Zdaniem prawników prezydent Donald Trump nie powinien liczyć, że ostatecznym arbitrem w rozstrzygnięciu wyników wyborów będzie Sąd Najwyższy. Ubiegający się o reelekcję Trump chce, by nie uwzględniać kart do głosowania, które otrzymano przed lub w dniu wyborów. W szczególności chodzi o karty ze stanów takich, jak: Michigan i Pensylwania.
W środę rano tuż po wyborach Trump pojawił się w Białym Domu i ogłosił zwycięstwo nad kandydatem Demokratów Joe Bidenem. Jeszcze przed wyborami prezydent krytykował głosowanie korespondencyjne, spodziewając się oszustw.
Wesprzyj nas już teraz!
– To poważne oszustwo w naszym kraju. Chcemy, aby prawo było stosowane we właściwy sposób. Więc pójdziemy do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. Chcemy zakończyć głosowanie – deklarował.
Pod koniec dnia sztab wyborczy Trumpa złożył wniosek o interwencję w sprawie zablokowania spóźnionych list do głosowania w Pensylwanii. Skargi złożono także w innych stanach, w tym w Michigan, żądając zaprzestania liczenia spóźnionych głosów.
W kilku kluczowych stanach wciąż trwa zliczanie głosów. Po raz pierwszy w historii USA duża grupa wyborców zdecydowała się – ze względu na epidemię – na głosowanie korespondencyjne. Wydłużył się więc proces liczenia głosów.
Prawnicy zauważają, że chociaż mogą istnieć zastrzeżenia co do poszczególnych kart do głosowania czy też samej procedury głosowania korespondencyjnego i liczenia głosów, nie jest jasne, czy spory te przesądzą o ostatecznym wyniku.
Ned Foley z Ohio State University twierdzi, że nie widzi analogii do wyborców z 2000 r., gdy SN zakończył ponowne przeliczanie na korzyść George’a W. Busha przeciwko Demokracie Al Gore’owi.
– Jest za wcześnie. W tej chwili nie wydaje się oczywiste, jak to się skończy, czy rozstrzygający głos będzie miał Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych – konkludował Foley.
Zarówno Republikanie, jak i Demokraci zgromadzili armię prawników gotowych do wszczęcia kroków, by walczyć o ostateczny wynik elekcji. W skład zespołu Bidena wchodzą: Marc Elias, czołowy prawnik wyborczy z kancelarii Perkins Coie oraz byli prawnicy generalni Donald Verrilli i Walter Dellinger. Do prawników Trumpa należą Matt Morgan, główny radca prawny prezydenta, prawnik Sądu Najwyższego William Consovoy i Justin Clark, starszy doradca kampanii.
Adwokat Trumpa, Jenna Ellis, broniła w środę propozycji Trumpa, by zakwestionować liczbę głosów i ocenić dostępne opcje prawne. Zdaniem Ellis Trump chce mieć pewność, że „wybory nie zostaną skradzione”.
W Pensylwanii Republikanie zakwestionowali wrześniowe orzeczenie SN stanu, który zezwolił na zaliczenie kart do głosowania wysłanych pocztą do dnia wyborów i otrzymanych do trzech dni później.
Wcześniej Sąd Najwyższy odmówił przyspieszenia apelacji Republikanów. Jednak trzech konserwatywnych sędziów nie wykluczyło zajęcia się sprawą ponownie po wyborach.
David Boies, który reprezentował Gore’a w 2000 roku, uważa, że jest mało prawdopodobne, by kampania Trumpa zakończyła się sukcesem w trzeciej ewentualnej próbie zablokowania przedłużonego terminu.
Według Boiesa, wynik w Pensylwanii może nawet stać się nieistotny, w zależności od wyniku w Michigan i Wisconsin.
W Pensylwanii Republikanie dodatkowo oskarżyli urzędników z hrabstwa Montgomery o nielegalne zliczanie nadesłanych kart do głosowania i dawanie wyborcom, którzy złożyli wadliwe karty, szansę ponownego głosowania.
Zwycięstwo wyborów prezydenckich w USA pozostaje wciąż pod znakiem zapytania. Rezultat zależy od wyników w zaledwie kilku stanach, w których trwa liczenie głosów z kart nadesłanych pocztą.
W Georgii i Pensylwanii na wschodzie kraju oraz w Arizonie i Nevadzie na zachodzie urzędnicy liczą głosy oddane we wtorek albo kilka tygodni wcześniej.
Trump prowadzi w Georgii i Pensylwanii, a Biden w Arizonie i Nevadzie, jednak ostateczne wyniki są niepewne. W Wisconsin i Michigan wydaje się, że wygra kandydat Demokratów.
Szef kampanii Trumpa, Bill Stepien oświadczył, że pojawiły się doniesienia o nieprawidłowościach w kilku hrabstwach Wisconsin, które budzą poważne wątpliwości co do wiarygodności wyników.
– Prezydent jest już blisko progu, aby poprosić o ponowne przeliczenie i my natychmiast to zrobimy – mówił.
W środę pod wieczór Biden powiedział dziennikarzom, że nie ogłosi swojego zwycięstwa, ale jest pewny, że gdy liczenie głosów dobieganie końca, zostanie zwycięzcą. Dodał, że „każdy głos musi być policzony” w pozostałych stanach, w których wynik jest niepewny.
Trump wcześniej ogłosił, że to on wygrał i spodziewa się oszustwa wyborczego związanego ze zliczaniem głosów wyborców po terminie.
Szef kampanii Trumpa komentował, że wszystkie serwisy informacyjne, które oświadczyły, iż Biden wygrał w Arizonie, są „po prostu błędne” i to właśnie Trump ostatecznie odniesie zwycięstwo w stanie.
Sztab Bidena wyraził zaniepokojenie ewentualnym zaprzestaniem liczenia głosów. Dodano, że byłaby to „skandaliczna” próbą odebrania demokratycznych praw obywatelom amerykańskim, którzy zdecydowali się oddać głos przed dniem wyborów.
Zwycięzca krajowy jest określany na podstawie wyniku w każdym z 50 stanów i stolicy kraju, Waszyngtonie, przy czym każdy zwycięzca zbiera wszystkie głosy wyborcze z wyjątkiem dwóch słabo zaludnionych stanów, w których biorą udział zwycięzcy w poszczególnych okręgach kongresowych.
Biden w głosowaniu powszechnym zyskał poparcie 69,8 mln obywateli, a Trump – 66,8 mln. Ostatecznie o zwycięstwie zadecyduje głosowanie Kolegium Elektorów, a najludniejsze stany mają najwięcej głosów elektorskich.
– To będzie walka do końca – komentuje politolog La Trice Washington z Otterbein University w Ohio.
Źródło: reuters.com, voanews.com
AS