Kolejny przykład degeneracji ideologicznej ONZ. Organizacja wzywa do podjęcia „natychmiastowych działań” przeciwko „systemowemu rasizmowi”.
Kilka dni po skazaniu funkcjonariusza policji Dereka Chauvina w Stanach Zjednoczonych za spowodowanie śmierci Afroamerykanina George’a Floyda, dyskusja nad „systemowym rasizmem” dotarła do ONZ. Pod naciskiem ruchu Black Lives Matter temat „rasizmu” wkracza do historii, sportu, polityki państw, a teraz ma już zasięg globalny.
ONZ opublikowała raport na temat rasizmu, w którym cytuje przykład śmierci George’a Floyda. W poniedziałek 28 czerwca Wysoka Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka i lewicowa była prezydent Chile, Michelle Bachelet, wezwała państwa do podjęcia „natychmiastowych środków” przeciwko „rasizmowi systemowemu” i do jego demontażu. Wzywa m.in. do „zaangażowania wszystkich środków mobilizujących władze publiczne”. Mówi nawet o „punkcie zwrotnym dla równości rasowej i sprawiedliwości”. Michelle Bachelet wydała swoją opinią na podstawie raportu Wysokiej Komisji opracowanej na wniosek Rady Praw Człowieka ONZ. Jest w nim mowa o „systemowym rasizmie” i walce z takim zjawiskiem. Zjawisko „rasizmu systemowego” raport wykrył w 60 krajach, w tym poza USA, m.in. w Wielkiej Brytanii, Belgii, Francji, Kanadzie, Brazylii, czy Kolumbii. Zaleca zmiany w policji, a nawet reformę systemu sądownictwa. „Nowy, wspaniały świat” już puka do naszych drzwi…
Wesprzyj nas już teraz!
W raporcie wyjaśniono, że rasizm systemowy oznacza, że ludzie pochodzenia afrykańskiego lub ich potomkowie są marginalizowani ekonomicznie, kulturowo i politycznie, nie mają takiego samego dostępu do edukacji lub opieki zdrowotnej jak inni i nie mają dostatecznej reprezentacji w społeczeństwie. Dla naprawy tej sytuacji powinno się więc jeszcze mocniej promować ich reprezentatywność, stosować rekompensaty finansowe, itp. Raport stwierdza wprost, że państwa winny „zadośćuczynić za wieki przemocy i dyskryminacji”. Czym kończy się np. system „dodatkowych punktów za pochodzenie” pokazały podobne eksperymenty w krajach komunistycznych z promocją „klasy robotniczo-chłopskiej”. Teraz zmienił się tylko „uciśniony podmiot”.
Opierając się na podziałach rasowo-etnicznych społeczeństwa, ruch BLM chce zmieniać prawo, historię, ekonomię i wszystkie inne dziedziny życia społecznego w imię „sprawiedliwości rasowej”. Prawie każdy kraj ma tu inną historię i doświadczenia. Narzucanie tezy o „rasizmie systemowym” i uznanie Murzynów za specjalną klasę, która potrzebuje dodatkowej ochrony i promocji samo w sobie jest poglądem… rasistowskim. Zresztą socjalistom w rodzaju Bachelet wcale nie chodzi o dobro tych ludzi, ale o wprowadzanie podziałów społecznych i niszczenie tradycyjnych wartości. Komisarz Bachelet pochwaliła nawet „obiecującą inicjatywę” prezydenta USA Joe Bidena dotyczącą nierówności rasowych, która polega na próbie wyrównania szans poprzez „odmienne traktowanie grup rasowych w zależności od potrzeb”.
Czy to jednak nie jest właśnie rasizm?
Bogdan Dobosz