Zamykanie kościołów z powodu koronawirusa to skandal. A jednak w wielu krajach zachodnich świeckie władze, niekiedy z pomocą samych biskupów, wprowadzały i nadal wprowadzają ograniczenia, które rażąco naruszają prawo do wyznawania katolickiej religii. Dzięki Bogu w tym roku na Wielkanoc w niewielu tylko państwach posunięto się tak daleko, jak rok wcześniej; do ideału wszakże daleko.
Dobrym przykładem jest choćby Polska. Tym razem nie dokonano już pełnego zamachu na wolność kultu i kościoły pozostaną otwarte. Niestety, nie bez dużych ograniczeń. Rząd chce, aby do świątyń mógł wchodzić zaledwie 1 wierny na 20m2 powierzchni. Przyjęto przelicznik taki sam, jaki obowiązuje we wciąż otwartych większych sklepach. Budzi to oczywiście uzasadniony sprzeciw – i to z wielu powodów.
Wesprzyj nas już teraz!
Po pierwsze, nie ma do tego właściwej podstawy prawnej. Jak wiadomo, restrykcje zostały nałożone w formie rozporządzenia, a nie ustawy. Tymczasem polska konstytucja precyzuje, że wszelkie ograniczenia w publicznym wyznawaniu religii mogą być wprowadzane jedynie na mocy ustawy. Stąd obostrzenia są w pełnym sensie tego słowa nielegalne. Nie znaczy to, oczywiście, że ich łamanie nie będzie karane; policja może nakładać mandaty, a te uchylić może dopiero sąd. Sytuacja jest absurdalna; polskie władze nie potrafiły stanąć na wysokości zadania i w tak kluczowej kwestii, jak liturgia, nie wprowadziły przejrzystych i uzgodnionych z biskupami zasad, zadowalając się rozwiązaniami prowizorycznymi i bezprawnie strasząc karami tych księży, którzy – zgodnie z sumieniem – nie będą wyganiać z kościołów wiernych.
A przecież wolność wyznawania religii – i to religii prawdziwej! – nie jest tylko jedną z wielu innych wolności; w hierarchii praw jest jednym z najważniejszych. Władze państwowe powinny zadbać o to, by kościoły pozostawić otwartymi jak najdłużej. To właśnie świątynie powinny być traktowane priorytetowo. W minionych miesiącach tymczasem prawo do wolności wyznawania prawdziwej religii zostało podeptane wielokrotnie, a Kościół był po prostu dyskryminowany. Wielkanoc 2021 jest teoretycznie wolna od tego drugiego problemu, bo zachowano większą proporcjonalność, nie traktując świątyń gorzej, niż innych miejsc; rzecz jednak w tym, że zgodnie z hierarchią wartości i praw powinny one być traktowane lepiej. O tym w Polsce niestety się nie pamięta.
A jak jest w innych krajach? W wielu państwach władze rakiem wycofują się z wcześniejszej brutalnie antykatolickiej czy antyreligijnej polityki. Doskonałym tego przykładem jest Francja. W początkach pandemii przyjęto nad Sekwaną niemal totalitarne rozwiązania, jeszcze gorsze od ówczesnych polskich i całkowicie zamknięto kościoły. W efekcie działań podjętych przez Radę Stanu świątynie otwarto, pozwalając jednak tylko na to, by wchodziło do nich 30 wiernych. Rada Stanu ponownie skrytykowała te rozwiązania, wskazując na konieczność respektowania prawa do publicznego kultu. Ostatecznie we Francji kościoły mogą być otwarte. Gromadzący się w nich wierni muszą zachowywać dystans i nosić maski; wolne mają być co drugie miejsce oraz co drugi rząd ławek.
Także w Niemczech nie zamknięto w tym roku kościołów. W połowie marca kanclerz Angela Merkel wydała zalecenie pozbawienia wiernych możliwości udziału w liturgii. Jednak już następnego dnia wycofała się z tego. Za Odrą konkretne rozwiązania leżą w gestii biskupów; we wszystkich chyba diecezjach kościoły będą otwarte, z różnymi wszakże sanitarnymi ograniczeniami. Najpopularniejsze to konieczność zachowywania dystansu w świątyni, a także zakaz śpiewania; w Niemczech uznano, że właśnie wtedy istnieje największe ryzyko zakażenia.
Zasadniczo podobnie Wielkanoc ma wyglądać we Włoszech i w Hiszpanii. W Italii wierni będą mogli pójść do kościoła, zachowując przy tym szereg norm sanitarnych. Tak samo w Hiszpanii; w kościołach obowiązują ograniczenia liczbowe, różne w zależności od regionu, ale świątynie pozostają otwarte. To duża zmiana względem roku ubiegłego, kiedy to kościoły w obu krajach były dla wiernych całkowicie niedostępne.
Ciekawie sprawy potoczyły się w Szkocji. Najwyższy sąd cywilny tego kraju uznał całkowite zamknięcie kościołów za nielegalne. Przez trzy miesiące wierni nie mogli uczestniczyć w Mszy świętej i nabożeństwach, ale na Wielkanoc będzie to znowu możliwe. Także w Anglii i Irlandii Północnej katolicy nie zostaną pozbawieni sakramentów i kościołów; udział w Mszy świętej i nabożeństwach będzie możliwy z zachowaniem różnego rodzaju ograniczeń i zasad sanitarnych. W tym ostatnim kraju otwarcia dokonano dopiero na święta Wielkanocy; wcześniej świątynie były zamknięte – i to na mocy decyzji samych biskupów.
Podobnie jak w Szkocji rzecz wygląda w Stanach Zjednoczonych. Także za Oceanem sądy uznają zamknięcie kościołów za nielegalne. Przykładem jest archidiecezja waszyngtońska, gdzie władze świeckie wprowadziły skrajnie dyskryminujące ograniczenia. Pozwolono, by do kościołów wchodziło maksymalnie 250 wiernych. Dotyczyło to nawet tak ogromnej świątyni, jak Bazylika Narodowego Sanktuarium Niepokalanego Poczęcia, która mieści normalnie 6000 osób. W efekcie Sąd Okręgowy USA dla Dystryktu Kolumbii wydał zakaz egzekwowania ograniczeń pojemności kościołów. Ograniczenia były jawnie antykatolickie, bo na przykład do dużych sklepów mogło wejść o wiele więcej osób, niż do kościołów. W wielu stanach kościoły są obecnie całkowicie otwarte i nie ma żadnych szczególnych ograniczeń dotyczących liczby osób gromadzących się w świątyni.
Fatalna sytuacja panuje za to w kilku krajach Europy. W Słowenii wszystkie kościoły zostały zamknięte na czas Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy; nie ma od tego wyjątków, wierni w ogóle nie mogą uczestniczyć w Mszy świętej i nabożeństwach. Możliwa jest tylko opieka duszpasterska w najbardziej palących przypadkach. Tak samo jest na Słowacji. Kościoły są tam zamknięte już od dawna; 17 marca rząd przedłużył te bezbożne ograniczenia o 40 dni. W ocenie wielu biskupów i katolickich polityków oraz działaczy jest to całkowicie bezprawne, ale rząd pozostaje póki co niewzruszony. Zróżnicowana sytuacja jest na Litwie. Choć kościoły mogą tam pozostać otwarte, to sama archidiecezja wileńska podjęła decyzję o ich zamknięciu w kilku regionach okręgu wileńskiego aż do drugiego dnia Wielkanocy. Abp Gintaras Grušas zalecił wiernym, których pozbawiono kościołów, oglądanie transmisji lub słuchanie radia.
W Ameryce Łacińskiej obowiązują różne rozwiązania, w zależności nie tylko od kraju, ale i od poszczególnych regionów. Przykładem jest Brazylia, gdzie tradycyjnie decyzyjność jest niezwykle rozwarstwiona i ograniczenia wprowadzane są często na niskim szczeblu lokalnym. W niektórych krajach trwają zmagania biskupów z rządem, choćby w Chile; na początku marca tamtejsze władze świeckie postanowiły zamknąć kościoły. Część Episkopatu jednak zaprotestowała, wskazując, że trudna sytuacja pandemiczna panuje tylko w niektórych miastach, stąd nie ma potrzeby wprowadzać ograniczeń w całym kraju; powoływali się też na fundamentalne prawo do wyznawania religii katolickiej. Władze pozwoliły, by w kościołach gromadziło się do dziesięciu wiernych. Te bardzo surowe restrykcje biskupi zaakceptowali, z nielicznymi wyjątkami hierarchów podnoszących całkowitą niesprawiedliwość także takich restrykcji.
Z tego krótkiego przeglądu widać, że w wielu krajach nastąpiło swoiste otrzeźwienie. Podobnie jak w Polsce, także w innych państwach, w których jeszcze rok temu wiernym całkowicie lub prawie całkowicie odebrano liturgię, teraz prowadzi się bardziej rozsądną politykę sanitarną. Nie ma jednak mowy o tym, by zapanował właściwy porządek; tylko w nielicznych krajach czy regionach kult Boży traktowany jest przez świeckie władze z pełną powagą i godnością. Wciąż liczne są rażące przypadki dyskryminacji wiary, próby dezawuowania znaczenia Kościoła czy prymat troski o zdrowie fizyczne.
Jeszcze w ubiegłym roku były już prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego, kard. Robert Sarah, przypomniał, że władze świeckie nie mają prawa decydować o kształcie katolickiej liturgii. To wyłączna kompetencja biskupów i Stolicy Apostolskiej. Niestety, nie wszędzie głos Watykanu został wysłuchany. Trudno uniknąć wrażenia, że koronawirus stał się dla wielu antyklerykałów i wrogów Chrystusa wygodnym narzędziem walki z wiarą i Kościołem. Najbardziej boli, gdy na tym trudnym przecież polu bitwy kapitulują biskupi. Oby przynajmniej w Polsce takiego kapitulanctwa nigdy już nie było.
Paweł Chmielewski