Rozpoczęty w Niemczech jeszcze przez Angelę Merkel proces transformacji energetycznej („Energiewende”) zamiast niskich cen, przyniósł niepokój na rynku i potrzebę uruchomienia gigantycznych dotacji, mających uchronić niemiecki przemysł. Polska idzie podobną drogą. Czy oznacza to powtórzenie scenariusza pisanego dziś przez naszych zachodnich sąsiadów?
O sprawie pisze portal Interia, który w materiale „Niemcy słono płacą za energetyczne błędy. Polaków też to czeka?” przypomina historię wprowadzenia Niemiec na ścieżkę transformacji energetycznej. „Energiewende” – bo o niej mowa – w założeniu ma odejście od energii jądrowej i paliw kopalnych, na rzecz odnawialnych źródeł energii (OZE), głównie wiatru i słońca, oraz zwiększenie efektywności energetycznej i zarządzanie popytem na energię.
O ile na początku tej drogi niemiecki rząd pozyskał od koncernów energetycznych spory zastrzyk finansowy, w ramach opłaty za możliwość przedłużenia działania elektrowni jądrowych, to obecnie, by ocalić przemysł i wyprowadzić kraj z recesji, rząd kanclerza Friedricha Merza planuje w 2026 r. przeznaczyć podobną kwotę (29,5 mld euro) na subsydia mające obniżyć ceny prądu. Ma to z jednej strony pobudzić gospodarkę, z drugiej zaś dać szansę na dokończenie transformacji.
Wesprzyj nas już teraz!
Jak zauważa portal, Niemcy zrobiły wiele, by proces transformacji był nieodwracalny. Zaś aktualny stan energetyki sprawia, że Niemcy płacą „za prąd” jedną z najwyższych stawek w Europie. A jako, że proces transformacji prowadzony w Polsce idzie podobną drogą, medium stawia pytanie o to jak będą w przyszłości kształtowały się ceny energii dla Polaków.
Warto tu dostrzec transformacyjną różnicę. Bo o ile Polska idzie ścieżką rezygnacji z paliw kopalnych i rozwoju OZE, to nie ma elektrowni jądrowych. Niemcy ten sektor likwidują. W Polsce taka instalacja ma dopiero powstać, a jeśli do tego dojdzie, to w dość odległej przyszłości. Czy będzie to element korzystnie wpływający na stan naszych portfeli?
Źródło: interia.pl
MA