Wrocławianie nie radzą sobie ze szczurami. Polecono im... oswoić się z gryzoniami

Na jednym z podwórek we Wrocławiu powstaje mural ze szczurem. To element kampanii edukacyjnej, mającej oswoić mieszkańców z obecnością tych gryzoni. Problem w tym, że na rzeczonym podwórku aż roi się od szarych szkodników. Mieszkańcy nie kryją oburzenia - „to jakby splunąć nam w twarz” - mówią mediom.
Mural z podobizną szczura i napisem „szacunek nie ma gatunku” powstaje w obrębie ulic Drobnera, Probusa i Łokietka. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ot, kolejne lewicowe fanaberie, gdyby nie fakt, że w miejscu tym aż roi się od szczurów. Gryzonie okazują się również natrętnymi szkodnikami; przegryzają instalacje, powodują zapadanie bruku, niszczą zaparkowane samochody, roznoszą śmieci i pozostawiają licze odchody.
- Taki mural to dla nas jak splunięcie prosto w twarz. Praktycznie ciągle zgłaszamy problem, niejednokrotnie sami podejmujemy kroki na własny koszt - pisze jeden z oburzonych czytelników „Gazety Wrocławskiej”.
Za instalację odpowiada Fundacja Mushika, organizacja działająca na rzecz zwierząt, ze szczególnym uwzględnieniem „tych najmniej dostrzeganych i niedoreprezentowanych w debacie publicznej”. Jak tłumaczą przedstawiciele organizacji, mural nie miał prowokować, lecz skłaniać do refleksji. Fundacja przekonuje, że dotychczasowe metody miejskiej deratyzacji, polegające na tępieniu środkami chemicznymi są „niehumanitarne”.
Obrońcy zwierząt twierdzą, że za problemy ze szczurami odpowiadają przede wszystkim ludzie. - Szczury są od nas uzależnione. Potrzebują człowieka do życia. To my im dostarczamy jedzenie i schronienie. Dopóki ludzie nie zadbają o swoje otoczenie, nie zaczną używać koszy na śmieci prawidłowo, nie uporządkują starych sprzętów, piwnic itd. (...) nic się nie zmieni – wylicza dr Edyta Wincewicz z Zakładu Fizjologii Zwierząt na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej UPWr.
Źródło: gazetawroclawska.pl / mushika.pl
PR








