Dzisiaj

Rządowa homo-pułapka na prezydenta. Co zrobi Karol Nawrocki?

Czy ustawa o tzw. osobie bliskiej, stanowiąca de facto próbę wprowadzenia związków partnerskich tylnymi drzwiami, stanie się symbolicznym końcem długiego miesiąca miodowego dla prezydenta Karola Nawrockiego?

Zaproponowana przez rząd ustawa o statusie osoby najbliższej to klasyczne oszustwo – idzie bowiem o próbę rozwodnienia instytucji małżeństwa i stopniowego otwarcia instytucji państwa na rejestrację związków partnerskich, zarówno heteroseksualnych jak i jednopłciowych. O tym, dlaczego taki pomysł jest społecznie szkodliwy napisano już mnóstwo tekstów. Powiedzmy zatem krótko: małżeństwo jest jedyną instytucją gwarantującą harmonijny rozwój człowieka, a tym samym zapewniającą egzystencjalny byt wspólnoty narodowej, której emanacją jest państwo. Gmeranie przy tym jest po prostu niebezpiecznie i szkodliwe.  

Ich prawdziwe cele

Wesprzyj nas już teraz!

Rząd, proponując ustawę o statusie osoby najbliższej, podejmuje z prezydentem Karolem Nawrockim grę, której właściwie nie może przegrać. Sondaże wskazują, że podobne pomysły cieszą się poparciem niemałej grupy Polaków, a z pewnością optuje za nimi wyborcze zaplecze Koalicji Obywatelskiej, Nowej Lewicy i zapewne także – w jakiejś mierze – PSL-u. „Życie na kocią łapę” także w Polsce ma swoich zwolenników a możliwość legalizacji czegoś, co jest stosunkowo łatwe w rozwiązaniu a równocześnie daje rozmaite ułatwienia, jest po prostu atrakcyjne, szczególnie w czasach kryzysu trwałych relacji.  

Rzecz jasna głównymi beneficjentami takich działań będą pary jednopłciowe, które – jak na razie – nie mogą w żaden sposób formalizować swoich związków, ale o tym publicznie mówi się niewiele. Przedstawiciele koalicji rządzącej bałamutnie twierdzą, że idzie przede wszystkim o ułatwienia dla osób bliskich sobie (niekoniecznie par, ale także choćby opiekuna i podopiecznego). Wiadomo jednak, że pies pogrzebany jest w zupełnie innym miejscu a ewentualne przepchnięcie ustawy w takim kształcie pozwoli zdyskontować poparcie tęczowych środowisk i sprzymierzających im mediów.

Inaczej niż Andrzej Duda?

Karol Nawrocki ma tutaj nie lada problem. Wydaje się bowiem, że narracja rządowa ukrywająca rzeczywiste intencje projektu pod hasłem regulacji statusu osoby najbliższej, nie powoduje tak ostrego sprzeciwu społecznego, do jakiego doszłoby, gdyby była mowa wprost o związkach partnerskich. W dodatku sam prezydent, jeszcze w kampanii wyborczej zapowiadał, że rozważyłby regulację, która przyznawałaby pewne przywileje osobom pozostającym w bliskiej relacji, a nie mających podstaw ani powodów do zawarcia małżeństwa.

Prezydent ma zatem kłopot. Dotychczas bowiem jego działania wydawały się starannie obliczone pod zdobywanie społecznego poparcia. Unikał bezpośrednich starć z premierem Donaldem Tuskiem, dbał o precyzyjne i logiczne wyjaśnianie wet do kolejnych rządowych ustaw, błyszczał na rozmaitych manifestacjach i wydarzeniach pośród ludzi, jako „człowiek tłumu”. Prawdę mówiąc prezydent Nawrocki, całkiem sprytnie i logicznie uznał, że do końca kadencji rządu Tuska ma swój „gwiezdny czas”, w trakcie którego może gromadzić społeczne poparcie. Decyzje, które podejmuje, mają raczej ograniczony wpływ na życie polityczne a te, które faktycznie dużo ważą – vide: weta – wystarczy dobrze skalkulować i opakować właściwą narracją. Krótko mówiąc: silny mandat i niemal zerowa odpowiedzialność. Tak to wygląda przynajmniej na chwilę obecną, dopóki prezydent stanowi jednoosobową opozycję w Pałacu Prezydenckim.

W gruncie rzeczy temat ustawy o statusie osoby najbliższej to pierwsza decyzja, która godzi w przyjęty przez Nawrockiego model. Jeśli wierzyć światopoglądowym deklaracjom prezydenta, powinien ustawę zawetować. Wówczas jednak narazi się bodaj blisko połowie Polaków, popierającej takie rozwiązanie. Jeśli zaś ustawę podpisze z miejsca narazi się elektoratowi konserwatywnemu, który ponad pół orku temu dał mu kredyt zaufania, przeważając szalę na jego korzyść w starciu z Rafałem Trzaskowskim.

W dodatku niczym piękny sen zakończy się misternie budowany wizerunek Nawrockiego „twardziela”. Ulegając opinii publicznej potwierdzi, że jego prezydenta nie różni się do chwiejnej i bojaźliwej prezydentury Andrzeja Dudy. Przypomnijmy, że poprzednik Karola Nawrockiego często ulegał presji społecznej. W 2020 roku posunął się nawet do propozycji zanegowania wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej, deklarując przygotowanie ustawy stanowiącej powrót do tzw. „kompromisu aborcyjnego”. Jako zdeklarowany katolik podpisał też ustawę o refundowaniu in vitro. Wyjaśnienie dla tamtych decyzji było tyleż proste, co naiwne: jako prezydent wszystkich Polaków działał w imieniu obywateli Rzeczpospolitej Polskiej.

Ale czy na pewno kapitulacja przed rozwrzeszczaną hałastrą napastliwych zwolenników zabijania nienarodzonych dzieci miało cokolwiek wspólnego z powagą urzędu Prezydenta RP? I czy zgoda na finansowanie uwłaczającej godności człowieka procedurę in vitro, w której zresztą umierają nienarodzeni zresztą polscy obywatele, miała cokolwiek wspólnego z roztropną troską o dobro wspólne? Odpowiedź wydaje się zbędna.

Miejmy nadzieję, że prezydent Karol Nawrocki popatrzy nieco dalej, niż blat biurka, na którym zapewne czytuje badania opinii publicznej. To jasne, że polityk powinien czytać społeczne nastroje, ale nie może stać się ich więźniem. W istocie, prawdziwy przywódca nie poprzestaje na pytaniu, co ludzie sądzą o takiej czy innej decyzji, lecz zastanawia się, co zrobić, by przekonać ich do decyzji, jaką on sam chce podjąć.

Oby takim politykiem okazał się być prezydent Karol Nawrocki.

Tomasz Figura

Krystian Kratiuk: TSUE i ordynarne przepychanie kolanem rewolucji

Związki partnerskie to dopiero początek. ZOBACZ usunięty przez YouTube film „Ich prawdziwe cele”

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(1)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie