Europejski system ETS sztucznie generuje ogromne koszty finansowe dla obywateli. Pod przykrywką troski o środowisko, na firmy emitujące CO2 nakładane są wysokie opłaty za „uprawnienia do emisji gazów cieplarnianych”. Najbardziej cierpią na tym małe, lokalne ciepłownie; już 16 takich firm w Polsce nie rozliczyło się z uprawnień do emisji dwutlenku węgla.
Unia Europejska idzie w zaparte w kwestii norm klimatycznych. Obecny cel eurokratów zakłada, że do 2040 r. emisja tzw. gazów cieplarnianych na terytorium państw Unii ma zostać zredukowana o 90 proc. względem roku 1990.
Jednocześnie UE rości sobie prawo do nadawania „uprawnień” do emisji CO2, za które trzeba słono zapłacić. Można zatem przypuszczać, że w opinii unijnych urzędników dwutlenek węgla przestaje być szkodliwy dla środowiska, jeśli tylko ktoś zbije na nim interes.
Wesprzyj nas już teraz!
Nietrudno się domyślić, że system ETS najbardziej uderza w małe, lokalne ciepłownie. Utrudnienia, z jakimi się borykają opisała „Rzeczpospolita”. „Problem może narastać. Potrzebę zmian dostrzega rząd” – zaznaczono w artykule.
Gazeta przypomniała przypadek EC Zagłębie Dąbrowskie (dawniej EC Będzin), która nie rozliczyła emisji za 2020 r. W rezultacie Główny Inspektor Ochrony Środowiska nałożył na spółkę karę wynoszącą aż 248 mln zł. Spółka broniła się mówiąc, że brak rozliczenia nie był zawiniony, a wynikał jedynie z regulowanych przez Urząd Regulacji Energetyki taryf, które nie uwzględniały faktycznych kosztów zakupu „uprawnień do emisji” CO2.
– Kara jest sztywna i nie uwzględnia przyczyn ani sytuacji finansowej firmy. Tę samą sankcję dostaje podmiot, który spóźnił się jeden dzień i ten, który w ogóle nie dokonał rozliczenia – powiedział „Rzeczpospolitej” Karol Wenus, prezes Stowarzyszenia Odpowiedzialna Transformacja Energetyczna.
Źródło: dorzeczy.pl
AF
Sąd nad krakowską Strefą Czystego Transportu. Wpłynęło pięć skarg