29 czerwca 2021

Kanclerz Kurz pójdzie w ślady premiera Węgier? Bruksela boi się „orbanizacji” Austrii

(European People's Party, CC BY 2.0 , via Wikimedia Commons + )

Bruksela obawia się „orbanizacji” Austrii. Politycy alpejskiego kraju są wpatrzeni w węgierskiego przywódcę i pragną powielić jego politykę wobec mediów i sądów – donosi portal euractiv.com. Ponadto Wiedeń początkowo nie popierał oświadczenia części europejskich stolic krytykujących przyjęcie przez Budapeszt ustawy zakazującej siania genderowej propagandy.

W maju 2019 roku „wyciekło” nagranie (Ibiza-Gate) pokazujące lidera Partii Wolności Austrii (FPÖ), a później wicekanclerza Hansa Christiana Strache, który uznał Węgry za wzór do naśladowania dla Austrii. – Chcę roli takiej jak Orbán – miał mówić Strache odnosząc się do węgierskiego premiera. – Chcemy zbudować krajobraz medialny podobny jaki stworzył Orbán – komentował.

Kanclerz Sebastian Kurz i jego Austriacka Partia Ludowa (ÖVP) są krytykowani obecnie za próby przekształcenia krajobrazu medialnego i politykę wobec sądów.

Wesprzyj nas już teraz!

– Partia Kurza próbuje odbudować Austrię na wzór autorytarnego premiera Węgier Orbána – żalił się portalowi euractiv.com przewodniczący konkurencyjnej partii SPÖ Christian Deutsch. – Podobnie jak Orbán, Kurz z ÖVP próbuje przejąć kontrolę nad mediami – dodał, wskazując na domniemaną całkowitą kontrolę przekazu, groźby pod adresem dziennikarzy i zamieszczanie rządowych reklam w wybranych mediach, podobnie jak czynił premier Węgier.

Jak na razie Austria wciąż zajmuje wysokie, 17. miejsce w rankingu World Press Freedom Index Score, badającym wolność prasy, wyprzedzając Francję (34. miejsce), Wielką Brytanię (33. miejsce) i Węgry (92. miejsce).

Fritz Hausjell z zarządu organizacji „Reporterzy bez Granic” uważa jednak, że są powody do niepokoju. Wyjaśnia, że rząd przejmuje niektóre media i kieruje reklamy do wybranych podmiotów.

Niepokoi go to, że nagle w sektorze medialnym pojawił się ktoś, kto wcześniej nie był aktywny, wykupując udziały w największych austriackich gazetach. Tą osobą jest handlarz nieruchomościami mający niekwestionowaną pozycję na rynku w tej dziedzinie: René Benko. Miliarder posiada aktywa o wartości 4,7 mld euro. Jest zwolennikiem obecnego kanclerza Kurza i uważany jest też za członka jego najbliższego kręgu. Mężczyzna nabył dwie największe austriackie gazety zaledwie kilka miesięcy przed Ibiza-Gate. Obecnie posiada około 25 proc. udziałów dwóch największych austriackich firm medialnych i ma jeszcze większe ambicje.

Euractic.com sugeruje, że rząd jest na usługach Benko, bo kiedy miliarder chciał kupić nieruchomość o wartości 60 milionów euro w samym sercu Wiednia, w okresie świątecznym otwarto specjalnie dla niego sąd okręgowy, a z urlopu ściągnięto urzędnika, który dopilnował transakcji. Sugerowano, że rząd zrobił to za bliżej nieokreślone „przysługi polityczne”.

Część dziennikarzy narzeka, że rząd chętnie zamieszcza płatne reklamy w wybranych mediach, np. w 2020 roku rząd wydał na reklamy 47 mln euro – trzy razy więcej niż poprzednia ekipa – i pieniądze miały trafić do „rządowych brukowców”.

Austriackie media są finansowo uzależnione od rządowych reklam. – Ze względu na sposób, w jaki reklamy rządowe zostały rozwinięte w ostatnich latach, wiele wydarzeń politycznych nie dociera już do etapu medialnego – uważa Hausjell, krytykując uzależnienie i ograniczenia raportowania wielu firm medialnych.

Kurz rozbudował PR do poziomu wcześniej nieznanego. Dbaniem o dobry wizerunek premiera i jego ekipy ma zajmować się co najmniej 60 osób zatrudnionych w kancelarii kanclerza.

