Wskutek polityki Zjednoczonej Prawicy faktem staje się segregacja sanitarna w kościołach. Jeżeli kapłani mieliby przestrzegać rządowych obostrzeń, przed świątyniami winni ustawić specjalnych funkcjonariuszy, którzy pobieraliby od każdego z wiernych certyfikat zaszczepienia. Przeciwko wytwarzaniu tego rodzaju nacisków na Kościół trzeba stanowczo zaprotestować.
Wiosną tego roku rząd premiera Mateusza Morawieckiego zaczął znosić obostrzenia. Początkowo luzowanie nie objęło kościołów, tak, jakby świątynie były dla zdrowia Polaków szczególnie niebezpieczne. Abp Stanisław Gądecki napisał wobec tego list do premiera, upominając się o zaprzestanie dyskryminacji katolików. Wreszcie nastąpiła zmiana. Od 13 czerwca „w miejscach kultu religijnego” będzie mogło przebywać 50 proc. mieszczących się tam zwykle osób, co oznacza, że kościoły przestaną być traktowane gorzej od różnego rodzaju instytucji świeckich. Limit ulegnie poluzowaniu 26 czerwca – wówczas rząd zgadza się na „maksymalnie 75 proc. obłożenia” świątyń.
Problem w tym, że postawiono przy tej okazji zastosować segregację sanitarną. Władze poinformowały, że limit nie dotyczy bowiem „osób w pełni zaszczepionych przeciw Covid-19”.
Wesprzyj nas już teraz!
Co oznacza to w praktyce? Tyle, że przed każdym kościołem powinien teraz stać czujny funkcjonariusz – i sprawdzać, czy wchodzący do świątyni Bożej wierni są zaszczepieni, czy też nie. Jak to robić? Z pomocą przychodzą oczywiście certyfikaty papierowe – albo aplikacja w telefonach. Wejście do kościoła tylko po okazaniu świadectwa zaszczepienia? Bez cienia wątpliwości w wielu parafiach – daj Boże, by w większości – żadnych praktyk segregacyjnych nie będzie i do kościoła będzie mógł wejść po prostu każdy. Jednak na pewno znajdą się tacy proboszczowie, a może i biskupi, którzy chętnie skorzystają z rządowych wytycznych – i zaprowadzą twardy sanitarny „reżim”. Z pomocą przyjdą na pewno różnego rodzaju szpicle – służb państwowych albo lewicowych mediów. Z góry można przewidzieć artykuły w antykatolickiej prasie, ukazujące brak praktyk segregacyjnych w niektórych parafiach i przedstawianie Kościoła jako rozsadnika zarazy. Niektórzy się zatem ugną; to się przecież dzieje już teraz: choćby w diecezji sosnowieckiej, którą kieruje bp Grzegorz Kaszak, listy na pielgrzymkę do Częstochowy będą w tym roku dwie – dla zaszczepionych i niezaszczepionych, przy czym ta druga ma zostać ograniczona do 300 osób. Dlaczego do 300, tego nikt nie wie; taką liczbę „zarekomendował” Główny Inspektor Sanitarny i bp Kaszak postanowił się jej trzymać (choć bynajmniej nie musiał). Do sanitarnej segregacji, a nawet dyskryminacji dochodzi też w niektórych parafiach innych diecezji – słychać o tym, że księża nie odwiedzają na przykład chorych wiernych, którzy się nie zaszczepili.
Te fatalne podziały wśród katolików nie byłyby możliwe bez nacisku rządu. Jednak fakt, że część księży i biskupów nie tylko im się poddaje, ale stara się nawet prześcignąć władze w sanitaryjnej gorliwości, jest po prostu haniebny. Abp Stanisław Gądecki od dłuższego czasu upomina się dość regularnie o to, by katolików nie traktować gorzej, niż innych. To dobrze, ale dziś to już nie wystarcza. Po ogłoszeniu przez premiera najnowszych decyzji trzeba zaprotestować przeciwko stwarzaniu mechanizmów wymuszających segregację. Taki głos jest bardzo potrzebny.
Abp Gądecki w odpowiedzi na decyzję premiera Morawiecki wyraził nadzieję, że „najbliższy czas przyniesie całkowite zniesienie obostrzeń sanitarnych w wymiarze społecznym i gospodarczym”. Oby tak było, ale w istocie nic nie wskazuje na to, że tak będzie. Władze wydają się być zdeterminowane w umacnianiu segregacji Polaków.
Protestujemy przeciwko takim praktykom – jako obywatele Rzeczypospolitej i jako świeccy wierni. Oczekujemy, że nasi pasterze zrobią to samo – i powiedzą stanowcze „nie” dzieleniu Polaków na gorszych i lepszych.
Kościoły są dla wszystkich wierzących w Chrystusa – nie tylko dla tych, którzy pozwolili się zaszczepić.
Paweł Chmielewski