Łukasz Warzecha: Zachwyt nad Unią, zamiast kalkulacji interesów. Na tym straciła Polska

Warzecha-Bobby-McDonagh-Dublin-UE.jpg
fot. PCh24.pl

Z czym kojarzy się państwu Unia Europejska? Z aroganckimi wystąpieniami pani Ursuli von der Leyen? Z zalewem idiotycznych regulacji, takich jak PPWR (rozporządzenie opakowaniowe) czy ESG (niefinansowa ocena przedsiębiorstwa, w ramach której trzeba się wykazać dbaniem o klimat albo o „równość”)? A może z ponurymi korytarzami gmachu Berlaymont przy rondzie Schumana w Brukseli (siedziba Komisji Europejskiej), o ile ktoś tam bywał, lub z zakrzywionymi korytarzami gmachu Louise Weiss w Strasburgu, które skutecznie dezorientują nawet europosłów? A może z przekazywaniem Ukrainie kolejnych miliardów euro? Może z odebraniem nam przyjemności z korzystania z motoryzacji poprzez wprowadzenie absurdalnych norm emisji czy bezpieczeństwa?

Możliwe także, że komuś UE kojarzy się miło – z inwestycjami w drogi, finansowanymi z funduszy spójności, lub też ze swobodnym przekraczaniem granic (choć układ z Schengen jest odrębny wobec samej UE). Przedsiębiorca, który jest niepoprawnym optymistą, może wciąż na pierwszym miejscu stawiać skojarzenie z czterema podstawowymi wolnościami: przepływu ludzi, towarów, usług i kapitału. 

Czy jednak komuś Unia Europejska mogłaby się skojarzyć z oknem? Z kostką Rubika? Albo tym bardziej z perskim dywanem? Otóż okazuje się, że taka osoba istnieje – widziałem ją na własne oczy podczas niedawnej podróży studyjnej do Dublina, zorganizowanej przez przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Warszawie w ramach stałego cyklu wyjazdów dziennikarzy do krajów sprawujących aktualnie prezydencję w Radzie UE. Spotkanie z autorem tych poetyckich skojarzeń było ostatnie w naszym rozkładzie – była to zatem wisienka na torcie. Autor, Bobby McDonagh, przez lata pracował jako ambasador Irlandii przy UE, a także w gabinetach dwóch irlandzkich członków Komisji Europejskiej. Jest zatem człowiekiem, rzec by można, z jądra unijnych instytucji. Zajmował się również sprawami europejskimi w irlandzkim MSZ. Dziś pan McDonagh jest już na emeryturze, ale wciąż znalazł siłę, aby napisać na zamówienie przedstawicielstwa KE w Dublinie blisko 60-stronicową broszurę „The European Union in 12 Objects” – „Unia Europejska w 12 przedmiotach”. 

Zróbmy to razem!

Jak wyjaśnił, przyszedłszy na spotkanie, liczba przedmiotów wynosi 12, gdyż tyle jest gwiazd na fladze wspólnoty. Następnie przez 35 bitych minut pan McDonagh odczytywał nam z kartek wyjaśnienia i uzasadnienia swoich skojarzeń z UE. Czynił to głosem podniosłym oraz patetycznym i z wyraźnym zaangażowaniem, budząc przynajmniej u części słuchaczy rosnące zdumienie. 

Tu bowiem trzeba wyjaśnić, z czym zwykle jako dziennikarze mamy do czynienia podczas takich wyjazdów. Otóż na ogół, spotykając się czy to z przedstawicielami KE w danym kraju, czy z dyplomatami, czy z pracownikami MSZ, odpowiadającymi za relacje danego państwa z Unią, czy wreszcie z europosłami zadajemy konkretne pytania, dotyczące aktualnych spraw, a czasami problemów strategicznych. Teraz na tapecie są przede wszystkim negocjacje w sprawie nowych długoletnich ram finansowych (MFF – Multiannual Financial Framework, czyli po prostu unijny budżet) na lata 2028-2035, związana z tym kwestia zasobów własnych, a więc podatków pobieranych bezpośrednio do unijnego budżetu, sprawy obronności, pomocy dla Ukrainy czy polityki klimatycznej. Oczekujemy, że nasi rozmówcy w miarę możliwości odniosą się konkretnie do pytań, co oczywiście często nie następuje, jednak mimo to obracamy się w sferze wymiernych interesów – unijnych dyrektyw i rozporządzeń, ich skutków finansowych, pieniędzy w unijnym budżecie, czasami kwestii personalnych i tak dalej. Nie przypominam sobie, żeby ktoś próbował nas na serio przekonywać na przykład do tego, że istnieje jakiś wielki ponadpaństwowy i podniosły „interes europejski”, a nie interesy poszczególnych krajów, które momentami skrajnie trudno pogodzić.  

Pan McDonagh wzniósł nas na inny poziom. Jakie tam pieniądze, rozporządzenie PPWR czy inne zasoby własne! Porzućmy przyziemne konkrety, wznieśmy się na poziom Petrarki czy przynajmniej Miltona. No, w ostateczności Norwida. 

Chcą się państwo dowiedzieć na przykład, dlaczego Unia Europejska jest jak słownik? Służę uprzejmie:

Unia Europejska jest posadowiona na prostym założeniu, że słowa mają znaczenie. 

Żyjemy w świecie, w którym słowa coraz bardziej swoje znaczenie tracą. Dla populistów i autokratów słowa stały się jedynie środkiem do przepychania ich planów i interesów. Kłamstwa bywają opisywane jako „fakty alternatywne”. Proste prawdy bywają często zbywane jako „fejkniusy”. 

W Unii Europejskiej, ze wszystkimi jej wadami i słabościami, słowa zachowują precyzyjne znaczenie, a język wciąż się liczy.

W wywodach pana McDonagha często pojawiają się złowrodzy „autokraci” oraz „populiści”. Co zaś do precyzyjnego znaczenia słów w UE – spójrzmy tylko, jak cudnie swoje znaczenie zmienia słowo „praworządność” w zależności od tego, kto i wobec kogo go używa. Łamaniem praworządności może być wzmocnienie rządowej kontroli nad sądownictwem, ale nie jest nim wejście z buta do publicznych mediów. 

Albo kostka Rubika. 

Komisja Europejska jest jak trójwymiarowe puzzle. Liczba ruchów, jakie można w KE wykonać, wydaje się być nieskończona. 

Jednakże, inaczej niż w przypadku popularnej łamigłówki, komisyjna kostka Rubika nigdy przez nikogo nie może być w pełni rozwiązana. Ostatecznie w unikatowym kalejdoskopie motywacji, tożsamości i procedur Komisji tkwi logika. To, co z niej wychodzi, zwykle jest uderzająco spójne. 

A dokładnie – jest uderzająco spójne przede wszystkim z interesem Niemiec, zwłaszcza gdy Komisja ma niemiecką przewodniczącą. Przypominam, że nieposiadającą praktycznie żadnej demokratycznej legitymacji. 

Wreszcie moja ulubiona metafora: dywan perski. 

Ręcznie robione perskie dywany często specjalnie zawierają jakiś niedoskonały element, nazywany „perską wadą”. Takie niedoskonałości są nierzadko uznawane za oznakę autentyczności i wysokiej jakości. Podobno perscy producenci dywanów, podobnie jak islamscy artyści, umieszczają ową niedoskonałość w swych projektach, aby uwidaczniała ich przeświadczenie, że jedynie Allah może stworzyć coś doskonałego. 

Wybrałem perski dywan jako jeden z 12 przedmiotów przedstawiających Unię Europejską, ponieważ UE także jest w oczywisty sposób niedoskonała. Jest ona, podobnie jak perski dywan, przykładem pięknej niedoskonałości. 

Łaskawca – przyznał jednak, że w UE mogą się pojawiać jakieś niedoskonałe elementy. 

To oczywiście tylko niewielki fragment twórczości Irlandczyka. Kto ciekaw jest reszty, może sobie pobrać ową wiekopomną publikację tutaj. 

Słuchając naszego rozmówcy, zadawałem sobie cały czas pytanie, czy mamy do czynienia po prostu z idiotą czy też z cynikiem, który na emeryturze postanowił sobie dorobić, opychając swoim byłym kolegom, trzymającym rękę na kasie, grafomańskie wynurzenia o zerowej merytorycznej wartości. Bo przecież za tę twórczość mu zapłacono. Nie wiem, które wyjaśnienie jest prawdziwe – być może oba zachodzą jednocześnie. Bobby McDonagh mówił z takim wewnętrznym ogniem i przekonaniem, że gotów jestem założyć, iż naprawdę wierzył w te wygłaszane przez siebie brednie. 

Miałem poczucie, jakbym cofnął się w czasie o około 25 lat. Wtedy, niedługo przed wstąpieniem do UE, bardzo znaczącą część polskiej elity stanowiły osoby, postrzegające Unię w taki właśnie sposób. Nawet słowo „naiwnie” nie jest tu w pełni odpowiednie. To coś więcej niż naiwność – to rodzaj głębokiej, patologicznej fascynacji i zapatrzenia, których cechą jest pomijanie wszelkich realnych czynników na rzecz skrajnie wyidealizowanego obrazu, w naturze nie występującego. Takie podejście musiało oczywiście niezmiernie cieszyć polityków starej Europy, którzy profesjonalnie podchodząc do swoich obowiązków, przekalkulowali dokładnie bilans korzyści i strat i musieli być bardzo zadowoleni, że my takiej kalkulacji w sferze publicznej nie dokonujemy, poprzestając na podniosłych metaforach. 

W Polsce tego typu postawy stały się rzadsze nawet już 20 lat temu, gdy byliśmy świeżo po bitwie o traktat lizboński, która jasno pokazała nam, że UE to pole ścierania się twardych interesów, którym wspólnota nadaje jedynie instytucjonalne ramy, ale w żaden sposób ich nie kasuje. 

Mogłem zrozumieć, że podobne poglądy i spojrzenie na Unię miały w czasach bliższych tak szczególne indywidua jak była już na szczęście pani europoseł Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein. Jeśli jednak z podobnym przesłaniem w roku 2026 – gdy walka twardych interesów jest już widoczna jak na dłoni – pojawia się człowiek, który, jak wynika z jego CV, zjadł zęby na unijnych grach, pytanie o motywację narzuca się naprawdę mocno. 

Czy można założyć, że Irlandia przez kilkanaście lat miała w gronie ludzi, odpowiadających za swoją politykę unijną, urzędnika z umysłowością przedszkolaka? Niczego wykluczyć nie można, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć. Pozostaje zatem pytanie drugie: ile pan Bobby McDonagh zainkasował za swoje wzniosłe skojarzenia z lustrem, wagą, stołem, słownikiem, kostką Rubika, perskim dywanem, układanką, sejfem, krzesłem, globusem, oknem i szufladą? A przypominam, że cokolwiek zainkasował, zainkasował to z naszych pieniędzy. 

Łukasz Warzecha

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: