Dzisiaj

Żyd i homo!? O czytaniu i (o)błędnym odczytywaniu „Kupca weneckiego” Szekspira

Jan J. Franczak: Tym razem poświęcimy całą rozmowę „Kupcowi weneckiemu”. Jesteś przecież redaktorem wydania tej sztuki w Ignatius Press. Chciałbym jednak zacząć od małej demonstracji – proszę, powiedz, co myślisz o okładce tego współczesnego polskiego tłumaczenia Kupca weneckiego? (Na okładce widnieje mężczyzna wyglądający jak ortodoksyjny Żyd w czarnym kapeluszu. Jego broda jest jednak tęczowa, w kolorach flagi LGBT.)

Joseph Pearce: Ojej! To mówi wszystko, co należy wiedzieć. Nawet nie otworzyłbym książki z taką okładką. Poszukałbym innego wydania. Ojej, ojej! Od razu widać, w którą stronę to zmierza – i na pewno nie jest to kierunek, w którym podążał Szekspir.

Takie było właśnie moje wrażenie i reakcja, kiedy zobaczyłem tę okładkę. Już wcześniej rozmawialiśmy trochę o „Kupcu weneckim” w jednym z poprzednich odcinków. Przypomnijmy pokrótce, co wtedy powiedziałeś: wiemy na pewno, że główną postacią zdecydowanie nie jest Shylock, jak zdaje się sugerować ta okładka, (i z całą pewnością nie jest on homoseksualistą), ponieważ kupcem weneckim jest oczywiście Antonio. Tytuł sztuki nie brzmi „Żyd wenecki”. Nie jest to też „Lichwiarz wenecki” – zatytułowana jest po prostu „Kupiec wenecki”. Shylock więc nim nie jest.
Wspomniałeś również, że w sztuce mamy trzy główne punkty skupienia. Pierwszy to próba szkatułek, drugi – proces sądowy, a trzeci – próba pierścieni. Tylko w tym drugim punkcie Shylock odgrywa naprawdę ważną rolę. Wiemy więc, że bohaterem głównym jest Antonio, ale pojawia się pytanie: kim właściwie jest Antonio?

Wesprzyj nas już teraz!

Sztuka zaczyna się od tego, że Antonio zadaje jedno z aksjomatycznych pytań, które chyba kiedyś zadaliśmy sobie wszyscy w jakimś momencie: „z trudem tylko poznaję sam siebie” . Innymi słowy – Antonio jest trochę jak Dante na początku Boskiej Komedii. Przeżywa kryzys wieku średniego. Znajduje się w mrocznym lesie zagubienia, naprawdę nie wie, jaki jest sens życia. Przyjaciele pytają więc: „Czy jesteś zakochany?” On na to: „Nie, nie jestem zakochany.” „Czy martwisz się o interesy?” A on: „Nie, nie martwię się o interesy.” A więc po prostu nie wie. Innymi słowy – w światowym rozumieniu odnosi sukcesy, ale nie jest usatysfakcjonowany, bo oczywiście sukces w światowym rozumieniu ostatecznie nie jest satysfakcjonujący.

W rzeczywistości dochodzi do głębszej pełni samego siebie, kiedy decyduje się poświęcić dla swojego przyjaciela Bassania. A kiedy dokonuje tego wyboru, wówczas oczywiście coraz bardziej wchodzi w sytuację, w której de facto staje się figurą Chrystusa – i w której ma zostać zabity z powodu czystego poczucia zemsty ze strony Shylocka. I ma umrzeć nie za siebie, lecz za swojego przyjaciela. Złożył bowiem zasadniczo życie w ofierze za swego przyjaciela Bassania. A jak mówi nam Chrystus: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13).

Zadaję to pytanie o Antonia, ponieważ Claire Asquith w swojej – według mnie – wspaniałej książce (niestety nieprzetłumaczonej na polski – mam nadzieję, że lepiej jest znana w świecie anglojęzycznym) „Shadowplay: The Hidden Beliefs and Coded Politics of William Shakespeare” zamieściła – oprócz oczywiście interpretacji „Kupca weneckiego” – słowniczek, w którym wyjaśniła pewne znaczące określenia i słowa, ważne według niej dla zrozumienia dzieła Szekspira. Możemy tam także znaleźć hasło zatytułowane „Kupcy”. Pozwolę sobie zacytować, co napisała: „w zaszyfrowanych biuletynach jezuitów dusze były towarem, księża kupcami, wyznawcy wierzycielami, jezuici czeladnikami, więzienie domem kredytowym, sakramenty klejnotami, szubienica w Tyburn w Londynie to miejsce ożywionego handlu”. Co o tym myślisz?

Cóż, nie mam większych zastrzeżeń co do tego, ale odrobinę czuję się nieswojo przy próbie zredukowania piękna, majestatyczności, integralności i pełni sztuk Szekspira do zwykłego szyfru. Zatem taki jest mój problem z dziełem Clare Asquith. Wykonała wspaniałą robotę i dziękuję za nią Bogu. Ale istnieje pewien redukcjonizm, w przypadku którego musimy być ostrożni – że Szekspir nie pisze po prostu pięknych dzieł sztuki, które zawierają harmonię w swej integralności i pełni. Być może faktycznie osadził w tych dziełach sztuki zaszyfrowane odniesienia, ale nie wolno nam jedynie szukać szyfru i przeoczyć piękno tego dzieła. Taka byłaby moja ostrzegawcza odpowiedź.

Tak, zgadzam się oczywiście z tym, że nie możemy tylko redukować tego dzieła do jakichś szyfrów i nieustannie doszukiwać się jakichś ukrytych przesłań. Choć wydaje się to mieć także sens, ponieważ wyraźnie są tam nawiązania do pewnych wydarzeń, a jeśli nie rozumiemy tych odniesień, to sądzę, że w pełni nie rozumiemy dzieła Szekspira. Są nawet określone daty, jeśli dobrze pamiętam, które możemy odkryć, a jeśli znamy to konkretne wydarzenie… nie pamiętam teraz dokładnie, ale wydaje mi się, że było jakieś trzęsienie ziemi czy coś takiego, co wydarzyło się w Anglii tamtych czasów i możemy to odkryć i zrozumieć dzieło Szekspira lepiej, prawda?
Poza tym pamiętaj, że pochodzę z kraju, gdzie takie zaszyfrowane odniesienia np. w literaturze i w teatrze były całkowicie normalne – i to wcale w nie tak odległej przeszłości. A więc dla mnie jest oczywiste, że dobra sztuka i dobra literatura mogą zarówno skrywać szyfry, które odnoszą się do konkretnej sytuacji politycznej, jak i jednocześnie mówić sporo o niezmiennych prawdach i ludzkiej naturze – będąc także dziełami o niezwykłym pięknie. Swoją drogą, tak właśnie Clare Asquith wpadła na tę myśl: była na spektaklu teatralnym w Związku Sowieckim.

Zgadzam się oczywiście co do konieczności zakodowanej dyskrecji, jeśli dzieło jest pisane, wykonywane i publikowane w czasach tyranii, obojętnie czy będzie to elżbietańska Anglia, czy kontrolowana przez sowietów Europa. Taka zakodowana dyskrecja z pewnością jest obecna w dziełach Szekspira.

Znajomość dokładnego czasu, umiejętność określenia dokładnego czasu lub zbliżenia się do właściwego czasu, w którym sztuka była pisana, pozwala nam zobaczyć ją w jej historycznym kontekście. Na przykład co najmniej interesujący jest dla mnie fakt, że w Anglii nie było Żydów w czasach, kiedy Szekspir pisał tę sztukę w latach 90-tych XVI wieku. Zostali oni wypędzeni 300 lat wcześniej przez Edwarda I.

Zatem, kiedy widownia Szekspira patrzy na kogoś takiego jak Shylock, to na dosłownym poziomie (a musimy pamiętać, że czytanie literatury to czytanie literackie, innymi słowy musimy dostrzec alegorię, jak również sens dosłowny) jest oczywiście Żydem z Wenecji. Jednak na poziomie literackim widownia Szekspira postrzegałaby Shylocka, postrzegałaby to, co przytrafiło się kupcowi weneckiemu, jako coś właściwego dla ich własnego czasu i miejsca. A jedynymi lichwiarzami w Anglii Szekspira byli kalwiniści, ponieważ Kalwin zerwał z chrześcijańską tradycją (i tak naprawdę z żydowską tradycją, jeśli cofnąć się do Starego Testamentu, która potępiała lichwę). A Kalwin powiedział, że lichwa jest w porządku. A zatem kalwiniści albo purytanie w Anglii byli tymi, którzy udzielali pożyczek.

Oznacza to, że widownia Szekspira widziałaby Shylocka na poziomie dosłownym jako Żyda, ale na poziomie alegorycznym jako ledwie skrywanego purytanina. A musimy pamiętać, że purytanie nie byli jedynie antykatolikami, występowali oni także przeciwko pięknu. Chcieli oni zasadniczo wyrzucić muzykę z życia, także taniec i teatr… A kiedy w rzeczywistości w końcu doszli do władzy w Anglii po wojnie domowej, 50 lat od napisania tej sztuki, zamknęli teatry. Oczywiście zaatakowali Kościół, zakazali Wielkanocy, zakazali Bożego Narodzenia… Widzowie Szekspira zatem – ale nie purytanie – chodzą do teatru. Widownia Szekspira jest antypurytańska. Szekspir głównie gra przed swoją antypurytańską widownią, a dla niej Shylock jest ledwo skrywanym purytaninem. I sądzę, że jest bardzo ważne, byśmy nie pogubili się gdzieś w szczegółach, ale spróbowali zobaczyć to, jeśli wolisz, co zobaczyłaby widownia Szekspira i co my musimy zauważyć, jeśli mamy spojrzeć na tę sztukę oczami Szekspira.

Tym niemniej była wówczas sprawa skojarzona z Żydami – egzekucja, którą wielu przywołuje, by wesprzeć swoją interpretację Kupca weneckiego jako dramatu albo antysemickiego, albo anty-antysemickiego: egzekucja Rodrigo Lopeza, portugalskiego Żyda nawróconego na chrześcijaństwo, który służył jako osobisty lekarz królowej. Jednak zdajesz się uważać, że był to raczej pretekst do przyciągnięcia publiczności, jeśli się nie mylę?

Tak. Kontrowersja wokół egzekucji Lopeza oraz sukces wcześniejszej sztuki – Żyda z Malty Christophera Marlowe’a – musiały przyczynić się do tego, że w tamtych czasach Żydzi stali się popularnym tematem dla dramatu.

„Żyje harmonia w nieśmiertelnych duszach…”

Wspomniałeś muzykę, a sądzę, że muzyka także odgrywa ważną rolę w Kupcu weneckim. Pojawia się ona zarówno w czasie testu szkatułek, jak i na końcu tego dramatu. Są tam charakterystyczne słowa o muzyce oraz o tych, którzy nie lubią muzyki, słowa które – jak pamiętam – cytowałeś w swoich esejach albo przynajmniej w jednym z nich.

Tak, masz całkowitą rację i brawa dla ciebie, Janie, że znasz tę sztukę tak dobrze. Ponieważ są dwa miejsca, w których muzyka odgrywa znaczącą rolę. To test szkatułek – zwłaszcza wówczas, kiedy Basanio ma przejść tę próbę, Porcja prosi o zagranie muzyki; ma to swoje znaczenie. Ale najważniejsze pod koniec, w ostatnim akcie, są słowa Lorenza.

A słowa Lorenza o znaczeniu muzyki są odzwierciedleniem katolickiego rozumienia muzyki – i rozumienia jej w świecie chrześcijańskim, jeszcze z czasów Boecjusza w jego dziele De musica. To w nim Boecjusz mówi o trzech typach muzyki, czego paralelę i analogię odnajdujemy właśnie w słowach Lorenza. Innymi słowy Szekspir dość wyraźnie nawiązuje i robi aluzję do rozumienia muzyki przez Boecjusza. A jego traktat De musica – tak jak O pociechach filozofii było głównym tekstem filozoficznym od tysiąca lat w całym średniowieczu – był głównym dziełem teoretycznym o muzyce w ciągu całego średniowiecza. I Szekspir wyraźnie to wie, sądzę, że to ważne, byśmy wiedzieli, co katolicka cywilizacja w średniowieczu myślała o muzyce.

Zatem to, co Boecjusz mówi, a także co Lorenzo mówi w sztuce, to to że istnieje musica naturalis, która jest muzyką sfer niebieskich, muzyką kosmosu: że Boże stworzenie nie jest jakimś przypadkiem czy czymś tak naprawdę czysto materialnym, że stworzenie jest symfonią. I to widać zarówno w dziełach Tolkiena, jak i Lewisa: Bóg stwarza Sródziemie i wówczas słuchać wspaniałą muzykę; Aslan wyśpiewuje Narnię do istnienia. Dzieje się tak dlatego, że Tolkien i Lewis są częścią tej tradycji, ale także jest nią i Szekspir.
Tak więc musica naturalis: Lorenzo zaczyna od wskazywania na gwiazdy. Wówczas to zaczyna mówić o muzyce – nie mówi o czymś, co gra muzykę, ale: po prostu spójrz na gwiazdy, na piękno kosmosu.

Następnym typem muzyki jest musica humana. To my jesteśmy muzyką! Innymi słowy jest w nas coś, co ma udział w muzyce kosmosu w sposób, który jest odmienny od tego, jaki ma wszelkie inne stworzenie. A ponieważ możemy zrozumieć tę muzykę, możemy ją docenić, a ponieważ jesteśmy twórczy, możemy zagrać tę muzykę – obojętnie czy gramy ją tak, jak Szekspir piszący sztuki, czy gramy ją grając na instrumentach.

A trzecim typem muzyki jest musica instrumentalis, która jest dziełem sztuki – tym, co my – jako „muzyka”, jako imago Dei – możemy przy użyciu naszej wyobraźni tworzyć: Czy będzie to literatura, czy sztuki wizualne, czy architektura, czy będzie to muzyka, którą się słyszy.
A jeśli się spojrzy na mowę Lorenza w tej sztuce, to podąża ona ściśle za trzema typami muzyki według Boecjusza. A zatem musimy rozumieć Szekspira z perspektywy Christanitas, ponieważ Szekspir jest częścią Christianitas. I w tej mowie w Akcie V Kupca weneckiego pokazuje on nam swoje rozumienia chrześcijańskiego rozumienia muzyki jako stworzenia i inwencji twórczej.

A cóż Edmund ma z tym wszystkim wspólnego?

Chciałbym wrócić do tematu Shylocka i Antonia. Porozmawiajmy może ponownie o Antonio. Już rozmawialiśmy trochę o Kupcu weneckim, kiedy dyskutowaliśmy o sztukach teatralnych – a mianowicie, czy powinniśmy je oglądać, czy czytać. Wspomniałeś oglądane przez siebie przedstawienie, w którym postaci chrześcijan pluły na Shylocka, kopały go itd. Jednak w rzeczywistości sam Shylock mówi, że Antonio kopał go, pluł na niego. Czy Antonio zatem jest bohaterem pozytywnym, czy nie? Ponieważ z tego punktu widzenia wydaje się, że nie tak do końca.
Dobrze, wiemy, że Antonio psuł mu interesy, ale wiemy także, że Shylock był lichwiarzem, a to praktyka, którą potępiał przez długi czas nie tylko Kościół. Zatem możemy zrozumieć niechęć Antonia. A jednak Shylock mówi, że Antonio pluł na niego i kopał go. Z drugiej strony mamy świadectwo przyjaciół Antonia, którzy nieustannie powtarzają, że jest on bardzo dobrym człowiekiem, a nawet – jeśli pamięć mnie nie myli – ktoś stwierdza, że trudno sobie wyobrazić kogoś lepszego od niego itp. Mógłbyś to nam nieco rozjaśnić?

Rzecz w Szekspirze – w geniuszu Szekspira – polega na tym, że nie tworzy on płaskich, papierowych postaci. On tworzy pełnokrwistych ludzi. Dlatego w sztukach Szekspira są święci – ci, którzy są cnotliwi, a ich cnota rządzi niemal wszystkim, co robią. W Kupcu weneckim taką postacią jest Porcja – ale tylko Porcja. Nie ma w Kupcu weneckim drugiej postaci, która byłaby bez skazy.

Musimy więc widzieć Antonia jako grzesznika, takiego jak my wszyscy, kogoś, kto jest zdolny do tego – kiedy się rozgniewa – by wylewać swoją żółć w sposób, który uznalibyśmy za naganny. Musimy widzieć Antonia takim jak my sami – jako postać złożoną, kogoś, kto, jak sam mówi na początku sztuki, nie jest w stanie pojąć sensu tego, po co właściwie jest na tym świecie, o co w tym wszystkim chodzi. To ewidentnie człowiek, który tak naprawdę nie ma jasnego zrozumienia głębszych rzeczywistości. Inaczej nie powiedziałby: „z trudem poznaję sam siebie”. Jest więc człowiekiem pogubionym i dlatego może pogubić się pod wpływem wydarzeń, w tym przez swoją wściekłość na Shylocka.

A Shylock wygłasza jedną z najpotężniejszych mów – choć Shylock jest z pewnością postacią pełną nienawiści, postacią napędzaną żądzą zemsty i nienawiścią. I mimo to nie wolno nam zapomnieć, że mówi: „Czy Żyd nie ma oczu, czy Żyd nie ma rąk…”. Innymi słowy: jesteśmy ludźmi. To przypomina nam, że niezależnie od tego, czy ktoś jest Żydem, purytaninem, ateistą czy komunistą – musimy traktować go jak osobę ludzką, szanować godność osoby ludzkiej. Jeśli tego nie robimy, stajemy się tak samo źli jak oni, bo właśnie tego oni nie robią, prawda? Jeśli więc mamy pokazać się jako chrześcijanie, musimy okazywać szacunek dla godności osoby ludzkiej – nawet jeśli ta osoba jest naszym wrogiem. Kochać nieprzyjaciół to najtrudniejsze przykazanie, jakie dał nam Chrystus.

Powiedziawszy zatem to: czy Antonio zawodzi pod względem moralnym, plując na Shylocka? Tak. Ale doskonałe, wspaniałe w Szekspirze jest to, że przedstawia nam pełnokrwiste, ułomne osoby. Dlatego wciąż go czytamy – bo nie pokazuje nam papierowych postaci; pokazuje nam rzeczywistość.

Tak, zgadzam się z tym, ponieważ także nie wszyscy jego przyjaciele są tak bardzo miłosierni wobec Shylocka i możemy to zauważyć, kiedy czytamy scenę procesu. Ten fragment mowy Shylocka, który wspomniałeś, wydaje się być jednym z najsłynniejszych i najbardziej znanych cytatów z Kupca weneckiego. Pozwolę sobie go zacytować: „Czy Żyd nie ma oczu, czy Żyd nie ma rąk, narządów, ciała, zmysłów, uczuć i nadziei (…)?”
Jednakże oczywiście nie oznacza to, że Shylock jest bohaterem pozytywnym. Według mnie – nie wiem, czy się ze mną zgodzisz co do tego – w rzeczywistości w Królu Learze mamy nieco podobną scenę z Edmundem, w której mówi on:

I czemu
Mam być bękartem? A dlaczego nędznym,
Skoro me kształty są równie foremne,
Umysł tak bystry i postać tak godna
Jak u potomka tej cnotliwej damy?

Jakoś nikt nie cytuje tego jako słynnego fragmentu. Ale z drugiej strony ten cytat z Kupca weneckiego wydaje się być tak bardzo znany, ponieważ pokazuje on Shylocka jako ofiarę, prawda? Czy zgodziłbyś się zatem, że mamy tu podobieństwo do przypadku Edmunda?

To bardzo dobra paralela, bardzo dobra analogia, którą tu przedstawiłeś. Edmund ma prawo być wściekły. Jeśli spojrzy się na pierwsze sceny Króla Leara, jego ojciec traktuje go z pewnego rodzaju pogardą. Glocester nie ma żalu, żadnego poczucia skruchy z powodu cudzołóstwa, zdrady własnej żony, w wyniku czego urodził się jego syn z nieprawego łoża. A zatem oczywiście Edmund jest osobą urodzoną poza związkiem małżeńskim – jest nieślubnym synem i jest wściekły. I ponownie mamy tutaj kwestię godności osoby ludzkiej.

Ale to, co Edmund robi ze swoją wściekłością jest całkowicie godne potępienia. Doprowadza do mordowania ludzi. To, co robi Shylock ze swoim gniewem, jest całkowicie godne potępienia. Nie można sobie pozwolić na to, by powiedzieć: „Ponieważ mnie doprowadzasz do wściekłości, zabiję cię i innych ludzi”. Przykro mi, ale to nie czyni kogoś ofiarą; to czyni kogoś łajdakiem. A zatem bez względu na to, jak bardzo ktoś cię wściekł – a istnieją usprawiedliwione powody do jego gniewu – nie ma żadnego usprawiedliwienia dla działań nikczemnych. Tymczasem zarówno Edmund w Królu Learze, jak i Shylock w Kupcu weneckim są dość wyraźnie łajdakami, którzy pragną śmierci innych osób.

W tym wszystkim chodzi o teologię, a nie o rasę!

Mimo to wciąż wielu krytyków skupia się na Shylocku, a moje pytanie jest takie: Czy mógłbyś wytłumaczyć polskim czytelnikom i nie tylko polskim, ponieważ mam nadzieję, że także czytają nas ci, którzy są anglojęzyczni, a mianowicie: Czy sztuka ta jest antysemicka, filosemicka, a może antyrasistowska?
Pytam o to, ponieważ, np. mam tutaj współczesne polskie tłumaczenie z lat 80-tych. A autor posłowia do tego wydania powiedział mniej więcej coś takiego, że jednym z głównych motywów tej sztuki jest rasizm – używając współczesnej terminologii. I szczerze powiedziawszy, kiedy to przeczytałem, wydało mi się to absurdalne. Nie podaję nazwiska tej osoby, ponieważ polski czytelnik bez trudu może je poznać i znaleźć to wydanie, a dla zagranicznego czytelnika jest to być może nieważne. Ale sposób myślenia wydaje się tu wątpliwy.

Cóż, to jest absurdalne. Słowo „rasizm” nie byłoby nawet zrozumiałe przez Szekspira ani jemu współczesnych z tego powodu, że elżbietańska Anglia była zasadniczo społeczeństwem jednolitym rasowo. Mogło się zdarzyć, że zobaczono kogoś, kto nie był biały w większych portach, takich jak część Londynu o nazwie Docklands i w Bristolu czy być może Liverpool. Oczywiście tam, gdzie mamy handlowców podróżujących po świecie, można było się na takich ludzi natknąć. Ale poza tym cała koncepcja rasy to coś, co nie byłoby zrozumiałe.

Kluczowe jest tutaj to… Cóż, najlepszy sposób patrzenia na to jest taki – wiesz, że mówię to jako były rasista – że jedno, czego rasiści nie lubią, to mieszania się ras. Mieszane rasowo małżeństwa są dla nich anatemą. Otóż, gdy tylko Jessica, córka Shylocka decyduje się zostać chrześcijanką i poślubia Lorenzo, zostaje całkowicie zaakceptowana. A mówi się nam, że jej krew jest tak różna od krwi Shylocka, jak czerwone wino od wina białego. Innymi słowy nie chodzi tutaj o rasę, ale o religię.

Czy zatem ten dramat jest antysemicki? Nie, nie jest antysemicki. Ale to, czym jest – a musimy tutaj być szczerzy, musimy mieć odwagę naszych przekonań – to fakt, że idee mają swoje następstwa. A zatem jako chrześcijanie mamy wszelkie prawo powiedzieć, że uważamy, iż judaizm, islam czy hinduizm lub buddyzm nie zawierają pełni prawdy. Pełnią prawdy jest objawienie Jezusa Chrystusa i założenie Jego Kościoła. I to jest to, co robi tutaj Szekspir, co mówi: teologicznie Żydzi się mylą. A zatem jest to kwestia dotycząca teologii, a nie rasy. I jeśli się tego nie zrozumie, że napięcie między Żydami a chrześcijanami w sztuce dotyczy teologicznych różnic, czyli tego, czy Chrystus jest albo nie jest tym, kim mówi, że jest – czyli Wcielonym Synem Bożym – że chodzi tu o teologię, a nie rasę, jeśli nie potrafimy zatem tego zrozumieć, nie zrozumiemy w ogóle tego dramatu.

Odczytywanie Szekspira poprzez szaleństwo Oświecenia?

No właśnie! Kolejna rzecz (a przypuszczam, że to powszechna interpretacja), ten sam autor mówi coś takiego – mam nadzieję, że jasno streszczam jego myśl: Jeśli czyta się uważnie tę sztukę, można zauważyć, że Shylock jest w rzeczywistości ofiarą spisku przeciwko niemu.
Chciałbym to wyjaśnić, ponieważ niestety prawdopodobnie pod wpływem tej interpretacji pewien szacowny ekspert prawny w Polsce nie tak dawno temu powiedział coś takiego: Z legalnego punktu widzenia Shylock jest ofiarą spisku. Porcja udawała, że jest kimś, kim nie była – Baltazarem, doktorem prawa itd. Jak byś to skomentował?

Cóż, w wydaniu, które pokazywałeś, Ignatius Critical Edition, którego jestem redaktorem, znajduje się wspaniały esej na końcu autora z UCLA, tzn. University College of Los Angeles School of Law – profesora Daniela H. Lowensteina. Jest on profesorem prawa w UCLA, jednej z najbardziej prestiżowych szkół w Stanach Zjednoczonych i pokazuje on, że Porcja robi wszystko, co w jej mocy, by Shylock nie wszedł w pułapkę, którą sam zastawił na siebie. Chodzi zasadniczo o to, że to jasne, iż jeśli ktoś jest u ciebie zadłużony finansowo, to nie możesz żądać w zamian jego życia. Żadne prawo nigdy pozwoli na popełnienie morderstwa za dług. Ale on musi okazać miłosierdzie dobrowolnie.

A Porcja robi wszystko, co w jej mocy, wygłaszając całą mowę o wartości miłosierdzia – to nie spisek, to ostrzeżenie – by ten człowiek popatrzył zdroworozsądkowo; że jeśli nie okaże miłosierdzia, to sam tego miłosierdzia nie dostąpi. Musi dobrowolnie powiedzieć: „Ok, nie chcę go zabijać”. Jeśli nie powie tego dobrowolnie, wówczas w pewnym momencie usłyszy od niej: „Cóż, próbujesz zabić tego człowieka, ponieważ winien ci jest pieniądze. Żadne prawo na to nie pozwoli. I w konsekwencji jesteś teraz winien spisku w celu popełnienia morderstwa”. To jest ten spisek, jeśli ktoś woli, jeśli ktoś go szuka.

A Porcja robi wszystko, co w jej mocy, by Shylock uniknął tego oskarżenia, nim na ślepo i z nienawiścią wejdzie w pułapkę sporządzoną przez siebie samego. Na tym polega problem. Jednak on całkowicie jest motywowany nienawiścią. A ponieważ kieruje się nienawiścią – a należy o tym pamiętać: to Shylock jest tym w sztuce, który bardziej niż ktokolwiek inny kieruje się nienawiścią – nie przyjmie tego do wiadomości i nie zmieni decyzji. Nieważne, jak bardzo Porcja usiłuje przedstawić mu powody, które wymagają, by sam okazał miłosierdzie, jeśli chce, by także jemu je okazano. Nie chce tego słuchać, ponieważ zaślepiony jest fanatyzmem i nienawiścią. Jeśli szuka się kogoś przepełnionego nienawiścią w sztuce, to należy popatrzeć w stronę Shylocka, a nie jego nieprzyjaciół.

Otóż to. Sądzę, że problem polega na tym, że to wydanie opublikowano w latach 80-tych. A podkreśliłeś, jeśli mnie pamięć nie myli albo w swoim eseju tutaj, albo w innej książce, że wielu krytyków i interpretatorów patrzy na Kupca weneckiego mając wiedzę o tym, co wydarzyło się w czasie II wojny światowej. I nagle Shylock staje się ofiarą. Ale to nie ma sensu, ponieważ, jeśli spojrzymy na to, co pisano o Żydach przed II wojną światową, powiedzmy w XIX, XVIII wieku, to przypuszczam, że nie było to motywowane nienawiścią rasową.

Kluczowa jest tutaj wiedza o tym, iż Adolf Hitler i naziści byli pod wpływem filozofii pooświeceniowych, takich jak filozofia Fryderyka Nietzschego, że ich rozumienie rasy, antysemityzmu i tego, co to znaczy być Niemcem, idea nadludzi i cała ta filozofia Nietzschego byłyby całkowicie obce i nieczytelne dla Szekspira.

Te dziwaczne, szalone, brutalne, irracjonalne filozofie, które mnoży Oświecenie –które doprowadzają w przypadku Karola Marksa do wymordowania dziesiątek milionów ludzi w Związku Sowieckim i w komunistycznych Chinach oraz we wschodnim bloku, a w przypadku Hitlera, oprócz innych rzeczy, do ludobójstwa – to konsekwencja oświeceniowych, antychrześcijańskich filozofii. Nic z tego nie byłoby nawet zrozumiałe dla Szekspira i jego publiczności, ponieważ nic z tego szaleństwa się wówczas nie wydarzyło. A próba odczytania Kupca weneckiego poprzez szaleństwo Oświecenia nie jest żadnym jego odczytaniem.

Nie można wczytywać w dzieło tego, co by się chciało, by tam było…

Może wspomnę jeszcze dwa kolejne niedorzeczne poglądy z tej interpretacji, które pokazują, jak współcześni krytycy potrafią być zaślepieni tym, co wydarzyło się w czasie II wojny światowej. Innym pomysłem tego krytyka było to, że prawdopodobnie Shylock nie chciał zabić Antonia i wyciąć części jego ciała, że być może udawał. A nie wiemy tego, bo nie zdołał udowodnić. Co jest, jak sądzę, całkowicie niedorzecznym pomysłem, prawda?

Właśnie! Chodzi o to, że nie można wyczytywać z książek tego, co chciałoby się, by tam było. Trzeba odczytywać to, co w nich jest. Weźmy pod uwagę Jane Austen. Uwielbiam Jane Austen, jest nie tylko wielką powieściopisarką, ale i filozofem. Kiedy zestawia dumę i uprzedzenie, wie, o czym mówi. Jeśli ktoś jest pyszny, będzie też uprzedzony. Uprzedzenie się objawia w odmowie dostrzegania tego, co jest tuż przed naszymi oczami, naprawdę obecnych twardych dowodów – takich jak np. w tekście dramatu i tego, co Shylock w rzeczywistości mówi i robi. To są fizyczne realne dowody i ktoś nie chce tego dostrzec. Wówczas wyobraża sobie pomiędzy wersami coś, czego tam nie ma. A więc Shylock może być tym, kim ten ktoś chce, by był, a nie tym, kim jest.

Ten pomysł, że Shylock mógłby zrobić coś, czego nie zrobił, jest po prostu groteskowy. I podam ci jeszcze kolejny przykład, który jest także zabawny, ponieważ autor tego posłowia w rzeczywistości mówi, że Shylock kocha swoją córkę. Wyraźnie nie dostrzega tego, co mówi tekst, w którym Shylock jest bardziej zatroskany o swoje pieniądze, niż o córkę, ponieważ wolałby ją zobaczyć nawet w trumnie, ale z dukatami, tymi pieniędzmi, które zabrała.

To wspaniały przykład. Jeśli spojrzy się uważanie na tę sztukę, na ten konkretny fragment dramatu, o którym mówisz: na początku Shylock mówi o swojej córce, a następnie o swoich dukatach, a potem o dukatach i córce, a w końcu o dukatach. A więc zasadniczo patrzy zarówno na córkę, jak i na dukaty. I tak jakby lubi córkę, ale ona jest jego własnością, tak jak dukaty. A gdy tylko córka zabierze dukaty, nagle staje się wrogiem, a dukaty są dość wyraźnie ważniejsze niż jego córka. I to jest to, co on mówi w sztuce! To nie jest to, co Szekspir mówi, to nie to, co mówi narrator, to z pewnością nie jest to, co mówi krytyk. To mówi Shylock w sztuce. Należy potraktować sztukę jako to, czym jest: czytać to, co w niej jest, a nie to, co chcemy, by w niej było.

Państwo Boże i państwo człowieka

Tak. To zabawne, że ten autor, który nie wydaje mi się być głupią osobą, sugerował, byśmy czytali tę sztukę uważanie, a sam nie widział wyraźnych punktów, które pokazywały, że się myli.
Muszę przyznać, że osobiście byłem w przeszłości skonsternowany co do Kupca wenckiego, ponieważ – jak już mówiliśmy – współczesne interpretacje skupiają się na Shylocku. I zawsze było to dla mnie zagadką: Dobrze, cała sztuka jest o biednym Shylocku, ale w takim razie po co próba szkatułek, po co próba pierścieni – jakie to ma znaczenie?
A teraz, jeśli już rozumiemy lepiej, że Shylock nie jest główną postacią, to pierwsza kwestia, jaką chciałbym, abyś wyjaśnił naszym widzom, jest taka: Jakie jest znaczenie próby szkatułek?

Jeśli nie masz nic przeciwko temu, to zrobiłbym krok wstecz, ponieważ myślę, że ważne jest, byśmy zrozumieli to, co mówiłem wcześniej: by nie redukować tego do szyfrów ale by zobaczyć to dzieło w całej jego pełni i integralności.

Zatem strukturalnie Kupiec wenecki, jeśli chodzi o jego fabułę – jest jak ten kawałek sznurka – o którym wspominałem – z trzema supełkami: z każdym z tych trzech testów (próbą szkatułek, próbą procesu i próbą pierścieni). A więc fabuła, ta historia, jest jak ten kawałek sznurka z tymi trzema punktami skupienia.

Jednak pod względem moralnym są tutaj dwie scenerie: Wenecja, która jest miejscem tego, co doczesne, miejscem rynsztoka, miejscem dumy i uprzedzenia oraz nienawiści, chciwości i siedmiu grzechów głównych. I jest Belmont – Piękna Góra, gdzie mieszka Porcja – miejsce cnoty. I musimy na to spojrzeć w świetle Państwa Bożego św. Augustyna (w j. angielskim: Miasta Bożego): że Belmont to Państwo Boże, a Wenecja to Państwo Człowieka.

Zachodzi interakcja między nimi – wymiar moralny; jest on jak krzyż. Są te trzy testy, ale to jest wymiar moralny. A moralny wymiar to: kto idzie do góry, gdzie jest duchowy postęp? Zatem Porcja jest zawsze w Państwie Bożym, zawsze w Belmont. Jest w całym dziele zasadniczo świętą, która jest także filozofem. Jest mądra, jest święta. Rozsądek i świętość.

A poza tym mamy postaci, które zmierzają w górę, aspirując, będąc pouczone, by wyjść z rynsztoka Wenecji ku pięknej górze, ku Państwu Bożemu. Z pewnością można to powiedzieć o Antonio i Bassanio. A poza tym mamy postaci, które zdecydowanie pozostają w rynsztoku przez cały czas. I Shylock byłby na tym poziomie. A więc kiedy się widzi całą sztukę w tej dynamice, wówczas zaczyna się ją rozumieć.

Wracając teraz do twojego pytania. Pierwsza próba, próba szkatułek, dotyczy tego, czym jest miłość. I to jest to, jeśli wolisz, co pobudza całą i pozostałą część dzieła. Miłość to nie jest złota szkatułka i srebrna szkatułka. Oznaczają one zasadniczo to, że miłość to zdobycie tego, czego chcesz. A więc ostatecznie istnieją tylko dwa typy interpretacji miłości: interpretacja Wenecji, Państwa Człowieka, która oznacza, że miłość jest zaspokojeniem pragnienia, co z kolei oznacza, że składa się życie ukochanej osoby w ofierze dla siebie. A następnie mamy chrześcijańskie rozumienie miłości: rozumienie Belmontu, niebiańskiego Państwa Bożego, że miłość oznacza złożenie siebie w ofierze dla ukochanej osoby. I to jest ołowiana szkatułka. Ołowiana szkatułka to trumna – a więc, by kochać, należy umrzeć dla siebie, oddać siebie innym, tak jak to robi Chrystus na krzyżu.

I tego dotyczy właśnie próba szkatułek. A dynamika całej sztuki to: czym jest miłość? To, co Porcja usiłuje zrobić w scenie sądu, to przekonać Shylocka, wykorzystując rozumowanie, by pokochał w niebiańskim znaczeniu. A on odmawia.

Brama niebios

Porozmawialiśmy już o próbie szkatułek, wspomniałeś też już próbę w sądzie. A jakie jest znaczenie próby pierścieni?

Zasadniczo, już na samym początku, kiedy Bassanio zdaje test szkatułek. Pozwolę sobie cofnąć się nieco… Mówiliśmy na początku, że Szekspir przedstawia nam pełnokrwiste postaci, a nie postaci z papieru. Antonio to postać złożona, która dojrzewa w ciągu sztuki. Jest lepszy na końcu, niż był na początku. Z Bassaniem mamy to samo.

Bassanio zostaje przedstawiony nam jako prawdziwy syn marnotrawny. Powodem, dla którego nie ma pieniędzy, jest to, że wydał wszystko lekkomyślnie, upijając się i dobry Bóg wie, co jeszcze. Jest synem marnotrawnym, ale oto zakochuje się w tej pięknej kobiecie i potrzebuje pomocy Antonia, ponieważ nie ma pieniędzy – ponieważ roztrwonił je wszystkie. Zatem nie jest dobrym człowiekiem w tym rozumieniu, ale chce być dobry. Chce być lepszy.

Porcja, będąc podobna do Chrystusa, nie ma żadnego problemu z grzesznikiem, szczególnie ze skruszonym grzesznikiem. Zatem kiedy Bassanio zdaje test wybierając ołowianą szkatułkę, wybierając oddanie swego życia, pierścień podarowany mu przez Porcję – jest przymierzem. Jest to przymierze małżeńskie – oznacza to: aż do śmierci. A ona mówi mu: „Gdybyś utracił go albo oddał go, to stanie się to dla mnie sposobnością odrzucenia cię za zdradzenie miłości, którą obiecałeś w próbie szkatułek – a mianowicie, by oddać za mnie swoje życie”.
A co on robi? Oddaje go! Jednak, jaka jest rola Porcji w tym teście pierścieni? Prawdziwa próba pierścieni nie jest tyleż testem Bassania, który wyraźnie zawiódł. To próba Porcji: Czy będzie praktykować to, co głosi? Czy pokaże, że miłosierdzie jest ważniejsze niż zemsta lub sprawiedliwość? Wybacza mu. A nawet śmieje się z tego. Tworzą dobre szczęśliwe zakończenie sztuki żartując z faktu, że okazał się żałosnym nieudacznikiem. Ponieważ ona przejawia miłość i miłosierdzie. Oddaje swoje życie za niego, nie żądając funta ciała albo oka za oko.
Zatem pokazuje to, że ostatecznie miłość sprowadza się do przebaczenia, do miłosierdzia, do oddania siebie drugiej osobie. I to właśnie robi Porcja w próbie pierścieni. Bassanio jest żałosnym nieudacznikiem, ale ona okazuje miłosierdzie, które głosiła w scenie procesu.

I Bassanio powinien kochać Porcję bardziej niż kogokolwiek innego, ale okazuje się, że oddaje ten pierścień pod wpływem swojego przyjaciela, Antonia. Ale sądzę, że jest to także znaczące, ale o tym za chwilę. Jeszcze jedna rzecz, bo zdaje się nie wyjaśniliśmy, kim jest Porcja. Pamiętam, że w swoich esejach wskazałeś na znaczenie jej imienia.

Porcja (ang. Portia) kojarzy się z łacińskim słowem „porta”, czyli brama. A więc jest ona bramą do Belmont, do Państwa Bożego. Jednym z tytułów Najświętszej Panny w Litanii loretańskiej jest „Brama niebieska”. Po łacinie w tej litanii jest „Janua Coeli”, a nie „Porta Coeli”, ale mimo to „janua” i „porta” są tym samym. Oznacza to, że w pewnym rozumieniu Porcja może być i powinna być postrzegana jako postać maryjna, jako ktoś, kto jest bramą do Państwa Bożego, do nieba. A słuchanie jej, uczenie się od niej, być może w szczególności słuchanie jej słów w scenie procesu – ale zasadniczo wszystkiego tego, co mówi w sztuce – jest środkiem, dzięki któremu zbliżamy się bardziej do nieba.

„Niechajby który z rodu Barabasza
Został jej mężem, lecz nie Chrześcijanin”.

Przejdę teraz ponownie do Clare Asquith, ponieważ napisała coś interesującego o zakończeniu Kupca weneckiego: kiedy to wszyscy wracają do Belmont, a Lorenzo ze swoją żoną, córką Shylocka, czekają na nich. Clare Asquith sugeruje – a myślę, że ma to sens, pomijając dyskusję o szyfrach itp. – że mamy tutaj nawiązanie do liturgii Wielkiej Soboty. Mamy tutaj obraz świecy, który przypomina tę liturgię, kiedy wszystko stopniowo staje się coraz jaśniejsze.
Dla mnie ma to sens, ponieważ sądzę, że cała scena procesu w sądzie jasno nawiązuje do procesu Chrystusa. A mianowicie kiedy Shylock mówi: „Na moją głowę niech spadną me czyny!/Chcę prawa, kary i spłaty rewersu”. Przypomina to scenę z Ewangelii, kiedy Żydzi krzyczą: „Krew jego na nas i na dzieci nasze” (Mt 27,25).
Zatem to wszystko razem ma jak najbardziej sens. Mamy wyraźne nawiązanie do Męki Chrystusa. I dlatego sądzę, że to wyjaśnienie znaczenia tytułowego „kupca” – że Antonio jest symbolem też prawdopodobnie katolickiego księdza – jest uzasadnione. Jest jeszcze jedna kwestia, ale nie chciałbym iść we wszystkie możliwe kierunki. A zatem, jaki byłby twój komentarz?

Całkowicie zgadzam się z tobą, że istnieje alegoryczne powiązanie między sceną procesu a Antoniem jako uosobieniem jezuickiego męczennika. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Sztuka została napisana zasadniczo krótko po męczeństwie św. Roberta Southwella, męczennika jezuity, którego Szekspir niemal z pewnością znał.

A także, jeśli chodzi o nawiązania w scenie procesu do Męki Chrystusa, nie powinniśmy zapominać, że wcześniej w sztuce Shylock mówi, że wolałby raczej, by Barabasz poślubił jego córkę, a nie syn chrześcijanina. A więc jest to oczywiście kolejne jasne nawiązanie: Uwolnij Barbasza, uwolnij mordercę. Morderca jest lepszy niż Chrystus.

A więc oczywiście ta scena ma nam przypomnieć o Męce Chrystusa i w tym rozumieniu przypominać nam, że Shylock jest tu Żydem. Jest on Żydem z Ewangelii św. Jana. Jest to teologia chrześcijańskiego rozumienia starego prawa przeciwstawionego nowemu prawu: Chrystus wypełnia stare prawo. A wszyscy dobrzy Żydzi mają przyjąć Jezusa Chrystusa, tak jak w rzeczywistości sami apostołowie Jezusa to zrobili – z wyjątkiem Judasza. Ale Żydzi tego nie zrobili, a świątynia, jak prorokował Chrystus, zostanie zniszczona w roku 70 po Chr.

Innymi słowy chodzi w tym wszystkim o teologię. Nie ma to nic wspólnego z rasą. Chodzi tu o teologię i prawdziwą teologiczną różnicę między chrześcijaństwem a judaizmem. A powinniśmy być wystarczająco dorośli, by móc rozmawiać o teologicznych i ideologicznych, filozoficznych różnicach bez wzajemnej nienawiści.

Najbardziej mylnie interpretowana sztuka…

Nasza rozmowy o Kupcu weneckim wydaje się wyjątkowo dłuższa niż poprzednie, ale myślę, że ta sztuka jest bardzo ważna i dzięki tobie możemy odkryć prawdziwe znaczenie tego dramatu. Sądzę, że gdybyśmy chcieli podsumować tę sztukę, to moglibyśmy powiedzieć, że jest ona w rzeczywistości dramatem o ofiarnej miłości i o tym, co to znaczy kochać. Nie o Shylocku, nie o antysemityzmie – niezależnie od tego, jak ważny jest ten problem – ale o ofiarnej miłości.

Tak! Amen. Nie mógłbym faktycznie wyrazić tego lepiej i myślę, że to ty powinieneś mieć ostatnie słowo.

Dobrze, kończąc naszą rozmowę: Zatem jest to jedna z najbardziej mylnie interpretowanych sztuk Szekspira. Czy mógłbyś wskazać, który inny dramat w twojej opinii jest równie mylnie interpretowany albo niemal tak mylnie interpretowany, jak Kupiec wenecki? Mam swój typ, ale powiem ci, kiedy podasz mi swój.

Cóż, jeden z powodów, dla których przyjemność sprawiają mi rozmowy z tobą tak bardzo, Janie, jest to, że gwarantujesz zadanie niewygodnego, trudnego pytania. Wiesz, najgorszy rodzaj wywiadów i rozmów dla mnie jest wówczas, gdy prowadzący wywiad po prostu czyta pytania, które mu wysłano. Mogę przejść je jak somnambulik, nie są one interesujące. A ty sprawiasz, że muszę pomyśleć, a nawet wić się – podoba mi się to.

A zatem odpowiadając na twoje pytanie: najbardziej mylnie interpretowaną sztuką – oprócz Kupca Weneckiego – gdzie zgodziłbym się z tobą, że prawdopodobnie w jej interpretacji popełnia się najpoważniejszy błąd – jeśli miałbym podać coś oprócz niej, pewnie powiedziałbym, że Hamlet.

Hamlet? Dobrze. Ja powiedziałbym, że Romeo i Julia.

Ach! Rozumiem, dlaczego. A zatem powinna być kolejna rozmowa.

Właśnie! Hamlet oczywiście też. Myślę, że jest on mylnie rozumiany przez wielu krytyków, interpretatorów i czytelników.
Zatem mam nadzieję, Josephie, że będziemy kontynuować te wspaniałe rozmowy i dziękuję ci za tę część naszej dyskusji o Kupcu weneckim.

To będzie dla mnie radość.

Jest to kontynuacja i poprawiona oraz rozszerzona wersja cyklu rozmów z Josephem Pearcem, które wcześniej ukazały się na kanale YouTube. Pierwsze dwie części zostały już opublikowane na portalu PCh24.pl

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie