziennikarki-aktywistki nawykłej do monopolu, na mocy Aktu o usługach cyfrowych stanie się wiążącą kwalifikacją zawodową. A jako nie-dziennikarz będzie Pan podlegał obostrzonym rygorom cenzorskim DSA” – dodał mecenas Kwaśniewski.

„Panie Mecenasie, umknęło Panu, że swego czasu broniłam Krzysztofa Stanowskiego i Kanału Zero. To o czym piszę, to proste reguły. I tyle” – próbowała ripostować Wielowieyska.

W odpowiedzi na wpis szefa Ordo Iuris głos zabrał także pisarz i publicysta Rafał Ziemkiewicz.

„Pamiętam jak Jacek Żakowski roił o weryfikacjach i nadawaniu statusu dziennikarza przez jakieś ustanowione komisje (i był taki projekt ustawy bodaj w PSL). To chore, żeby zamiast od fachowców ludzie dowiadywali się o polityce od polonisty czy teatrologa – mówił w dyskusji z udziałem moim i Igora Janke” – przypomniał.

„Będzie gorzej” – uważa jednak Jerzy Kwaśniewski. Dodał, że 10 lipca zakończyły się konsultacje DSA w kwestii tak zwanych weryfikatorów informacji i opinii. Unia Europejska szykuje się do procesu kwalifikowania mediów, czyli przyznawania im swego rodzaju certyfikatów na potrzeby „dużych platform cyfrowych. 

„Przywileje częściowej ochrony przed cenzurą będą rozdzielane ze znacznym udziałem organizacji finansowanych przez Komisję Europejską oraz najznaczniejsze, europejskie, stare koncerny medialne i państwowe agencje prasowe. Powstał już Europejski Ośrodek Działań na rzecz Odporności Demokratycznej – czyli czapa nad koncesjonowanym dziennikarstwem i strażnikami dezinformacji w UE” – sprecyzował mecenas.

Wrzutka dziennikarki o niekwestionowanych kwalifikacjach, zatrudnionej w prawdziwych mediach, pojawiła się więc w idealnym momencie. Teraz czekamy, aż autoryzowani weryfikatorzy „oddzielą światło od ciemności”.

RoM

Dowiedz się więcej o globalnej cenzurze

mismal

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: