Co chce osiągnąć papież Franciszek rewolucjonizując instytucję Synodu Biskupów? Ojciec Święty i jego synodalna prawa ręka kard. Mario Grech chcą zbudować przyszłość Kościoła na swoiście rozumianym fundamencie zmysłu wiary wszystkich wierzących. Czy Kościół synodalny jutra będzie nadal tym samym Kościołem katolickim, który jest tożsamy z Mistycznym Ciałem Chrystusa?
Ku synodalności
Ojciec Święty ogłosił, że w 2023 roku odbędzie się Synod Biskupów poświęcony kwestii synodalności. Nie, źle; on się właściwie wtedy zakończy – bo tym razem synod nie będzie krótkotrwałym wydarzeniem, zjazdem wybranych biskupów z całego świata; będzie raczej długotrwałym procesem, w którym uczestniczyć mają – przynajmniej w teorii – wszyscy, od najmniejszego wiernego aż po najbardziej szanowanego kardynała. To bynajmniej nie egalitaryzm – a przynajmniej nikt tak tego głośno nie nazywa – ale raczej „nowy sposób bycia Kościołem”, taki, w którym Lud Boży i jego zmysł wiary ma wespół z hierarchią współkształtować odpowiedzi na wyzwania teraźniejszości i przyszłości. Jak wszystko, co nieokreślone, także nowy Synod papieża Franciszka budzi wielkie nadzieje – i wielkie obawy. Nadzieje żywią przede wszystkim liberałowie z Niemiec, Ameryki czy Malty, upatrując w tym ekstrawaganckim globalnym procesie synodalnym wielkiej szansy dla wewnątrzkościelnej Rewolucji; obawy dopadają tych z kolei, którzy – rozsiani na całym świecie – od kilku dziesięcioleci z bólem serca obserwują – zdawałoby się, niepowstrzymany – rozpad katolickości i ukrywanie Tradycji za chmurą relatywistycznych ideologii liberalnego świata postprawdy.
Wesprzyj nas już teraz!
Dwa etapy przygotowawcze
Wszystko zacznie się w październiku tego roku, roku 2021. Ojciec Święty otworzy swój proces synodalny Mszą świętą, a tydzień później to samo uczynią biskupi diecezjalni na całym globie. Bo to właśnie na tym poziomie, w diecezjach, rozpoczyna się ta nowatorska wędrówka Kościoła. Stolica Apostolska oczekuje, że każdy ordynariusz przeprowadzi na podległym sobie terytorium szerokie konsultacje, będzie „wsłuchiwał się” w głos wiernych zapytanych przez Watykan o to, jak rozumieją misję Kościoła współczesności i czego, zgodnie z ich rozumieniem, pragnie dzisiaj Duch Święty. Tak wygląda pierwsza część pierwszego etapu; w drugim kroku refleksje zebrane w diecezjach mają zostać przekazane do opracowania odpowiednim grupom w każdej Konferencji Episkopatu. Wtedy nadejdzie etap drugi: episkopaty wyślą swoje podsumowania do Watykanu, a tam wszystkim zajmie się Sekretariat Synodu Biskupów. Sekretariatem od roku 2020 kieruje Maltańczyk Mario Grech; to właśnie on jest absolutnym numerem jeden gdy idzie o przygotowanie globalnego procesu synodalnego. Grech – jak Czytelnicy PCh24.pl doskonale wiedzą – dziś występuje publicznie jako gorliwy zwolennik linii papieża Franciszka, między innymi promując Amoris laetitia i dostęp do Eucharystii dla osób rozwiedzionych. Jeszcze kilka lat temu, w zamierzchłych czasach papieży z Polski i Niemiec, Grech robił nieco inne wrażenie, dajmy na to – ostrym słowem zwalczał plany legalizacji rozwodów na Malcie. No, ale na tronie papieskim zasiada dziś kto inny, więc i Maltańczyk nieco inaczej rozkłada akcenty. Dla niego – z wielkim sukcesem, o czym świadczy i kardynalski biret i kluczowa funkcja w Sekretariacie Synodu.
Etap trzeci i ostatni
Zatem tenże kardynał Grech zbierze głosy diecezjalne – i na ich podstawie, w etapie drugim procesu, opracuje Instrumentum laboris, a zatem „narzędzie [dalszej] pracy”. W roku 2022 nad Instrumentum laboris głowić będzie się już nie Lud Boży ani nawet nie wszyscy biskupi, ale kontynentalna elita kościelna. Każdy egalitaryzm ma swój kres; gdzieś musi kończyć się wpuszczanie „ludu”. Kończy się właśnie tu – na etapie drugim, gdzie rozpocznie się namysł nad Instrumentum laboris na szczeblu kontynentu. Chińscy biskupi podlegli czerwonemu reżimowi zasiądą nad stołem razem z Filipińczykami, Polscy uczniowie św. Jana Pawła II będą debatować z niemieckimi adeptami filozofii Hegla i teologii Rahnera. Co z tego wyjdzie? Masło maślane, a może wygra sprytniejszy? Zobaczymy. W każdym razie te refleksje, ponownie, przesłane zostaną do Sekretariatu kardynała Grecha – i tak rozpocznie się etap trzeci i ostatni. Maltański purpurat przekształci Instrumentum laboris zgodnie z sugestiami kontynentów – czy raczej z własną ich interpretacją – i tak przetworzony dokument stanie się podstawą finalnej debaty na Synodzie Biskupów w październiku 2023, czy też raczej na zjeździe biskupów wieńczącym Synodalny Proces.
Sensus fidei czy raczej „nic o nas bez nas”?
Co ma osiągnąć globalny synod, tego jeszcze nie wiadomo. „Ku Kościołowi synodalnemu: wspólnota, partycypacja i misja” brzmi hasło procesu, co może równie dobrze oznaczać wszystko – jak i nie oznaczać niczego. Jako opinia katolicka nie wiemy, nad czym dokładnie pochyli się Lud Boży wraz ze swoimi pasterzami. Wygląda na to, że idzie przede wszystkim o sam Kościół, o to, jak Kościół rozumie samego siebie i jak chce być rozumiany przez innych. Kościół ma stać się trwale synodalny, to znaczy: istnieć w jakiś sposób inny, niż istnieje teraz. Zmianie ma ulec forma jego bycia w świecie, sposób jego działania. Jak? Czy chodzi o nowy podział władzy? O to, aby biskupi mieli mniej do powiedzenia, a więcej mówili świeccy? Na to zdawałyby się wskazywać niektóre słowa kardynała Grecha – w rozmowie z Andreą Torniellim powiedział na przykład, że quod omnes tangit ab omnibus approbari debet, co da się przełożyć na swojskie „nic o nas bez nas”, a co znaczy dosłownie: co wszystkich dotyczy przez wszystkich musi zostać zaakceptowane. Zasada, jeżeli miałaby być stosowana bez wyjątków, dość zaskakująca: bo na przykład co by się stało, gdyby ab omnibus approbari debet, dajmy na to, zakaz stosowania antykoncepcji? Albo zakaz obcowania cielesnego z partnerami tej samej płci? Tego by się ab omnibus approbari nie dało, i to nie tylko ze względu na niemieckie non possumus, ale, obawiam się, także i polskie, zwłaszcza gdy idzie o wierność Humanae vitae. Co zatem mają aprobować ci wszyscy (omnes)? Według kardynała Grecha wszyscy są w posiadaniu sensus fidei, zmysłu wiary, który, jak uczy Sobór Watykański II, nie może zawieść. Problem w tym, że żeby sensus fidei działał, musimy mieć do czynienia z katolikami – nie wiem, czy u teutońskiego homoseksualisty albo polskiego antykoncepcjonisty sensus fidei sprawuje się, jak należy?
Różnorodność jako istota Kościoła?
Wygląda trochę na to, że w nowym Kościele synodalnym będziemy się musieli nauczyć „piękne różnić”. Za Odrą będzie się ubierać ołtarze w tęczowe flagi, a Ciało Chrystusa dawać każdemu, kto się ustawi do kolejki, choćby i w turbanie zamorskiego sikha; w Ameryce do Stołu Pańskiego przystępować będą pod rękę obrońcy życia i tacy, co to życie ułatwiają likwidować, jak Joseph „Joe” Biden. W Polsce, albo może, bezpieczniej, w Afryce, panować będą bardziej staroświeckie zasady, takie na przykład, że dla przyjęcia Komunii świętej jest jeszcze potrzebna spowiedź, a małżeństwo to związek jednego mężczyzny i jednej kobiety, na zawsze i amen, nie tak, jak w Łagiewnikach, pardon, w Austrii czy Belgii, gdzie katolickie rozwody to chleb powszedni. Na taką perspektywę zdaje się ponownie wskazywać kardynał Grech, który temu samemu Andrea Torniellemu powiedział, iż globalny proces synodalny przyniesie „wielkie owoce w perspektywie ekumenicznej”. Jakie? A to już papież Franciszek: „Papież nie stoi sam ponad Kościołem; ale jest w nim jako ochrzczony pośród ochrzczonych i w łonie kolegium biskupiego jako biskup pośród biskupów, powołany zarazem – jako następca apostoła Piotra – do kierowania Kościołem rzymskim, który przewodzi w miłości wszystkim Kościołom”. Tak będzie w Kościele synodalnym. Czy o to chodzi? O to, by doktryna – zwłaszcza doktryna moralna – przestała być jedna? By katolickość – powszechność Kościoła – została ograniczona do niektórych prawd, a w innych – tych, które znalazły się na celowniku ducha czasu – zapanowała różnorodność, synodalna dowolność? Być może chodzi właśnie o to.
Inspiracja z Niemiec?
We wszystkich światowych mediach katolickich, które informują o Procesie Synodalnym, podkreśla się, iż Watykan decyduje się na taki krok w chwili, w której w Niemczech trwa oskarżana o schizmatyckie tendencje Droga Synodalna. Jest to fakt rzeczywiście godny zauważania, bo chyba nieprzypadkowy. Otóż, po pierwsze, przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec, bp Georg Bätzing, bardzo się ucieszył na wieść o Globalnym Procesie – to znaczy bardzo to ucieszenie zamanifestował, bo że o wszystkim od dawna wiedział, to inna sprawa, ale o tym zaraz. Ordynariusz Limburga, któremu bardzo prędko jest do kapłaństwa kobiet, interkomunii i błogosławienia par LGBT, skomentował rzecz między innymi w tych słowach: „Ogłoszony dziś w Rzymie proces światowego synodu biskupów zostanie w Niemczech dopełniony już rozpoczętą Drogą Synodalną. Poprzez aktywne uczestnictwo w przygotowaniach i przeprowadzeniu rzymskiego synodu biskupów wniesiemy ze sobą także nasze doświadczenia z Drogi Synodalnej. Chodzi tutaj o dwie różnorodne drogi, które mają ten sam cel: uczynić dzisiaj Dobrą Nowinę Ewangelii dostrzegalną i żywotną pośród znaków czasu”.
Czy biskup Bätzing blefuje i tak naprawdę obawia się, że teraz z jego Drogi Synodalnej nici, a cały modernistyczny, rewolucyjny plan uczynienia z Kościoła katolickiego wspólnotę quasi-protestancką przepadnie, roztapiając się w miałkiej globalnej „synodalności” ukształtowanej przez wstecznych Murzynów, Ukraińców, Kazachów i może Polaków? Tego wykluczyć nie można. Z drugiej jednak strony widoczna jest zastanawiająca koincydencja: bo to właśnie bp Bätzing i cała grupa biskupów z Niemiec, Austrii i Szwajcarii od wielu miesięcy przebąkiwała o konieczności zorganizowania „europejskiego synodu” oraz o stworzeniu „przestrzeni synodalnej”, w której niemiecka Droga będzie mogła „inspirować” Kościół powszechny. Taka platforma teraz powstała. Przypadek, próba okiełznania Niemców, a może raczej rezultat ich zabiegów? Przyszłość pokaże.
Duchu Święty, przyjdź
Nie wiem, czym stanie się Kościół synodalny. Mam nadzieję, że pozostanie Kościołem katolickim. Takim, w którym pierwsze miejsce ma Pan Bóg, a nie Pachamama. W którym Ojciec Święty deklaruje, że nie ma zbawienia poza Chrystusem i Jego Kościołem, a nie podpisuje trącące relatywizmem dokumenty w Abu Zabi. W którym do Komunii świętej przystępują ci, którzy są tego godni, a nie zadeklarowani zboczeńcy, protestanci i aborcjoniści. W którym Stolica Apostolska użyje swojego „prymatu w miłości”, by prowadzić ludzkość ku Królestwu Bożemu, a nie zaprowadzać szczepienny ład i budować globalną edukację do spółki z masonerią. Na szczęście w świętym Kościele katolickim jest jeszcze ktoś więcej, niż biskup Bätzing czy kardynał Grech, z całym dla nich należnym szacunkiem. To Duch Święty. Niech nas prowadzi. Módlmy się do Niego o światło. Synodalny czy niesynodalny, oby Kościół pozostał przede wszystkim Chrystusowy.
Paweł Chmielewski