Roberto de Mattei: Rosyjskie prowokacje. Jak Moskwa wykorzystuje kłamstwo i propagandę

66355.jpg
Prof. Roberto de Mattei/youtube/TVP

Z każdym dniem wzrasta ryzyko prowokacji ze strony Moskwy. Rosja chętnie posługuje się kłamstwem i propagandą. Tak robiła w 1939 roku, tak robi również dzisiaj. Pisze o tym włoski historyk, profesor Roberto de Mattei.

Historia dostarcza licznych przykładów wojen przygotowywanych za sprawą zmanipulowanych informacji i pozorowanych agresji: operacji, które dziś nazwalibyśmy „wojną hybrydową”. W 1939 roku, w następstwie nikczemnego paktu Ribbentrop-Mołotow, miały miejsce dwa znaczące wydarzenia: nazistowski atak na niemiecką stację radiową w Gliwicach, przypisany Polsce, oraz rosyjskie bombardowanie radzieckiej wsi Mainila, za które obwiniono Finlandię. W obu przypadkach agresor stworzył wersję wydarzeń, która pozwalała mu przedstawiać się jako ofiara.

23 sierpnia 1939 r. w Moskwie ministrowie spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow i Joachim von Ribbentrop podpisali w obecności Stalina pakt o nieagresji między Związkiem Radzieckim a nazistowskimi Niemcami. Tajny protokół wyznaczał odpowiednie strefy wpływów w Europie Wschodniej, przewidując podział terytorium Polski i umieszczając Finlandię w strefie wpływów radzieckich. Porozumienie to ułatwiło późniejsze agresje: Hitler mógł zaatakować Polskę, nie obawiając się radzieckiej interwencji przeciwko sobie; Stalin mógł wywierać presję na Finlandię, licząc na milczącą zgodę Niemiec.

Zróbmy to razem!

Wieczorem 31 sierpnia 1939 r., na kilka godzin przed inwazją na Polskę, niewielka grupa agentów SS wtargnęła do stacji radiowej w Gliwicach, mieście w Górnym Śląsku należącym wówczas do Niemiec […]. Na czele grupy stał Alfred Naujocks, któremu Reinhard Heydrich zlecił zainscenizowanie rzekomo polskiego ataku.

Mężczyźni zajęli pomieszczenia i nakazali nadać krótką wiadomość w języku polskim o treści wrogiej wobec Niemiec. Oddali kilka strzałów i opuścili stację. Akcja miała wyglądać na atak grupy polskich powstańców lub sabotażystów na niemiecki obiekt. W zeznaniu pod przysięgą złożonym w listopadzie 1945 r. i uwzględnionym w procesie norymberskim Naujocks wyjaśnił, że Heydrich chciał uzyskać konkretny dowód rzekomych agresji Polaków, który mógłby zostać wykorzystany przez propagandę i zagraniczną prasę. Jego relacja dokumentowała zatem bezpośredni związek między przygotowaniem tego incydentu a budowaniem oficjalnego uzasadnienia wojny.

Prowokacja miała też swoją ofiarę. Na stacji pozostawiono ciało Franciszka Honioka, mieszkańca Górnego Śląska znanego ze swoich polskich sympatii, aresztowanego przez gestapo i zamordowanego w celu dostarczenia fałszywego dowodu na przeprowadzenie ataku. Zamordowany mężczyzna stał się w ten sposób elementem prowokacji: rzekomym napastnikiem poległym w miejscu ataku. Gliwice był jednym z wielu aktów prowokacji zorganizowanych wzdłuż granicy, mających na celu umocnienie wizerunku Niemiec narażonych rzekomo na niedopuszczalne polskie akty przemocy. O świcie 1 września Wehrmacht wkroczył do Polski. Szybkość i skala ofensywy wskazywały, że operacja wojskowa została przygotowana jeszcze przed tym incydentem. 17 września również Armia Czerwona wkroczyła do Polski od wschodu: uzgodniony między reżimem nazistowskim a komunistycznym podział zaczynał przekładać się na okupację kraju.

Niecałe trzy miesiące później prowokacja na granicy dała Moskwie pretekst do zaatakowania Finlandii. Jesienią 1939 roku Stalin zażądał ustępstw terytorialnych na Przesmyku Karelskim oraz bazy morskiej w Hanko, przedstawiając je jako niezbędne dla bezpieczeństwa Leningradu. Rząd fiński, obawiając się, że żądania te zagrożą jego niepodległości, nie zgodził się na radzieckie warunki.
26 listopada Moskwa ogłosiła, że siedem pocisków artyleryjskich wystrzelonych z terytorium Finlandii trafiło w oddziały radzieckie w pobliżu Mainila, powodując cztery ofiary śmiertelne i dziewięć rannych. Mołotow zażądał wycofania fińskich wojsk. Helsinki odrzuciły ten zarzut: według fińskich ustaleń ich baterie znajdowały się zbyt daleko, by mogły dosięgnąć wspomnianej wsi. Zaproponowały ponadto wspólne śledztwo oraz wzajemne wycofanie sił zbrojnych. Moskwa odrzuciła tę propozycję. 28 listopada wypowiedziała radziecko-fiński pakt o nieagresji, a 29 listopada zerwała stosunki dyplomatyczne.
Eskalacji towarzyszyła propaganda. „Prawda” i „Izwiestia” przedstawiły to wydarzenie jako prowokację fińskich przywódców i opublikowały oświadczenia robotników oraz żołnierzy domagających się zdecydowanej reakcji. 30 listopada Armia Czerwona przekroczyła granicę, a lotnictwo radzieckie zbombardowało Helsinki. Rozpoczęła się wojna zimowa. Badania Kati Parppei pokazują, w jaki sposób ten incydent został przekształcony w narzędzie mobilizacji i legitymizacji ataku.

W 1939 roku trzeba było zorganizować pozorowaną agresję, stworzyć fałszywe dowody i zlecić propagandzie zadanie narzucenia oficjalnej wersji wydarzeń. Dzisiaj wojna hybrydowa ma niezwykłą różnorodność środków technologicznych pozwalających osiągnąć podobne cele polityczne i wojskowe poprzez oszustwo i kłamstwo. Wojna hybrydowa łączy bowiem presję militarną, ataki cybernetyczne, sabotaż, szantaż gospodarczy i operacje dezinformacyjne. Jej pole działania obejmuje zarówno infrastrukturę materialną, jak i percepcję wydarzeń. Sztuczna inteligencja pozwala na generowanie tekstów w wielu językach, naśladowanie stylu dziennikarskiego, tworzenie realistycznych obrazów oraz manipulowanie głosem. Sfałszowane nagranie wideo mogłoby pokazywać przedstawiciela władz ogłaszającego mobilizację, choć nigdy tego nie zrobił; przypisywać dowódcy rozkaz, którego nigdy nie wydał. Podczas kryzysu międzynarodowego takie oszustwo, nawet rozpoznane po kilku godzinach, mogłoby wywołać panikę, sprowokować reakcje dyplomatyczne lub zakłócić podejmowanie kluczowych decyzji.

Wspólny raport Microsoftu i OpenAI z 14 lutego 2024 r. dokumentuje wykorzystanie modeli językowych przez grupę Forest Blizzard, znaną również jako APT28 lub Fancy Bear, którą Microsoft łączy z rosyjskim wywiadem wojskowym oraz jednostką 26165 GRU. W artykule dziennikarza Bijina José opublikowanym w „The Indian Express”, a zatytułowanym „Russian espionage, dissident monitoring and AI cyberattacks: What Anthropic’s report says” („Rosyjskie szpiegostwo, monitorowanie dysydentów i cyberataki z wykorzystaniem sztucznej inteligencji: co mówi raport Anthropic”), przedstawiono przypadki wykorzystania sztucznej inteligencji przez Rosję do szpiegostwa, monitorowania dysydentów, oszustw i propagandy. Jednym z udokumentowanych wcześniejszych przypadków jest rosyjska operacja wpływu o nazwie „Doppelganger”. W maju 2024 r. OpenAI poinformowało, że osoby powiązane z tą operacją wykorzystywały jego modele do generowania komentarzy w różnych językach, w tym w języku włoskim, a także do tłumaczenia i modyfikacji artykułów oraz przygotowywania treści przeznaczonych do rozpowszechniania w mediach społecznościowych.

Niebezpieczeństwo jest coraz większe, kiedy fałszerstwo łączy się z prawdziwymi wydarzeniami. Awaria prądu, pożar czy wypadek kolejowy mogą zostać wywołane celowo i wykorzystane do rozpowszechniania zmyślonych wyjaśnień, zrzucania odpowiedzialności bez dowodów oraz do sugerowania, że rząd ukrywa prawdę. Nie jest konieczne, aby osoba prowadząca kampanię sama spowodowała wypadek: może ona po prostu przejąć kontrolę nad jego interpretacją.

Właśnie w tym kontekście, ponad osiemdziesiąt lat po zakończeniu II wojny światowej, Polska i kraje bałtyckie – niegdyś ofiary nazizmu i komunizmu – ponownie żyją w cieniu rosyjskiej potęgi. Żelazna kurtyna, która po 1945 roku dzieliła Europę, upadła, ale wojna przeciwko Ukrainie ponownie sprowadziła zagrożenie militarne na wschodnie granice Unii Europejskiej i NATO. Liczba dronów i nalotów Moskwy na ich granicach rośnie, zwiększając z każdym dniem ryzyko prowokacji i kłamstw, które mogą sprawić, że eskalacja konfliktu stanie się nieodwracalna i niemożliwa do opanowania. Dezinformacja rodzi niepewność, oszustwo skraca czas na podjęcie decyzji, a dziś istnieje ryzyko, że ludzie stracą kontrolę nad własnymi decyzjami, zanim jeszcze stracą kontrolę nad własną bronią. Rok 1939 powinien być dla nas lekcją.

Roberto de Mattei

Corrispondenza Romana

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: