Nie tylko antykoncepcja, ale również sprawa małżeństw międzywyznaniowych głęboko podzieliła Kościół powszechny z Kościołem w Niemczech. Stolica Apostolska była na przełomie lat 60. i 70. jakby systemowo niezdolna, by zablokować niemiecką „drogę odrębną”.
Kościół katolicki w Niemczech uchodzi dziś za najbardziej zbuntowaną część Kościoła powszechnego. Taką opinię wzmocniła przede wszystkim Droga Synodalna, proces reform rozpoczęty w 2019 roku. W istocie Kościół za Odrą postawił się w opozycji względem Watykanu już kilka dekad wcześniej – w czasach, w których progresizm kojarzony był raczej z Holandią, a większość niemieckich biskupów uchodziła za dość konserwatywnych.
Problem małżeństw międzywyznaniowych
Wesprzyj nas już teraz!
Dobrze znana jest sprawa reakcji Konferencji Episkopatu Niemiec na encyklikę „Humanae vitae” św. Pawła VI. Podczas gdy Ojciec Święty podtrzymał obowiązujący w Kościele katolickim zakaz antykoncepcji, niemieccy biskupi udzielili zgody na podejmowanie przez katolików innej decyzji sumienia. Tę zgodę zawarto w Deklaracji z Königstein opublikowanej w 1968 roku, krótko po samej encyklice. Papieże wielokrotnie prosili Niemców, by wycofali ten dokument – bezskutecznie. Niemiecki sprzeciw wobec „Humanae vitae” nie był jednak jedynym quasi buntowniczym krokiem w tamtym czasie. W roku 1970 dość wyraźnie sprzeciwiono się Stolicy Apostolskiej w jeszcze jednej sprawie – wyznaniowo mieszanych małżeństw.
Sprawa międzywyznaniowych małżeństw była szeroko dyskutowana na II Soborze Watykańskim. W teorii chodzi o małżeństwa każdego rodzaju – katolika z nieochrzczonym, katolika z prawosławnym, katolika z protestantem. W praktyce rzeczywiście istotne społeczne były wyłącznie te ostatnie. W wielu krajach katolicy i protestanci koegzystowali obok siebie w zupełnie innym duchu, niż jeszcze przed II wojną światową. Dotyczyło to Stanów Zjednoczonych, Holandii, Szwajcarii czy właśnie Niemiec. Zwłaszcza w tym ostatnim kraju różnice wyznaniowe stanowiły coraz mniejszą przeszkodę przed zawarciem małżeństwa – oczywiście w oczach wiernych, bo nie w świetle prawa kościelnego.
Prawo pozostawało jednoznaczne i surowe: zawarcie małżeństwa z protestantem czy prawosławnym jest wprawdzie ważne, ale niegodziwe i w związku z tym zakazane. Ta reguła była jednak w praktyce coraz częściej ignorowana i prowadziło to niekiedy do poważnych tragedii. Ludzie woleli zawrzeć małżeństwo mieszane i odejść z Kościoła, niż ze względu na prawo kanoniczne powstrzymywać się od związania z wybranym partnerem. Dlatego właśnie na II Soborze Watykańskim rzecz była żywo dyskutowana.
Kongregacja Nauki Wiary dokonuje „liberalizacji”
Efektem tych dyskusji stała się konkretna decyzja papieża Pawła VI. W roku 1966 ówczesna Kongregacja Nauki Wiary, kierowana wtedy przez kardynała Alfredo Ottavianiego jako pro-prefekta, ogłosiła dokument pt. „Instructio de matrimonis mixtis”, czyli „Instrukcja o małżeństwach mieszanych”. Charakter tej instrukcji był quasi eksperymentalny – Ojciec Święty chciał zobaczyć, czy zaproponowane przepisy znajdą uznanie w oczach biskupów, księży i wiernych oraz czy okażą się po prostu praktyczne. Nowe reguły zachowywały generalną ocenę niegodziwości małżeństw mieszanych wyznaniowo, ale z ważną zmianą: pozwalały biskupom miejsca na udzielanie dyspensy, jeżeli ich zdaniem wystąpiły po temu ważne przyczyny. Dobitnie podkreślono też, że katolik zawierający małżeństwo międzywyznaniowe ma obowiązek ochrzcić dzieci w Kościele katolickim oraz wychować je w katolickiej wierze. Możliwość dyspensy przewidziano tylko w sytuacji, w której byłoby to praktycznie niemożliwe z takich powodów, jak polityka danego państwa czy dominująca sytuacja społeczna. W przypadku krajów europejskich jak Niemcy dyspensa nie wchodziła więc raczej w grę. Ponadto surowo zabroniono ekumenicznej celebracji zawarcia sakramentu małżeństwa: małżeństwo mieszane wyznaniowo powinno zostać zawarte przed katolickim kapłanem. Duchowny niekatolicki – prawosławny czy protestant – mógł być obecny podczas ceremonii, ale biernie. Dopiero po zawarciu małżeństwa mógł złożyć młodej parze życzenia, wygłosić jakieś pouczenie czy pomodlić się razem z niekatolickim partnerem. Przy tym złagodzono kary grożące tym, którzy byliby nieposłuszni tym nakazom: wcześniej za zawarcie małżeństwa przed duchownym niekatolickim groziła ekskomunika, instrukcja to zlikwidowała.
Nowe normy papieża Pawła VI
Papież po kilku latach doszedł do wniosku, że wprowadzone przez dokument Kongregacji Nauki Wiary nowe regulacje są zasadniczo prawidłowe. Dlatego w roku 1970 ogłosił motu proprio „Matrimonia mixta”, gdzie autorytatywnie określił kilka konkretnych norm.
Po pierwsze zaznaczył, że małżeństwa mieszane wyznaniowo są jako takie odradzane przez Kościół katolicki, bo nie przyczyniają się do jedności chrześcijan – wprost przeciwnie, wprowadzają podział wyznaniowy na łono rodziny, co osiągnięcie jedności raczej oddala i utrudnia.
Po drugie, papież powiązał godziwość (czyli również legalność) małżeństwa międzywyznaniowe z uzyskaniem uprzedniej dyspensy od ordynariusza miejsca. Bez uzyskania takiej dyspensy o godziwości nie można było mówić.
Wreszcie Ojciec Święty wskazał, że strona katolicka małżeństwa wyznaniowo mieszanego jest zobowiązania złożyć szczerze przyrzeczenie, że uczyni wszystko, co w jej mocy, by wszystkie dzieci zostało ochrzczone w Kościele katolickim i wychowane w katolickiej wierze.
Podtrzymał też zakaz zawierania małżeństwa zarówno przed katolickim kapłanem jak i przed duchownym niekatolickim w ramach ceremonii ekumenicznej.
Progresiści są niezadowoleni
Decyzja papieża Pawła VI wywołała bardzo ostrą krytykę w środowisku katolików progresywnych – i to w kilku krajach na świecie, głównie jednak w Europie, przede wszystkim w Niemczech i w Holandii. Na Synodzie Biskupów z 1967 roku to zwłaszcza Holendrzy byli przeciwni nakładaniu obostrzeń na małżeństwa międzywyznaniowe – za daleko idącą liberalizacją opowiadał się na przykład ówczesny prymas Holandii, arcybiskup Utrechtu kardynał Bernard Alfrink. Progresiści uważali, że trzeba wprowadzić następujące zmiany:
– znieść obowiązek uzyskiwania dyspensy, bo taki obowiązek sugeruje zasadniczą niegodziwość małżeństw wyznaniowo mieszanych, na co nie powinno być miejsca w dobie ekumenizmu;
– znieść obowiązek składania przyrzeczenia wychowania dziecka we wierze katolickiej, bo narusza to prawa sumienia partnera niekatolickiego, co jest równie niezgodne z duchem ekumenizmu i z poszanowaniem godności ludzkiego sumienia w ogóle;
– krytykowano zakaz ceremonii ekumenicznych, uznając obowiązek zawarcia małżeństwa przed katolickim kapłanem za swego rodzaju wymuszenie.
Początkowo biskupi niemieccy stali na stanowisku obrony tego, co postanowił papież Paweł VI. Jeszcze w maju 1970 roku ówczesny przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec, kardynał Julius Döpfner, wydał oświadczenie aprobujące motu proprio „Matrimonia mixta” i krytykujące tych, którzy uważają je za niewłaściwe i wzywają do buntu. Wkrótce jednak nastrój się zmienił. Intensywna debata tocząca się w prasie, protesty wielu wiernych i części księży, głosy krytyczne niektórych biskupów – doprowadziło to wszystko do opracowania przez Konferencję Episkopatu Niemiec własnych wytycznych. Z jednej strony wydawały się popierać „Matrimonia mixta”, ale z drugiej wprowadzały szereg „interpretacji” czy „akomodacji”, które w istocie odpowiadały żądaniom ruchu progresywnego.
Niemcy odchodzą od „rygorów” Watykanu
Dokument pod nazwą „Ausführungsbestimmungen” ukazał się 23 września 1970 roku. Przede wszystkim: zniesiono wymóg uzyskiwania dyspensy od ordynariusza miejsca. Niemieccy biskupi postanowili, że dyspensa jest niejako udzielana z góry, dlatego wierni mogą załatwić wszystko na poziomie własnej parafii, bez angażowania w sprawę kurii diecezjalnej. Powołano się tu na słowa z „Matrimonia mixta” Pawła VI, którym mówił o konieczności dopasowania konkretnych przepisów do sytuacji lokalnej. W ten sposób od strony czysto formalnej małżeństwa międzywyznaniowe nadal mogły być zawierane tylko dzięki dyspensie, ale z racji na jej faktyczną automatyczność nikt o żadnej dyspensie już nie myślał – progresiści byli bardzo zadowoleni, bo oznaczało to w istocie pełną normalizację takich małżeństw.
Drugą z kluczowych kwestii było katolickie ochrzczenie i wychowanie dzieci zrodzonych w małżeństwie mieszanym wyznaniowo. Niemieccy biskupi wskazali, że katolik zawierający małżeństwo z niekatolikiem „musi być świadomy obowiązku” ochrzczenia i wychowania dziecka po katolicku. Wskazano jednak, że trzeba też wziąć pod uwagę prawa partnera niekatolickiego, który może uznawać roszczenie strony katolickiej za niezgodne z własnym sumieniem. Biskupi podkreślili, że co do zasady narzeczeni powinni przed zawarciem małżeństwa rozstrzygnąć sprawę wychowania dzieci, ale jeżeli by tego nie zrobili, to nie należy uznawać tego za przeszkodę. Innymi słowy, jeżeli katolicki mąż czy katolicka żona w momencie zawierania małżeństwa nie byłby wcale pewien, czy dziecko zostanie ochrzczone lub wychowane po katolicku, to taką sytuację należy zaakceptować. Dodatkowo niemieccy biskupi wskazywali, że nie można łamać sumienia partnera niekatolickiego – dlatego jeżeli dzieci miałyby zostać wychowane w innej wierze niż katolicka, to małżonek katolicki ma po prostu dawać świadectwo życia swoją wiarą. Mówiąc krótko, sprawę chrztu i wychowania pozostawiono decyzji małżonków: strona katolicka powinna naciskać na włączenie dzieci do Kościoła, ale jeżeli partner by się nie zgadzał, nie stanowi to żadnej przeszkody. W ten sposób zniknął drugi problem wskazywany przez progresistów.
Wreszcie niemieccy biskupi dopuścili też obecność niekatolickiego duchownego podczas całej ceremonii – w formie na tyle niesprecyzowanej, że stworzyło tak naprawdę przestrzeń do dość swobodnego kształtowania charakteru udziału duchownego niekatolickiego.
Progresiści byli bardzo zadowoleni – cele zostały osiągnięte.
„Droga odrębna”. Dokąd zaprowadzi?
W praktyce swoboda zawierania małżeństw międzywyznaniowych w Niemczech została szeroko zagwarantowana, inaczej niż wynikałoby to z instrukcji Kongregacji Nauki Wiary z 1966 roku oraz motu proprio papieża Pawła VI z roku 1970. Podobnie jak w sprawie antykoncepcji, niemieccy biskupi postanowili pójść własną drogą. Co istotne, przyniosło to po latach daleko idące konsekwencje. Małżeństwa mieszane wyznaniowo znormalizowano na tyle, że ich uczestnicy zapragnęli przystępować wspólnie do Komunii świętej. W 2018 roku niemieccy biskupi wydali dokument, który pozwalał im na to na gruncie decyzji sumienia, wbrew ogólnym normom kościelnym. Dokument został osobiście zaaprobowany przez papieża Franciszka pod takim tylko warunkiem, by nie obowiązywał jako oficjalne nauczanie niemieckiego episkopatu, ale raczej jako wytyczne, które mogą zostać wdrożone w życie w każdej diecezji na gruncie indywidualnej decyzji biskupa.
Ciekawe jednak, że biskupi Rzymu już na przełomie lat 60. i 70. okazywali się być wręcz systemowo niezdolni do powstrzymywania Kościoła w Niemczech od kroczenia swoją „odrębną drogą”. Oczywiście, zrealizowano wówczas tylko kilka punktów z progresywnej agendy – o tyle, o ile znalazły one poparcie niemieckich biskupów. Dziś problem polega na tym, że biskupi ci popierają już niemal całą tę agendę. Papież Franciszek bardzo lawirował – niektóre niemieckie idee odrzucał, z innymi jednak pod naciskiem szybko się godził.
Dlatego pytanie, jak będzie dzisiaj, za pontyfikatu papieża Leona XIV. Na biurku Ojca Świętego leżą dziś różne postulaty niemieckiej Drogi Synodalnej – na czele ze statutem nowego podmiotu władzy w niemieckim Kościele, Rady Synodalnej. Zobaczymy, czy papież będzie kontynuować ugodową linię, czy raczej spróbuje zatrzymać kolejne przejawy niemieckiej rewolucji.
Paweł Chmielewski