8 grudnia 2020

Priorytety postępowego celebryty: poparcie dla aborcji, płacz nad losem zwierząt

(źródło: pixabay.com)

„Dziś rozpadłam się na kawałki…” – pisze Anna Mucha w jednym z ostatnich postów na swoim instagramowym koncie. O żałobie znanej aktorki po ukochanym kocie natychmiast rozpisały się plotkarskie portale. „Ani jest smutno i przeżywa jego śmierć”- mówi menadżerka aktorki. I nie byłoby w tym nic godnego uwagi, nie od dziś wiadomo o słabości gwiazd do swoich czworonogów, gdyby celebrytka nie włączyła się aktywnie w tym samym czasie w Strajk Kobiet.

 

Zanim na Instagramie Anny Muchy zawisło czarno-białe zdjęcie jej ulubionego futrzaka, aktorka podzieliła się ze swoimi fanami fotkami zrobionymi podczas ulicznych „czarnych protestów”. Pomimo kontuzji stopy i ograniczających jej swobodę ruchu kul, z heroizmem godnym lepszej sprawy, bohaterka bulwarowej prasy postanowiła stanąć w szeregach feministek z tabliczką opatrzoną hasłem: „moja babcia mnie popiera”. Swój sprzeciw wobec wyroku Trybunału Konstytucyjnego zadedykowała jednak swojej córce. „Córeczko! Jestem tu dla Ciebie. I dla Ciebie Siostro! I dla siebie też” – czytamy pod zdjęciem. Aktorka walczy więc o świat, w którym jej córka będzie mogła legalnie zabić swoje dziecko, a ona tę ewentualną decyzją jako babcia poprze. Niesmak, z jakim należy przyjąć tę wiadomość, niech dodatkowo wzmoże instagramowy post aktorki pod zdjęciem „zmarłego” kotka: „… dziś rozpadłam się na kawałki … pewnie tam, po drugiej stronie tęczy nie masz Instagrama, ale chciałabym tylko powiedzieć ludziom, ze miałam najwspanialszego kota na świecie … dziękuje Ci, ze mnie sobie wybrałeś”.

Wesprzyj nas już teraz!

 

Naturalną dla kobiet empatię aborcjonistki odczuwają ostatnio szczególnie wobec zwierząt. Obok Anny Muchy, dobrym przykładem tej aberracji jest znana dziennikarka Kinga Rusin. Prezenterka telewizyjna dała się jakiś czas temu poznać z działań na rzecz ochrony środowiska. Otwarcie sprzeciwiła się też odstrzałowi dzików i liberalizacji prawa łowieckiego. Rusin, znana również ze swojego zaangażowania na rzecz liberalizacji „prawa aborcyjnego” w Polsce, bardzo krytycznie odniosła się do sprawy udziału dzieci w polowaniach: „Narażanie dzieci na obcowanie z okrucieństwem, cierpieniem i śmiercią w męczarniach wyrządza im wielką krzywdę i może nieodwracalnie skrzywić ich psychikę”(dzikiezycie.pl). Jak donoszą media, na obcowanie lekarzy i położnych „z okrucieństwem, cierpieniem i śmiercią w męczarniach” abortowanych dzieci dziennikarka wydała niedawno 100 tys. zł, zasilając budżet czterech „organizacji kobiecych”: Strajk Kobiet, Dziewuchy Dziewuchom, Centrum Praw Kobiet i Federację na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

 

Zatroskana o los owadów inna celebrytka, Natalia Przybysz, wzięła niegdyś udział w akcji społecznej eko-organizacji Greenpeace „Adoptuj Pszczołę”. Akcja polega na wdrażaniu działań mających na celu uczynnienie Polski krajem przyjaznym zapylaczom. Podobnej troski zabrakło jednak piosenkarce w stosunku do własnego dziecka, które – zamiast oddać do adopcji – wolała zabić z powodów, o których lepiej jest milczeć. W obronie świątecznego karpia, męczonego w sieciówkach przed Bożym Narodzeniem, stanęła z kolei inna miłośniczka zwierząt, Maja Ostaszewska. Aktorka, znana też z obrony „wolnych sądów” i prawa do zabijania nienarodzonych dzieci, tak skomentowała swój protest na Instagramie: „Zbliża się czas Świąt, który powinien się kojarzyć z otwartością serca, dobrem po prostu…ale to niestety również czas masowego znęcania się nad karpiami. Jak co roku włączam się w kampanię przeciwko sprzedaży i kupowaniu żywych karpi. Ryby duszą się w brudnej wodzie, bez tlenu. Doświadczają bólu przy przenoszeniu, często są szarpane za skrzela, upadają na podłogę. To wszystko poza oczywistym nieludzkim zadawaniem cierpienia jest również łamaniem prawa dotyczącego ochrony zwierząt”.

 

Być może problem angażujących się na rzecz ochrony środowiska naturalnego celebrytek wynika z tej samej konstatacji, którą Maria Czubaszek, matka dwójki abortowanych dzieci, wyraziła w następujących słowach: „Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta. Nie chcę i nie potrafię zmienić zdania na ten temat. Jeżeli jest to wada, to niestety, ale z tą wadą umrę”. Być może troska o ochronę zwierząt przy jednoczesnym sprzeciwie wobec penalizacji aborcji to jakiś dzisiejszy „trend moralny” znanych z ekranu ludzi. Być może trudno krakać inaczej niż wrony w tym samym gnieździe. Być może!

 

Wiele wskazuje jednak na to, że prowadzona przez dekady kampania nienawiści do poczętego życia zdewastowała naturalną kobiecą wrażliwość na życie nienarodzonych dzieci, które odczłowieczono, nazywając płodami, zlepkiem komórek czy tkaną ciążową. Historia uczy nas, że masową zagładę różnych grup ludności z powodów rasowych, narodowościowych czy religijnych poprzedzał niemal zawsze proces ich dehumanizacji. W efekcie, w ofiarach mordercy nie wiedzieli ludzi godnych współczucia czy litości, o czym świadczą choćby wspomnienia niemieckich snajperów z czasów masowych rzezi ludności żydowskiej, jakich dokonano po 1941 r. na przedwojennych polskich Kresach.

 

Z drugie strony, promowane również od lat przez ekologistów katastroficzne wizje zagłady naszej planety przez destrukcyjnie działającego na nią człowieka oraz wyidealizowany obraz bezbronnych zwierząt stały się – jak się zdaje – dominującym światopoglądem lekko oderwanych od rzeczywistości, a zwłaszcza natury, celebrytów. W rezultacie, gwiazdki pokroju aktorki Anny Muchy płaczą z powodu śmierci „najwspanialszego kota na świecie” i żyją w ciągłej obawie przed czyhającym na ich dzieci niebezpieczeństwem. „Największy mój strach codzienny to to, że ktoś je potrąci na pasach. Jak się rodziły, bałam się, że będzie wojna. (…) Myślałam o bezpiecznym miejscu, gdzie mogłabym je wywieźć, bo ja nie jestem bohaterką, która miałaby umierać za ulicę. Teraz się boję, że moje dzieci będą żyły w trującym środowisku. Przeraża mnie, że przed zanieczyszczeniami możemy nie mieć gdzie uciec”. Być może napięcia, o których publicznie mówiła celebrytka, wynikają też ze wstępnej jej decyzji o zabiciu swojego pierwszego, jeszcze nienarodzonego, dziecka, bo chociaż stało się inaczej, to „tabletki leżały już na stole”.

 

Może nie należy zbyt wiele wymagać od osób, które odcinając się od Bożego źródła łaski, rozumnego poznania dobra i zła, karzą siebie same własną głupotą. Ale co począć, gdy stanowisko przeciwne życiu zajmują ludzie, znani ze swoich licznych świadectw wiary katolickiej? Aktorka Małgorzata Kożuchowska okazała się ostatnio być „za wolną wolą, nawet jeśli jest to tak strasznie trudna kwestia, jak wybór pomiędzy życiem, a śmiercią dziecka, które ma bardzo ciężkie wady wrodzone, genetyczne”. Inny aktor, Antoni Pawlicki, który jeszcze kilka lat temu publicznie chwalił się apostolskim błogosławieństwem papieża Franciszka, jakie otrzymał w prezencie z okazji zawarcia przez niego sakramentu małżeństwa, na fali aktualnych protestów zaczął ćwierkać z klucza aborcjonistów.

 

Na pytanie, dlaczego powszechnie znani ludzie tak chętnie zabrali przeciwny życiu poczętemu głos po ostatnim wyroku Trybunału Konstytucyjnego, odpowiedział nam kiedyś sam Pawlicki: „Zawód aktora ma w sobie pewne pokusy, które mogą sprawić, że stanie się on niemoralny. W tym zawodzie jesteśmy poddani presji, oczekiwaniom ludzi i można zgubić poczucie rzeczywistości. Przestajemy mocno stąpać po ziemi i często stajemy się zbyt mało pokorni. Dlatego aktorom zdarza się zapominać o tym, co w życiu istotne i po co nas powołano na ten padół”. Przeto łatwiej będzie wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż niejednemu celebrycie wejść do królestwa niebieskiego.

 

AP

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(12)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie