Rok kryzysu koronawirus doprowadził w Kościele katolickim do olbrzymich strat. Nie idzie bynajmniej o straty materialne, choć i one przecież wystąpiły; mniej wiernych uczęszcza na msze i nabożeństwa, a w konsekwencji mniej pieniędzy trafia do parafii. Te jednak bledną w obliczu potężnych ran zadanych życiu duchowemu. Powstało w Polsce silne przekonanie o drugorzędności czy zgoła zbędności uczestnictwa w życiu religijnym. Cześć dla Najświętszego Sakramentu została głęboko naruszona przez całkowicie bezpodstawne zalecenie udzielania Komunii świętej na rękę. Czy jesteśmy w stanie odbudować to, co zrujnowano?
Prześladowania katolików w Polsce
Ktoś mógłby powiedzieć, że to rządzący przyczynili się do powstania tych wielkich problemów, w pewnym stopniu prześladując katolików. Ograniczono nam przecież możliwość swobodnego wyznawania świętej religii. Tym samym pogwałcono nie tylko polską konstytucję – dokument ważny, ale przecież ludzki – lecz także naturalne prawo przysługujące z woli Bożej każdemu człowiekowi. Jako ludzie – ludzie ochrzczeni! – mamy prawo, ba, mamy obowiązek, czcić Jezusa Chrystusa. Państwo w naszej tradycji, opartej na prawdzie, nie jest instytucją totalną; jego zasadniczym celem jest zabezpieczenie bytu narodu i jednostek ten naród konstytuujących tak, by możliwe stało się wypełnianie fundamentalnej powinności – Bożego kultu. Władze Polski są wezwane do tego, by pomagać obywatelom dojść ku zbawieniu. Gdyby w czasie pandemii państwo polskie jedynie zaniedbało swoje zadanie i zaprzestało pomagać katolikom czcić Pana, nie sarkalibyśmy szczególnie; w postchrześcijańskiej rzeczywistości liberalizmu to przecież powszechność. Rzecz w tym, że nasze państwo – państwo katolickich Polaków – aktywnie i nierzadko wprost brutalnie przeszkadzało nam iść ku zbawieniu. Doszło do jednoznacznej dyskryminacji wierzących: w kościołach wprowadzono radykalne ograniczenia sanitarne, podczas gdy wiele innych sfer życia pozostawało bardziej dostępnych. Czy zrobiono to celowo, czy też raczej z powodu beznadziejnej głupoty i braku świadomości natury religii, nie mnie oceniać; fakty są jednak dla wszystkich jasne. Państwo zawiodło; rządzący naszym krajem wystawili sobie złe świadectwo. Odpowiedzą przed sądem wyborczym, ale co znaczy ten sąd wobec czekającego ich – nas wszystkich – sądu Bożego?
Wesprzyj nas już teraz!
W tym trudnym czasie szukaliśmy oparcia u księży i biskupów. Mogło się wydawać, że będzie trochę tak, jak w czasach sowieckiej dominacji: we wrogiej rzeczywistości materialno-politycznej Polacy będą mogli uciec się do świątyń, choćby i podziemnych, choćby prześladowanych, tam znajdując wytchnienie od koronawirusowej ideologii sanitarnego totalizmu kontroli. Kto wie; może wówczas zrodziłyby się piękne owoce wiary – taka jest przecież natura naszej religii, że potrafi rozkwitać pod najgorszymi nawet prześladowaniami.
Zawiedli oni, my zawiedliśmy
Niestety, tego upragnionego oparcia nie znaleźliśmy. Biskupi na wyścigi zamykali kościoły, ubiegając w tym hańbiącym procederze rządzących. Wiernym odmawiano możliwości posilenia się Eucharystią. Nie pozwolono się spowiadać. Desperacja i odrzucenie zapanowały w Kościele katolickim w Polsce, dominując nawet nad nadzieją Zmartwychwstania. Wielkanoc roku 2020 była czasem radości tylko w skrytości serc. Później przecież nie było wiele lepiej; choć jeszcze przed Bożym Narodzeniem minionego roku biskupi apelowali do władz o zaprzestanie dyskryminacji, to tegoroczna Wielkanoc po raz kolejny została nam częściowo odebrana. W ilu parafiach zamknięto na cztery spusty drzwi albo kraty, pozwalając świętować Zmartwychwstanie tylko nielicznym, tym, którzy najszybciej przyszli do kościoła?
Oczywiście, nie tylko biskupi i księża zawiedli. Zrobiliśmy to także my, zwykli wierni. Ilu z nas chętnie skorzystało z dyspens od niedzielnej Mszy świętej? Ilu zamiast łaknąć żywej Eucharystii zadowalało się telewizyjną czy internetową transmisją, albo w ogóle rezygnowało z jakiegokolwiek, choćby tylko drobnego kontaktu ze swoim kościołem? Długofalowe skutki tych wydarzeń będą niewątpliwie straszliwe; w Kościele katolickim w Polsce to nie Pan Jezus Chrystus stał w pandemicznym roku w centrum, ale pragnienie kurczowego trzymania się tego życia. Doczesność gwałtownie zatryumfowała nad wiecznością, pycha tego świata podeptała pokorę Królestwa Bożego. Dobra Nowina ustąpiła złej propagandzie, koronawirus szybko i skutecznie zabił w nas umiłowanie świętości.
Sanitarny absurd
Ta gwałtowna, nagła erozja wytrwałości wiary znalazła swój dramatyczny wyraz również we wprowadzeniu w polskich kościołach praktyki udzielania Komunii świętej na rękę. Całkowicie bezpodstawnie biskupi wezwali wiernych do tego, by nie przyjmowali Niebiańskiego Chleba do ust, ale brali je od szafarza do ręki – i sami Go sobie udzielali. Dlaczego zabito przepiękny, głęboko zakorzeniony w tradycji i teologii wyraz eucharystycznej pobożności, jakim było otrzymywanie Komunii świętej do ust, często na kolanach? Przecież za odejściem od właściwej praktyki nie przemawiały żadne względy sanitarne: zwracało na to uwagę wielu lekarzy, podkreślając oczywistości – jeżeli bierzemy Komunię do ręki, którą wcześniej dotykaliśmy kościelnych drzwi, ławek, własnego ubrania i tak dalej – to możemy jedynie zwiększyć ryzyko zakażenia! Każdemu dziecku mówi się, by myło ręce przed posiłkiem; okazuje się, że dla Uczty Eucharystycznej w roku pandemii w Polsce biskupi wprowadzili inne zasady!
Protestancki błąd
Co najgorsze, posłużono się przy tym wielką historyczno-prawną manipulację. Hierarchowie na wyścigi tłumaczyli, jakoby „obie formy przyjmowania Komunii świętej były równoważne”. Mówiono nam, że nie ma „lepszego i gorszego” sposobu przyjmowania Ciała Pańskiego. Otóż nieprawda, jest! Każdy, kto zada sobie minimalny trud sprawdzenia krótkiej przecież historii wprowadzenia w Kościele katolickim możliwości przyjmowania Komunii na rękę błyskawicznie to dostrzeże. Św. Paweł VI zgodził się na to z wielkim bólem i niechęcią, przekonany, że nie może inaczej, bo ta praktyka tak silnie rozpowszechniła się w niektórych krajach, że nie można jej już wykorzenić… Była to wielka manipulacja – o czym na portalu PCh24.pl pisałem w obszernym artykule poświęconym tej problematyce. Po II Soborze Watykańskim grupy modernistycznych i zafascynowanych protestantyzmem duchownych z kilku zaledwie krajów, zwłaszcza państw Beneluksu, zaczęli promować Komunię na rękę – i skutecznie wytworzyli przekonanie, jakoby było to coś dobrego. Tymczasem Komunia na rękę wprowadzona została przez… heretyków, przez tych, którzy jak Martin Bucer w wieku XVI pragnęli dać manifestacyjny wyraz swojej pogardzie (sic!) dla katolickiej prawdy o realnej obecności Pana Jezusa pod postaciami eucharystycznymi. Po to właśnie protestanci zaczęli przyjmować chleb do rąk, by pokazać, że oni wierzą inaczej niż katolicy. Praktyka Komunii św. na rękę nie ma „starożytnych korzeni” – o całkowitym fałszu tego przekonania mówił na kanale PCh24 TV dr Paweł Milcarek, pokazując, że w pierwszych wiekach, owszem, niekiedy brano Ciało Pańskie do rąk, ale czyniono to w całkowicie innym kontekście liturgicznym niż obecnie, w dodatku podpierając się licznymi dziś nieobecnymi gestami. Dezynfekcja rąk płynem antykowidowym, zdjęcie maseczki, wzięcie do ręki hostii i szybkie jej spożycie w drodze z kolejki do ławki – to nie ma niczego wspólnego z pobożnością pierwszych chrześcijan. Jest za to niezwykle podobne do pobożności protestanckiej, w której dla prawdy nie ma miejsca.
„Stop Komunii Świętej na rękę”
Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi dlatego właśnie zorganizowało szeroką ogólnokrajową kampanię billboardową „Stop Komunii Świętej na rękę”. Kampania odbiła się głośnym echem, ale przełom jak dotąd nie nadszedł. Co zatem będzie? Niestety, choć zakażeń jest bardzo niewiele i nawet tak chętny restrykcjom rząd wszystko luzuje, Konferencja Episkopatu Polski pozostaje niewzruszona – i nie odwołuje swoich zachęt do przyjmowania Ciała Pańskiego na rękę. Nadal w setkach, a może w tysiącach polskich parafii sprawy stoją na głowie – i pierwszą proponowaną formą udzielania Eucharystii jest właśnie Komunia na rękę. Ci, którzy pragną przyjąć Eucharystię w sposób godny, są nadal marginalizowani, spychani do kąta. Czy tak pozostanie już zawsze? Czy z powodu choroby Covid-19 polska pobożność eucharystyczna ma ulec trwałemu przekształceniu i brutalnej protestantyzacji? Tak być nie może, do tego po prostu nie wolno dopuścić. Jeżeli ktoś naprawdę drży ze strachu przed wirusem – niech będzie, że ma po temu osobiste powody – to przecież Komunię świętą może przyjąć duchowo. Nie trzeba, nie należy pod żadnym pozorem kierować się ku protestanckim z ducha praktykom Eucharystii na rękę.
Rola mediów
Stąd kieruję apel do katolickich mediów: upominajmy się o prawdę. Niestety, w przeciągu ostatnich kilkunastu miesięcy doprawdy niewiele było takich tytułów, w których nie wahano się przedstawiać spraw zgodnie z rzeczywistością. Większość kościelnej prasy postanowiła dość bezmyślnie żyrować politykę Episkopatu i twierdzić, jakoby Komunia święta na rękę była równie dobra, jak Komunia święta do ust. Tych katolików – choćby związanych ze Stowarzyszeniem Księdza Skargi – którzy zabiegali o ochronę czci Eucharystii, nierzadko ostro krytykowano, ba, sugerowano wręcz, że nie są dobrymi katolikami, ale raczej faryzeuszami czy zgoła szkodnikami Mistycznego Ciała Chrystusa! Tymczasem to właśnie dziennikarze – katoliccy nie są wyjątkiem! – powołani są do ustalania faktów, wyjaśniania czytelnikom, jaka jest w istocie rzeczywistość. W tej sprawie – z kilkoma wyjątkami – zawiedli. W poczytnej kościelnej prasie nie podjęto próby rzetelnego przedstawienia sprawy; z góry przyjęto narrację o tym, że na rękę czy do ust, to „wszystko jedno”.
Mam nadzieję, że wraz z upałami – przyjdzie otrzeźwienie. Nie możemy pozwolić na to, by Eucharystia Polakom spowszedniała, by stała się czymś, co traktuje się bez wyjątkowej i nieprzynależnej niczemu innemu czci. Polski naród przeżyje rządy Zjednoczonej Prawicy, przetrwa lockdown, ale bez Kościoła katolickiego, bez niezachwianej wiary w Jezusa Chrystusa – nie przetrwa. Nie osłabiajmy tej wiary wątpliwymi praktykami; nie wzywajmy też ludzi do tego, by siedzieli w domach. Niech przychodzą do kościoła, niech przystępują do sakramentów. Wróćmy do normalności – nie tylko w szkołach, galeriach i restauracjach, ale także – przede wszystkim – w naszym świętym Kościele rzymskim.
Paweł Chmielewski