Dzisiaj

Kto walczy z krzyżem przegrywa życie! Poruszająca historia cudownego ocalenia mojej babci Apolonii

(Zdjęcie ilustracyjne Źródło: Image by Sławek from Pixabay)

Kiedy dowiedziałem się z mediów o walce nauczycielki szkoły w Kielnie z krzyżem, jakby odruchowo spojrzałem na stary, dębowy krucyfiks, który od kilku lat wsi na ścianie, nad moim biurkiem. On też stał się ofiarą ludzkiej nienawiści… Było to za czasów bezbożnej komuny, kiedy w roku 1958 towarzysz Władysław Gomułka wypowiedział wojnę krzyżom w polskich szkołach. Czy ją wygrał? Z jego biografii dowiadujemy się, że ostatnie latach życia spędził w „zapomnieniu, smutku i rozgoryczeniu”.

Gdy ciężko mi na sercu, lubię patrzeć na mój ukochany krzyż, bo wtedy zawsze doznaję ulgi. Krzyż ten jest w naszej rodzinie od kilku pokoleń. Nie wiem kto go wykonał, ale czuję że zrobił to z wielką wiarą i czcią dla ofiary Chrystusa. Został wykonany w okresie międzywojennym, niedługo po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Stolarz, na zamówienie dyrektora szkoły powszechnej we wsi Radzie, wykonał kilka takich krucyfiksów. Zostały one uroczyście poświęcone w salach lekcyjnych, przez księdza proboszcza parafii pw. św. Wawrzyńca w Dolistowie nad rzeką Biebrzą.

Stara to parafia, erygowana w tak zamierzchłych czasach, że do dziś nie dotrwały dokumenty mówiące, w którym roku, a nawet wieku ją założono. Najstarsze pergaminy informujące o Dolistowie, zwanym wówczas Targowisko, i jego kościele pochodzą z roku 1358. Wówczas miejscowość ta, najstarsza założona nad rzeką Biebrzą, leżała na granicy księstwa Mazowieckiego i Litwy. Historycy wskazują, że nadanie parafii patronatu św. Wawrzyńca ( w tym regionie nie ma innej parafii św. Wawrzyńca) najpewniej związane jest z misją chrystianizacyjną św. Brunona z Kwerfurtu (1004 rok) który był benedyktynem. Zakon ten bowiem otacza świętego Wawrzyńca męczennika szczególną czcią.

Wesprzyj nas już teraz!

Co warto jeszcze powiedzieć o obecnym kościele w Dolistowie, którego budowę zakończono w roku 1790. Otóż znajduje się w nim cenny, liczący kilkaset lat, krucyfiks, który umieszczony został w ołtarzu głównym. Krzyż ten, od wieków, cieszy się wielkim kultem parafian i buduje ich duchowość. Widać to wyraźnie na terenie tej wiejskiej parafii, gdzie przy wjeździe na drogę wiodącą do każdego gospodarstwa, stoi krzyż lub kapliczka. Również moja babcia Apolonia i dziadek Romuald oraz jej sześcioro dzieci, wśród nich moja mama Danuta, żywiło (wszyscy są już po drugiej stronie życia) ogromną cześć dla krzyża.

W życiu każdego człowieka krzyży nie brakuje. Również babcia Apolonia wiele ich niosła. Poślubił ją Romuald Romanowski – mój dziadek. Młoda para nie miała jeszcze własnego domu, więc nowożeńcy zamieszkali u rodziców Romualda. Jak to, niestety, często w życiu bywa, starsza gospodyni nie tolerowała młodej. Sprawiała jej wiele przykrości, a nawet dręczyła psychicznie. Dla przykładu zamykała przed nią ziemną piwnicę, w której w tamtych czasach przechowywano żywność, tak jak dziś w lodówkach. Babcia znosiła te szykany do czasu narodzin pierworodnego syna, kiedy to dotknęła ją depresja poporodowa. Ból psychiczny był tak wszechogarniający, że postanowiła targnąć się na własne życie.

Kiedy księżycową nocą szła zrozpaczona przez pola w stronę Biebrzy, w której nurty chciała się rzucić, na swej drodze spotkała kaplicę Matki Bożej. Ludzie przekazywali z pokolenia na pokolenie historię objawienia się w tym miejscu młodej dziewczynie Maryi. Dlatego dolistowska parafia zbudowała tu kaplicę, w której do dziś, w rocznicę objawienia, odprawiana jest Msza święta.

Dotarłszy do kapliczki babcia postanowiła klęknąć, żeby przeprosić Boga i Maryję za to co złego zamierzała zrobić. Kiedy tylko uklękła, jak mi opowiadała, nagle jej serce ogarnął wielki pokój, a zaraz potem przyszło opamiętanie. Kiedy wróciła do domu, po depresji nie było już śladu. Wkrótce dziadek kupił siedlisko od młynarza w pobliskiej wsi Moniuszki. Zbudował tu dom, w którym z babcią i synkiem zamieszkali. Nie przypadkiem przed posesją stanęła kamienna kaplica z piękną figurą Matki Bożej. W końcu byli na swoim. Zaczęły się rodzić kolejne dzieci, a wśród nich moja mama Danuta. Kiedy myślę o tej historii, uświadamiam sobie, że Maryja ratując moją babcie i mnie uratowała.

Od czasu cudownego ocalenia moja babcia Apolonia Romanowska stała się osobą bardzo pobożną. Swoje sześcioro dzieci wychowała w atmosferze miłości do wiary i Chrystusowego krzyża. W roku 1958, kiedy władze komunistyczne przeprowadzały masową akcję usuwania krzyży ze szkół, Romanowscy stanęli w obronie świętego symbolu chrześcijańskiej wiary. Byli bardzo aktywni w „Wiejskim Komitecie Obrony Krzyża”, który sprzeciwił się usunięciu krzyży ze szkoły we wsi Radzie, w której uczyły się dzieci z kilku okolicznych miejscowości. Niestety komuniści nie liczyli się ze zdaniem społeczeństwa, skutkiem tego krzyże znikły ze szkolnych klas.
Niedługo potem, któregoś dnia, kiedy moje dwie ciocie (wówczas uczennice podstawówki w Radziach) wracały po lekcjach do domu, z ciekawości, jak to dzieciaki, zajrzały do szkolnego śmietnika. Od razu rzucił się im w oczy leżący tam szkolny krzyż, z piękna ceramiczną rzeźbą umęczonego Chrystusa. Na wysokości ud Jezusa widać było ślad po uderzeniu jakimś ciężkim przedmiotem. W tym miejscu figura Chrystusa była pęknięta. Dziewczynkom przyszła myśl, żeby zabrać krucyfiks do domu, jednak bały się, że ktoś ich z nim zobaczy i wyda dyrekcji. Kiedy były już w domu w Moniuszkach opowiedziały mamie Apolonii, o sytuacji z krzyżem. Gdy to usłyszała, od razu ruszyła pieszo do Radzi, do których z Moniuszek było 3 kilometry nieutwardzonej drogi. Do domu wracała triumfalnie z krzyżem, odważnie niosąc go najwyżej jak dała radę. Sąsiedzi bili jej brawo, doceniając odwagę babci i solidaryzując się z jej postawą.

Od tamtego czasu uratowany krucyfiks wisiał w domu babci Apolonii na honorowym miejscu, czyli na ścianie gościnnego pokoju. Przed śmiercią babcia podarowała go mojej mamie. Mama przechowywała go u siebie w pokoju, jak najcenniejszą relikwię. Nieco później ufundowała kapliczkę w ogrodzie przed naszym domem w Białymstoku, w której umieściła figurę Matki Bożej, przywiezioną z jej rodzinnej posesji w Moniuszkach. Mama zmarła w roku 2020, kiedy na całym świecie, szalała „pandemia covida”. Pomimo ciężkiej choroby i horroru wirusa odchodziła spokojnie, niemal całe dni przebywając na modlitwie. Pan Jezus z ocalonego krzyża, wiszącego nad jej łóżkiem, był wiernym towarzyszem jej cierpień. Wierzę, że kiedy upłynęła ostatnia sekunda ziemskiego życia mojej kochanej mamy, Chrystus przyjął ją u siebie z otwartymi ramionami. Dziś stary krucyfiks i figura Maryi z kapliczki są wielkimi świętościami w mojej rodzinie. Są z nami w naszych radościach i smutkach.

Historia o uratowanym krucyfiksie jest moim głosem w obronie krzyża. Niestety znów mamy czasy, kiedy podnosi się na niego rękę i próbuje się usunąć ze szkół ten święty znak naszego zbawienia. Ostatnim razem, w historii Polski, czyniły to osoby o umysłach zniewolonych bezbożnym komunizmem. Jaką nową „toksyną” został zatruty umysł nauczycielki angielskiego nauczającej w szkole w Kielnie?

Dobrze, że wciąż są w naszej ojczyźnie obrońcy krzyża. Pięknie widać to teraz m.in. w Kielnie, gdzie po karygodnym wybryku anglistki, rodzice nie bali się podnieść głosu protestu, słyszalnego dziś nie tylko w Polsce, ale i, za pośrednictwem mediów, na całym świecie.

Swoje poparcie dla postawy obrońców krzyża z Kielna, wyrażają m.in. ci, którzy wiele ryzykowali otwarcie sprzeciwiając się usuwaniu krzyży ze szkół w czasach komuny. – Krzyża w szkole broniłem w 1958 roku, kiedy miałem 12 lat. To Gomułka wtedy walczył z krzyżem. W proteście, oczywiście za zgodą i zachętą rodziców, nie chodziliśmy do szkoły przez dwa tygodnie – opowiadał mi Bernard Bujwicki, jeden z późniejszych liderów białostockiej Solidarności. Jezus za obronę świętego krzyża sowicie go wynagrodził, przede wszystkim czystym sumieniem i szczęśliwym życiem – Krzyża i wiary zawsze broniłem, dlatego dziś spokojnie mogę spoglądać w lustro – mówi pan Bernard.

Adam Białous

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie