Otwarte drzwi do selekcji ludzi – sejmowy pokaz cynizmu

Tradycyjna, pełna mobilizacja środowisk proaborcyjnych i lekceważące podejście istotnej części tak zwanej prawej strony, w tym jej liderów – tyle wystarczyło aby Sejm zalegalizował zabijanie dzieci poczętych.
Do odrzucenia projektu znoszącego karalność zabijania dzieci poczętych zabrakło zaledwie czterech głosów. Do pozostawienia w polskim prawie przesłanki eugenicznej bronionej orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego – trzydziestu trzech.
Obydwa tematy były, mówiąc potocznie, do ogarnięcia. Zabrakło wyczucia priorytetów, czujności czy po prostu woli politycznej?
Znamiennie wybrzmiała nieobecność podczas tak ważnych rozstrzygnięć dwóch ludzi uznawanych za liderów prawicy – Jarosława Kaczyńskiego i Sławomira Mentzena. Wraz z nimi po stronie najsłabszych nie stanęło wystarczająco wielu posłów PiS i chcącego uchodzić za konserwatywny PSL-u. Zatriumfować mogły więc barbarzyńskie projekty lewicy i lewicowych liberałów. Jak widać, nie trzeba otwarcie popierać eugeniki, wystarczy po prostu nie przyjść na głosowanie.
Słyszymy często, że sprawa tak zwanej aborcji to temat zastępczy, a w gruncie rzeczy nieistotny. Stwierdzenia takie padają nawet ze strony osób, które wielu wyborców konserwatywnych jest wciąż skłonnych popierać. Gdy polityk powtarza takie slogany, stawia się jednak po stronie biernego współuczestnika zbrodni. Jest winien zaniechania i powinien trwale utracić głos katolika.
Kwestia prawa do życia rozpala za każdym razem duże emocje. Jej kolejne wyciągnięcie na światło dzienne może być wygodną zasłoną dymną dla nagłośnionych już afer lub szemranych zamiarów. Może przykryć bieżące wpadki albo odwrócić uwagę od dokonywanych na bocznym torze grubych nadużyć. Powiedzmy jednak jasno – instrumentalne granie tą fundamentalną sprawą to cynizm najwyższych lotów. Świadczy o zaniku elementarnego moralnego wyczucia i jest godne potępienia.
Niektórzy politycy po cichu wspierają roszczenia do tego by człowiek mógł decydować o tym, czy inni dostaną szansę narodzin. Z powodu obawy o utratę poparcia tacy posłowie czy senatorowie nie przyznają jednak tego otwarcie. Odgrywają bowiem na użytek własnego interesu rolę prawicy. Wolą ukrywać swoje eugeniczne poglądy za rozmaitymi zasłonami. Człowieczeństwo to dla nich kwestia uznaniowa.
Cóż, taka „prawica” nie jest Polsce potrzebna. Pierwszym pytaniem, jakie powinien zadawać sobie katolicki wyborca przed oddaniem głosu, jest to dotyczące prawdziwego, praktycznego stosunku kandydata do tematu ochrony życia. Inne prawa są dla człowieka istotne tylko pod warunkiem, że zdoła przyjść na świat. Opcja eugeniczna prędzej czy później przegra z kretesem i będzie oceniana przez przyszłe pokolenia tak jak my kwalifikujemy dzisiaj eksperymenty doktora Mengele i to, co działo się na rampie w Auschwitz.
Taką rampę – tyle że „nowoczesną” i przystrojoną hasłami o „prawach kobiet” i „wolnym wyborze” – zafundowali właśnie polskiemu narodowi ci, którzy mienią się jego reprezentantami. We wtorek okazało się, że większość z nich to przebierańcy. Tyle ich stać w odpowiedzi na demograficzną katastrofę i wyludnianie się naszego kraju. Zamiast próbować odwracać na ile to możliwe wszystkie trendy prowadzące do depopulacji, postanowili ją jeszcze przyspieszyć.
Mamy podstawy żywić nadzieję, że za bezbronnymi, najsłabszymi ujmie się jeśli nie Senat, to na końcu legislacyjnej ścieżki głowa państwa – Karol Nawrocki. Wspierajmy go na rzecz takiej decyzji a tragiczne glosowania z wtorku potraktujmy jako kolejną przedwyborczą lekcję.
Roman Motoła






