Czy obecne protesty w Minneapolis – jednym z najbardziej radykalnie lewicowych miast w Stanach Zjednoczonych i centrum szkoleniowym Global Social Movement Center, chcącym wzbudzić ogólnoświatowe protesty społeczne – ponownie przerodzą się epicentrum brutalnych zamieszek, jak w 2020 r. po zabójstwie czarnoskórego George’a Floyda? Socjalistyczna Partia Równości już 23 stycznia br. wezwała do strajku generalnego i ogłosiła, że demonstracje w Minneapolis „oznaczają nowy etap w rozwoju walki klasowej w Stanach Zjednoczonych”.
To Minneapolis w 2020 r. zapoczątkowało ogromny, już nie tylko krajowy, ale globalny ruch społeczny przeciwko „systemowemu rasizmowi” i „brutalności policji”, domagając się nie tylko pozbawienia policji funduszy, ale tak zwanej sprawiedliwości społecznej, niszcząc przy tym mienie tych, w obronie, których rzekomo stawano, czyli kolorowych przedsiębiorców.
Protesty spowodowały szkody o wartości ponad 0,5 mld dol. Ruch w Minneapolis połączył lokalne działania z globalnymi żądaniami dotyczącymi równości i sprawiedliwości, w kolejnych latach inicjując demonstracje przeciwko ICE.
Wesprzyj nas już teraz!
Minneapolis i Saint Paul to dwa najbardziej lewicowe miasta stanu Minnesota, w którym od 1972 r. żadnemu republikańskiemu kandydatowi na prezydenta nie udało się wygrać, chociaż Donald Trump był bliski zwycięstwa w 2016 r. – brakowało mu zaledwie 1,5 proc. poparcia. Od lat władza w stanie jest w rękach demokratów. Niekiedy republikanom udaje się dostać do kongresu federalnego. Z sondaży wynika, że 85 proc. ludności stanu – poza największymi miastami – popiera agendę republikańską.
Również w tym roku ekipa Donalda Trumpa liczyła, że uda się zmienić trend i w wyborach uzupełniających zwycięstwo odniesie republikańska senator, a kto wie, czy także nie udałoby się wprowadzić republikańskich kandydatów także do niższej Izby kongresu. Pojawiły się nawet apetyty na ustanowienie wreszcie republikańskiego gubernatora w miejsce ustępującego Tima Walza.
Sytuacja jednak zaczyna wymykać się spod kontroli z powodu brutalnego zastrzelenia 37-letniego pielęgniarza Alexa Prettiego przez funkcjonariuszy ICE. To już druga śmiertelna ofiara działań służb imigracyjnych, które wyszukują i wywożą nielegalnych imigrantów.
Protesty z okazji „Dnia Prawdy i Wolności”
23 stycznia br. socjaliści w Minneapolis wszczęli masowe demonstracje. W piątek na ulice miasta – jak szacowali – wyszło około 100 tys. ludzi z okazji „Dnia Prawdy i Wolności”, by domagać się sprawiedliwości w związku z zabójstwem Renée Nicole Good przez funkcjonariusza ICE i – jak wskazują – „trwającej okupacji miasta przez władze federalne”.
Pośród demonstrantów miało być szerokie grono „przedstawicieli klasy robotniczej – pracownicy służby zdrowia, nauczyciele, pracownicy poczty i wielu innych – a także liczni studenci i przedstawiciele klasy średniej”. Byli zarówno imigranci, jak i osoby urodzone w Minneapolis. Uczestnicy protestów domagali się opuszczenia stanu przez ICE i wzywali do oskarżenia agenta ICE, który zabił Good. Jednocześnie potępili „łapanki” imigrantów, w tym porwanie pięcioletniego Liama Ramosa. Pośród haseł znalazły się też takie, wzywające do „powstrzymania amerykańskiego nazizmu” i sprzeciwienia się „tyranii” oraz „dyktaturze prezydenta Trumpa”.
Podobne demonstracje usiłowano wzniecić w setce innych miast w całym kraju, nawołując młodych ludzi ze szkół średnich do strajków w Georgii i innych dużych ośrodkach miejskich.
Socjaliści przekonują, że to nie były skoordynowane masowe działania, lecz – jak zawsze powtarzają – oddolny ruch, który tym razem domagał się strajku generalnego. To „doły” a nie związkowcy ani politycy mieli wzywać do powszechnego buntu, „napędzane rosnącą świadomością konieczności mobilizacji innej siły – siły klasy robotniczej”.
Socjaliści wskazują, że związkowcy „przez ostatnie 45 lat” tłumili „zorganizowany opór klasy robotniczej” i „każda poważna walka była zdradzona lub uciszana przez korporacyjny aparat związkowy, który utożsamia swoje interesy z interesami korporacji i państwa”. Co więcej, miała temu towarzyszyć „celowa kampania ideologiczna, promowana przez Partię Demokratyczną, mająca na celu redefinicję walki społecznej w kategoriach rasowych i płciowych. Jednak ta narracja zaczyna się rozpadać” – uważają.
A powodem tego ma być „masakra ICE”. Protesty wybuchają z powodu „intensywnego i narastającego kryzysu amerykańskiego społeczeństwa”. Stany Zjednoczone miały „osiągnąć punkt, w którym skala załamania politycznego i gwałtowność napięć klasowych generują głębokie zmiany w świadomości”. Protestujący mają występować przeciwko „przemocy państwowej”.
I chociaż socjaliści twierdzą, że obecnie mamy do czynienia z oddolnym ruchem społecznym, to jednak zaznaczają, że „zadaniem jest teraz przekształcenie tego ruchu w świadomą, skoordynowaną walkę przemysłową i polityczną”.
Chcą doprowadzić do upadku „reżimu Trumpa”, który eskaluje napięcie, doprowadzając do zamordowania mężczyzny, który miał tylko obserwować porywanie nielegalnych migrantów dokonywane przez Służbę Imigracyjną i Celną (ICE) w Minneapolis.
Liczne nagrania z tego zajścia przedstawiają kilku agentów federalnych szamotających się z powalonym na ziemię mężczyzną. Jeden z agentów w pewnym momencie go zastrzelił. Tyle, że najpierw padł jeden strzał, a po chwili seria strzałów ze strony agenta (niektórzy mówią nawet o 10).
Jeszcze dzień przed planowanymi protestami wiceprezydent J.D. Vance udał się do Minneapolis, broniąc działań ICE i próbując rozładować napięcie w związku z wcześniejszą groźbą administracji Trumpa o możliwości wysłania do miasta wojska na podstawie ustawy Insurrection Act.
Ponad 1500 żołnierzy czynnej służby z 11. Dywizji Powietrznodesantowej wciąż pozostaje w gotowości.
Socjaliści przekonują, że to, co dzieje się w Minneapolis, gdzie Departament Bezpieczeństwa Krajowego nadał sobie szerokie uprawnienia, mogąc przeszukiwać domy w celu wyłapywania migrantów i ich wywożenia jest „zaczątkiem szerszego spisku mającego na celu kryminalizację sprzeciwu i ustanowienie dyktatury wojskowo-prezydenckiej. Trump, działając w imieniu oligarchii finansowej, rezygnuje z demokratycznych form rządów. W Davos oświadczył: „Czasami potrzebny jest dyktator”. I mówił to poważnie”” – utrzymują socjaliści.
Demonstracje z 23 stycznia mają być „protestami przeciwko dyktaturze Trumpa”, ale jak przekonują działacze, większy ruch musi zostać zbudowany nie za pośrednictwem instytucji Partii Demokratycznej ani biurokracji związkowej, lecz musi „rozwijać się oddolnie, poprzez nowe formy walki zakorzenione w miejscach pracy, dzielnicach i szkołach, gdzie pracownicy i młodzież mogą organizować swoją zbiorową siłę”.
Demokraci mają „zgadzać się z fundamentalnymi założeniami polityki wewnętrznej Trumpa, zwłaszcza w kwestiach imigracji i „bezpieczeństwa narodowego”, a powrót Trumpa do władzy – według „World Socialist Web Site” – oznaczał „gwałtowną reorganizację amerykańskiej polityki, mającą na celu dostosowanie jej do oligarchicznej struktury społeczeństwa. Teraz zaczyna się wyłaniać druga strona tego samego procesu historycznego: klasa robotnicza wkracza do walki. Wydarzenia z 23 stycznia muszą stanowić podstawę dla trwałej i skoordynowanej kontrofensywy, uzbrojonej w jasne zrozumienie natury kapitalizmu, roli państwa i historycznych zadań stojących obecnie przed klasą robotniczą”.
Dlatego „Socjalistyczna Partia Równości wzywa do utworzenia komitetów szeregowych w każdym miejscu pracy. Każda fabryka, skład, magazyn, biuro, szkoła i szpital muszą stać się centrum organizacji i dyskusji politycznej. Pracownicy powinni organizować nadzwyczajne zebrania, wybierać delegatów, formułować żądania i łączyć się między branżami i regionami. Komitety te muszą koordynować masowe działania, bronić atakowanych i położyć podwaliny pod strajk generalny, czyli całkowite zamknięcie gospodarki. Nie może to ograniczać się do Minneapolis. Spisek Trumpa na rzecz dyktatury ma charakter ogólnokrajowy, a odpowiedź klasy robotniczej musi obejmować cały kraj. Co więcej, to, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych, jest wyrazem zwrotu klasy rządzącej w każdym kraju ku dyktaturze i wojnie” – czytamy na stronie wsws.org.
Partia powołała już „Międzynarodowy Sojusz Robotniczych Komitetów Szeregowych (IWA-RFC)”, który ma „zapewnić strukturę i przywództwo dla takiej globalnej kontrofensywy” i „walczy o połączenie sprzeciwu wobec faszyzmu i dyktatury z walką klasy robotniczej przeciwko wojnie, redukcji miejsc pracy, inflacji i zmianom społecznym oraz nędzy”.
Socjalistyczna Partia Równości wezwała pracowników i młodzież do tworzenia „komitetów szeregowych pracowników, aby planować i koordynować akcje masowe, dzielić się informacjami i przygotowywać się do kolejnego etapu walki o socjalizm”. Wymierzona ona jest nie tylko w aparat władzy, ale także w „siły społeczne, które za nim stoją”, a więc oligarchią kapitalistyczną.
Nasilenie demonstracji
Protesty w Minneapolis nasiliły się po strzelaninach i brutalnych atakach na agentów FBI, w których czynny udział biorą miejscowe gangi. Niektórzy obawiają się, że „lewica” próbuje wepchnąć Minneapolis w quasi-permanentny chaos, jak w Seattle i Portland podczas zamieszek po śmierci George’a Floyda w 2020 roku.
Jednak do wzrostu napięcia dochodzi także za sprawą zdecydowanych akcji blisko 3 tys. agentów ICE, którzy organizują obławy na nielegalnych migrantów w domach, miejscach pracy czy w szkole, skąd zabierane są dzieci migrantów.
Budzi to opór lokalnej społeczności, którą dodatkowo zelektryzowała śmierć etatowej aktywistki Renee Good, niecałe trzy tygodnie temu.
Ostre działania agentów ICE mają przyczyniać się do narastającej niechęci i dezaprobaty dla agentów federalnych. Dodatkowo niechęć i protesty podsycają nieudolny gubernator Minnesoty Tim Walz związany z Partią Demokratyczną, który zachwalał możliwość konfrontacji stanowej Gwardii Narodowej z agentami federalnymi, a nawet powoływał się na analogie do wojny secesyjnej. Podobnie atmosferę podgrzewa od miesięcy inny demokrata, burmistrz Minneapolis Jacob Frey, który wysłał lokalną policję nie po to, by stłumić zamieszki, lecz by bronić ulicznych bojowników, których nazywa „bohaterami”.
Frey i Waltz skompromitowani licznymi skandalami korupcyjnymi desperacko – zdaniem republikanów – próbują odwrócić uwagę od kryminalnych nadużyć finansowych związanych chociażby z wydatkami socjalnymi za czasów COVID-19, które szły na puste żłobki dla ogromnej diaspory somalijskich migrantów, masowo ściągniętych do USA za sprawą protestanckich i podobno katolickich wspólnot.
W Minneapolis dochodziło w ostatnich latach do dużych demonstracji przeciwko Izraelowi w związku z brutalnymi działaniami w Gazie.
Mimo że w ostatnim czasie elita demokratów poważnie straciła w oczach wyborców stanu Minnesota – bardziej konserwatywnych niż wielkie miasta – to jednak śmierć Alexa Prettiego, zabitego w sobotę przez agenta federalnego w Minneapolis, może przechylić na rzecz demokratów szalę zwycięstwa w listopadowych wyborach, a potem elekcji prezydenckiej i do kongresu.
Śmierć młodego pielęgniarza wywołuje, bowiem powszechne oburzenie. Rodzice Alexa ostro krytykują administrację Trumpa za „obrzydliwe kłamstwa” na temat ich syna. Wydali specjalne oświadczenie, w którym Michael i Susan Pretti przekonują, że z ujawnionych nagrań wyraźnie widać, iż „Alex ewidentnie nie trzyma broni, gdy atakują go morderczy i tchórzliwi bandyci Trumpa z ICE”, co sugerowała wcześniej agencja.
„Trzyma telefon w prawej ręce, a pustą lewą rękę unosi nad głowę, próbując ochronić kobietę, którą ICE właśnie powaliło, wcześniej spryskawszy ją gazem pieprzowym”.
„Jesteśmy zrozpaczeni, ale też bardzo wściekli” – dodali rodzice. „Alex był człowiekiem o dobrym sercu, który głęboko troszczył się o swoją rodzinę i przyjaciół, a także o amerykańskich weteranów, którymi opiekował się, jako pielęgniarz na oddziale intensywnej terapii w szpitalu VA w Minneapolis. Alex chciał coś zmienić na tym świecie” – czytamy.
Departament Bezpieczeństwa Krajowego USA wydał własne oświadczenie, w którym stwierdził:, „Gdy funkcjonariusze DHS prowadzili w Minneapolis operację przeciwko nielegalnemu imigrantowi poszukiwanemu za brutalny napad, pewien mężczyzna podszedł do funkcjonariuszy Straży Granicznej USA z półautomatycznym pistoletem kalibru 9 mm”.
„Funkcjonariusze próbowali rozbroić podejrzanego, ale ten stawiał gwałtowny opór”. „Obawiając się o swoje życie oraz życie i bezpieczeństwo swoich kolegów, funkcjonariusz oddał strzały w obronie własnej”. Ratownicy medyczni mieli „natychmiast udzielić pomocy medycznej” postrzelonemu, ale na miejscu stwierdzono zgon – wskazano.
„Podejrzany miał przy sobie dwa magazynki i nie miał przy sobie dowodu tożsamości – wygląda to na sytuację, w której ktoś chciał wyrządzić maksymalne szkody i zmasakrować funkcjonariuszy organów ścigania” – dodano.
„Około 200 uczestników zamieszek przybyło na miejsce zdarzenia i zaczęło utrudniać, atakować funkcjonariuszy. Dla bezpieczeństwa społeczeństwa i funkcjonariuszy zastosowano środki kontroli tłumu” – wyjaśniła agencja DHS.
Prezydent Donald Trump na portalu Truth Social udostępnił zdjęcie broni Prettiego i stwierdził: „To jest broń sprawcy, załadowana (z dwoma dodatkowymi pełnymi magazynkami!) i gotowa do użycia – o co w tym wszystkim chodzi? Gdzie jest lokalna policja? Dlaczego nie pozwolono im chronić funkcjonariuszy ICE? Burmistrz i gubernator odwołali ich? Stwierdzono, że wielu z tych policjantów nie miało prawa wykonywać swojej pracy i ICE musiało się chronić – niełatwo!” – komentował Trump.
Jednak pytanie, czy strzelanina z udziałem agenta federalnego była uzasadniona, jest obecnie najczęściej zadawanym. Wielu zastanawia się, jakie to będzie miało dalsze konsekwencje.
Tuszowanie „masowych oszustw” i przestępcza działalność nielegalnych migrantów?
Prezydent Donald Trump wiąże protesty z „tuszowaniem masowego oszustwa w Minnesocie”. „Dlaczego Ilhan Omar ma na koncie 34 miliony dolarów? I gdzie są dziesiątki miliardów dolarów, które zostały skradzione z niegdyś wspaniałego stanu Minnesota?” – zastanawia się Trump.
„Jesteśmy tam z powodu masowych oszustw finansowych – zniknęły miliardy dolarów – i nielegalnych przestępców, którym pozwolono zinfiltrować stan dzięki polityce otwartych granic Demokratów. Chcemy odzyskać pieniądze, i to NATYCHMIAST. Ci oszuści, którzy ukradli pieniądze, trafią do więzienia, gdzie ich miejsce! To niczym nie różni się od naprawdę dużego napadu na bank. Wiele z tego, czego jesteście świadkami, to TUSZOWANIE tej kradzieży i oszustwa”. Prezydent zarzuca burmistrzowi i gubernatorowi stanu podżeganie do „powstania swoją pompatyczną, niebezpieczną i arogancką retoryką!”.
Orędzie prezydenta i projekt ustawy o zakazie istnienia miast-sanktuariów
Jednocześnie w poniedziałek zaapelował do nich i pozostałych włodarzy miast oraz stanów wywodzących się spośród demokratów, a także do kongresu o „natychmiastowe uchwalenie ustawy o ZAKAZIE istnienia miast-sanktuariów, które są główną przyczyną wszystkich tych problemów”.
W obszernym wpisie na Truth Social, Trump wezwał władze stanowe do „formalnej współpracy z administracją Trumpa w celu egzekwowania prawa naszego kraju, zamiast stawiać opór i podsycać płomienie podziałów, chaosu i przemocy”.
Prezydent w swoim orędziu zażądał od władz Minnesoty przekazania władzom federalnym wszystkich nielegalnych imigrantów, którzy są obecnie osadzeni w więzieniach stanowych, wraz z wszystkimi przestępcami z aktywnym nakazem aresztowania lub znaną przeszłością kryminalną, w celu natychmiastowej deportacji. Podobnie mają zrobić wszystkie stany. Ponadto lokalne policje muszą współpracować z federalnymi organami ścigania w zatrzymywaniu i przetrzymywaniu nielegalnych imigrantów poszukiwanych za przestępstwa. Nadto, politycy Partii Demokratycznej muszą współpracować z rządem federalnym, aby chronić obywateli amerykańskich i umożliwić szybkie usunięcie wszystkich nielegalnych imigrantów z kraju.
Prezydent poinformował, że „niektórzy Demokraci, w takich miejscach jak Memphis w stanie Tennessee czy Waszyngton, już to zrobili, co zaowocowało bezpieczniejszymi ulicami dla WSZYSTKICH”.
Wreszcie Trump wezwał „Kongres Stanów Zjednoczonych do natychmiastowego uchwalenia ustawy, która ZAKAZUJE istnienia miast-sanktuariów, będących główną przyczyną wszystkich tych problemów. Amerykańskie miasta powinny być bezpiecznymi azylami TYLKO dla przestrzegających prawa obywateli amerykańskich, a nie dla nielegalnych imigrantów, którzy złamali prawo naszego kraju”.
Wszystkie te „prośby” prezydenta mają wynikać ze „zdrowego rozsądku” i są niezbędne dla zapewnienia bezpieczeństwa.
W niedzielę kongresmen Kevin Kiley, republikanin z Kalifornii, wystąpił w Fox News, by poinformować, że „wprowadził ustawę No Sanctuary for Criminals Act, aby zablokować miasta oferujące schronienie przestępcom w całym kraju, umożliwiając egzekwowanie przepisów imigracyjnych w sposób uporządkowany i skoncentrowany na bezpieczeństwie publicznym”.
Zdecydowanie te działania poparł senator USA Lindsey Graham, republikanin z Karoliny Południowej.
Również w niedzielę Przewodniczący Komisji Nadzoru Izby Reprezentantów James Comer zasugerował jednak, że prezydent Donald Trump powinien wycofać tysiące funkcjonariuszy federalnych wysłanych do Minneapolis, mając nadzieję, że mieszkańcy Minneapolis „zbuntują się” przeciwko swoim przywódcom z Partii Demokratycznej w najbliższych wyborach.
Administracja jednak nie zamierza ustępować, chociaż coraz śmielej także inni republikanie np. gubernator Oklahomy Kevin Stitt i gubernator Vermont Phil Scott, wyrażają swoje zaniepokojenie po zabójstwie Prettiego, obawiając się szerszych protestów. Wskazali na „głębokie obawy dotyczące taktyki i odpowiedzialności federalnych urzędników”.
Senator Bill Cassidy, republikanin z Luizjany, który obecnie mierzy się z popieraną przez Trumpa przeciwniczką w prawyborach, senator Lisą Murkowski, oraz senator Thom Tillis, który nie ubiega się o reelekcję, wezwali do wszczęcia śledztwa w sprawie śmiertelnej strzelaniny w Minneapolis, ale nie zasugerowali, która agencja powinna zająć się dochodzeniem ani jakie kroki należy podjąć, aby zapewnić bezstronność.
Urzędnicy z Minnesoty twierdzą, że rząd federalny blokuje im dostęp do śledztwa w tej sprawie.
Czy Pretti rzeczywiście był demonstrantem, który wymknął się spod kontroli i planował skrzywdzić agentów federalnych, przynosząc broń palną na protest, jak utrzymują federalni?
Sekretarz DHS Kristi Noem zarzuciła Prettiemu popełnienie aktu „terroryzmu wewnętrznego”, a szef Straży Granicznej Greg Bovino twierdził, że miał on zamiar „zmasakrować” agentów.
Przewodniczący Komisji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Izby Reprezentantów, Andrew Garbarino, republikanin, oficjalnie wysłał w weekend list z prośbą do liderów ICE, Służby Celnej i Ochrony Granic oraz Służby ds. Obywateli i Imigracji USA o złożenie zeznań na przesłuchaniu na Kapitolu.
Do strzelaniny doszło tuż przed planowanym głosowaniem Senatu nad pakietem ustaw obejmujących finansowanie Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego (DHS), po tym, jak w zeszłym tygodniu Izba Reprezentantów przyjęła je przy poparciu demokratów. Teraz liderzy partii ogłosili, że zablokują pakiet ustaw budżetowych, jeśli obejmą one proponowane finansowanie DHS. Zażądali również niezależnego śledztwa w sprawie strzelaniny i opuszczenia Minneapolis przez funkcjonariuszy ICE.
Obamowie i Clinton podżegają do protestów w całym kraju
Jednocześnie, były prezydent Barack Obama wraz z Michelle Obamą, a także były prezydent Bill Clinton wydali rzadkie oświadczenia nie tylko potępiające działania ICE, ale wręcz zachęcające do ogólnokrajowych protestów. „W międzyczasie każdy Amerykanin powinien wspierać falę pokojowych protestów w Minneapolis i innych częściach kraju, i czerpać z nich inspirację” – napisali Obamowie, dodając, że „są one aktualnym przypomnieniem, iż ostatecznie to od każdego z nas, jako obywateli, zależy, czy sprzeciwimy się niesprawiedliwości, będziemy chronić nasze podstawowe wolności i pociągniemy nasz rząd do odpowiedzialności”.
„To wszystko jest niedopuszczalne” – oświadczył Clinton, wzywając Amerykanów do „powstania i zabrania głosu”, ostrzegając, że utracone wolności mogą nigdy nie zostać odzyskane.
Oszustwa socjalne szacowane na 9 mld dol. w Minnesocie, które miały pomóc rzekomo sfinansować somalijską radykalną islamską grupę terrorystyczną Al-Shabaabby, jak donosił „City Journal” w listopadzie 2025 roku, gdy Trump ogłosił zniesienie tymczasowego statusu ochronnego dla Somalijczyków w tym stanie i zaczął brutalnej rozprawiać się z nielegalnymi migrantami, mogą przerodzić się w coś większego, jeśli demokraci rzeczywiście będą podsycać zamieszki.
Wcześniej, burmistrz Minneapolis Jacob Frey oświadczył w wywiadzie wyemitowanym 7 grudnia ub. roku w lokalnej stacji telewizyjnej WCCO, że policja w Minneapolis nie będzie współpracować z federalnymi organami ścigania imigracyjnego.
Śmierć Prettiego już próbowała wykorzystać i spieniężyć radykalna organizacja wspierająca kampanię Kamali Harris – Komitet Działań Politycznych (PAC). Przybudówka młodych Partii Demokratycznej zaczęła zbierać datki za pomocą SMS-a, w którym wspomniano o Alexie Prettim, zaledwie kilka godzin po tym, jak funkcjonariusze Straży Granicznej śmiertelnie postrzelili go w Minneapolis.
Wiele kont X opublikowało zrzuty ekranu z SMS-a o zbiórce funduszy wysłanego z bezpłatnego numeru w sobotę, zaczynającego się od słów: „Alex Pretti to granica” i wzywającego odbiorców: „Bądźcie z nami! Przekażcie 50 dolarów, a otrzymacie 200 proc. wsparcia”. Zbiórka dla Democratic Youth Wave PAC została jednak wstrzymana w niedzielny poranek, kilka godzin po tym, jak zrzuty ekranu z tekstem stały się viralem w mediach społecznościowych.
„Arabska Wiosna” w USA?
Robert F. Worth z „The Atlantic”, były szef biura „The New York Times”, który spędził ponad dwie dekady pisząc o Bliskim Wschodzie, Europie i Azji, twierdzi, że to, co obserwuje w Minneapolis przypomina mu „Arabską Wiosnę”.
Potwierdza, że następuje wielka mobilizacja, odbywają się szkolenia mieszkańców, jak walczyć z ICE, ale przekonuje, że wszystko to jest wynik oddolnej inicjatywy.
Pisze w artykule „Welcome to the American Winter” z 25 stycznia br., że oto „coś głębokiego” dzieje się w Minneapolis. „Od rozpoczęcia „Operacji Metro Surge” mieszkańcy organizują patrole sąsiedzkie, noszą gwizdki, aby ostrzegać innych przed działaniami ICE i tworzą sieci wsparcia, aby dostarczać żywność rodzinom migrantów, które boją się opuszczać swoje domy. Od czasu do czasu dochodzi do gwałtownych starć między funkcjonariuszami a protestującymi. Gniew zmienił codzienne życie w Minneapolis, gdzie protestujący skandują teraz „Koniec z grzecznością w Minnesocie”, odrzucając tradycyjny wizerunek stanu jako miejsca cichej uprzejmości”.
To, co dzieje się w Minneapolis ma odzwierciedlać „szerszą walkę o wolności obywatelskie, solidarność społeczną i znaczenie obywatelstwa”.
Autor pisze: „Za przemocą w Minneapolis – uchwyconą na tak wielu mrożących krew w żyłach fotografiach w ostatnich tygodniach – kryje się inna rzeczywistość: skrupulatna, miejska choreografia obywatelskiego protestu. Jej ślady można było dostrzec w tych samych gwizdkach, których używali protestujący, w ich okrzykach, w ich taktyce, w sposobie, w jaki podążali za agentami ICE, ale nigdy nie uniemożliwiali im zatrzymania ludzi. Tysiące mieszkańców Minnesoty przeszło w ciągu ostatniego roku szkolenie na obserwatorów prawnych i wzięło udział w długich ćwiczeniach z odgrywaniem ról, gdzie ćwiczyli sceny dokładnie takie jak ta, której byłem świadkiem. Patrolują pieszo dzielnice dniem i nocą, i pozostają w kontakcie za pomocą szyfrowanych aplikacji, takich jak Signal, w sieciach, które powstały po zabójstwie George’a Floyda w 2020 roku”.
„Wciąż słyszałem ludzi mówiących, że nie protestują, lecz bronią – swoich społeczności, swoich wartości, Konstytucji. Wiceprezydent Vance potępił protesty jako „zaaranżowany chaos” wywołany przez skrajnie lewicowych aktywistów, którzy współpracują z lokalnymi władzami. Ale rzeczywistość na miejscu jest zarówno dziwniejsza, jak i bardziej interesująca. Ruch rozrósł się znacznie bardziej niż trzon aktywistów pokazywany w wiadomościach telewizyjnych, zwłaszcza po zabójstwie Renee Good 7 stycznia. Brakuje mu też centralnego kierownictwa, jakie zdają się sobie wyobrażać Vance i inni urzędnicy administracji. Minneapolis momentami przypominało mi to, co widziałem podczas Arabskiej Wiosny w 2011 roku – serię starć ulicznych między protestującymi a policją, które szybko przerodziły się w znacznie szerszą walkę z autokracją. Podobnie jak na placu Tahrir w Kairze, w Minneapolis doszło do wielowarstwowego powstania obywatelskiego, w którym awangarda protestujących zyskała na sile, a wielu innych, którzy nie podzielają postępowych przekonań, przyłączyło się do nich, choć nie zawsze osobiście. Słyszałem te same tony oburzenia ze strony rodziców, duchownych, nauczycieli i starszych mieszkańców zamożnej dzielnicy. Niektóre spory, które podzieliły władze Minneapolis zaledwie kilka tygodni temu – dotyczące policji, Strefy Gazy czy budżetu – przycichły, gdy ludzie zjednoczyli się, by przeciwstawić się ICE” – wskazuje.
Allison Sharkey, dyrektor wykonawcza Rady Lake Street, reprezentującej wiele firm należących do mniejszości, jest zdania, że właśnie „zostali popchnięci, prawdopodobnie celowo, w stronę niepokojów społecznych”. I wszyscy obawiają się, dokąd to doprowadzi.
Jednocześnie nie ustają szkolenia osób w wieku od 14 do ponad 70 lat, prowadzone przez specjalnych kurierów, pokazujących, w jaki sposób wchodzić w konfrontację fizyczną z federalnymi, jak organizować protesty na lotnisku, z którego ICE korzysta w celu deportacji migrantów itp.
Swoją drogą władze federalne aresztowały ponad 100 duchownych za protest na międzynarodowym lotnisku Minneapolis-St. Paul.
„Organizacje non-profit, które prowadzą te szkolenia, nie organizują ani nie kierują protestami przeciwko ICE odbywającymi się w miastach partnerskich. Nikt tego nie robi. To ruch bez przywódców – podobnie jak protesty Arabskiej Wiosny – który powstał spontanicznie i lokalnie. Ludzie, którzy śledzą konwoje ICE (nazywają siebie „dojeżdżającymi do pracy”, gest werbalny, który jest po części żartem, a po części próbą uniknięcia rządowej inwigilacji), zorganizowali się w oparciu o sąsiedztwo, korzystając z grup Signal. Mężczyzna, który wiózł mnie na naloty ICE, których byłem świadkiem – prawnik, aktywista i postać z mediów społecznościowych o nazwisku Will Stancil – miał telefon komórkowy przymocowany na przedniej szybie samochodu i słyszałem, jak ludzie śledzą lokalizację konwoju ICE, gdy przejeżdżał przez ich okolice, na czacie audio Signal. To było jak siedzenie w radiowozie, który otrzymuje aktualizacje przez radio od dyspozytora. Nie trzeba być spryskanym gazem łzawiącym, żeby obserwować całą tę samoorganizację; jest ona widoczna dla każdego, kto spaceruje po Minneapolis” – pisze Worth w „The Atlantic”.
Są lokalne sieci różnych grup, które rozwinęły się po zabójstwie Floyda, od sieci kontroli sąsiedztwa po specjalne sieci obrony w szkołach, w których uczą się dzieci imigrantów. Każde zaś wiadomości, filmy z brutalnymi działaniami funkcjonariuszy ICE rozgrzewają emocje i motywują innych sceptycznych mieszkańców do protestów.
46-letni dokumentalista Chad Knutson opisał, jak rankiem po śmierci Good oglądał transmisję na żywo z budynku Whipple, gdzie mieści się siedziba ICE, pięć minut jazdy od jego domu. Jeden z protestujących miał położyć różę na prowizorycznym pomniku Good. Agent ICE miał podnieść włożył do klapy, a następnie „szyderczo wręczył ją innej agentce ICE. Oboje się roześmiali”.
To wystarczyło, by Knutson ruszył z domu pod siedzibę ICE i ledwo zaparkowawszy samochód „wybiegł z płaczem, krzycząc: Ukradliście, k***, kwiat martwej kobiecie. Czy ktokolwiek z was jest jeszcze człowiekiem?”. Od tego czasu mężczyzna zaangażował się w protesty, przynosząc codziennie termosy z gorącą kawą dla ludzi, którzy demonstrują przeciwko obecności i działalności ICE. Pomaga także w ukrywaniu dzieci migrantów.
Jeden z somalijskich migrantów z Minneapolis, gdzie znajduje się ich największa diaspora przekonuje, że „Somalijczycy wiedzą, jak przetrwać”, bo „wiele przeszli – wojnę domową, obozy dla uchodźców”. I „oni zostaną”, a „Donald Trump odejdzie”.
Agnieszka Stelmach