29 marca 2021

Grzegorz Kucharczyk: Dzieje niemieckiego buntu. Sezon 53, odcinek 1

(Fotograf: MARIAN ZUBRZYCKI/Archiwum: Forum)

Serial pt. „Nie jesteśmy filią Watykanu” trwa w niemieckim Kościele nieprzerwanie co najmniej od 1968 roku, jeśli za początek wziąć wypowiedzenie posłuszeństwa przez Episkopat RFN Magisterium Kościoła potwierdzonemu w „Humanae Vitae” Pawła VI. W tzw. deklaracji z Königstein z sierpnia 1968 roku przylgnięcie do Prawdy biskupi uzależniali od „sumienia współmałżonków”. Przypomina o tym kolejna odsłona niemieckiego buntu, związana tym razem z deklaracją Watykanu w sprawie związków tej samej płci.

 

Niedawne orzeczenie watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary o tym, że nie można błogosławić tzw. małżeństw jednopłciowych, ponieważ nie jest to „w mocy Kościoła”, a jedynym odpowiadającym woli Bożej związkiem jest sakramentalny związek mężczyzny i kobiety, wywołało protesty wśród niemieckich duchownych przyzwyczajonych od ponad pół wieku, że Rzym zazwyczaj się myli, natomiast „am deutschen Wesen soll die Welt genesen” („niemieckość uzdrowi ten świat”). W sezonie 53. tego serialu w jednej z głównych ról występuje nowy przewodniczący konferencji Episkopatu Niemiec biskup Georg Bätzing (następca kardynał Marxa, autora słynnych słów „o filii Watykanu”, którą nie chce być niemiecki Kościół). Ten po wspomnianym orzeczeniu Kongregacji Nauki Wiary stwierdził, że „nie jest z tego powodu szczęśliwy”. Jeszcze bardziej wymowni w swoim „rozczarowaniu” są niemieccy teologowie, od dekad występujący jako frontmeni w toczącym się serialu. Dwaj z nich – Stephan Goertz i Magnus Striet – na stronie katholisch.de swoją krytyczną analizę watykańskiego dokumentu podsumowali stwierdzeniem (zapowiedzią): „Watykan nie może się liczyć [w tej sprawie] z posłuszeństwem”.

Wesprzyj nas już teraz!

 

To byłoby rzeczywiście dziwne, gdyby zaliczający od ponad pół wieku kolejne rekordy prędkości w zjeździe przestronną drogą ku przepaści Kościół niemiecki nagle – w sezonie 53. swojego buntu – stwierdził, że „Nie, jednak myliliśmy się. Trzeba być wiernym Bożym przykazaniom, bez względu na to, jak silnie odczuwana chęć dostosowania się do potrzeb człowieka współczesnego zlokalizowanych poniżej pasa, każe myśleć inaczej”. Odezwali się natomiast inni, stali bohaterowie serialu – czyli księża niemieccy – którzy na watykańską deklarację odpowiedzieli zupełnie inaczej niż ten hipotetyczny poryw zmysłu wiary i posłuszeństwa. „Udzielać Bożego błogosławieństwa każdemu, kto tego pragnie – tego nie mogę i nie chcę nikomu odmówić” – zapowiedział w Internecie ks. Tobias Schäfer, proboszcz katedry w Wormacji. Hm… chyba taka logika towarzyszyła błogosławieniu przez niektórych duchownych oddziałów Wehrmachtu i jego uzbrojenia w czasie drugiej wojny światowej; „rycerskiego Wehrmachtu” ruszającego, by szerzyć „niemiecką kulturę na Wschodzie”. Z kolei generalny wikariusz archidiecezji w Spirze, ks. Andreas Sturm, stwierdził: „Błogosławiłem mieszkania, samochody, windy, niezliczone różańce [ciekawe zestawienie – G.K.], a nie mógłbym pobłogosławić dwóch ludzi, którzy się kochają? To nie może być wola Boża”.

 

Czytając te wypowiedzi widać, jak wielkie spustoszenia w duszach i umysłach wielu księży poczyniło rozerwanie ogniw łańcucha tworzącego właściwą formację, o którym pisał i którego domagał się w encyklice „Fides et ratio” (1998) św. Jan Paweł II: zdrowa filozofia (metafizyczna, zorientowana na poznawanie bytu), na nim zbudowana zdrowa teologia, otwierająca możliwość właściwej formacji kapłanów, którzy tak wykształceni mogą podejmować właściwie pojętą pracę duszpasterską. A na końcu tego łańcucha są wierni, którzy odebrali porządną formacje duszpasterską, która potrafi dokonywać elementarnych rozróżnień (JPII), czyli właściwie definiować podstawowe pojęcia. Kto to ma jednak robić, skoro okazuje się, że osoby powołane do nauczania tej sztuki wiernych sami tkwią w chaosie myślowym i pojęciowym? Co znaczy „miłość” będąca uzasadnieniem dla chęci błogosławienia tego, co z natury jest grzechem? A jest grzechem, bo odbiega od Ładu Prawdy ustalonego przez Wszechmocnego i Miłosiernego Boga, który jest jednocześnie Logosem.

 

Nie takie czy inne uczucia bądź popędy, ale Prawda płynąca od tego Logosu może być jedynym probierzem moralnego osądu. No, ale skąd ma o tym wiedzieć ksiądz wikariusz generalny ze Spiry czy proboszcz z wormackiej katedry, którzy chyba nie słyszeli, a jak słyszeli to z daleka omijali encykliki „konserwatywnego papieża Wojtyły” (ulubiona fraza niemieckich modernistów) „Veritatis Splendor” oraz „Fides et Ratio”, gdzie o tym jest całkiem sporo.

 

W obsadzie serialu, którego najnowszy odcinek omawiam, od początku obecna jest również prasa, dla niepoznaki nazywająca się „prasą katolicką”. Nieraz na tych łamach – dla dobra Czytelników portalu PCh24.pl – łamałem zasady izolacji i sięgałem po prasę niemiecko-katolicką, żeby pokazać, czym kończy się osłabianie systemu odpornościowego, którego zasady od wieków są te same a podane do publicznej wiadomości w dokumentach Magisterium Kościoła.

 

Także teraz poświęciłem się i zbliżyłem się do niemieckiej „prasy katolickiej” na bliżej niż półtora metra. W tygodniku „Christ in der Gegenwart” („Chrześcijanin w Teraźniejszości”) z 21 marca protesty niemieckich księży i teologów skwitowano komentarzem: „Wygląda na to, że w oczach wielu Watykan zmarnował swój autorytet. Kołatanie w stare dogmaty już więcej nie przekonuje”. Na pierwszej stronie tego wydania niemieckiego tygodnika ukazał się komentarz Stephana Langera, redaktora naczelnego „CiG”. Już tytuł jest znamienny „Wir sind Kirche”, odwołujący się do popularnego trzydzieści lat temu w krajach niemieckojęzycznych ruchu „postępowych” katolików świeckich, teologów i duchownych domagających się odrzucenia odwiecznego nauczania Kościoła w sprawie antykoncepcji, zabijania osób nienarodzonych, celibatu księży i dopuszczania kobiet do kapłaństwa. Teraz – sądząc po komentarzu red. Langera – do tych postulatów ma być dołączone żądanie błogosławieństwa dla par homoseksualnych: „To my jesteśmy Kościołem. I zanim zgromadzą się wszyscy wewnątrzkościelni podżegacze, należy jasno stwierdzić: Nikt nie chce tutaj trząść porządkiem stworzenia. Nikt, kto opowiada się za błogosławieniem [par jednopłciowych – G.K.] nie chce w ten sposób likwidować małżeństwa mężczyzny i kobiety, czy nawet je relatywizować. Nikt nie chce tworzyć niemieckiego Kościoła narodowego, albo protestantyzować (chociaż nie uważam tego za określenie pejoratywne) Kościół katolicki. Nasz Kościół powinien po prostu przyjąć do wiadomości znaki czasu i dać temu wyraz, nie ideologicznie, ale realistycznie. Kościół powinien definiować się wedle miłości, a nie wedle zimnego, niemiłosiernego odgraniczania się”.

 

O zerwanym łańcuchu właściwej intelektualnej i duchowej formacji, które prowadzi do braku umiejętności czynienia elementarnych rozróżnień, była już mowa. Mowa była w tym tekście również o Wormacji. Tam pięćset lat temu Marcin Luter miał powiedzieć zgromadzonej na sejmie Rzeszy i całej christianitas: „Tu stoję, inaczej nie mogę”. Dzisiaj te słowa brzmią trochę inaczej: „Nie jesteśmy filią Watykanu”. A to już sezon 53. Kolejne odcinki zostały już zapowiedziane.

 

Grzegorz Kucharczyk

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(5)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie