30 marca 2021

W poszukiwaniu aborcyjnej utopii

(Rys. Aleksander Bednarski)

– W 1995 roku zaś podczas Światowej Konferencji Kobiet w Pekinie mówiono, że kobiety w świecie zachodnim walczą o prawa, które kobiety w Chinach od dawna już mają. Tego rodzaju wolności, jak „aborcja na życzenie” czy to w pierwszym czy ostatnim momencie ciąży, komuniści byli w stanie zawsze podarować żeńskiej połowie ludzkości – mówi w rozmowie z PCh24.pl prof. Jakub Polit (Instytut Historii UJ).

 

Korea Północna i Chiny są wymieniane przez przedstawicieli szeroko pojmowanej lewicy jako państwa, w których „kobiety mają więcej wolności niż w Polsce”. Chodzi przede wszystkim o „wolność aborcyjną”, która podobno została w Polsce ograniczona wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 22 października. Jak Pan by to skomentował?

Wesprzyj nas już teraz!

Jednym słowem: GROTESKA! Powiem szczerze, że trudno podejmować dyskusje na tego typu poziomie chociażby dlatego, że jeśli chodzi o stosunek reżimów komunistycznych do kwestii rozmnażania i wolności seksualnej to był on i nadal jest bardzo szczególny. Sto lat temu Aleksandra Kołłątaj rzuciła hasło „seks jak szklanka wody”. W 1995 roku zaś podczas Światowej Konferencji Kobiet w Pekinie mówiono, że kobiety w świecie zachodnim walczą o prawa, które kobiety w Chinach od dawna już mają. Tego rodzaju wolności, jak „aborcja na życzenie” czy to w pierwszym czy ostatnim momencie ciąży, komuniści byli w stanie zawsze podarować żeńskiej połowie ludzkości.

 

Jedno jest dla mnie oczywiste: kiedy się szuka jakichś pozytywnych precedensów, że u nas jest źle, ale są tacy, u których jest lepiej, to często podaje się przykłady absurdalnie utopijne. W gruncie rzeczy zawsze można powiedzieć z mniejszym lub większym przybliżeniem, jaka sytuacja panuje w Szwecji, w Wielkiej Brytanii, w Kanadzie, czy nawet w Brazylii. Natomiast informacje o egzotycznym Wschodzie czy czarnej Afryce są bardzo mgliste i dlatego często pasują do określonej narracji, ponieważ nie sposób ich zweryfikować. Dlatego można tutaj wymieniać w sensie pozytywnym Koreę Północną, Chiny i inne mało znane reżimy jak Sudan.

 

Sudan również został wymieniany jako kraj „wolności kobiet”…

W poszukiwaniu utopii wszystkie chwyty są dozwolone, więc dlaczego nie uznać Sudanu za przykład państwa, na którym powinna wzorować się Polska? W rzeczywistości w Sudanie (tym północnym) mamy do czynienia z lokalną dyktaturą mocno zanurzoną w miejscowych warunkach. Kiedyś była to tyrania na marksistowskim gruncie, która w czasach „żelaznej kurtyny” była bardzo „sympatyczna” dla Polski Ludowej. Przypomnę tylko, że pierwszą ekranizację „W Pustyni i w puszczy” w reżyserii Władysława Ślesickiego z 1973 roku kręcono właśnie w Sudanie, ponieważ w czasach PRL-u wyjazd tam był możliwy.

 

Dodam jeszcze jedną rzecz, o której dzisiaj mało się mówi. Stosunek fundamentalistów islamskich, a z takimi ludźmi mamy przecież do czynienia w Sudanie, do zjawiska określanego eufemicznie przerywaniem ciąży jest znacznie bardziej „postępowy” niż Kościoła Katolickiego. Tam – na przykład w Arabii Saudyjskiej – kobieta rzeczywiście może dokonać aborcji pod warunkiem, że jej mąż się na to zgadza. Ten dodatek jest rzadko poruszany.

 

Skąd ta potrzeba dążenia do utopii?

Wyznawcy marksizmu tak już po prostu mają. W latach 80. XX wieku, kiedy komunizm był już w świecie zachodnim w wersji sowieckiej, a częściowo także w wersji chińskiej całkowicie skompromitowany, jako pozytywny przykład wskazywano Albanię, prawdopodobnie dlatego, że mało kto wiedział, co to właściwie jest. Państwo wydawało się podobnie zamknięte i egzotyczne jak obecnie Korea Północna.

 

Powiem szczerze, że chyba nie ma przykładu wystarczająco osobliwego, do którego współcześni marksiści nie odwołaliby się, jako do przykładu pozytywnego. Dla jednych takim przykładem jest Kuba, dla innych Chiny, dla kolejnych Korea Północna. Co gorsza można odnieść wrażenie, że wierzą oni w to co mówią i dlatego autentycznie chwalą te reżimy.

 

Przypuszczam, że wielbiciele Korei Północnej, którzy twierdzą, że jest tam „fajnie” pod względem „prawa do reprodukcji” nie tylko nigdy tam nie byli, ale w gruncie rzeczy nie wiedzą niczego interesującego o tym kraju. No może oprócz jednego, że wkurza on rozmaitych amerykańskich imperialistów. Nawiasem mówiąc, niemal całkowity zakaz aborcji obowiązuje w „reakcyjnej” (ale w jednej trzeciej chrześcijańskiej) Korei Południowej.

 

Czy chce Pan powiedzieć, że w Korei Północnej powinni być zakochani bojówkarze Antify i ci, którzy razem z nimi protestowali w polskich miastach w ramach tzw. strajku Lempart i Suchanow?

W przypadku Korei Północnej skojarzenia zwolenników Antify powinny być ze wszech miar pozytywne.

 

Taki Kim Ir Sen był wielkim bojownikiem antyfaszystowskim, ponieważ podczas II Wojny Światowej „walczył” z reżimem japońskim, nazywanym reżimem faszystowskim.

 

Pod koniec życia Kim Ir Sena, który zmarł w roku 1994… Pardon! Popełniłbym gafę. Według oficjalnej narracji Kim Ir Sen nigdy nie umarł, tylko przeniósł się w inną rzeczywistość, ponieważ do dzisiejszego dnia jest jedynym urzędującym prezydentem Korei Północnej.

 

To wyjątkowo osobliwa sprawa. Z całą pewnością Kim Ir Sen żyje, bo jest nieśmiertelny, natomiast o jego wnuku – obecnie władającym Kim Dzong Unie nie można tego powiedzieć. Kiedy w roku 2011 zmarł Kim Dzong Il, to wówczas prezydent Armenii, prawdopodobnie w stylu sarkastycznym, ale stosując się do zwyczajów dyplomatycznych wysłał prezydentowi Korei Północnej Kim Ir Senowi, który od 17 lat był w innej rzeczywistości, wyrazy współczucia z powodu śmierci syna…

 

Na marginesie: w PRL-u nie wolno było używać zwrotu Korea Północna, więc mówiono o Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej. Mówienie o Korei Północnej sugerowałoby, że istnieje jakaś Korea Południowa. Aby nie robić obywatelkom i obywatelom mętliku w głowie o tę drugą tytułowano „reżimem seulskim”.

 

Tak więc pod koniec życia Kima twierdzono, że liczba wrogów wyeliminowanych przez jego partyzantkę przekraczała milion. Wyliczenia te dość znacznie przekraczały liczebność całej armii japońskiej stacjonującej nie tylko w Korei, ale i w okupowanych Północnych Chinach. Sławna Armia Kwantuńska w szczycie swojego istnienia nie sięgnęła nigdy 800 tys. żołnierzy. Nie wydaje mi się, aby zwolennicy Antify wpadli na pomysł, aby sprawdzić, czy milion zlikwidowanych przez Kima „faszystów” to prawda i dlatego nie będzie mnie dziwić, jeśli wezmą go na swoje „anty-faszystowskie sztandary”.

 

Kim są obecnie faszyści? Przecież gdzie się nie spojrzy tam faszysta…

Słowo „faszysta” straciło swoje znaczenie już w czasach George’a Orwella, który nomen omen miał do czynienia z faszystami rzeczywistymi. Później faszystami nazwano m.in. papieża Piusa XII, chińskiego prezydenta Czang Kaj-szeka, francuskiego socjalistę Leona Bluma czy prezydenta USA Dwighta Eisenhowera. Dzisiaj faszystą może być każdy, może z wyjątkiem członków partii komunistycznych. Ale i to ostatnie jest wątpliwe, ponieważ ultra-komunista Pol Pot, kiedy wybrał źle sojuszników, a więc komunistów z Pekinu a nie komunistów z Moskwy, określony został przez tych drugich mianem dyktatora faszystowskiego.

 

Być może to samo przytrafiłoby się Kim Ir Senowi, ale był on na tyle zapobiegawczy, że w jego otoczeniu nie było kogoś, kto mógłby go zdradzić i obalić.

 

Jakie prawa mają kobiety w Korei Północnej?

To zależy z jakiej perspektywy na to spojrzeć. Jeśli zajrzymy do północnokoreańskiej konstytucji, to przeczytamy tam o najrozmaitszych prawach, wolnościach i niemal niczym nieskrępowanej utopii.

 

Jeśli zaś zapytamy o prawa obywatelek Korei Północnej, to trzeba wiedzieć, że są one uzależnione od klasy czy też kategorii społecznej.

 

Ludność Korei Północnej dzieli się na 51 kategorii, co jest liczbą mimo wszystko mniejszą niż „oficjalna liczba płci”. Tych 51 kategorii daje się sprowadzić do trzech wielkich grup.

 

Pierwsza to grupa centralna, zasadnicza, lojalna. Chodzi o aparat partii i państwa; kadrę dowódczą armii,  oficerów i podoficerów policji politycznej, straży granicznej etc. To są ludzie wspierający władzę i jest ich całkiem sporo – jedni powiedzą, że to 1/4, a inni że nawet 1/3 ludności. I tutaj od razu mamy odpowiedź na pytanie, dlaczego reżim w Korei jeszcze się trzyma, bo zdarzają się zdziwieni, którzy pytają: jak to możliwe? No cóż… Jeżeli klasa uprzywilejowana liczy plus-minus 30 proc. społeczeństwa, co w przypadku Korei Północnej daje (oczywiście z rodzinami) 8 mln ludzi, to całkowicie wystarczy to, aby reżim trzymał się mocno. Jest to przecież znacznie więcej niż liczba członków PZPR w Polsce za czasów Gierka, a wtedy członkostwo w partii było najbardziej powszechne w dziejach PRL. Ludzie zapisywali się do PZPR z rozmaitych powodów, ale nigdy ich nie było w niej tak wielu – także procentowo – jak w latach 70.

 

Wracając jednak do Korei Północnej. Drugą kategorią jest grupa, przepraszam za wyrażenie, „zgniła” (w nawiązaniu do „bagna” we francuskim rewolucyjnym Konwencie). Liczy ona jakieś  45 proc. obywateli. Są to ludzie przeciętni, nieaktywni politycznie z zastrzeżeniem, że robią to tylko, na co im władza pozwala.

 

Trzecią klasą jest tzw. „klasa wroga”. Proszę nie myśleć, że są to ci, którzy czynnie występują przeciwko reżimowi w jakiejkolwiek formie, bo to ostatnie zjawisko w gruncie rzeczy nie ma miejsca. Są to ludzie oskarżeni o przestępstwa „polityczne” bądź kryminalne, albo członkowie rodzin takich oskarżonych. Przestępcą może być na przykład osoba podejrzana o to, że zna kogoś z Korei Południowej albo Japonii. Głównie członka rodziny. Przestępcą może być ktoś, kogo dziadek nie wykazał się odpowiednim żarem rewolucyjnym 70 lat temu.

 

Mało tego! Przestępcami są kobiety, które wyszły za mąż za cudzoziemców, czyli… zdradziły rasę. O czystość tej ostatniej dba się w KRL-D w stopniu unikalnym w świecie.

 

Można więc powiedzieć, że płeć formalnie ma w Korei Północnej znaczenie niewielkie. Chodzi tylko o to, z jakiej klasy i z jakiej rodziny się pochodzi.

 

A jak wygląda sytuacja w Chinach, które przecież nie są tak „egzotyczne” jak Korea Północna?

Tutaj rzeczywiście jest przepaść. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że różnica między Chinami Ludowymi, a Stanami Zjednoczonymi jest o wiele mniejsza, jeśli chodzi o położenie przeciętnego zjadacza chleba czy też ryżu, niż między ChRL a Koreą Północną. Chodzi oczywiście nie o wolność polityczną, a osobistą.

 

Koreańczycy z Północy, którzy przybywają do ChRL uważają, że trafili do kraju cudownej swobody. W Chinach obowiązują rządy kleptokratów, którzy zamierzają się przede wszystkim wzbogacić. Oprócz tego chcą prowadzić mocarstwową politykę zagraniczną, ale w zasadzie obywatel jest dla nich dostrzegalny tylko wtedy, jeśli angażuje się w jakąś formę działalności antyrządowej. Tymczasem w Korei Północnej inwigilacja jest totalna.

 

Według oficjalnej narracji kobiety zostały w Chinach wyzwolone dzięki partii. Nie zmienia to faktu, że w tym kraju istnieje handel kobietami, handel noworodkami – zwłaszcza dziewczynkami, które z jednej strony są „mniej cenne” niż chłopcy, ponieważ odchodzą z rodziny po zamążpójściu, bo nie mogą (zwykle) dziedziczyć ziemi i firmy, a z drugiej strony jako „towar” są poszukiwane. Jeżeli w rozmaitych prowincjach zdarza się, że na jedną dziewczynkę rodzi się kilku chłopców, to żony dla tych „dziedziców” można jedynie kupić na czarnym rynku. Czasem w kraju, czasem zagranicą np. w Wietnamie. Przede wszystkim jednak kobiety w Chinach, i w ogóle w Azji wschodniej mają, od czasu wynalezienia badań prenatalnych, nader warunkowe prawo do przyjścia na świat. Francuska badaczka Isabelle Attané określiła ten fenomen jako une pandémie asiatique.

 

Nieskrępowany dostęp do wszelkiej aborcji, to dla niektórych dużo ważniejsza kwestia niż np. handel kobietami…

Pozwolę sobie najpierw na nakreślenie kontekstu historycznego.

 

W czasach Mao Zedonga istniało oficjalne pozwolenie na niczym nieskrępowane rozmnażanie się, z tym tylko zastrzeżeniem, że gdy przewodniczący stworzył komuny ludowe to możliwość kontaktów męsko-damskich została mocno ograniczona. W tych koszarowych instytucjach dormitoria były tak usytuowane, że kobiety i mężczyźni mieszkali po przeciwnych krańcach wsi. Spotykać się w celach prokreacyjnych i to na rozkaz władz mogły się jedynie małżeństwa.

 

Po śmierci Mao władze doszły do wniosku, że tak dalej być nie może, bo grozi to poważnymi skutkami dla państwa i jego polityki finansowej. W Chinach, jak wiadomo, rolnicy nie posiadali emerytur. Kto w takim razie mógłby tych ludzi utrzymywać, jeśli nie ich rodziny? Obecnie dopuszcza się posiadanie więcej niż jednego dziecka.

 

Z kolei w Korei Północnej mamy do czynienia z sytuacją cały czas biurokratyczno-administracyjną. Są tam zezwolenia na małżeństwa, są zezwolenia na posiadanie potomstwa etc. Wszystko jest więc pod kontrolą partii.

 

Jeśli zaś chodzi o nieograniczony dostęp do aborcji, to też nie jest dokładnie tak, jak głoszą neomarksiści. Kobiecie nie zawsze wolno bowiem „usunąć” potomstwo, którego ta się spodziewa. Zresztą po co ma to robić, skoro dziecko jest cennym towarem? Odsyłam do książek wspomnianej pani Attané „Tam gdzie dzieci są luksusem” i „Une Chine Sans femmes”.

 

Chciałbym wrócić do poruszonego przez Pana wątku handlu dziećmi w Chinach. W tym roku opinią publiczną wstrząsnęły informacje z Ukrainy, gdzie z powodu pandemii koronawirusa w kilku szpitalach powstały specjalne oddziały dla noworodków na sprzedaż. Wiele z nich zakupili… Chińczycy.

Najprawdopodobniej na Ukrainie po prostu łatwiej „nabyć towar”, jakim jest noworodek, bo jest tam taka a nie inna sytuacja polityczno-społeczno-gospodarcza. Czyli połączenie biedy z państwem opresyjnym, ale słabym, które nie jest w stanie kontrolować swojego terytorium i swoich obywateli. Można powiedzieć, że Ukraina to całkowite przeciwieństwo Korei Północnej, gdzie państwo jest o ileż bardziej opresyjne, ale silne. W Korei nie ma też mowy o jakimś pokątnym handlu dziećmi, ponieważ musiałoby się to odbywać poza aktywnością władz państwowych, co jest właściwie niemożliwe.

 

Proszę pamiętać, że Chińczycy, oczywiście nie wszyscy, mają pieniądze. Ci, którzy nimi dysponują, a jest ich wystarczająco dużo, rzeczywiście mogą się interesować takimi obszarami i ofertami, jakie proponuje Ukraina.

 

Jeszcze do niedawna z przyczyn, mówiąc otwarcie – rasowych, dzieci poczęte na Ukrainie nie mogłyby myśleć w Chinach o zbyt łaskawym losie. Tutaj można przytoczyć jakże charakterystyczne słowa jednego z przywódców chińskich, który zapytany po przejęciu Hong Kongu, dlaczego mieszkający tam Indusi nie mają obywatelstwa chińskiego odpowiedział: „A niech spojrzą tylko w lustro! Co z nich za Chińczycy?”.

 

Oczywiście Ukrainą zainteresowana jest tylko garstka bogatych obywateli ChRL. Chińczycy „kupują potomstwo” przede wszystkim w samych Chinach, co jeszcze w czasach Mao było niemożliwe. Wtedy to świat zachwycał się, że w Chinach jest tak wspaniała moralność komunistyczna, że w ogóle nie ma tam dzieci nieślubnych. To akurat było w znacznej mierze prawdą. Skąd by się dzieci nieślubne mogły zjawić w Chinach Mao, skoro potrzebne było najpierw zezwolenie na małżeństwo, następnie zezwolenie na poczęcie dziecka? Skoro ruchy ludności były kontrolowane, to nawet gdyby takie dzieci fizycznie się pojawiły, to żyłyby one bez żadnych papierów, nigdzie nie mogłyby się pojawić w statystykach etc. Teraz jest to znacznie prostsze, w tym sensie, że w Chinach są nieślubne dzieci, aczkolwiek los takich dzieci w wielu przypadkach jest nie do pozazdroszczenia. Dlatego bardzo często podejmuje się pierwszą, prostą, najbardziej cyniczną decyzję – sprzedać. Można więc „zaopatrywać się” w dzieci w samych Chinach. Kto ma pieniądze, ten może zrobić to na Ukrainie. Można robić to u chińskich sąsiadów, np. w Wietnamie czy Birmie. Powtórzę: kto bogatemu zabroni?

 

Postawiłbym wręcz twierdzenie, że handel dziećmi jest dzisiaj czymś dla Chin charakterystycznym. Nie jest on prowadzony na jakąś monstrualną skalę zważywszy na rozmiary Chin, ale jest doskonale widoczny. Niemniej bardziej widoczny jest handel dziećmi w Brukseli…

 

Jak w Chinach i Korei Północnej nazywa się aborcję?

Przede wszystkim mówi się o zabiegu, farmakologicznym bądź chirurgicznym. Słowa wybór raczej się nie używa. Sugerowałoby to, że ludzie mają zbyt wiele do wybierania i mogą decydować odnośnie kwestii życia i śmierci.

 

Trzeba pamiętać, że na Dalekim Wschodzie z uwagi na istniejące tam koncepcje filozoficzne i brak koncepcji Boga Osobowego człowiek nigdy nie był postrzegany jako stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Wobec tego eliminowanie dzieci nienarodzonych – i żyjących ludzi-odbywa się tam bez żadnych obiekcji jak można to jeszcze zauważyć gdzieniegdzie w naszej sferze kulturowej.

 

Pamiętać należy przy tym, że wiara w reinkarnację sugerująca, że człowiek ma jeszcze jedno życie  powoduje, iż przerwanie tego życia nie jest aż tak wielkim dramatem, a jest rozumiane jako co najwyżej spóźnienie się na autobus. Można spróbować jeszcze raz. Nawiasem mówiąc owa wiara w reinkarnację wyjaśnia także brak sprzeciwu wobec rozmaitych ludobójczych reżimów, choćby w Kambodży. Bo skoro to co nas spotkało zostało gdzieś zapisane, a możemy jeszcze cały eksperyment powtórzyć, to w takim razie nie mamy po co wierzgać.

 

Czy reinkarnacja jest usprawiedliwieniem również dla handlu organami, jaki na ogromną skalę ma miejsce w Chinach?

Handel organami to jedna z najgorszych cech pseudo-wolnego rynku. Jestem przeciwny stwierdzeniu, że w Chinach istnieje kapitalizm. Są tam elementy wolnego rynku i istnieją mafie, które potrafią z nich odpowiednio korzystać.

 

Rację ma tutaj towarzysz Stalin mówiący, że mafie niezależnie od rządu są charakterystyczne dla krajów kapitalistycznych. W krajach komunistycznych capo di tutti capi jest zawsze szef partii oraz jego akolici. I tak oto, jeżeli istnieje potrzeba nabycia jakiegoś towaru, wszystko jedno czy było to kiedyś opium, czy teraz dziecko bądź organy do przeszczepu to za odpowiednią kwotę wszystko zostanie załatwione, a towar dostarczony.

 

Tak naprawdę za pieniądze w Chinach można kupić wszystko z wyjątkiem jednej rzeczy – praw politycznych.

 

Bóg zapłać za rozmowę.

Tomasz D. Kolanek

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(2)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie