Zemsta stanowi motyw niezliczonych filmów, a jej wymierzenie daje widzowi uczucie moralnej satysfakcji. Z drugiej strony szczycimy się – co podkreślał prof. Feliks Koneczny – że chrześcijaństwo wprowadziło na naszych ziemiach praworządność, eliminując instytucję zemsty plemiennej. Jak więc jest z tą zemstą? Jak w każdym innym przypadku, poza sferą powierzchownych skojarzeń, istnieje osąd rozumu oparty o zdrowe zasady płynące z prawa naturalnego i nim właśnie zajmuje się teologia moralna, która udziela odpowiedzi na interesujące nas pytanie.
W filmach z motywem zemsty pojawia się mnóstwo przeciekawych zagadnień moralnych. Ot, choćby japoński klasyk Seppuku (czy też Harakiri) Akiry Kurosawy, gdzie (UWAGA SPOJLER) bohater przybywa na dwór pewnego samuraja, by przez ponad dwie godziny opowiadać historię krzywdy, jakiej doznał, a na końcu zdradzić, że jej sprawcą jest tenże samuraj i przez ostatnie pięć minut dokonać bezwzględnej rzezi za wyrządzone mu zło. Czy cała ta opowieść ma stanowić moralne uzasadnienie dokonanej masakry? Czy bohater ma do tego prawo?
Albo Prawdziwe męstwo z Johnem Waynem, którego wynajmuje młoda dziewczyna, by pomógł jej pomścić ojca zamordowanego przez umykających wymiarowi sprawiedliwości zbirów. Czy tytułowa cnota męstwa jest w ogóle cnotą, skoro praktykuje ją dziecko szukające zemsty? Albo przykład już nie osobisty, a społeczno-polityczny: V jak vendetta, gdzie bohater podburza społeczeństwo, by przywrócić porządek w ogarniętym przez tyranię kraju. Znów: Czy obywatel ma prawo szukać pomsty na niesprawiedliwym systemie władzy?
Wesprzyj nas już teraz!
Przykłady można by mnożyć bez liku, a naczelnym wśród nich pozostanie cykl Życzenie śmierci z Charlesem Bronsonem, który opisałem w tekście Dekonstrukcja po katolicku: „Życzenie śmierci” – czy obywatel może wziąć sprawiedliwość w swoje ręce? Najważniejsze jednak pytanie w kontekście tych rozważań brzmi: Czy zemsta jako taka jest czymś dobry czy złym – czymś dozwolonym czy też co do zasady zakazanym?
Grzech…
Św. Tomasz z Akwinu poświęca pomście osobne zagadnienie, które umieszcza w kategorii cnót społecznych pokrewnych sprawiedliwości (2-2, 108). W polskim tłumaczeniu jest mowa o pomście (vindicatio), nie zaś o zemście, ale potrzeba by głębszego wglądu językoznawczego, by określić historyczną różnicę pomiędzy vindicatio a ultio, którym to słowem również określano zemstę. Dlatego skupmy się na tomaszowej definicji, poprzestając na tym, że vindicatio można tłumaczyć jako dochodzenie prawa. Pomstę rozumie on jako „wymierzenie kary za grzech”, a kara ta może mieć wymiar karania jako takiego (proporcjonalnej odpłaty za wyrządzone zło) albo spełniać rolę lekarstwa dla grzesznika.
Akwinata, zgodnie z właściwą sobie dialektyczną metodą, przedstawia na początku argumenty przeciwko tezie, iż pomsta jest rzeczą moralnie uprawnioną. Argumenty – dodajmy – jakby żywcem wyjęte z ust współczesnych pacyfistów zasłaniających się Ewangelią. Warto przytoczyć trzy z nich dla wykazania, że popularne dziś rozumowania oparte do dosłownym i wyjętym z kontekstu interpretowaniu fragmentów Pisma Świętego bynajmniej nie są wytworem naszych czasów.
Jedna z fałszywych tez brzmi: Ktokolwiek przywłaszcza sobie to, co należy do Boga, popełnia grzech. Lecz pomsta należy do Boga. Wszak Pismo św. powiada (Powt 32, 35; Rzym 12, 19): „Do mnie należy pomsta, ja wymierzę zapłatę”. A więc pomsta nie jest dozwolona. Inna zaś: Nie znosi się ludzi zasługujących na pomstę. A przecież trzeba znosić ludzi złych, gdyż, jak mówi Glossa do słów (Pieśń 2, 2): „Jako lilia między cierniami”113, nie jest dobrym, kto złych nie potrafi znieść. A więc nie należy dokonywać pomsty na ludziach złych. Kolejna należy do kategorii najchętniej nadużywanych argumentów przez „liberalnych katolików”, ponieważ odnoszących się do miłości: Pomstę wykonuje się za pomocą kar, wywołujących niewolniczy strach. Otóż Nowe Przymierze nie jest zakonem strachu, lecz miłości, jak mówi św. Augustyn. A więc przynajmniej w Nowym Zakonie nie należy żadnej pomsty dokonywać.
Przytoczmy w całości odpowiedź na te trzy zarzuty:
1. Kto stosownie do swego stanowiska dokonuje pomsty na złych ludziach, nie przywłaszcza sobie tego, co Boże, gdyż używa władzy zleconej mu przez Boga – jak o tym zapewnia Apostoł Paweł (Rzym 13, 4), mówiąc o władzy: „Jest ona narzędziem Boga do wyznaczenia sprawiedliwej kary temu, kto czyni źle”. Natomiast, kto wbrew porządkowi ustanowionemu przez Boga dokonuje pomsty, przywłaszcza sobie prawo Boże i dlatego grzeszy.
2. Ludzie dobrzy mają znosić złych w tym znaczeniu, że winni cierpliwie znieść doznane od nich osobiste krzywdy, ale w miarę jak to jest godziwe. Nie mogą natomiast pozwolić na wyrządzanie krzywdy Bogu i bliźnim, gdyż, jak mówi św. Jan Chryzostom: „Należy być cierpliwym, gdy chodzi o osobiste krzywdy; natomiast obojętność na krzywdy wymierzone przeciw Bogu byłaby zbyt bezbożna”.
3. Prawo Ewangelii to prawo miłości. Dlatego nie należy przy pomocy kar wzbudzać strachu w tych, którzy z miłości czynią dobrze, gdyż tylko ci właściwie przynależą do Ewangelii. Można natomiast wzbudzić strach w tych, których miłość nie skłania do dobra, i którzy należą do Kościoła co do liczby, a nie co do zasług.
W przypadku znoszenia krzywd jest to tradycyjna nauka, która wyjaśnia – również częste dzisiaj – wątpliwości odnośnie nadstawiania drugiego policzka. Określenie „w miarę jak to jest godziwe” dotyczy naszej osobistej krzywdy, którą znosimy w duchu pokory, skarbiąc sobie zasługi w przyszłym życiu, nie zaś urzędu, który pełnimy bądź naszych obowiązków (np. obowiązku ojca, by bronić dobrego imienia rodziny).
Tomasz wskazuje ponadto na decydujący czynnik, którym jest intencja osoby dokonującej pomsty, a który czyni ją dozwoloną bądź nie. Najpierw o pomście niedozwolonej: Jeśli bowiem mściciel zmierza głównie do wyrządzenia zła tej osobie, na której dokonuje pomsty i na tym poprzestaje, wówczas taka pomsta jest całkowicie niedozwolona, gdyż cieszyć się z cudzego zła Jest przejawem nienawiści, sprzeciwiającej się miłości, która wymaga, byśmy wszystkich ludzi kochali. Przy czym mściciela nie usprawiedliwia nawet to, że zmierza do zła jedynie dla tej osoby, która jemu niesprawiedliwie wyrządziła krzywdę. Podobnie nienawiści do drugiej osoby nie usprawiedliwia fakt, że chodzi o osobę, która nas nienawidzi. Nie wolno bowiem grzeszyć przeciwko drugiemu człowiekowi z tego powodu, że on wpierw zgrzeszył przeciwko nam, gdyż byłoby to zwycięstwem zła nad nami, przed czym przestrzega nas św. Paweł Apostoł (Rzym 12, 21): „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”.
W tak zwięzły sposób Doktor Anielski rozwiązuje problem pomsty niedozwolonej, resztę rozważania poświęcając uzasadnieniu tego, kiedy i na jakich warunkach pomsta jest moralnie właściwa.
…czy cnota?
Tu autor Sumy kontynuuję kwestię intencji, zauważając, że jeśli dokonujący pomsty zmierza głównie do jakiegoś dobra przez wymiar kary grzesznikowi, np. w celu poprawienia go albo przynajmniej do powstrzymania go od dalszych występków, lub do zapewnienia pokoju innym, zachowania sprawiedliwości lub chwały Bożej – wówczas pomsta może być dozwolona, jeśli są zachowane inne warunki dobrego uczynku. Istotny kontekst to „zapewnienie pokoju innym”, a więc usunięcie źródła zła nie po to, by zaszkodzić osobie, która za zło odpowiada (ta szkoda dzieje się wówczas mimochodem – nie jest właściwym motywem), ale by ochronić innych przed skutkami tego zła.
Pomsta w takim ujęciu nie jest więc tym, za co zwykliśmy ją uważać, czyli złem koniecznym. Skoro jej celem jest osiągnięcie pewnego dobra, to staje się ona aktem cnoty i to cnoty odrębnej od innych cnót, mającej swoją wyjątkowość, jak stwierdza Tomasz. Z kolei, gdy sięgniemy do Etyki nikomachejskiej, przekonamy się, że Arystoteles również pojmował zemstę jako rzecz wpisaną w ludzką naturę i pewnych przypadkach moralnie wskazaną. Pisze na przykład: Niewolniczą zaś rzeczą jest znosić spokojnie zniewagi i nie ujmować się za swymi przyjaciółmi.
Napotykamy jednak kolejną trudność. Czy praktykowanie tej cnoty przynależy wyłącznie do organów państwa? Bo tak można by pomyśleć w kontekście słów „stosownie do swego stanowiska”. I znów: gdybyśmy wyrwali te słowa z kontekstu, to moglibyśmy tak myśleć. Ale dalej Doktor Kościoła pisze, że „karanie za występki przeciw nietykalności prywatnej osoby, broniącej się przed krzywdą, jest zadaniem cnoty usprawniającej do właściwego sposobu wymiaru pomsty.” I dodaje: „Męstwo przysposabia do pomsty, usuwając jej przeszkodę, a mianowicie strach przed zagrażającym niebezpieczeństwem”. Mało tego, tak rozumiana pomsta staje się pochodną miłości: „Gorliwość zaś, wnosząca zapał miłości, w miarę jak karząc krzywdy wyrządzone Bogu lub bliźnim, poczytuje je na skutek miłości za wyrządzone sobie, jest pierwszym korzeniem pomsty”.
Innym jeszcze uzasadnieniem dla podjęcia aktu pomsty przez osoby prywatne będzie cnota epikei, o której pisałem w tekście CNOTA EPIKEI. Gdybyśmy o niej wiedzieli – rząd w Warszawie drżałby ze strachu!
Tomasz zauważa, że, tak jak każda cnota, również cnota, której dziełem jest pomsta, może popaść w dwie skrajne wady – nadmiaru bądź niedomiaru, gdzie nadmiarem będzie okrucieństwo, niedomiarem zaś „zbytnia pobłażliwość w karaniu”, w czym Akwinata powołuje się na słowa natchnionego autora Księgi Przypowieści: „Nie kocha syna, kto rózgi żałuje” (3,24).
Powtarza też za Arystotelesem albo dochodzi do tego samego wniosku (w każdym razie nie przywołuje w tym miejscu Filozofa), iż „pomsty za grzechy należy dokonywać przez pozbawienie grzesznika tego wszystkiego, co najbardziej kocha”, wśród tych dóbr zaś wymienia takie jak: „życie, nietykalność i całość ciała, wolność oraz dobra zewnętrzne, takie jak bogactwa, ojczyzna i sława”, przytacza też słowa św. Augustyna, który za Cyceronem wymieniał konkretne kary: „śmierć pozbawiającą życia, chłostę oraz odcięcie członków – w myśl zasady odwetu: „oko za oko, ząb za ząb” – przez które człowiek traci całość swego ciała; niewolę i więzienie, pozbawiające człowieka wolności; wygnanie, czyli utratę ojczyzny, pozbawienie majątku, przez które traci swe bogactwa, oraz hańbę, czyli utratę dobrej sławy”.
Oto jak pisał o tym Arystoteles: „Dlatego niektórzy sądzą, że prawodawcy powinni nawoływać do dzielności etycznej i zachęcać do niej ze względu na to, co moralnie piękne (w przekonaniu, że ludzie, należycie do tego dzięki przyzwyczajeniu przygotowani, będą ich słuchali), że natomiast powinni nakładać kary i chłosty na nieposłusznych i przez naturę mniej pod tym względem uposażonych, niepoprawnych zaś skazywać na wygnanie; do człowieka bowiem prawego i szukającego w życiu tego, co moralnie piękne, będą trafiały argumenty, człowieka zaś złego, który dąży tylko do przyjemności, należy karać przez wyrządzanie mu przykrości, tak jak się karze zwierzęta pociągowe. Dlatego też mówią, że przykrości powinny być takie, by pozostawały w jak najsilniejszym przeciwieństwie do upragnionych przyjemności” (Etyka nikomachejska, X, 9).
W największym skrócie można podsumować te rozważania słowami samego Świętego: Pomsta o tyle jest dozwolona i cnotliwa, o ile zmierza do powstrzymania zła.
Mścić czy nie mścić?
Biorąc pod uwagę wszystkie, dość jasne, sformułowania św. Tomasza, trudno byłoby „rzutem na taśmę” odpowiedzieć na wszelkie życiowe – a nawet filmowe – pytania dotyczące prawomocności pomsty, szczególnie tej prywatnej. Każdy przypadek należy rozpatrywać osobno, a najtrudniejszym do oceny czynnikiem będzie zawsze intencja, którą każdy powinien rozeznać we własnym sumieniu, kierując się roztropnością i miłością bliźniego (w tym nieprzyjaciela).
Ciekawym przykładem będzie również film Sergio Leone Pewnego razu na Dzikim Zachodzie, gdzie pomsta – czy zemsta – której szuka grany przez Charlesa Bronsona protagonista zyskuje o tyle moralny charakter, że środkiem do jej wymierzenia staje się pomoc wdowie (Claudia Cardinale), którą nęka antagonista (w tej roli Henry Fonda). Bohater zwleka do samego końca, pozwalając krzywdzicielowi niejako dojrzeć do śmierci, jaką ma ponieść z jego rąk. Śmierci, do której zadania przygotowuje się przez lata, szlifując refleks, cierpliwość, spostrzegawczość i inne cechy dobrego rewolwerowca. Czy Bronson dokonuje zemsty stosownie do swego stanowiska? Zważywszy na obyczaje Dzikiego Zachodu i fakt, że staje do honorowego pojedynku z bandytą, który z zimną krwią zamordował jego bliskich, wydaje się, że tak.
Bodaj największą trudnością, jaką napotkamy w rozumieniu tej kwestii, jest wszechobecny dziś etatyzm, a więc ideologia panosząca się od Rewolucji francuskiej w całym zachodnim świecie, która zakłada przejęcie przez władzę polityczną uprawnień, w których wcześniej partycypowali ludzie prywatni oraz instytucje i organizacje społeczne. Etatystyczny moloch chce, byśmy wierzyli, iż wymierzanie sprawiedliwości i wszelkie akty przywrócenia porządku oraz samo używanie przemocy należą tylko i wyłącznie do państwa. My natomiast, jeżeli napadnięci nie doczekamy się na policję, powinniśmy najlepiej dać się zabić i do ostatniego tchu powtarzać, że giniemy jako „dobrzy” obywatele: zdani na władzę, niepomni na prawo naturalne, bierni wobec zła.
Filip Obara
Zobacz także:
8 filarów wolności [PO TYM POZNASZ, ŻE NIE JESTEŚ NIEWOLNIKIEM!]