Odbierając nagrodę Grammy amerykańska piosenkarka Billie Eilish nazwała USA „skradzioną ziemią”, co jest określeniem odnoszącym się do idei, że Stany Zjednoczone powstały na ziemi rdzennych mieszkańców Ameryki. Artystka uważa, że z tego powodu „nikt nie jest nielegalny” w jej kraju i należy protestować w obronie imigrantów. Internauci skontrowali jej wypowiedź pytając o… jej wartą 14 mln dolarów willę w Los Angeles, leżącą na dawnym terytorium plemienia Tongva.
1 lutego w Los Angeles miała miejsce 68. gala rozdania nagród Grammy. Podczas niej nagrodę za „Piosenkę roku” otrzymała amerykańska piosenkarka Billie Eilish za utwór „Wildflower”.
Odbierając nagrodę, artystka nazwała Stany Zjednoczone „skradzioną ziemią”. Określenie to jest używane w debacie publicznej w odniesieniu do faktu, że USA powstały na ziemi rdzennych mieszkańców Ameryki. W opinii piosenkarki, z tego powodu nikt nie jest nielegalnym imigrantem w jej kraju. – Nikt nie jest nielegalny na skradzionej ziemi. (…) Mam wrażenie, że musimy dalej walczyć, zabierać głos i protestować – powiedziała Eilish.
Wesprzyj nas już teraz!
W internecie bardzo szubko pojawiła się odpowiedź na jej słowa z pytaniem o jej wartą 14 mln dolarów willę w Los Angeles. – Dobra, Billie. Twoja rezydencja w Los Angeles warta 14 milionów dolarów stoi na ziemi, na której kiedyś żyło plemię Tongva. Masz jakieś plany, żeby ją oddać? – czytamy na profilu End Wokeness na platformie X.
Billie Eilish calls America „stolen land”
Ok, Billie. Your $14,000,000 mansion in LA is built where the Tongva tribes once lived. Any plans on returning it?
— End Wokeness (@EndWokeness) February 2, 2026
Źródło: x.com
AF
KIM JEST BILLIE EILISH?
„MUSZĘ SPRZEDAĆ DUSZĘ”. MROK W ŻYCIU I MUZYCE BILLIE EILISH