Przepisy, które mają z zasady przeciwdziałać szerzeniu się nienawiści, zagrażają wolności słowa i jedynie przyczynią się do wzrostu przemocy – uważa ekspert ds. prawa konstytucyjnego prof. Anne Twomey, która zeznawała przed komisją śledczą ds. ekstremizmu w Nowej Południowej Walii.
Kobieta wyraziła swoją opinię podczas obrad komisji parlamentarnej w australijskim stanie rozważającym wprowadzenie nowych przepisów mających na celu zwalczanie „mowy nienawiści”, zwłaszcza antysemityzmu.
Prof. Anne Twomey, ekspertka ds. prawa konstytucyjnego wyraziła zaniepokojenie „rozpowszechnianiem się” przepisów wymierzonych rzekomo w retorykę nienawiści. Regulacje są niejasne i mogą wywołać gniew opinii publicznej, argumentowała.
Wesprzyj nas już teraz!
W Australii w związku z grudniową strzelaniną na plaży Bondi w Sydney wymierzoną w Żydów świętujących Chanukę, w całym kraju proponowane są regulacje, które mają zwalczać antysemityzm i w ogóle „mowę nienawiści”. Wiele organizacji żydowskich poparło przepisy stanowe i federalne już przyjęte, a inne chcą jeszcze większych obostrzeń.
Ekspertka prawa konstytucyjnego ostrzegła jednak, że ta fala federalnych i stanowych przepisów, mających na celu ograniczenie nienawistnej retoryki, zagraża wolności słowa.
Deputowani w Nowej Południowej Walii obecnie rozważają wprowadzenie regulacji forsowanych przez stanowy rząd Partii Pracy, które kryminalizowałyby „wizerunki i cechy związane z ideologią nazistowską”, aby zwalczać „neonazistów”. To pokłosie wiecu około sześćdziesięciu osób z Narodowej Sieci Socjalistycznej, którzy ubrani na czarno udali się przed parlament w Sydney z transparentami, domagającymi się „zniesienia lobby żydowskiego”. Politycy chcą zakazać przy okazji wznoszenie wielu innych haseł i demonstracji. Policja i sądy miałyby otrzymać większe uprawnienia do zwalczania publicznych protestów.
Wiele organizacji żydowskich, a także Jillian Segal, specjalna wysłanniczka ds. antysemityzmu, poparło regulacje, które „chroniłyby australijskich Żydów przed dziesiątkami lat antysemickich narracji”.
Prof. Twomey mówiła przed komisją: – Jestem zaniepokojona mnogością przepisów na szczeblu stanowym i federalnym ograniczających wolność słowa. Niektórzy ludzie odczuwają głęboki gniew z powodu takich regulacji, czując, że ich prawa są odbierane i że niszczy się ich wolność.
Dodała, że „istnieje realne ryzyko, iż dojdą do wniosku, że jedynym sposobem, by zostać usłyszanym… jest przemoc”.
Australijski rząd federalny wprowadził na początku tego roku ustawę o zwalczaniu antysemityzmu, nienawiści i ekstremizmu, przyznając większe uprawnienia do tworzenia specjalnych list tzw. grup nienawiści.
Nowa Południowa Walia w zeszłym roku wprowadziła nowe przestępstwo, kryminalizując umyślne podżeganie do nienawiści rasowej.
Profesor Twomey zaznaczyła, że najnowsze przepisy Nowej Południowej Walii wymierzone w ideologię neonazistowską są zbyt niejasne i zakwestionowała nielegalność noszenia czarnej kurtki konkretnej marki, którą mieli upodobać sobie członkowie grupy NSN. – Czy noszenie czarnej kurtki Helly Hansen oznacza świadome eksponowanie symbolu nazistowskiego w miejscu publicznym? – pytała. – Ten brak precyzji i jasności jest nieodpowiedni w świetle prawa karnego, szybko wyjaśniła.
Projekt ustawy stanowej przewiduje zaostrzenie kary, jeśli do domniemanych nowych przestępstw doszłoby w pobliżu szkoły żydowskiej, synagogi lub Muzeum Żydowskiego w Sydney.
Dyrektor ds. prawnych w Equality Australia, Heather Corkhill, zaznaczyła, że przepisy koncentrują się na zwalczaniu wpływów ideologii neonazistowskiej w odniesieniu do australijskich Żydów, ale nie w odniesieniu do innych grup społecznych, których oni mają także atakować.
– Prawo nie powinno nieumyślnie tworzyć dwóch szczebli wymiaru sprawiedliwości poprzez nakładanie wyższych kar za niektóre przestępstwa popełniane przez neonazistów niż za inne – mówiła, wskazując na subkulturę LGBTQIA+, migrantów i inne grupy etniczne atakowane przez „neonazistów”.
W poniedziałek komisja śledcza wysłuchała opinii Rady Wykonawczej Australijskich Żydów, która argumentowała, że przepisy w Nowej Południowej Walii powinny iść dalej i zakazywać „propagowania” nienawiści, a nie tylko podżegania.
Konstytucjonalistka już wcześniej zwracała uwagę, że proponowane przepisy dotyczące ograniczenia protestów ze względu na pewne slogany są nie do przyjęcia, chociażby z powodu używania określenia „obraźliwe”.
W poście z połowy stycznia tego roku odnosiła się do projektu federalnej ustawy. Przypomniała, że w 1995 roku rząd Keatinga próbował wprowadzić przestępstwo podżegania do nienawiści rasowej, za które przewidziano karę do roku pozbawienia wolności. Projekt został odrzucony w Senacie przez koalicję i zachodnioaustralijskich Zielonych.
Koalicja skrytykowała go za „socjotechnikę”, za to, że niepotrzebnie ogranicza wolność słowa, uniemożliwiając ludziom wyrażanie swoich uczuć. Zaproponowano wówczas „przestępstwo mowy nienawiści” związane z podżeganiem do przemocy. Zieloni obawiali się, że jest to za daleko idąca regulacja, wprowadzając coś w rodzaju „policji myśli”, co tylko może zaowocować pojawieniem się „bardziej rasistowskiego i mniej tolerancyjnego społeczeństwa”. Po prostu regulacja zaostrzyłaby podziały i wyodrębniła grupy poprzez etykietowanie ich jako nieakceptowalnych. Zamiast więc spójności polaryzowano by społeczeństwo.
Przepis został więc odrzucony, chociaż uchwalono artykuł 18C Ustawy o dyskryminacji rasowej, uznający za przewinienie cywilne czyn publiczny, który z uzasadnionym prawdopodobieństwem może obrazić, znieważyć, upokorzyć lub zastraszyć osobę lub grupę ze względu na rasę, kolor skóry lub pochodzenie narodowe lub etniczne.
Artykuł ten nadal obowiązuje, dlatego prof. Twomey pyta o sens wprowadzania przepisów, które mają wyższy standard dowodowy. Skrytykowała dążenia władz federalnych do przyjęcia nowego artykułu federalnej ustawy o mowie nienawiści stanowiącego, że przestępstwem jest angażowanie się w zachowanie publiczne (w tym w Internecie) „mające na celu promowanie lub podżeganie do nienawiści” wobec osoby lub grupy ze względu na jej rasę, kolor skóry lub pochodzenie narodowe lub etniczne.
Zachowanie musi powodować, że rozsądna osoba, która była celem ataku, będzie zastraszana, będzie się obawiać nękania lub przemocy albo obawiać się o swoje bezpieczeństwo. Maksymalna kara to pięć lat pozbawienia wolności.
Gdyby przyjęto ten artykuł, problem miałby każdy i to z byle powodu, w tym także artyści. W uzasadnieniu dla wprowadzeniu nowego przepisy wskazano, że „promowanie” ma oznaczać „zachowanie, które zachęca, propaguje lub popiera nienawiść, nawet jeśli nie nakłania bezpośrednio innych do działania”. „Propagowanie” obejmowałoby „normalizację lub legitymizację postaw nacechowanych nienawiścią w dyskursie publicznym”. Jest to pojęcie niezwykle szerokie. „Normalizacja postaw nacechowanych nienawiścią” występuje zaś – jak zauważyła konstytucjonalistka – „w znacznej części kanonu literackiego, po prostu dlatego, że takie postawy były normalne w przeszłości”.
Wskazała przy tym, że rozszerzenie tego „przestępstwa” na „promowanie nienawiści rasowej” jest problematyczne z konstytucyjnego punktu widzenia z dwóch powodów. Parlament Wspólnoty Narodów może stanowić prawo wyłącznie w zakresie uprawnień przyznanych mu przez Konstytucję, a powołał się on w tym przypadku na „władzę w sprawach zewnętrznych”, to jest realizację zobowiązań traktatowych wynikających z Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych oraz Konwencji w sprawie Likwidacji Wszelkich Form Dyskryminacji Rasowej.
Profesor zauważyła, że chociaż oba traktaty starają się zrównoważyć przepisy dotyczące nienawiści rasowej z wolnością słowa, to jednak żaden z nich nie posunął się tak daleko, by wymagać kryminalizacji „propagowania” nienawiści rasowej, tj. rozpowszechniania idei opartych na wyższości rasowej oraz podżegania do dyskryminacji rasowej, wrogości lub przemocy. Tymczasem australijskie władze chcą wprowadzić nowe przestępstwo jako coś mniej wymagającego do udowodnienia niż podżeganie do nienawiści rasowej.
Drugim problemem jest domniemana wolność komunikacji politycznej. Nie wszystkie wypowiedzi promujące lub podżegające do nienawiści rasowej można uznać za komunikację polityczną, ale wiele potencjalnie mogłoby nią być. Ponadto dodała, że przepis de facto zakazywałby informowania opinii publicznej o faktach związanych z terroryzmem, zbrodniami, okrucieństwami popełnianymi przez osoby określonej rasy, pochodzenia narodowego czy etnicznego, ponieważ każdą taką informację można byłoby uznać za promocję lub podżeganie do nienawiści wobec tej grupy. Nie można byłoby publikować w dobrej wierze raportów lub komentarzy na temat sprawy będącej przedmiotem powszechnego zainteresowania publicznego.
Źródło: abc.net.au, facebook.com
AS
Pismo Święte „mową nienawiści”? Kanadyjscy biskupi przeciwko skandalicznemu prawu