– W ciągu tego tysiąclecia Kościół był razem z polską wsią i odwrotnie. Bo bez tego związku, tego tysiąclecia chrześcijańskiej Polski by nie było – powiedział swego czasu historyk, profesor Grzegorz Kucharczyk. Czy dzisiaj wieś pozostaje wierna?
W styczniu 2020 roku CBOS odnotował, że jako osoby wierzące deklaruje się 91 procent Polaków, co oznacza pięciopunktowy spadek na przestrzeni ostatnich 15 lat. Z kolei statystycznie dwie trzecie z nas podpisało się pod stwierdzeniem: „Wyniosłe(a)m wiarę z domu i podtrzymuję przekazaną mi tradycję”. Na tym tle rolnicy zaprezentowali się najkorzystniej, gdyż w ten właśnie sposób źródło swojej religijności określiło aż 90 procent spośród nich.
Wesprzyj nas już teraz!
Jednym z najbardziej popularnych wskaźników służących do „mierzenia” religijności jest udział badanych w coniedzielnej Mszy świętej. Według autorów tegorocznego (2021) raportu Katolickiej Agencji Informacyjnej, pt. „Kościół w Polsce”, na wsi przynajmniej raz w tygodniu do świątyni udaje się niemal 60 procent mieszkańców. W półmilionowych i większych miastach – zaledwie co trzeci statystyczny Polak.
– Religijność na wsi, pomimo że spada równie intensywnie, jest ciągle wyższa niż w mieście – szacował na łamach „Tygodnika Powszechnego” socjolog Rafał Boguszewski („Wbrew stereotypom”, 6 maja 2019). Rozmówca pisma podkreślał, że spośród uczniów kończących szkoły średnie, na wsiach na katechezę chodzi aż 85 procent, podczas gdy w największych miastach mniej niż połowa.
– Przywiązanie do religii i tradycji religijnych jest na wsi nadal dużo wyższe niż w mieście. Ale i kontrola społeczna jest tam nadal silniejsza. Niemal połowa 18- i 19-latków mieszkających na wsi twierdzi, że rodzice wymagają od nich uczęszczania na niedzielną Mszę, podczas gdy w największych miastach odsetek ten nie sięga nawet 20 proc. Nie oznacza to jednak, jak wspomniałem, że trend sekularyzacyjny na wsi nie jest obserwowany – zaznacza Boguszewski.
Wiejski bastion
Opublikowany w ubiegłym roku raport Fundacji na rzecz Rozwoju Polskiego Rolnictwa „Polska wieś 2020” odnotowuje – na podstawie rezultatów badań CBOS – zmniejszanie się różnic pomiędzy mieszkańcami obszarów wiejskich oraz miast. Chodzi o ogólny poziom życia i zadowolenie z niego oraz ocenę własnych perspektyw na przyszłość. Jak komentuje socjolog wsi prof. Barbara Fedyszak-Radziejowska, to zbliżenie nie przekłada się na deklarowane w badaniach postawy wobec moralności i religii. Autorka uważa, iż zmniejszenie ekonomicznego dystansu między wsią a miastem nie spowodowało ujednolicenia poglądów, systemów wartości, religijności czy stylu życia. Przeciwnie, w jej ocenie wciąż są to sfery, w których uwidaczniają się istotne różnice.
„W ostatnich latach religijność Polaków, a także zróżnicowania tej religijności w wiejskich i miejskich społecznościach nie uległy większej zmianie. Nadal rolnicy i mieszkańcy wsi deklarują większą akceptację dla zasad moralnych katolicyzmu i częściej deklarują wiarę oraz praktyki religijne niż mieszkańcy największych miast. Dodajmy, że odsetek Polaków deklarujących takie zaangażowanie nieco się zmniejszył” – podkreśla socjolog.
Według prof. Fedyszak-Radziejowskiej wpływ na ten ostatni wskaźnik miały prawdopodobnie informacje o przypadkach pedofilii w strukturach Kościoła oraz „niepokój, czy poradzi on sobie z tym problemem”.
Aktualną sytuację Kościoła jako dobrą ocenia obecnie – według badań CBOS – 64 procent mieszkańców wsi oraz 75 procent rolników, czyli więcej Polaków niż w skali całego kraju (53 proc.).
Również pytanie o ocenę działalności Kościoła przyniosło odpowiedzi świadczące o większej przychylności do niego na wsi. O ile pośród ogółu naszych rodaków postrzega go dobrze 48 procent (źle – 38 proc.), to na terenach wiejskich odpowiedzi pozytywnych udzieliło 59 procent mieszkańców, przy 29 procent nastawionych negatywnie.
Tradycja kontra kariera?
Czy deklaracje dotyczące wiary przekładają się na praktyczne konsekwencje w codziennym życiu? O ile statystyki wiernie oddają rzeczywistość, zaledwie co piąty Polak nie aprobuje współżycia przedmałżeńskiego oraz stosowania antykoncepcji. Świadczyłoby to dobitnie, że wielu z nas praktyki religijne traktuje bardziej jako element przyzwyczajenia i tradycji niż wyraz głębokiej pobożności. Jednak na wsiach społeczności są znacznie mniejsze, kontrola ze strony bliskich czy środowiska sąsiedzkiego nieporównanie ściślejsza zaś anonimowość, możliwość zniknięcia w tłumie – iluzoryczne. Z pewnością łatwiej zachować tam moralny i religijny pion.
W 2017 roku CBOS kolejny raz sondował wpływ przekonań wynikających z wiary na postawy etyczne Polaków. I tutaj jeśli wierzyć rezultatom, w ogromnej większości jesteśmy skłonni relatywizować swoje normy postępowania. Czytamy bowiem w opracowaniu: „Okazuje się, że katolickie zasady moralne za najlepszą i wystarczającą podstawę moralności uznaje obecnie, tak jak przed trzema laty, jedynie niespełna co piąty badany (18%). Wśród samych katolików odsetek ten jest tylko minimalnie wyższy (19%). Stosunkowo największą grupę (46%) stanowią ci, według których katolickie zasady moralne są w większości słuszne, lecz nie ze wszystkimi z nich się zgadzają, a ponadto sądzą, że te, które są właściwe, nie wystarczają człowiekowi (wśród katolików opinię taką wyraża również 46%). Jedna czwarta ankietowanych (25%, wśród katolików – 27%) twierdzi natomiast, że wszystkie zasady katolickie są słuszne, jednak wobec skomplikowania życia trzeba je uzupełniać jakimiś innymi normami”.
Na tle ogółu mieszkańcy wsi nie wyróżniają się tutaj szczególnie na korzyść. Niezłomne zasady zadeklarowało w badaniu 20 procent spośród nich (dokładnie tyle ilu żyjących w miastach mieszczących się w przedziale 100 000 – 499 999 ludności). Rzadziej bądź częściej odstępować od przyjętych norm moralnych decyduje się pośród respondentów wiejskich 57 procent. To maksymalnie 10 punktów mniej niż w miastach – różnie, zależnie od wielkości tych ostatnich.
„(…) katolicyzm kulturowy w Polsce jest faktem, deklarowanej wiary „gorącej” przynajmniej nie ubywa, zaś akceptacja katolickich zasad moralnych – choć podzielana przez zdecydowaną mniejszość – wciąż podlega jednak nowym dynamizmom” – pisze we wspominanym już tu opracowaniu KAI ksiądz Wojciech Sadłoń z Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego. Jak szacuje duchowny, zgodne z nauczaniem Kościoła deklaracje postawy moralnej, na przykład dotyczącej etyki życia małżeńskiego, składa nie więcej niż 1/4 polskiego społeczeństwa. „Wskaźniki religijności spadają dość powoli, co pozwala uznać za trafny termin zastosowany przez wybitnego socjologa religii ks. prof. Janusza Mariańskiego – pełzająca sekularyzacja” – wskazuje ksiądz Sadłoń.
Także Rafał Boguszewski i Marta Bożewicz na łamach Zeszytów Naukowych KUL (62, 2019) oceniają: „Religijność młodych Polaków ewidentnie wykazuje tendencje sekularyzacyjne, zmierzając raczej w kierunku dezinstytucjonalizacji, indywidualizacji i prywatyzacji, o czym świadczy to, że spadek udziału w praktykach religijnych jest istotnie mniej radykalny niż deklaracje wiary, młodzież nie jest jakoś wyjątkowo krytyczna w ocenie działalności Kościoła katolickiego na tle całej populacji”.
Jeśli rzeczywiście przywiązanie do wartości rysuje się jako silniejsze na wsi, to jednym z ważnych czynników sprzyjających laicyzacji jest z pewnością odpływ młodzieży do dużych miast. W aglomeracjach, ośrodkach akademickich, miejscach zatrudnienia, pod wpływem otoczenia nierzadko porzuca ona stopniowo wyniesione z domu rodzinnego tradycje i przekonania. Presja znalezienia atrakcyjnej pracy, odniesienia sukcesu, stoi często z nimi w sprzeczności. Miejskie molochy wysysają młodych z prowincji, a następnie weryfikują wiarę, charakter, wierność zasadom.
Dokonujące się na przestrzeni ostatnich lat „otwarcie świata”, poszerzenie możliwości bogacenia się, studiowania za granicą, a nawet obfitego korzystania z chwilowych korzyści socjalnych, rozdzielanych przez socjalistyczne rządy hojną ręką, nie wystawiały naszej religijności na najtrudniejszą próbę. Owszem, dobrobyt, nawet względny, zazwyczaj nie sprzyja wzrostowi pobożności w skali masowej. Jednak dopiero tak zwane trudne czasy, zbiorowe czy indywidualne niepowodzenia sprawiają często, że przypominamy sobie o Panu Bogu – pod warunkiem iż wzrastaliśmy w sprzyjających temu warunkach, zostaliśmy odpowiednio wychowani i w potrzebie mamy do czego (do Kogo) się odwoływać. W dużym kryzysie ekonomicznym czy społecznym to właśnie ludność wiejska miałaby en masse większą szansę na stawienie skutecznego oporu problemom, skoro zachowała swą wiarę – choćby wydawało się, że głównie na poziomie rytuału i tradycji. Być może w nieodległej przyszłości będziemy mieli okazję zweryfikować takie przewidywania.
Roman Motoła