Wiara w Boga nie wymaga pewnego przekonania o Jego istnieniu i polega na zaufaniu mimo braku dowodów? To myśl często powtarzana wśród katolików, a ostatnio wyrażona m.in. przez popularnego duszpasterza. Tymczasem opinia ta sprzeciwia się katolickiej doktrynie. Zaczerpnięta jest od praojca modernizmu i podpada pod klątwę soboru powszechnego. Uważajmy na podobne stwierdzenia. Przeczą one uznanej prawdzie chrześcijańskiej.
Twierdzenie, że wiara musi – wobec braku potwierdzających ją dowodów – opierać się na zaufaniu, usłyszeć można w Kościele często. W ten sposób niektórzy chcą odpowiadać na zarzuty absurdalności religii. Wedle tego przekonania, by wyznawać Chrystusa chrześcijanin nie musiałby dysponować pewnością poznawczą. Są tacy, którzy sądzą, że to sensowna odpowiedź na zarzuty ateistów i agnostyków.
Rozpowszechnienie formuły „nie wiem, ale wierzę” jest jednak wśród katolików nieszczęsne – bo „broni” religii… jednocześnie odrzucając jej naukę. Jednym z bardziej znanych promotorów tej zasady był Immanuel Kant – którego filozofia – wedle m.in. św biskupa Józefa Sebastiana Pelczara stanowiła kluczowy punkt wyjścia herezji modernizmu. Ten nurt teologiczny, podważający obiektywnie prawdziwy charakter religii katolickiej, doczekał się odrzucenia przez Kościół w licznych orzeczeniach. W starciu z modernistami Magisterium potępiło m.in. przekonanie, że nie da się dowieść z całkowitą pewnością racji katolickiej wiary.
Wesprzyj nas już teraz!
W szeregu dokumentów – m.in. w „Qui Pluribus” bł. Piusa IX i „Aeterni Patris” Leona XIII papieże podkreślali, że religia objawiona niesie pewne poznanie spraw nadprzyrodzonych, które jest tak samo wiarygodne, jak poznawana rozumem rzeczywistość natury, choć przewyższa ją dostojeństwem.
Doktrynę o niewątpliwym charakterze religii do najwyższej rangi wyniósł Sobór Watykański I w konstytucji dogmatycznej „Dei Filius”. Dokument wśród kanonów soborowych wymienił zdania, wedle których istnienie Boga oraz autentyczność katolickiej doktryny można poznać bez cienia wątpliwości. Przeciwne opinie obłożył zaś anatemą. Oto fragmenty orzeczenia Ojców soborowych:
„Gdyby ktoś mówił, że jednego i prawdziwego Boga, Stwórcę i Pana naszego, nie można poznać ze stworzeń w sposób pewny z pomocą naturalnego światła rozumu ludzkiego – niech będzie wyklęty”.
„Gdyby ktoś mówił, że cudów nie można poznać w sposób pewny, ani, że na ich podstawie nie można w należyty sposób wykazać Bożego pochodzenia religii chrześcijańskiej – niech będzie wyklęty.
Tymczasem zdanie niebezpiecznie bliskie potępionym przez sobór formułom wyraził niedawno rozpoznawalny duchowny. Ks. Rafał Główczyński – salwatorianin znany pod pseudonimem „Ksiądz z Osiedla” – stwierdzał podczas wywiadu:
– Generalnie biorę pod uwagę, że Pana Boga może nie być. (…) To jest ta różnica między wiarą i pewnością. Ateiści wierzą, że Boga nie ma. Wierzący wierzą, że Bóg jest, ale i my i ateiści wierzymy. Nie ma rozstrzygających dowodów na to, że Pan Bóg jest, jak i nie ma rozstrzygających dowodów na to, że Boga nie ma.
Po tych niepokojących słowach ksiądz powołał się jednak na „dowód kumulatywny” Richarda Swinburne’a, stwierdzając, że jemu ten tok rozumowania wydaje się przekonywający. Ściśle rzecz ujmując, refleksja brytyjskiego filozofa zakłada, że istnienie Boga należy przyjąć jako bardziej prawdopodobne biorąc pod uwagę liczbę zdarzeń w świecie, które trudno wyjaśnić inaczej, niż Jego interwencją.
Zdaniem Swiburne’a powszechność „zadziwiających” faktów o wszechświecie, prywatne doświadczenia Boga, wreszcie zdarzenia zdające się być cudownymi sumują się do całkiem zasadnego argumentu za istnieniem Boga – podczas, gdy za tezą przeciwną przemawia niewiele.
Niezależnie od tej filozoficznej dyskusji „dopuszczanie” fałszywości religii wydaje się jednoznacznie sprzeczne z kanonami Soboru Watykańskiego I. Pewność poznania religijnego jest artykułem wiary. Niestety – raczej z niewiedzy – podważanym powszechnie. Stąd lekcja – nie wdawajmy się w teologiczne i filozoficzne dywagacje, zanim nie dowiemy się, co religia katolicka sama stanowi o sobie.
Filip Adamus