Szubienice w końcu runą. Dni ostatniego w Polsce pomnika Armii Czerwonej są policzone!

pomnik-armii-czerwonej.jpg
Fot. AB / PCh24.pl

Sukcesem kończy się trzydziestoletnia walka o usunięcie z przestrzeni publicznej stojącego w centrum Olsztyna ostatniego w Polsce, propagandowego pomnika wdzięczności Armii Czerwonej. Władze miasta rozstrzygają już konkurs na zagospodarowanie terenu po „szubienicach”, jak ze względu na ponury kształt, sowiecki pomnik nazywają mieszkańcy stolicy województwa warmińsko – mazurskiego. Jeżeli do 18 listopada Ratusz nie zdemontuje czerwonego monumentu, tego właśnie dnia Naczelny Sąd Administracyjny nałoży na niego obowiązek jego niezwłocznego usunięcia.

Pomnik stanął na życzenie agenta GRU

Historia sowieckiego pomnika rozpoczyna się w roku 1954, kiedy to wojewoda – Mieczysław Moczar – jeden z krwawych budowniczych Polski Ludowej, a jednocześnie agent sowieckiego GRU, wzniósł w stolicy ówczesnego województwa olsztyńskiego pomnik wdzięczności żołnierzom armii czerwonej. Do jego wykonania zatrudniono Franciszka Xawerego Dunikowskiego, wybitnego artystę rzeźbiarza - niestety człowieka usłużnego władzy komunistycznej. Za te zasługi władze PRL-u wielokrotnie honorowały Dunikowskiego nagrodami. Najciemniejszą kartą historii (listopad 1949 rok) zniewolenia jego umysłu przez toksyczny komunizm jest członkostwo w Ogólnokrajowym Komitecie Obchodu 70-lecia urodzin Józefa Stalina. Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej, który Dunikowski zbudował w centrum Olsztyna to prawdziwy kolos o dwóch pylonach (podobnych w kształcie do szubienic) aż 13 metrowej wysokości. W zamyśle twórcy miał być to otwarty łuk triumfalny, przez który przechodzi zwycięska Armia Czerwona. 

Lewicowi decydenci nie raz próbowali ocalić Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej. W tym celu po roku 1989 zmieniono nawet jego nazwę, na „Pomnik Wyzwolenia Ziemi Warmińskiej i Mazurskiej”. Ta nazwa, choć zakłamywała historię jeszcze bardziej niż poprzednia, nie dawała żadnej gwarancji na to, aby monument przetrwał dziejową zmianę, która właśnie rozpoczynała się w Polsce. Wiedząc o tym, przedstawiciele rządzącej wówczas koalicji SLD- PSL (rok 1993) wpisali „szubienice” na listę zabytków, chronionych prawem.

Początek 30 letniej wojny o usunięcie sowieckiego pomnika

Zróbmy to razem!

Zaraz po roku 1989 olsztyńskie organizacje patriotyczne, w tym stowarzyszenia zrzeszające żołnierzy AK, występowały do władz miasta o wyburzenie „szubienic”. Swoją drogą szubienica to bardzo trafna nazwa dla komunistycznego monumentu, gdyż od siedemdziesięciu dwóch lat widok tego pomnika straszy, jak widok tego narzędzia zadawania śmierci.

Przez dziesięciolecia składano wnioski o wyburzenie lub przeniesienie pomnika z centrum miasta w ustronne miejsce. Żądano również zdjęcia tego upamiętnienia z rejestru zabytków, co stało się dopiero w roku 2022. Parę miesięcy po tym szczęśliwym fakcie, ówczesny wojewoda warmińsko – mazurski podjął decyzję o usunięcia pomnika. Oparł się przy tym na opinii prezesa IPN, w której czytamy m.in. „Pomnik wzniesiony został w celu upamiętnienia Armii Czerwonej i propaguje komunizm, więc podlega ustawie dekomunizacyjnej i powinien zniknąć z przestrzeni publicznej”.

Władze miasta odwoływały się od tej decyzji wojewody kilkukrotnie i robiły wszystko, żeby tylko nie została ona zrealizowana. W historii batalii o usunięcie sowieckiej rzeźby jako jej największy obrońca, zapisał się Piotr Grzymowicz były prezydent Olsztyna. Podczas jego rządów miastem, a trwały one aż 15 lat, nie pozwolił ruszyć z posad sowieckiej pamiątki. W roku 2022 roku, po agresji Rosji na Ukrainę, Grzymowicz jakby się ocknął i zaczął czynić starania w kierunku zdjęcia ochrony konserwatorskiej z pomnika, aby móc go zdemontować.

To przebudzenie trwało jednak krótko. Już w styczniu 2023 roku, kiedy ówczesny wojewoda warmińsko-mazurski Artur Chojecki wydał decyzję nakazującą Gminie Olsztyn rozbiórkę monumentu z rygorem natychmiastowej wykonalności, prezydent Olsztyna „stanął okoniem” i odwoływał się od tej decyzji do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zaraz potem opinię IPN, dotyczącą czerwonego charakteru pomnika, zaskarżył on do sądu administracyjnego. To potwierdziło prawdę, że wciąż żyje w nim silny sentyment do minionej epoki, w której, jako członkowi PZPR, bardzo dobrze się powodziło.

Po wyborach w roku 2024 prezydencki fotel po Piotrze Grzymowiczu przejął Robert Szewczyk, członek PO. Choć polityczne sympatie dzieli on z byłym prezydentem, to na szczęście nie idzie on jego drogą zawziętej walki o to, co na szczęście minęło. 10 lipca 2026 roku Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę, którą złożył jeszcze Piotr Grzymowicz, na opinię IPN i potwierdził, że „szubienice” podlegają pod ustawę dekomunizacyjną. Sytuacja jest więc jasna – sowiecka pamiątka musi być rozebrana. Sprawą do rozstrzygnięcia pozostaje - gdzie zostaną umieszczone fragmenty zdemontowanego pomnika.    

Co zamiast „szubienic”

Wiadomo już, że sposób zagospodarowania placu, na którym stał „czerwony gigant”, zostanie ustalony po rozstrzygnięciu zaplanowanego przez miasto konkursu architektonicznego. Teraz w Ratuszu trwa burza mózgów na tym, co będzie pod placem. Jest już wizja, a nawet wykonany przez architekta konkretny projekt wykopania wielkiej dziury w ziemi na podziemny parking, co pomogłoby rozwiązać palący problem braku miejsc postoju w centrum miasta. W razie potrzeby parking miałby pełnić funkcję schronu. Pomysł nie jest nowy. Budowa takich instalacji trwa już w wielu miejscowościach i miastach w całej Polsce.  

Jak się łatwo domyślić budowa schronu w Olsztynie ma związek z Rosyjską agresją na Ukrainę i obawą przed tym, iż Putin może się w na Ukrainie nie zatrzymać. Jest to więc strach przed rakietami, bombami i dronami Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, która już bez owijania w bawełnę, nawiązuje do swojej poprzedniczki, czyli Armii Czerwonej.  Czyż nie jest paradoksem, że w tym samym miejscu, w którym niegdyś wzniesiono Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej, niedługo powstanie schron, w obawie przed jej spadkobierczynią.

I jeszcze jedna refleksja. Olsztyński pomnik wdzięczności powstał z kamiennych bloków, rozwalonego przez czerwonoarmistów w roku 1945, a czczonego przez niemieckich nazistów, mauzoleum niemieckiego marszałka Hindenburga. To mauzoleum stało niedaleko Olsztyna do stycznia 1945 roku, kiedy to z hukiem runęło. A teraz, zrządzeniem Opatrzności Bożej, w ten sam sposób legnie w gruzach pomnik bojowników komunizmu. Jak na tym przykładzie dobrze widać, zbrodnicze totalitaryzmy pożerają się nawzajem, aby w końcu rozsypać się w pył.

Adam Białous

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: