Dzisiaj

Francja: podział na lewicy po zabiciu studenta – nawróconego katolika i patriotę – przez Antifę

(Fot. Stephane Mahe / Reuters / Forum)

Śmiertelny lincz popełniony przez lewacką grupę na 23-letnim Quentinie Deranque, nawróconym katoliku, patriocie, studencie filozofii i matematyki, wstrząsnął Francją. Lewica usiłuje bagatelizować i rozmywać ten mord. Policja zwlekała ze śledztwem i aresztowania bojówkarzy Antify miały miejsce dopiero po pięciu dniach od wydarzenia. Wśród 11 podejrzanych o zabójstwo znajdują się m.in. dwaj asystenci parlamentarni oraz były stażysta posła LFI (Zbuntowana Francja), Raphaëla Arnault. To duży kłopot dla tej partii, która jednak nie chce usunąć ze swoich szeregów założyciela bojówki „Młoda Gwardia”. Znalazła się przez to w ogniu krytyki, płynącej nawet z lewej strony.

 

Młody katolik został napadnięty przez bandę, która „chroniła” polityczny wiec eurodeputowanej Rimy Hassan na uczelni Science Po w Lyonie. Wśród atakujących byli współpracownicy Arnaulta. Polityk ten w 2018 roku zakładał organizację Jeune Garde Antifasciste („Młoda Gwardia Antyfaszystowska”), w nazwie niewątpliwie nawiązującą do „dzielnych Komsomolców” z powieści stalinisty Fadiejewa. Francuscy „komsomolcy” z JGA brali udział w ulicznych bójkach i napadach na miejsca oraz wydarzenia kojarzone z prawicą. Arnault nawet usłyszał wyrok za „przemoc grupową”. Odgrażał się też „zrobieniem porządku” z polskim Ruchem Obrony Granic, który nie chciał wpuszczać do kraju migrantów. „Młoda Gwardia” została administracyjnie rozwiązana w 2025 roku. W jej miejsce powołano natychmiast organizację Etteons la flamme („Zgaśmy Płomień”), która kontynuuje tego typu akcje i została włączona w szerszy ruch Antify. Były członek JGA w wywiadzie dla „Le Parisien” opisał sylwetkę zatrzymanego Favrota, asystenta posła, który jest „najlepszym kumplem Arnaulta, jest wobec niego lojalny i dba o jego bezpieczeństwo”. Jak ocenił, ten zawsze jest w centrum ulicznych starć i „bije mocno”. Dodał, że Jacques-Elie Favrot „odegrał kluczową rolę w działaniach terenowych Młodej Gwardii”. Miał być wysyłany także do innych miast, żeby atakować ludzi i „ogłaszać je [miasta] naszymi terytoriami”. Komentując zabójstwo studenta Quentina Deranque, były aktywista Młodej Gwardii wyznał, że wcale nie był tym zaskoczony. – Wiedzieliśmy, że prędzej czy później do tego dojdzie – stwierdził. Do aresztu trafił też Robin Chalendard, kolejny asystent tego samego parlamentarzysty.

Wesprzyj nas już teraz!

 

Polityczne morderstwo

Do zamordowania studenta doszło na marginesie wiecu lewackiej eurodeputowanej Rimy Hassan, polityk oskarżanej o promocję promuzułmańskich idei. Przeciw jej obecności na uczelni protestowało siedem feministek z organizacji Némésis, która przypomina, że islamizm, nawet w sosie lewicowej ideologii, jest wymierzony w „prawa kobiet”. Młode kobiety trzymały transparent z hasłem „Islamo-goszyzm precz z naszych uniwersytetów!”. Do ochrony tych kilku aktywistek przybyła mała grupa miejscowych działaczy prawicy. Zaraz po konferencji eurodeputowanej Hassan zostali oni brutalnie zaatakowani przez aktywistów Antify, opuszczających salę. Prym w napaści wiedli właśnie bojówkarze „Młodej Gwardii”. Szybko doszło do przepychanek, a kiedy uczestnicy pikiety zaczęli się już rozchodzić, za Quentinem i jego kolegą ruszyła śledząca ich grupa agresorów. Zaatakowali swoją ofiarę na ulicy w 2. dzielnicy, poza zasięgiem wzroku przechodniów. Quentin stracił przytomność, doznał uszkodzenia mózgu i trafił do szpitala w stanie krytycznym. Zmarł po dwóch dniach. Jednak to nie policja ustaliła tożsamość uczestników linczu na studencie, a dziewczyny z organizacji Némésis, która zidentyfikowała jednego z napastników właśnie jako asystenta lewicowego posła.

 

Propagandowe fikołki lewicy

Cała sprawa spowodowała spore zamieszanie w szeregach La France Insoumise („Zbuntowanej Francji” – LFI, do niedawna najsilniejszej partii na lewicy). Rzecznik rządu Maud Brégeon zwróciła się nawet do szefowej jej grupy parlamentarnej Mathilde Panot z prośbą o „wykluczenie Raphaëla Arnaulta z klubu”. Przewodniczący Zjednoczenia Narodowego Jordan Bardella oświadczył na konferencji prasowej, że konieczny jest „sprzeciw wobec działań skrajnej lewicy” i dodał, że „demokracja znajduje się w punkcie zwrotnym”. Wskazał na taktykę przeciwnika, który wprowadza „permanentny chaos i zmienia znaczenie pojęć”. Apelował też o bojkot LFI. Krytyka Zbuntowanej Francji pojawiła się nawet w szeregach lewicy. Były socjalistyczny prezydent François Hollande ubolewał, że „nie może już być żadnego sojuszu” z partią utworzoną przez Jeana-Luca Mélenchona. Stwierdził, że dla lidera LFI „nie będzie miejsca w drugiej turze wyborów prezydenckich”, deklarując, że nie poprze jego kandydatury.

Tymczasem w krajowych mediach trwało rozwadnianie aktu przemocy i radykalizmu Antify. Na antenie publicznej stacji France Info lewicowy historyk Sylvain Boulouque mówił o „przywróceniu równowagi przemocy”, która ma być – jego zdaniem – immanentną cechą prawicy. Podobnie szef partii LFI Jean-Luc Mélenchon bezczelnie oświadczył: „to my jesteśmy atakowani”, zanim przekazał „współczucie dla rodziny i bliskich”. Rima Hassan, która na krótko przed krwawą napaścią prowadziła wiec na uczelni Nauk Politycznych, stwierdziła, że ​​jej „służby bezpieczeństwa nigdy nie uciekają się do przemocy”, zaś „wydarzenia, o których donosiła prasa, miały miejsce w innym czasie i nie w pobliżu miejsca konferencji”. Lincz przedstawiano też jako bójkę o podłożu politycznym, nazywając ofiarę „nacjonalistą”, chociaż wszyscy znajomi Quentina zgodnie twierdzą, że ponad siłę przekładał argumenty i dyskusję.

Podobnie jak Mélenchon zachowali się inni aktywiści lewicy. Poseł LFI Eric Coquerel powiedział, że „pytanie, które musimy sobie zadać, brzmi: dlaczego istnieją takie grupy jak Młoda Gwardia?”. I sam sobie przewrotnie odpowiedział – „bo przemoc polityczna jest po stronie skrajnej prawicy”. Polityk stwierdził też, że nagrania dokumentujące napaść pokazują jedynie „dwie grupy, z których jedną można określić jako antyfaszystowską, a drugą jako grupę zbrojną”.

Lewica atakowała nawet przy tej okazji wpływ „trumpizmu” na debatę we Francji, przypominając „wykorzystanie do polityki” zabójstwa w USA Charliego Kirka. Mathilde Panot, szefowa frakcji parlamentarnej Zbuntowanej Francji poszła jeszcze dalej, domagając się „wykluczenia ze wszelkich spotkań i zakazu demonstracji dla grupy… Némésis”.

 

Apele o spokój, prezydent „monitoruje sytuację”

Wzburzenie po morderstwie jest jednak powszechne, więc władze usiłują lać na rozlane fale buntu oliwę. Rodzice młodego działacza zabitego w Lyonie zaapelowali o „spokój i powściągliwość”. Władze ograniczają zasięg manifestacji organizowanych pod hasłami hołdu dla Quentina. Pozwolenie na zaplanowany na sobotę 21 lutego marsz w Lyonie było w momencie pisania tego tekstu „wciąż rozpatrywane przez służby państwowe”. Inicjatorzy wydarzenia planują rozpocząć demonstrację z okolic placu Jean-Jaurès na miejsce, w którym zginął młody patriota. Kontrmanifestację zapowiedziała już skrajna lewica. W 7. dzielnicy Lyonu pojawiły się plakaty wzywające mieszkańców do „organizowania się, by przeciwstawić się rasistom i policji, która ich chroni” w imię „samoobrony ludu”.

Na marginesie tego marszu rozgrywa się też kampania wyborcza do samorządów. Swój udział zapowiedział na przykład kandydat prawicy Alexandre Dupalais (UDR/RN). Z kolei Alexis Jacquemin (Partia Socjalistyczna) apelował do burmistrza Lyonu i prefekta departamentu Rodanu o zakazanie demonstracji. Twierdził, że „Lyon potrzebuje spokoju, sprawiedliwości i godności, a zorganizowanie tego zgromadzenia stanowi realne zagrożenie dla bezpieczeństwa mieszkańców, naszych przedsiębiorstw i porządku publicznego”. O administracyjne zablokowanie marszu wystąpił też mer miasta Grégory Doucet (Partia Zielonych – EELV). Dodajmy, że podobny zakaz wydała już prefektura Nantes.

 

Głos zabrał też przebywający z wizytą w Indiach prezydent Emmanuel Macron, który jest „zaniepokojony sytuacją” stworzoną po śmierci „nacjonalistycznego aktywisty Quentina Deranque” i ją „monitoruje”. Macron zaapelował o unikanie „jakiejkolwiek spirali przemocy”. Lider Partii Republikańskiej (LR) Bruno Retailleau zażądał rezygnacji posła Arnaulta, wzywając jednocześnie do bojkotu wszelkich list wyborczych La France Insoumise. Stwierdził, że Antifa to „grupa morderców powiązana ze skrajnie lewicową partią polityczną”. Jednak rzecznik „Zbuntowanych” Manuel Bompard oświadczył, że Raphaël Arnault „z pewnością” nie zostanie zawieszony ani wykluczony z grupy LFI w parlamencie. Minister Sprawiedliwości Gérald Darmanin mówił z kolei o „narastaniu przemocy w debacie publicznej” i pochwalił „odwagę socjalistów François Hollande’a i Raphaëla Glucksmanna”, którzy krytykowali ostro La France Insoumise. Przypomniał też oskarżenia tej partii o antysemityzm.

 

Francuska lewica żyje w epoce stalinizmu

Efektem dyskusji po zamordowaniu studenta jest mocny podział na lewicy i nie wydaje się, by socjaliści oraz Zieloni podjęli kolejną współpracę ze Zbuntowaną Francją. Osobny temat to radykalizacja bojówek lewicowych, potęgowanie chaosu i tworzenie „sytuacji przedrewolucyjnej”. To już nie tylko propagowana przez szefa LFI Jean-Luca Melenchona teoria „podmiany narodu” przez masową imigrację i tworzenie „wielokulturowej społeczności nowych ludzi”, ale i coraz groźniejsza anarchizacja życia społecznego przez paramilitarne bojówki. LFI nigdy się od nich nie odcięła, a prominentna polityk tej partii Marine Tondelier jeszcze w maju 2025 roku opublikowała w organie komunistów „L’Humanité” artykuł w obronie „Młodej Gwardii”. W niemal surrealistycznym apelu stwierdziła, że „kraj doświadcza wzrostu przemocy skrajnie prawicowej wszelkiego rodzaju, a ludobójstwo w Palestynie trwa. Wszystko to jest ze sobą powiązane i stanowi część rasistowskiego planu, napędzającego odrodzenie faszyzmu”. Rozwiązanie „Młodej Gwardii” miało mieć za cel „uciszenie wszystkich głosów sprzeciwu wobec reakcyjnego i brutalnego programu skrajnej prawicy”. Dodała, że „od kilku lat jesteśmy świadkami wzrostu represji i postępowań likwidacyjnych wobec organizacji lewicowych: związkowców, ekologów, antyrasistów i antyfaszystów…”. Po lekturze apelu żywcem zaczerpniętego z wokabularza „Krótkiego słownika filozoficznego” Judina i Rozentala, ma się wrażenie, że nad Sekwaną nie tylko Lenin, ale i Stalin pozostają „ciągle żywi”…

 

Bogdan Dobosz

 

 

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie