Radykalne środowiska lewicowe gotowe są z premedytacją łamać porządek prawny w celu osiągnięcia własnych celów. Formułowany przezeń rewolucyjny i mocno zideologizowany przekaz jest zagrożeniem dla debaty naukowej i publicznej. Doświadczył tego dr Paul Cameron. Jego przykład pokazuje, że przeciwstawienie się tej narracji jest trudne, ale możliwe i konieczne – zauważa mec. Jerzy Kwaśniewski, wiceprezes Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.
Wesprzyj nas już teraz!
Sąd Apelacyjny w Gdańsku uznał, że działania podejmowane przez środowiska LGBT wymierzone w dr. Paula Camerona naruszały jego dobre imię i deprecjonowały jego dorobek naukowy. To ważny sygnał dla kształtu debaty publicznej?
Trzeba zaznaczyć, że ten wyrok nie jest żadnym novum i potwierdza zasadę znaną wszystkim kulturalnym ludziom, że można dyskutować, spierać się, można również w sposób zdecydowany wyrażać swoje krytyczne opinie, ale pod jednym warunkiem – nie można obrażać innych.
Ta zasada ma znaczenie szczególnie kiedy wchodzimy w język debaty akademickiej, w której uczestniczy dr Paul Cameron, publikując wyniki swoich badań w najbardziej wpływowych czasopismach naukowych na świecie. To przeciwko jego tezom naukowym występowały środowiska LGBT, głównie Pracownia Różnorodności z Torunia, które atakowały naukowca niezwykle brutalnie: śląc korespondencję do rektorów uczelni wyższych, do ministra nauki i szkolnictwa wyższego, publikując w prasie informacje o tym, że jest on „hochsztaplerem”, „notorycznym fałszerzem” i „pseudonaukowcem”. To tylko nieliczne kalumnie rzucane w kierunku dr. Camerona w tej korespondencji.
Wypowiadano się w niej na tematy związane ściśle z badaniami naukowca językiem całkiem nieprzystającym do debaty naukowej. Nigdy też nie przytoczono w listach ruchu LGBT wyników badań naukowych, które przeczyłyby tezom formowanym przez dr. Camerona na bazie swoich badań. Dodam, że jest on znanym w świecie badaczem homoseksualności i homoseksualizmu.
Takimi atakami środowiska LGBT chciały przesunąć granice wyznaczone dla prowadzenia naukowej dysputy?
Trzeba tu pamiętać, że debata na temat skutków społecznych, psychologicznych, medycznych praktykowania homoseksualizmu jest żywa w środowisku akademickim, a środowiska LGBT próbują tę debatę wypchnąć poza granice dysputy naukowej. Powód jest błahy: ustalenia naukowców, takich jak dr Cameron, nie są po myśli tychże środowisk. Stąd próby ich deprecjonowania. Pamiętajmy, że prawo do krytykowania dr Camerona nie oznacza prawa do fałszywego przedstawiania stanu debaty naukowej. Tymczasem listy działaczy LGBT wybiórczo pokazywały jedną stronę debaty naukowej, cytując przeciwników dr Camerona i pomijając liczne opinie naukowców, których badania potwierdzały jego tezy.
Prawomocny wyrok sądu jest w stanie przywrócić debatę na właściwy tor?
Mam nadzieję, że wyrok zniweluje dotkliwe dla dr. Camerona skutki naruszenia jego dóbr osobistych, przede wszystkim renomy naukowej. Pamiętajmy, że nawet Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego odwołał zaplanowany tam wykład. Stało się to właśnie po fali krytyki powielającej bezzasadne zarzuty na temat naukowca. Liczymy zatem teraz na otwartość środowiska akademickiego i uczelni na goszczenie dr. Camerona.
Obawiam się jednak, że ten wyrok to wciąż zbyt mało, by zagwarantować debacie akademickiej prawdziwą wolność. Zwróćmy też uwagę na fakt, że sąd nie zdecydował się zasądzić zadośćuczynienia za powstałe szkody. Zatem w pewnym sensie nie wykorzystał wszystkich narzędzi przewidzianych prawem do sprowadzenia rzeczywistej dolegliwości dla pozwanych. To może mieć znaczenie dla ich przyszłych działań.
Kiedy miały miejsce zdarzenia, które oceniał sąd?
Są to wydarzenia, które miały miejsce głównie w latach 2012-2013, ale i wcześniej. W powództwie wytoczonym w 2014 roku ujęliśmy wszystkie ataki na dr. Camerona, które były przez kolejne lata, na różne sposoby, powielane. Tak było i w roku 2016, kiedy dr Cameron ponownie odwiedził Polskę.
Ta wizyta miała miejsce w czasie, kiedy zapadał już w pierwszej instancji wyrok korzystny dla dr. Camerona. Mimo to ponownie mieliśmy do czynienia z próbami blokowania wykładów i ośmieszania naukowca.
Teraz, kiedy mamy już prawomocny wyrok, w którym sąd ocenił język, jakim posługiwali się przeciwnicy dr. Camerona, takie protesty powinny wygasnąć. Jeśli tak się nie stanie, z całą pewnością podejmiemy stanowcze kroki prawne. Nasze zadanie będzie nieco łatwiejsze, bo polski sąd raz już jasno stwierdził, że zarzucanie dr. Cameronowi, że jest np. „hochsztaplerem” stanowi zniesławienie i narusza jego dobre imię.
Ataki towarzyszące ubiegłorocznej wizycie dr. Camerona w Polsce pozostaną bez dalszego biegu?
Zasądzone teraz przeprosiny stanowić będą pewną formę zadośćuczynienia za powielane przez lata kłamstwa. Oczekuję teraz na kolejną wizytę dr. Camerona i mam nadzieję, że wysłane przez Pracownię Różnorodności przeprosiny wpłyną pozytywnie na nastawienie uczelni na osobę dr. Camerona. Póki co, problemem jest to, że mimo wyroku, Pracownia Różnorodności nie sprostowała komunikatów na swojej stronie internetowej, do czego sąd zobowiązał ją w prawomocnym wyroku. Z naszych informacji wynika, że pozwany oczekuje na pisemne uzasadnienie wyroku, co uznajemy za pewien wybieg.
„Tęczowe” środowiska atakują każdą inicjatywę, która jest niezgodna z propagowaną przez nie linią. Dość przypomnieć tu problemy z organizacją wykładów Rebeki Kiessling i pogróżki kierowane w stronę amerykańskiej działaczki pro-life. To się zmieni?
Mam nadzieję, że nasze działania zabezpieczą prawo do rzeczowej debaty naukowej w zakresie badań nad homoseksualizmem. Przypomnę, że jeszcze we wrześniu 2016 roku inny badacz, Mark Regnerus był ostro atakowany przez środowiska homoseksualne podczas jego wizyty w Warszawie. Brał on udział w konferencji na temat tożsamości małżeństwa, zorganizowanej na Uniwersytecie Warszawskim. Jego badania potwierdzają niektóre ustalenia dr. Camerona. Szczególnie jeśli idzie o zgubny wpływ na dzieci powierzenia ich wychowania związkom osób praktykujących homoseksualizm.
Widzimy jednak narastające ataki w innych obszarach, jak chociażby na panią Rebekę Kiessling, które pokazują, że radykalne środowiska lewicowe są gotowe z premedytacją łamać porządek prawny w celu osiągnięcia własnych celów.
Procesy sądowe zwykle długo trwają, a przeprosiny nie są tak eksponowane jak rzucane oskarżenia. To będzie zachęcało lewackie środowiska do przekraczania granic?
Działania prawne, nawet nagłośnione w ich pierwszej fazie, uzyskują swój efekt w postaci prawomocnego orzeczenia sądu dopiero po kilku latach. Dlatego muszą one być podejmowane równolegle z działaniami informacyjnymi. Tylko wtedy istnieje szansa, że uzyskamy odpowiednio mocną i czytelną odpowiedź na to zagrożenie dla debaty naukowej i publicznej, jakim jest radykalny, rewolucyjny i mocno zideologizowany przekaz formułowany przez lewicowe środowiska.
Dziękuję za rozmowę
Marcin Austyn