Rędzioch: SAFE, czyli europilot w rękach Brukseli i Berlina

„Toksyczna, wielomiliardowa pożyczka ma być przede wszystkim strategicznym narzędziem oligarchii UE do skutecznego przejęcia kontroli nad suwerennością państw” – tak korespondent LNBQ Włodzimierz Rędzioch przybliża włoskim czytelnikom polski i europejski kontekst gigantycznej pożyczki zbrojeniowej SAFE.
Jak przypomina dziennikarz, unijny program polega na udostępnieniu zainteresowanym państwom członkowskim pożyczki o wartości do 150 miliardów euro na wydatki obronne w ramach wspólnych zamówień publicznych. Jednak zawarte w nim zapisy czynią ten projekt potencjalnym narzędziem kontroli nad odbiorcami pieniędzy. Wielkie kwoty wydawane będą pod nadzorem Brukseli na zasadzie „kupuj europejskie”. Teoretycznie mają na celu preferencje dla produkcji powstającej w państwach Unii i zmniejszenie zależności od dostawców zagranicznych.
„Najbardziej uderzające jest to, że Niemcy nie zwróciły się o pożyczkę w ramach programu SAFE; natomiast Polska Donalda Tuska, która wydaje już prawie 5% swojego produktu krajowego brutto na obronę, wnioskowała o 44 miliardy euro, co jest gigantyczną sumą, która pozostawi ją w długach na dwa pokolenia. Co więcej, [Warszawa] będzie musiała wydać tę kwotę w ciągu kilku lat (do 2030 r.), a większość zakupów dokonywać w Europie” – zauważa korespondent.
Program zmusza państwa do szybkiego przeznaczania pieniędzy. Niezależne od Brukseli umowy o zamówieniach publicznych można będzie zawierać jedynie do 30 maja obecnego roku. Później możliwe będą już tylko wspólne zakupy wraz z innymi krajami. Na wymuszonym pośpiechu skorzystają producenci posiadający już gotowe produkty i linie technologiczne. Nie mają szans ci, którzy potrzebują dopiero dostosować własny przemysł do aktualnych potrzeb.
„W tym sensie jest to narzędzie do zakupu istniejącej, gotowej do użycia broni i właśnie tutaj wkraczają przemysły niemiecki i francuski” – pisze Włodzimierz Rędzioch.
Jak pamiętamy, prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę wdrażającą program SAFE. Powołał się między innymi na ryzyko naruszenia suwerenności narodowej i przekazania części kompetencji w zakresie bezpieczeństwa instytucjom UE. Na przeciwległym biegunie usytuował się premier Donald Tusk. Dążył on za wszelką cenę do podpisania SAFE, mimo że wiedział, iż – wskazuje autor komentarza – porozumienie to jest niezgodne z Konstytucją RP i Traktatem o Unii Europejskiej.
Korespondent cytuje słowa profesora Ryszarda Piotrowskiego, czołowego polskiego konstytucjonalisty, który wskazał na zagrożenie, jakie niesie europejski projekt dla samej niepodległości naszego państwa. Według Traktatu o Unii Europejskiej, szanuje ona podstawowe funkcje państwa, a w szczególności bezpieczeństwo narodowe, które pozostaje wyłączną kompetencją stolic członkowskich. Polska ustawa zasadnicza zabrania zaś zaciągania pożyczek, które pozwoliłyby Komisji Europejskiej i Radzie UE kontrolować polską armię. „Konstytucja na to nie pozwala, ponieważ zakazuje przekazywania kompetencji dotyczących sił zbrojnych” – stwierdził wybitny prawnik.
„Cele programu SAFE stanowią również poważny cios dla Stanów Zjednoczonych, nie tyle dlatego, że zabraniają zakupu sprzętu wojskowego od USA, co z powodu neutralizowania głównego sojusznika USA w regionie: Polski. Dokument jasno wyjaśnia, że chodzi o zmianę struktury zamówień wojskowych w Polsce. To jedno zdanie podsumowuje cały tok myślenia rządu Tuska. Struktura zamówień wojskowych w Polsce opiera się obecnie na najlepszej broni na świecie – amerykańskiej i koreańskiej – i jest to szkodliwe dla niemieckiego i francuskiego przemysłu zbrojeniowego” – czytamy.
Program podsumowała także europosłanka Anna Bryłka. Jak wskazała, Komisja Europejska stworzyła instrument finansowy pozwalający jej przyznawać i wypłacać pożyczki, a wszystkie koszty tego mechanizmu przerzucane są na państwa członkowskie. Prawdziwy proces decyzyjny leży w Brukseli, a nie w Warszawie. Polska musi nie tylko uzyskać zgodę na zakupy, ale także realizować je pod określonymi warunkami. Na przykład aż dwie trzecie całego łańcucha dostaw ma pochodzić z Europy, a zamówienia będą wspólne. Komisja ma też monitorować wydawanie pieniędzy przed przyznaniem kolejnej transzy. Trzyma też w rękach „kij” warunkowości, czyli możliwość wstrzymywania wypłat według nieprzewidywalnych kryteriów, czego doświadczyła Polska w przypadku funduszu KPO. Dodatkowo zawieszenie rat i transz nie pociąga za sobą zawieszenia spłaty długu. Polski rząd nie znał w momencie podpisywania ramowej umowy kredytowej dokładnego oprocentowania pożyczki.
Polska ma też przekazać część zakupionego uzbrojenia Ukrainie. Minister Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, rządowy pełnomocnik SAFE przyznała, że ten odsetek „powinien” wynosić około 4-5% (to ponad dwa miliardy euro), lecz nie ma gwarancji, iż udział ten nie wzrośnie.
Natomiast przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber wyraził się, iż pożyczka SAFE – podobnie jak waluta euro – ma być mechanizmem „jednoczącym Europę”, aby „przygotować się na scenariusze, w których Bardella zostanie prezydentem Francji, a Kaczyński powróci do władzy w Polsce”. Chodzi więc o instrument nadzoru Brukseli i Berlina nad sytuacją polityczną w krajach członkowskich. „Toksyczna, wielomiliardowa pożyczka ma być przede wszystkim strategicznym narzędziem oligarchii UE do skutecznego przejęcia kontroli nad suwerennością państw” – podsumowuje Włodzimierz Rędzioch.
Źródło: LaNuovaBQ.it
RoM