Austriacka Prokuratura ds. przestępstw gospodarczych i korupcji (WKStA) obecnie prowadzi postępowania przeciw ośmiu członkom ÖVP. Partia przeszła do ofensywy i w lutym, po wszczęciu śledztwa przeciwko ministrowi finansów Blümelowi, kanclerz ogłosił, że „doszło do tak wielu uchybień, że uważa, iż istnieje pilna potrzeba zmian” w sądownictwie.

Od razu podniosły się zarzuty ze strony lewicowych polityków, że ataki na sądownictwo „zagrażają demokracji” i „podważają zaufanie” do niezawisłości sądownictwa.

Jednak pomimo presji na otoczenie Kurza, jego partia wciąż cieszy się dużym poparciem społecznym, wynoszącym około 33 proc. Konkurujący z nimi socjaldemokraci tracą do ugrupowania kanclerza 8 punktów procentowych.

Austria ma długą tradycję gazet partyjnych, a w dobie cyfryzacji to zjawisko się pogłębiło. FPÖ, SPÖ i ÖVP prowadzą własne gazety internetowe cieszące się większą poczytnością niż główne media.

Co do wpływu na sądownictwo prof. Alexander Somek z Uniwersytetu Wiedeńskiego wątpi, by był on duży. Komentuje, że „istnieje tendencja do zadzierania z sądownictwem”, ale „to nie musi być zły znak, bo bezwarunkowa wiara w obiektywność sądownictwa też nie jest najlepsza dla demokratycznego społeczeństwa”.

Austria wyłamała się ponadto także z szeregu unijnego w sprawie oświadczenia potępiającego węgierski parlament za przyjęcie ustawy anty-LGBT. Grupa 17 przywódców UE, w tym prezydent Francji Emmanuel Macron i kanclerz Niemiec Angela Merkel, wyrazili sprzeciw wobec zakazu siania wśród dzieci na Węgrzech poglądów deprawacyjnych. Pod listem podpisało się kilkunastu unijnych przywódcy, ale początkowo zabrakło tam kanclerza Austrii.

Węgierska ustawa zakazuje pozytywnego przedstawiania homoseksualizmu i transpłciowości w materiałach szkolnych oraz programach telewizyjnych skierowanych do osób poniżej 18. roku życia. Budapeszt podkreśla, że ustawa jest wymierzona przede wszystkim w pedofilię. Łączenie zaś pedofilii z tzw. społecznością LGBT nie podoba się wielu aktywistom uważającym to za „utrwalanie szkodliwych stereotypów”.

„Z okazji obchodów Międzynarodowego Dnia Lesbijek, Gejów, Biseksualistów i Transpłciowców, które się zbliżają […] oraz w świetle gróźb przeciwko prawom podstawowym, a w szczególności zasadzie niedyskryminacji ze względu na orientację seksualną, wyrażamy nasze przywiązanie do naszych wspólnych podstawowych wartości zapisanych w art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej” – napisali Macron i Merkel w liście.

„To będzie dzień, w którym przypomnimy sobie, że jesteśmy zróżnicowanymi i tolerancyjnymi społeczeństwami, zaangażowanymi w nieskrępowany rozwój osobowości każdego z naszych obywateli, w tym ich orientacji seksualnej i tożsamości płciowej. W ciągu ostatnich kilku lat przeszliśmy długą drogę na rzecz tych zasad, które uważamy za podstawę Unii Europejskiej” – dodali. Tekst opublikowano na kilka godzin przed dwudniowym szczytem europejskim w Brukseli.

„Musimy nadal walczyć z dyskryminacją wobec społeczności LGBTI, potwierdzając naszą obronę ich podstawowych praw. Szacunek i tolerancja są podstawą europejskiego projektu. Jesteśmy zobowiązani do kontynuowania tych wysiłków, upewniając się, że przyszłe pokolenia Europy dorosną w atmosferze równości i szacunku” – podsumowują przywódcy.

List został podobno przygotowany i wypromowany przez premierów Hiszpanii Pedro Sáncheza (socjalista) i Luksemburga Xaviera Bettela. Ten ostatni jest homoseksualistą i obecnie jedynym przedstawicielem subkultury LGBT w składzie Rady Europejskiej.

Pod listem podpisali się liderzy państw zachodnich: Emmanuel Macron (Francja), Angela Merkel (Niemcy), Alexander De Croo (Belgia), Mark Rutte (Holandia), Micheál Martin (Irlandia), Mette Frederiksen (Dania), Sanna Marin (Finlandia), Stefan Löfven (Szwecja), Mario Draghi (Włochy), Robert Abela (Malta), Kyriakos Mitsotakis (Grecja) i Nikos Anastasiades (Cypr).

Jedynymi przedstawicielami z Europy Wschodniej są Kaja Kallas z Estonii i Arturs Krišjānis Kariņš z Łotwy.

W pierwotnym dokumencie zaginął przede wszystkim Sebastian Kurz, austriacki kanclerz federalny. Po naciskach ze strony Brukseli, ale także po złagodzeniu pierwotnej wersji listu, kanclerz zdecydował się przyłączyć do krytycznego oświadczenia wymierzonego w nowe węgierskie prawo. Do oświadczenia z opóźnieniem dołączyła również Litwa.

Portugalia nie poparła żadnego tekstu, ponieważ obecnie sprawuje rotacyjną, sześciomiesięczną prezydencję w Radzie UE i utrzymuje pozycję pośrednika. Jednak kraj Południa nie ukrywał swojego stanowiska. – Ważne jest, aby kolory tęczy jednoczyły nas w naszej różnorodności – mówiła portugalska sekretarz stanu do spraw europejskich Ana Paula Zacarias.

List miał trafić do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen i szefa Rady Europejskiej Charlesa Michela, a także do Sekretarza Generalnego ONZ António Guterresa, który został zaproszony na szczyt w Brukseli.

Celowa publikacja na kilka godzin przed zebraniem się przywódców wpłynęła na program szczytu, który pierwotnie nie zawierał żadnego tematu dotyczącego tzw. mniejszości seksualnych. Charles Michel potwierdził, że zamierzano przeprowadzić debatę na ten temat.

– Żadna dyskryminacja nie jest akceptowalna w żadnych okolicznościach, a jakakolwiek dyskryminacja osób LGBTIQ+ jest całkowicie nie do przyjęcia w naszych nowoczesnych społeczeństwach – mówił mediom Sekretarz Generalny ONZ.

Von der Leyen, która od dawna jest zwolenniczką uroszczeń mniejszości seksualnych, wyraziła swoje niezadowolenie wobec węgierskiego ustawodawstwa i obiecała podjąć kroki prawne, aby powstrzymać ich wejście w życie. – Ta węgierska ustawa to wstyd – komentowała.

Reagując na pospiesznie skoordynowany ruch międzynarodowy rzecznik Viktora Orbána Zoltan Kovacs zaatakował 16 przywódców UE za „bezpodstawną ofensywą przeciwko Węgrom” za regulację, która „chroni prawa dzieci i gwarantuje prawa rodziców, a nie dotyczy dorosłych”.

Ustawa ma chronić dzieci nie tylko przed propagandą „społeczności LGBT”, ale w ogóle przed seksualizacją. Premier Węgier zapowiedział, że nie ugnie się pod naciskami unijnymi, a holenderski premier Mark Rutte stwierdził, że w UE nie ma miejsca dla Węgier. – To tak fundamentalny punkt, że jeśli odpuścimy, nie będziemy niczym więcej niż blokiem handlowym i unią walutową – narzekał Rutte.

Węgierski lider liczy, że uzyska wsparcie austriackiego kanclerza m.in. w sprawie polityki migracyjnej. Orban chce całkowitego powstrzymania imigracji do krajów UE na dwa lata. – Armie migrantów walą we wszystkie bramy Europy! – grzmiał węgierski lider w państwowym radiu 11 czerwca.

Migracja jest szczególnie niebezpieczna – jego zdaniem – w czasie obecnego koronakryzysu. Orban powiedział, że wierzy, iż „migracja jest z natury zła”, a ludzie powinni być szczęśliwi, gdziekolwiek się urodzili „zgodnie z wolą Bożą”.

W grudniu ubiegłego roku Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że węgierskie regulacje azylowe są niezgodne z prawem, ponieważ praktycznie nie zapewniają osobom poszukującym ochrony dostępu do procedur azylowych. W 2015 Węgrzy zbudowali barierę z drutu kolczastego na granicy z Serbią i Chorwacją.

Według statystyk krajowych Węgry gościły na początku 2021 roku około 194 tys. obcokrajowców posiadających status legalnego rezydenta: ponad 57 tys. obywateli UE, około 32 tys. Ukraińców, 18 tys. Chińczyków i 35 tys. obywateli innych krajów azjatyckich.

Źródło: euractiv.com / euronews.com

AS

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij

Udostępnij przez

Cel na 2026 rok

Zatrzymaj ideologiczną rewolucję. Twoje wsparcie to głos za Polską chrześcijańską!

mamy: 83 240 zł cel: 500 000 zł
17%
wybierz kwotę:
Wspieram