Dzisiaj

Nowy ład po kanadyjsku. „Anty-Trump” i jego globalistyczna wizja

(Premier Kanady Mark Carney. Fot. Denis Balibouse / Reuters / Forum)

Z dużym aplauzem na świecie, w tym również w Polsce spotkało się wygłoszone w Davos przemówienie premiera Kanady Marka Carneya. Chwali się go nie tylko za stanowcze stwierdzenie, iż oparty na zasadach, liberalny porządek światowy rozpadł się i nie powróci. Aplauz ten przede wszystkim odnosi się do wizji nowego ładu opartego na modelu zrównoważonego rozwoju.

 

Szef rządu w Ottawie to były szef Banku Centralnego Kanady i Banku Anglii, wysłannik ONZ ds. klimatu i finansów. Kierował szczytem COP26 i usiłował zbudować monopol „kartelu klimatycznego” na świecie. Myślą przewodnią swojego wystąpienia premier uczynił ideę Václava Havla o życiu w wolności i prawdzie. Sugerował, że Kanada to najbardziej wolny kraj na świecie, który „nie chce żyć w kłamstwie”, a inne państwa powinny brać z niego przykład. Tymczasem, jak na ironię, rzeczywistość jest zgoła odmienna.

Wesprzyj nas już teraz!

Carney nie jest wiarygodny, ale w Davos powiedział kilka istotnych zdań. Za to wystąpienie otrzymał owacje na stojąco, a historyk Rutger Bregman nazwał je „porywającym, niezwykłym i brutalnie szczerym”. Z kolei popularny amerykański dziennikarz Chris Hayes stwierdził, że było to „jedno z najlepszych przemówień wygłoszonych przez polityka”.

 

Co zatem mówił Carney na dorocznym spotkaniu WEF w Davos?

Przede wszystkim zaznaczył, że definitywnie rozpadł się stary porządek liberalny. Należy więc zerwać z „przyjemną fikcją” i zmierzyć się z „brutalną rzeczywistością, w której geopolityka, wielkie, główne mocarstwo nie podlega żadnym ograniczeniom ani kontroli”.

Carney uznał, że w obliczu brutalnej rzeczywistości świat nie jest bezsilny i jako przedstawiciel „mocarstwa średniej wielkości” zwrócił się do innych tego typu państw, aby budować „nowy porządek, który uwzględnia ich wartości, to jest poszanowanie praw człowieka, zrównoważony rozwój, solidarność, suwerenność oraz integralność terytorialną innych państw”.

Wskazywał na czerpaną „z uczciwości” „siłę mniejszego mocarstwa. Zaznaczył, że obecnie „żyjemy w erze rywalizacji mocarstw”, „porządek oparty na zasadach zanika”, „​​silni robią, co chcą, a słabi muszą znosić cierpienia, które im przypadają”.

– Ten aforyzm Tukidydesa jest przedstawiany jako nieunikniony, jako naturalna logika stosunków międzynarodowych, która się utrwala. W obliczu tej logiki kraje mają silną tendencję do ustępstw, aby się dogadać, dostosować, unikać kłopotów, licząc, że posłuszeństwo zapewni im bezpieczeństwo. Cóż, nie zapewni – zaznaczył i wskazał, jakie mamy opcje. Odwołał się przy tym do słów czeskiego dysydenta Václava Havla, dramaturga, późniejszego prezydenta i autora eseju z 1978 roku, zatytułowanego „Siła bezsilnych”.

Havel rozważał, co pozwala na utrzymywanie się systemu komunistycznego. Doszedł do wniosku, że trwaniu zbrodniczego systemu sprzyja codzienna rutyna zwykłych ludzi, którzy nauczyli się „żyć w kłamstwie”.

Carney dał za Havlem przykład sprzedawcy warzyw, który każdego ranka umieszczał w oknie tabliczkę z napisem: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się”. – On w to nie wierzy, nikt w to nie wierzy, ale i tak umieszcza znak, by uniknąć kłopotów, zasygnalizować uległość, żeby się dogadać. A ponieważ każdy sklepikarz na każdej ulicy robi to samo, system trwa – nie tylko dzięki przemocy, ale także dzięki uczestnictwu zwykłych ludzi w rytuałach, o których prywatnie wiedzą, że są fałszywe. Havel nazwał to „życiem w kłamstwie”. Siła systemu nie pochodzi z jego prawdy, ale z gotowości każdego do działania tak, jakby to była prawda, a jego kruchość ma to samo źródło. Kiedy choć jedna osoba przestaje działać, kiedy warzywniak zdejmuje swój znak, iluzja zaczyna pękać. Przyjaciele, czas, aby firmy i państwa zdjęły swoje znaki – zwrócił się kanadyjski premier do przedstawicieli państw obecnych w Davos.

Jednak, słowa te, wypowiedziane przez szefa rządu państwa uchodzącego za „opresyjne”, poprzez swoje regulacje zmuszającego innych do „życia w kłamstwie”, zabrzmiały groteskowo. Partia Carneya, o czym za chwilę, jeszcze w grudniu ubiegłego roku pilotowała projekt regulacji bardziej ograniczającej wolność słowa pod pretekstem zwalczania „przestępstw z nienawiści”. Niebawem, po przerwie zimowej zajmie się nim parlament. Projekt wzbudza ogromne kontrowersje.

 

Co zatem może oznaczać wezwanie Carneya do „podążania drogą prawdy”?

W dalszej części przemówienia Kanadyjczyk przyznał, że jego kraj przez lata dobrze prosperował dzięki akceptacji określonego porządku światowego. Mógł dzięki niemu „prowadzić politykę zagraniczną polegającą na wartościach”.

– Wiedzieliśmy, że historia międzynarodowego porządku opartego na zasadach jest częściowo fałszywa; że najsilniejsi zwalniają się z obowiązku, gdy jest to dla nich wygodne, a zasady handlowe są egzekwowane asymetrycznie. Wiedzieliśmy też, że prawo międzynarodowe stosuje się z różną surowością w zależności od tożsamości oskarżonego lub ofiary. Ta fikcja była użyteczna, a amerykańska hegemonia, w szczególności przyczyniła się do zapewnienia dóbr publicznych, otwartych szlaków morskich, stabilnego systemu finansowego, bezpieczeństwa zbiorowego i wsparcia dla ram rozstrzygania sporów. Umieściliśmy więc ten znak w oknie. Uczestniczyliśmy w rytuałach i w dużej mierze unikaliśmy wskazywania rozbieżności między retoryką a rzeczywistością. Ta umowa już nie działa. Powiem wprost. Jesteśmy w trakcie zerwania, a nie transformacji – kontynuował.

Wskazał na serię kryzysów, z jakimi mierzy się świat od dwóch dekad, w finansach, służbie zdrowia, energetyce i geopolityce. „Obnażyły [one] zagrożenia wynikające z ekstremalnej globalnej integracji” – stwierdził. Dodał, że „ostatnio wielkie mocarstwa zaczęły wykorzystywać integrację gospodarczą jako broń, cła jako dźwignię, infrastrukturę finansową jako przymus, a łańcuchy dostaw jako luki, z których można skorzystać”. I komentował: – Nie można żyć w kłamstwie o wzajemnych korzyściach płynących z integracji, skoro integracja staje się źródłem podporządkowania.

To zdanie, według mnie jest jednym z istotniejszych, jakie pada w przemówieniu Carneya. Przyznaje on bowiem prawdę – nie to, co wmawiało się opinii publicznej – że integracja gospodarcza w dłuższej perspektywie służy zniewoleniu i podporządkowaniu.

– Instytucje wielostronne, na których opierały się mocarstwa średnie – WTO, ONZ, COP – architektura, sama architektura wspólnego rozwiązywania problemów, są zagrożone. W rezultacie wiele krajów wyciąga wspólne wnioski, że muszą rozwijać większą autonomię strategiczną w dziedzinie energetyki, żywności, kluczowych minerałów, finansów i łańcuchów dostaw. I ten impuls jest zrozumiały. Kraj, który nie jest w stanie sam się wyżywić, zaopatrzyć w paliwo ani obronić, ma niewiele możliwości. Kiedy zasady przestają cię chronić, musisz chronić siebie – komentował.

Jednocześnie przestrzegł przed tworzeniem „świata fortec”, bo będzie on „biedniejszy, bardziej kruchy i mniej zrównoważony”, a „jeśli wielkie mocarstwa porzucą nawet pozory zasad i wartości na rzecz nieskrępowanego dążenia do budowy swojej potęgi i realizacji interesów, korzyści płynące z transakcjonizmu staną się trudniejsze do replikowania”.

– Hegemoni nie mogą stale monetyzować swoich relacji. Sojusznicy będą dywersyfikować swoje działania, aby zabezpieczyć się przed niepewnością. Wykupią ubezpieczenia, zwiększą liczbę opcji, aby odbudować suwerenność – suwerenność, która kiedyś opierała się na zasadach, ale coraz bardziej będzie opierać się na zdolności do wytrzymywania presji. Na tej sali wiadomo, że to klasyczne zarządzanie ryzykiem. Zarządzanie ryzykiem ma swoją cenę, lecz koszt strategicznej autonomii i suwerenności można również podzielić – wskazał.

Kanadyjczyk wezwał do „wspólnych inwestycji w odporność”, zamiast tworzenia „własnych fortec”. – Wspólne standardy zmniejszają fragmentację. Komplementarność to suma dodatnia. A pytanie dla mocarstw średniej wielkości, takich jak Kanada, nie brzmi, czy dostosować się do nowej rzeczywistości – co musimy zrobić. Pytanie brzmi, czy dostosujemy się, po prostu budując wyższe mury, czy też możemy zrobić coś bardziej ambitnego.

Co miał na myśli? Wezwał do „fundamentalnej zmiany strategicznego nastawienia”, jak to zrobiła Kanada, gdy „usłyszała jako pierwsza sygnał ostrzegawczy”.

– Kanadyjczycy wiedzą, że dawne, wygodne założenia, iż ​​nasze położenie geograficzne i przynależność do sojuszy automatycznie zapewniają nam dobrobyt i bezpieczeństwo – już nie są aktualne. Nasze nowe podejście opiera się na tym, co Alexander Stubb, prezydent Finlandii, nazwał „realizmem opartym na wartościach”. Innymi słowy, dążymy do tego, by być zarówno pryncypialnymi, jak i pragmatycznymi. Pryncypialnymi w naszym zaangażowaniu na rzecz fundamentalnych wartości, suwerenności, integralności terytorialnej, zakazu użycia siły, z wyjątkiem przypadków zgodnych z Kartą Narodów Zjednoczonych oraz poszanowania praw człowieka, a także pragmatycznymi i uznającymi, że postęp często następuje stopniowo, że interesy są rozbieżne i że nie każdy partner podziela wszystkie nasze wartości – zasugerował premier Kanady.

Z przyjęcia tego założenia wynika szerokie zaangażowanie w kształtowanie nowego ładu w świecie takim, jaki jest, a nie takim, jakim byśmy chcieli, żeby był. Carney odwołał się do realizmu w polityce zagranicznej.

Kalibrujemy nasze relacje, aby ich głębia odzwierciedlała nasze wartości, i priorytetowo traktujemy szerokie zaangażowanie, aby zmaksymalizować nasz wpływ, biorąc pod uwagę obecną zmienność świata, związane z tym ryzyko i stawkę w przyszłości. Nie polegamy już tylko na sile naszych wartości, ale także na wartości naszej siły. Budujemy tę siłę w kraju – stwierdził.

Premier zaczął wyliczać, jakie zmiany wprowadził po objęciu rządów dla odbudowy potencjału kraju. Przede wszystkim obniżył podatki od dochodów, zysków kapitałowych i inwestycji biznesowych. Usunął wszystkie federalne bariery w handlu pomiędzy prowincjami. Przyspieszył realizację inwestycji o wartości biliona dolarów w energetykę, „sztuczną inteligencję”, kluczowe minerały, nowe korytarze handlowe i inne sektory. Podwoił wydatki na obronność, wzmacniając krajowy przemysł.

Dywersyfikuje także działalność za granicą, czego wyrazem jest uzgodnione kompleksowe partnerstwo strategiczne z UE. Na jego podstawie Kanada przystąpiła do SAFE, czyli europejskiego porozumienia dotyczącego zamówień publicznych w dziedzinie obronności. Ponadto rząd podpisał 12 innych umów handlowych i bezpieczeństwa na czterech kontynentach. W ostatnich dniach zawarł także nowe strategiczne partnerstwa z Chinami i Katarem. W trakcie negocjacji są umowy o wolnym handlu z Indiami, krajami ASEAN, Tajlandią, Filipinami i krajami Mercosur.

– Aby pomóc w rozwiązywaniu globalnych problemów, dążymy do zmiennej geometrii, czyli tworzenia różnych koalicji w różnych kwestiach, opartych na wspólnych wartościach i interesach. W kwestii Ukrainy jesteśmy kluczowym członkiem Koalicji Chętnych i jednym z największych płatników per capita w jej obronność i bezpieczeństwo. W kwestii suwerenności Arktyki zdecydowanie popieramy Grenlandię i Danię, w pełni uznając ich wyjątkowe prawo do decydowania o przyszłości Grenlandii. Nasze zaangażowanie w Artykuł 5 NATO jest niezachwiane, dlatego współpracujemy z sojusznikami z NATO, w tym z Nordycko-Bałtyckim Korytarzem, aby jeszcze bardziej zabezpieczyć północną i zachodnią flankę sojuszu, w tym poprzez bezprecedensowe inwestycje Kanady w radary pozahoryzontalne, okręty podwodne, samoloty oraz siły lądowe i na lodzie. Kanada stanowczo sprzeciwia się cłom na Grenlandię i wzywa do podjęcia rozmów ukierunkowanych na osiągnięcie naszych wspólnych celów, jakimi są bezpieczeństwo i dobrobyt w Arktyce. W kwestii handlu wielostronnego popieramy wysiłki na rzecz budowy mostu między Partnerstwem Transpacyficznym a Unią Europejską, co stworzyłoby nowy blok handlowy liczący 1,5 miliarda ludzi. W kwestii surowców mineralnych tworzymy kluby nabywców zakotwiczone w G7, aby świat mógł dywersyfikować swoje dostawy, rezygnując z koncentracji. W kwestii sztucznej inteligencji, współpracujemy z podobnie myślącymi demokracjami, aby zapewnić, że ostatecznie nie będziemy zmuszeni wybierać między hegemonem i gigantami – wyliczał Kanadyjczyk.

Zdaniem Carneya, to „nie jest naiwny multilateralizm ani poleganie na jego instytucjach”, lecz „budowanie skutecznych koalicji – problem po problemie, z partnerami, którzy mają wystarczająco dużo wspólnego, by działać razem”.

Wezwał de facto do utrzymania globalizmu, bo czymże jest „tworzenie gęstej sieci powiązań w handlu, inwestycjach i kulturze, z której możemy czerpać, by stawiać czoła przyszłym wyzwaniom i szansom”?

Zaznaczył, iż „mocarstwa muszą działać razem, bo jeśli nie zasiądą przy stole, to znajdą się w menu”. Ostrzegł, że o ile duże mocarstwa mogą sobie jeszcze pozwolić na działanie w pojedynkę, bo mają odpowiedni potencjał ekonomiczny, militarny itp., o tyle mocarstwa średnie tego czynić nie mogą. Przestrzegł, że wszelkie negocjacje z „hegemonem” – w domyśle z USA – to negocjacje „z pozycji słabości”, co zmusza do przyjmowania tego, co jest oferowane. – Nie konkurujemy, a jedynie ustępujemy hegemonowi. To nie jest suwerenność – zaznaczył. – To realizacja suwerenności przy jednoczesnym akceptowaniu podporządkowania. W świecie rywalizacji mocarstw kraje średnie mają wybór: konkurować ze sobą o względy albo połączyć siły, by stworzyć trzecią, wpływową opcję – wskazał.

Zmierzając do konkluzji, Carney ponownie przywołał słowa Havla, parafrazując i wyjaśniając, co to znaczy, że mocarstwa średnie takie, jak Kanada „żyją prawdą”. – Po pierwsze, oznacza to nazywanie rzeczywistości po imieniu. Przestańcie powoływać się na oparty na zasadach porządek międzynarodowy, jakby nadal funkcjonował, zgodnie z reklamą. Nazywajcie go po imieniu: to system narastającej rywalizacji mocarstw, w którym najpotężniejsi realizują swoje interesy, używając integracji gospodarczej jako przymusu – kontynuował.

Wezwał do budowania nowego porządku, „zamiast czekać na przywrócenie starego”. – Oznacza to tworzenie instytucji i porozumień, które działają zgodnie z opisem. Oznacza to również ograniczanie dźwigni, która umożliwia przymus – to budowanie silnej gospodarki krajowej. Powinno to być natychmiastowym priorytetem każdego rządu. A dywersyfikacja na arenie międzynarodowej to nie tylko roztropność ekonomiczna, lecz materialny fundament uczciwej polityki zagranicznej, ponieważ kraje zdobywają prawo do zajmowania stanowisk opartych na zasadach, zmniejszając swoją podatność na odwet – wyjaśnił.

Stwierdził, że „Kanada ma to, czego pragnie świat”. – Jesteśmy supermocarstwem energetycznym. Posiadamy ogromne rezerwy kluczowych minerałów. Mamy najbardziej wykształconą populację na świecie. Nasze fundusze emerytalne należą do największych i najbardziej wyrafinowanych inwestorów na świecie. Innymi słowy, mamy kapitał, talent… mamy również rząd o ogromnych możliwościach finansowych, pozwalających na zdecydowane działanie. I wyznajemy wartości, do których aspiruje wielu innych.

Przekonywał, że „Kanada to pluralistyczne i sprawnie funkcjonujące społeczeństwo”, a „przestrzeń publiczna jest głośna, różnorodna i wolna”. – Kanadyjczycy nadal angażują się w zrównoważony rozwój. Jesteśmy stabilnym i niezawodnym partnerem w świecie (…). Partnerem, który buduje i ceni długoterminowe relacje. I mamy coś jeszcze. Zdajemy sobie sprawę z tego, co się dzieje i jesteśmy zdeterminowani, by działać uwzględniwszy to. Rozumiemy, że to pęknięcie wymaga czegoś więcej niż adaptacji. Wymaga uczciwości wobec świata takiego, jaki jest – mówił.

I dalej: – Wyrzucamy znak przez okno. Wiemy, że stary porządek nie powróci. Nie powinniśmy go opłakiwać. Nostalgia to nie strategia, ale wierzymy, że z pęknięcia możemy zbudować coś większego, lepszego, silniejszego i bardziej sprawiedliwego.

Premier apelował o współpracę, zwłaszcza krajów, które mają najwięcej do stracenia w „świecie fortec”, do „budowania siły w kraju i wspólnego działania”.

– To jest droga Kanady. Wybieramy ją otwarcie i śmiało, i jest to droga otwarta dla każdego kraju, który zechce ją obrać – zakończył przemówienie, które spotkało się z aplauzem w Davos. Jest też wychwalane nie tylko przez media mainstreamowe w kraju i na świecie, ale wskazywane jako znamionujące ważną zmianę w polityce międzynarodowej.

 

Nieuzasadniona idealizacja Kanady

Carney słusznie zauważył, że przede wszystkim trzeba patrzeć na rzeczywistość taką, jaką ona jest i nie idealizować, chociaż sam w swojej konkluzji wyidealizował swój kraj. Kanada jawi się jako państwo, które przyzwyczaiło swoich obywateli do „życia w kłamstwie”. Zważywszy na proponowane kolejne projekty ustaw, bynajmniej z tej drogi nie zamierza zawrócić.

William Gairdner, olimpijczyk kanadyjski, jak o sobie pisze: „konserwatysta społeczny i libertarianin ekonomiczny” , autor wielu popularnych książek, wskazał w eseju z 2018 roku [Canada’s Soft Totalitarianism (Really)], w jaki sposób kraj staczał się w kierunku „miękkiego totalitaryzmu”. Kiedyś zapytał nieżyjącego już dzisiaj liberała George’a Jonasa – poetę, dziennikarza, autora książek m.in. o izraelskiej operacji wymierzonej w terrorystów odpowiedzialnych za masakrę w Monachium z 1972 roku („Zemsta”) – Węgra, który uciekł z kraju w 1956 roku, jak to było żyć pod rządami totalitarnymi? Odpowiedź miała brzmieć: „Czułem się, jakbym uciekał przed chorobą. Ale… to podążało za mną!”. Gairdner zauważył, że o ile kilkadziesiąt lat temu czuł się naprawdę wolny w Kanadzie, o tyle obecnie sytuacja jest zgoła odmienna. Istotne zmiany zaczęły dokonywać się około połowy XX wieku za premiera Pierre’a Trudeau, ojca późniejszego szefa rządu kanadyjskiego Justina, nominalnie katolika, którego w 2025 r. zastąpił inny formalny katolik Mark Carney.

Kraj etapami zaczął się przekształcać z państwa opiekuńczego w państwo „miękkiego totalitaryzmu”. Pierwszy polegał na tym, że Kanada „walczyła o konstytucyjne prawo do maksimum wolności osobistej, cielesnej i seksualnej dla wszystkich w kontekście maksimum dóbr publicznych dla wszystkich”. Stąd władze państwa zaczęły przekonywać do przychylności wobec aborcji, homoseksualizmu, różnorodności, inkluzji, publikując oficjalne stanowiska w tych sprawach. Następnie pojawiły się już oficjalne ostrzeżenia mające na celu stłumienie przeciwstawnych poglądów. Kontrolowano wypowiedzi („poprawność polityczna”). Pojawiły się akcje zawstydzania i wymuszania używania określonego języka, np. zaimków dotyczących „płci kulturowej” i tak dalej. Wreszcie – nastała wszechobecna kontrola polegająca na karaniu za wykroczenia (ściganie przez organy zastępcze, to jest „trybunały praw człowieka”, które nakładały kary finansowe). Na końcu wprowadzono bezwzględne regulacje nakazujące obywatelom przestrzeganie ideologii rządowej pod groźbą cofnięcia licencji zawodowych, wyeliminowania dostępu do dotacji z powodu złych przekonań moralnych lub politycznych. Rząd starał się przekształcić wolne podmioty prywatne w quasi-publiczne instytucje za pomocą ustawodawstwa, rozporządzeń, kar i zakazów finansowania publicznego.

Projekty ustaw, np. C-25, narzucały „różnorodność” wszystkim kanadyjskim korporacjom (wymagając nie tylko obecności 50 procent kobiet w zarządach spółek, ale w ogóle przedstawicieli szerokiego spektrum „tęczy” i innych grup mniejszościowych), bez przedstawienia wiarygodnych dowodów, iż taka „różnorodność” podyktowana ideologią przyczyni się do wzrostu wartości dla akcjonariuszy czy lepszego prosperowania firmy. W ten sposób państwo przejmuje prywatne firmy, przekształcając je w quasi-publiczne przedsiębiorstwa odzwierciedlające ideologię państwa.

Drugim takim przykładem podanym przez Gairdnera są standardy narzucane prawnikom starającym się o pozwolenie na wykonywanie zawodu. Quasi-rządowa organizacja Law Society of Upper Canada w Ontario wydała zarządzenie nakładające na wszystkich prawników i asystentów prawnych w prowincji obowiązek przestrzegania zestawu zasad, obejmujących promocję równości, różnorodności i inkluzji. Prawnicy chcący pracować w swoim zawodzie muszą realizować rządową wizję ideologiczną, czy się im to podoba, czy też nie. Jak widać, na straży „prawomyślności” prawników nie stoją agenci rządowi, szpiedzy, ale przedstawiciele władz regulujących dostęp do zawodu – inni prawnicy tworzący samorządy. Podobne reguły dotyczą lekarzy itp.

Wreszcie trzecim przykładem „miękkiego totalitaryzmu” jest uzależnianie różnych instytucji i organizacji pozarządowych, zwłaszcza charytatywnych, od dotacji i cofnięcie ich w pewnym momencie, jeśli organizacje te nie postępują zgodnie z określonym programem ideologicznym, np. rządowym programem Canada Summer Jobs, oferując dofinansowanie stanowisk pracy w okresie letnim. Poprzednik Carneya kilka lat temu odmówił dotacji dla organizacji – z programu chętnie korzystały liczne podmioty charytatywne, wspólnoty religijne – jeśli nie podpisały oświadczenia wskazującego, iż popierają zaangażowanie kraju na rzecz praw człowieka, które obejmują „prawo do aborcji”, a także uroszczenia mniejszości seksualnych. Jak się można domyślić, regulacja uderzyła przede wszystkim w organizacje katolickie.

Poziom ingerencji rządu kanadyjskiego w coraz więcej sfer życia obywateli nie tylko nie ustaje, ale stale rośnie. W związku z „Konwojem Wolności”, który powstał w następstwie obostrzeń (przymus szczepień) wprowadzonych w czasie tak zwanej pandemii Covid-19, spora grupa kanadyjskich kierowców ciężarówek zbuntowała się, urządzając blokadę, która szkodziła gospodarce Kanady i USA. Władze kanadyjskie, by doprowadzić do udrożnienia tras, w lutym 2022 roku zablokowały konta bankowe uczestników Konwoju Wolności i osób ich popierających. Carney wówczas doradzał premierowi Trudeau. Protestujący i członkowie ich rodzin zostali napiętnowani, m.in. dożywotnio oznaczeni czerwoną flagą w systemach finansowych. Zablokowano także ich dowody tożsamości, aby uniemożliwić nie tylko dostęp do pieniędzy, ale także załatwienie różnych spraw, w przypadkach gdy wymagana jest identyfikacja biometryczna.

Czy nowy premier Kanady, który tak ambitnie opowiadał o potrzebie „życia w prawdzie”, a nie w kłamstwie, zmienił postępowanie w stosunku do tego, co robił jego kolega partyjny? Bynajmniej. Jedna z obietnic wyborczych zakładała przyjęcie regulacji zaostrzających walkę z tak zwaną mową nienawiści i znosząca jakąkolwiek ochronę religii.

Partia Carneya zawarła porozumienie z ugrupowaniem Bloc Québécois w sprawie usunięcia wyjątków religijnych z Kodeksu karnego (chodzi np. o powoływanie się na teksty religijne). O projekcie ustawy donosił 1 grudnia ubiegłego roku „National Post”, przywołując „wysokie rangą źródło rządowe”. Napisano, że „ustawa jest już gotowa”, po poprawkach w komisji i „wszyscy są zadowoleni”.

Chodzi o projekt C-9, który ma być wyrazem spełnienia obietnicy Marka Carneya, złożonej podczas wiosennych wyborów w 2025 roku.

Pretekstem do zaostrzenia regulacji ograniczających wolność wypowiedzi w Kanadzie stała się „rosnąca liczba doniesień o przestępstwach z nienawiści, napędzanych w szczególności incydentami antysemickimi”. Przy czym powołano się na raport B’nai Brith Canada. Opracowanie miało wykazać gwałtowny wzrost liczby incydentów antysemickich w kraju po ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku, a także kolejny znaczący wzrost w całym 2024 roku.

Ustawa o zmianie Kodeksu karnego (propagowanie nienawiści, przestępstwa z nienawiści i dostęp do miejsc kultu religijnego lub kultury) przewiduje zwiększenie kary za przestępstwa ścigane z oskarżenia publicznego do pięciu lat z dwóch i do dziesięciu, jeżeli maksymalny wymiar kary pozbawienia wolności za przestępstwo objęte postępowaniem wynosi 5 lat lub więcej, ale mniej niż 10 lat i do 14, jeżeli maksymalny wymiar kary pozbawienia wolności za przestępstwo objęte postępowaniem wynosi 10 lat lub więcej, ale mniej niż 14 lat; lub dożywocia, jeżeli maksymalny wymiar kary pozbawienia wolności za przestępstwo objęte postępowaniem wynosi 14 lat lub więcej.

Carney przywiązuje także dużą wagę do promocji interseksualności. Czy ktoś taki może być wiarygodnym i mówić o tym, że „żyje w prawdzie”?

Agenda klimatyczna i finansowa

Ale to nie wszystko. Obecny premier, to przede wszystkim człowiek, którego cała kariera zawodowa i polityczna przebiegała na styku agendy klimatycznej i finansów.

Były bankier centralny i globalny orędownik działań na rzecz klimatu, zaprojektował infrastrukturę finansową, która miała ugruntować monopol „kartelu klimatycznego”, niejako przejmując prywatną własność – intratne przedsiębiorstwa – zobowiązując je do raportowania pozafinansowego ESG.

Działając jako wysłannik ONZ ds. klimatu i finansów uruchomił w 2021 r. rozległą infrastrukturę finansową na rzecz szybkiej dekarbonizacji gospodarki. Powstał NZBA (obejmujący banki) pod parasolem sojuszu Glasgow Financial Alliance for Net Zero (GFANZ) i NZIA (obejmujący firmy ubezpieczeniowe). Firmy zmuszono do liczenia tzw. śladu węglowego, wodnego, wprowadzania praktyk zmierzających do tworzenia społeczności inkluzywnej, akceptującej wszelkie aberracje seksualne itp.

Jednak, wskutek działań podjętych przez republikańskich prokuratorów z różnych stanów USA – zarzucających bankom, największym funduszom inwestycyjnym i ubezpieczycielom, że tworzą „kartel klimatyczny”, dążąc do monopolizacji rynku – najpierw ubezpieczyciele, a potem także banki i wreszcie największe fundusze inwestycyjne wycofały się z globalnych sojuszy zainicjowanych przez Carneya, byłego bankiera Goldman Sachs.

Wytyczne i kryteria ESG, stosowane przez instytucje finansowe wykluczały klientów branży przemysłu wysokoemisyjnego (w tym przedstawicieli branży węglowej, naftowej, a nawet gazowej), którzy nie mogli ubezpieczyć swoich interesów ani pozyskać pożyczek na nowe projekty.

Carney stworzył Glasgow Financial Alliance for Net Zero (GFANZ) wspierany przez ONZ, który obejmował m.in.: Net Zero Asset Managers (NZAM), Net Zero Asset Owner Alliance ( NZAOA), Net Zero Banking Alliance (NZBA), Net Zero Financial Service Providers Alliance (NZFSPA), Net Zero Investment Consultants Initiative (NZICI) oraz Paris Aligned Asset Owners (PAAO).

Kanadyjczyk wspierał również pomysł stworzenia jednej globalnej waluty cyfrowej, którą zarządzałby Międzynarodowy Fundusz Walutowy albo inny globalny podmiot, by poradzić sobie z kruchością międzynarodowego systemu finansowego narażonego na ciągłe kryzysy.

Z jednej strony Carney zaangażował się w budowanie systemu, który miał pozwolić na szybką dekarbonizację gospodarki światowej, a przez to monopolizację branży paliw kopalnych i przy mniejszej produkcji paliw kopalnych generowania kolosalnych wpływów dla największych funduszy inwestycyjnych, które posiadają udziały w tych spółkach, jak to sugerują amerykańscy prokuratorzy. Z drugiej, tuż po przejęciu władzy już jako premier wycofał politykę dotyczącą ustalania cen emisji dwutlenku węgla, chociaż Kanada pozostaje jednym z największych emitentów „gazów cieplarnianych” na świecie.

W 2015 roku jako szef Banku Anglii alarmował: „Zmiana klimatu to tragedia horyzontu”, „Nie potrzebujemy armii aktuariuszy, żeby nam powiedzieć, że katastrofalne skutki zmiany klimatu będą odczuwalne poza tradycyjnymi horyzontami większości podmiotów, nakładając na przyszłe pokolenia koszty, których obecne pokolenie nie ma bezpośredniej motywacji, by ponieść”.

Jako Specjalny wysłannik ONZ ds. działań w dziedzinie klimatu i finansów oraz kluczowa postać COP26, Carney opowiadał się za: obowiązkowym pomiarem i ujawnianiem emisji w całym łańcuchu dostaw towarów, inwestycji w technologie i modele biznesowe, które przyspieszają przejście na zerową emisję netto itp. Stale powtarzał, że raportowanie ESG jest ważne, ponieważ „co się mierzy, tym się zarządza”.

W trakcie kampanii wyborczej zmienił retorykę. Podkreślał, że jest pragmatykiem i konieczne jest równoważenie wzrostu gospodarczego z odpowiedzialnością za środowisko. Zapewnił, że staje w obronie kraju, który kocha i zapowiedział zniesienie podatku węglowego dla konsumentów i zastąpienie go systemami zachęt, chociaż od innych krajów oczekiwał odmiennej polityki. Mówił, że przekształci Kanadę w „czyste i konwencjonalne” supermocarstwo energetyczne poprzez przyspieszenie zatwierdzania dużych projektów wydobycia kluczowych minerałów dla produkcji pojazdów elektrycznych i akumulatorów. Obiecał zbudowanie korytarza energetycznego w celu ułatwienia przepływu zasobów naturalnych i zmniejszenia zależności od handlu z USA, wspieranie projektów infrastrukturalnych i wydobywczych w Arktyce i na obszarach Pacyficznego Pierścienia Ognia. Zapowiadał wsparcie dla rolników oraz tworzenie nowych parków narodowych i obszarów chronionych.

Jednocześnie mówił, że będą prowadzone dalsze działania na rzecz różnorodności, równości i inkluzji (DEI) – to element raportowania ESG – której wojnę wypowiedziała Ameryka. Obiecał wykorzystać „perspektywę interseksualną”, aby wspierać wszystkich Kanadyjczyków, tłumacząc, że „postęp w zakresie różnorodności będzie najważniejszym celem, ponieważ nasza zdolność do dostrzegania wartości wszystkich Kanadyjczyków jest tym, co czyni Kanadę silną”.

Potwierdził zaangażowanie w Porozumienie paryskie i we wspieranie dekarbonizacji krajów rozwijających się. Zaznaczył, że Kanada chce być globalnym partnerem w zakresie odporności na zmiany klimatu, określając globalne standardy redukcji emisji i zrównoważonego rozwoju oraz dostarczając „zielone technologie”.

Chociaż deklaruje wierność globalnym zobowiązaniom w zakresie odchodzenia od paliw kopalnych, jednocześnie uruchamia wielkie projekty wydobycia ropy i gazu. Tyle, że teraz będzie to „zrównoważona ropa” dzięki zastosowaniu technologii wychwytywania dwutlenku węgla i składowania go pod ziemią.

Prawda jest taka, że Kanada nadal chce czerpać korzyści z eksploatacji paliw kopalnych. Jednocześnie usiłuje „wciskać” swoje „zeroemisyjne” towary innym mniejszym państwom, czerpiąc z tego zyski.

Zresztą – jak wyliczał Bruce Campbell z Toronto Metropolitan University w artkule zamieszczonym na stronie „The Conversation” pt. Mark Carney’s climate inaction is at odds with his awareness of climate change’s existential threat – istnieje sprzeczność pomiędzy tym co deklaruje Carney, a tym, co faktycznie robi w odniesieniu do „zmian klimatu”, chociaż uznaje je za „największe zagrożenie egzystencjalne”.

Analityk 9 października 2025 r. pisał, że „Mark Carney od dawna jest uznawany za autorytet w dziedzinie zmian klimatu. W 2015 roku, będąc prezesem Banku Anglii, wygłosił słynne przemówienie o tragedii horyzontu, gdzie przedstawił bankierom zmiany klimatu jako zagrożenie dla międzynarodowej stabilności finansowej. W wywiadzie udzielonym wkrótce po mianowaniu go Specjalnym wysłannikiem ONZ ds. działań na rzecz klimatu i finansów w 2019 roku, Carney określił zmiany klimatu jako największe zagrożenie egzystencjalne na świecie. Wysiłki Carneya mające na celu stawienie czoła napędzanym przez Amerykę wstrząsom w porządku międzynarodowym mają kluczowe znaczenie: wzmocnienie gospodarki krajowej poprzez budowanie międzynarodowych relacji handlowych i bezpieczeństwa. Jednak klimat nie wydaje się być priorytetem premiera” – czytamy.

Świadczą o tym: uchylenie podatku węglowego dla konsumentów, opóźnienie wdrożenia obowiązku posiadania pojazdów elektrycznych przez producentów samochodów oraz rozważane zniesienie federalnego limitu emisji dla producentów ropy naftowej.

Okazuje się, że wśród pięciu największych projektów gospodarczych zatwierdzonych przez rząd znalazł się projekt dotyczący podwojenia produkcji skroplonego gazu ziemnego w Kitimat (Kolumbia Brytyjska) i rozpatrywana jest propozycja Pathways Alliance, konsorcjum firm zajmujących się piaskami roponośnymi, dotycząca produkcji „zrównoważonej ropy”.

Klimatolog Simon Donner, doradca NZAB, federalnego organu ds. zerowej emisji netto uznał termin „zrównoważona ropa i gaz” za kłamstwo. Nie ma bowiem czegoś takiego.

Analityk przypomina, że „Kanada jest 11. największym emitentem CO2 na świecie i drugim co do wielkości emitentem w przeliczeniu na mieszkańca”, i chociaż kraj zobowiązał się do redukcji emisji – w ramach Porozumienia paryskiego w sprawie klimatu – o 45–50% w stosunku do poziomów z 2005 r. do 2035 r., to jednak „Raport kanadyjskiego Komisarza ds. Środowiska i Zrównoważonego Rozwoju wykazał, iż emisje spadły zaledwie o 7,1% od 2005 r.”.

„Przemysł paliw kopalnych zasadniczo zagwarantował, że cele redukcji emisji Kanady do 2030 roku nie zostaną osiągnięte, głównie ze względu na ciągły wzrost wydobycia piasków roponośnych, które obecnie stanowią 31% całkowitych emisji Kanady” – czytamy.

Analityk dochodzi do wniosku, że Carney tak naprawdę nie przejmuje się zagrożeniami związanymi ze zmianami klimatu.

Co znamienne, były wysłannik ONZ ds. klimatu nawet nie wziął udziału w niedawnym, listopadowym szczycie COP30. Nie pojechał do Brazylii, tłumacząc się obowiązkami krajowymi, pomimo swojej reputacji orędownika finansowania działań w tym zakresie.

Nie uszło to uwadze jego uczestnikom, którzy skrytykowali Kanadę za „odstępstwo od zobowiązań klimatycznych i koncentrację na paliwach kopalnych”. W Belém pojawił się minister środowiska, ale zachowywał się biernie w sprawie przyjętego tam Mechanizmu Działań. Nieobecność Carneya zbiegła się z kontrowersjami wokół nowych projektów naftowo-gazowych oraz pytaniami o zaangażowanie Kanady w realizację celów Porozumienia paryskiego, co kontrastowało z jego wcześniejszą działalnością globalną. Carney także wycofał swój udział we wcześniejszym szczycie klimatycznym Sekretarza Generalnego ONZ.

Sojusz strategiczny z Chinami

Można powiedzieć, że premier Kanady snuje narracje o jednej z opcji budowania nowego ładu światowego, a patrząc na to, co robi jako szef rządu widać wyraźnie, że celem jest – co zresztą sam zarzuca „hegemonowi”, w domyśle USA – zapewnienie sobie jak najlepszej pozycji na świecie, gdzie opowieści o zrównoważonym rozwoju i klimacie są fasadą dla budowania sojuszy, pozwalających na dalsze czerpanie korzyści z globalizacji.

16 stycznia na oficjalnej stronie premiera Kanady poinformowano o zawarciu nowego sojuszu strategicznego z Chinami.

Carney spotkał się kilka dni temu z prezydentem Chin Xi Jinpingiem, premierem Li Qiangiem oraz przewodniczącym Stałego Komitetu Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych Chin Zhao Leji. Była to pierwsza wizyta szefa rządu kanadyjskiego w Pekinie od 2017 roku.

Przywódca zgodził się na import chińskich elektryków i innych towarów związanych z energetyką, „czystymi technologiami i konkurencyjnością klimatyczną”. W zamian Kanada będzie mogła więcej eksportować produktów rolnych i spożywczych. Liczy na zwiększenie eksportu do Chin o 50% do 2030 roku w zamian za zwiększenie inwestycji Pekinu w „czystą energię” w Kanadzie.

Oba kraje zadeklarowały, że „są zdecydowanymi zwolennikami multilateralizmu”, a „kluczowym filarem tego partnerstwa będzie pogłębienie zaangażowania na rzecz poprawy globalnego zarządzania”. Mają ściślej współpracować w zakresie konkurencyjności klimatycznej oraz stabilności finansowej i makroekonomicznej. Kanada weźmie udział w spotkaniu państw APEC pod chińskim przewodnictwem w tym roku. Mają także – to a propos wierności wolności i wartościom – „pragmatycznie i konstruktywnie współpracować w zakresie bezpieczeństwa publicznego”. „Nasze organy ścigania zacieśnią współpracę, aby skuteczniej zwalczać handel narkotykami, przestępczość międzynarodową i cyberprzestępczość, narkotyki syntetyczne i pranie pieniędzy – a także tworzyć bezpieczniejsze społeczności dla mieszkańców obu krajów”.

Będą również badać dalsze możliwości wymiany kulturalnej i pogłębiania partnerstwa.

Jeszcze 18 kwietnia 2025 r. Reuters donosił o tym, że Mark Carney powiedział tuż przed wyborami, iż Chiny stanowią największe zagrożenie bezpieczeństwa dla Kanady. Potem rozwijał tę kwestię, zaznaczając, że chodzi o największe zagrożenie „w sensie geopolitycznym” i że rząd podejmie działania, aby rozwiązać ten problem.

Swoją drogą to ciekawe, jak to rozwiązano w kontekście ostatnio zawartego porozumienia?

Już wtedy Carney mówił, że Kanada ma możliwości zaangażowania się poza Stanami Zjednoczonymi i Chinami, dwiema największymi gospodarkami świata, wskazując na Europę, kraje ASEAN, Mercosur i inne części świata.

Carney, który zachęca średnie mocarstwa i mniejsze państwa do współpracy, głosząc hasła o zrównoważonym rozwoju, de facto próbuje utrzymać wpływ Kanady na system globalnego zarządzania, aby wyznaczać standardy dla innych.

Ciągła zmiana poglądów w zależności od zajmowanego stanowiska – co ma świadczyć o jego „pragmatyczności” – bynajmniej jednak nie zachęca do podążania jego śladami i potwierdza, że chociaż jest mowa o „wartościach”, to liczą się interesy.

Premier Kanady po prostu robi dokładnie to samo, co krytykowana przez niego ekipa Trumpa, stawiając na interesy narodowe. I nie wiedzieć czemu, mówi z pewną dozą wyższości moralnej o swojej ojczyźnie, zaś zagraniczne media takie, jak „El Pais” sugerują, że jest nawet moralnym kompasem, stając na czele moralnego i geopolitycznego sprzeciwu wobec „trumpizmu”.

Kanada ani nie jest kompasem moralnym, ani też nie poprowadzi krucjaty przeciwko „trumpizmowi”. Co najwyżej, spróbuje zadbać o własne interesy i utrzymanie się za wszelką cenę „przy stole” negocjacyjnym, licząc, że będzie narzucać standardy kształtującego się nowego ładu światowego i „nie znajdzie się w menu” jako kolejny kąsek do połknięcia przez „hegemona”. Strach pomyśleć, jakie „standardy” będzie forsować.

Agnieszka Stelmach

 

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(4)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie