23 lutego przypada światowy dzień walki z depresją. „Rzeczpospolita” postanowiła uczcić go skandalicznym tekstem Jacka Nizinkiewicza, w którym ten „ujawnia”, że Szymon Hołownia cierpi na depresję. Przyznam, że jestem w szoku. Czegoś takiego, po nowoczesnej i broniącej liberalnych wartości telerancjonizmu „Rzepie”, nigdy bym się nie spodziewał.
Niesławny Herbert Marcuse ukuł swego czasu termin „opresyjnej tolerancji”. Nie wdając się w szczegóły, chodziło o to, że tolerancja jest, owszem, warta praktykowania, ale tylko dla tych, którzy wyznają jedynie właściwy zestaw wartości. Ci, którzy nie podzielają tych samych – oczywiście Marcusowych – zasad, na tolerancję nie zasługują. Więcej: należy ich tępić, ile się da.
Nie były to jedynie bajania starego neomarksisty. Koncept ten stał się istotną podwaliną pod narastający od dekad spór cywilizacyjny w Stanach Zjednoczonych. W praktyce mogliśmy go śledzić, gdy czytaliśmy informacje o studenckich ruchawkach, w trakcie których adepci tego czy innego uniwersytetu, stosując przemoc, sprzeciwiali się wykładom akademików o przeciwnych im poglądach. Erupcję tego zjawiska zaś widzieliśmy nie tak dawno, kiedy na kampusie jednej z uczelni zamordowano Charliego Kirka.
Wesprzyj nas już teraz!
Podobnie agresywną twarz pokazała „Rzeczpospolita” celując bezczelnym tekstem w Szymona Hołownię. Oto Jacek Nizinkiewicz „ujawnił”, że znajomi i przyjaciele byłego lidera Polski2050 mówią o tym, iż cierpi on na depresję. Nie jestem psychologiem, szczęśliwie nie doświadczyłem też nigdy żadnych psychicznych kryzysów. Jednak, jako laik, wiem, że ujawnianie publiczne czyichś problemów zdrowotnych jest raczej ciosem poniżej pasa i z pewnością nie służy skutecznej terapii. Nie mówiąc już o etyczności takiego postępowania. Mówimy wszak o prawie do prywatności, także do zachowania w tajemnicy danych medycznych, do czego ma prawo każdy człowiek, nawet nielubiany polityk. A depresja jest chorobą i nie powinna być przedmiotem gazetowych plotek.
Owszem, gdyby Hołownia był wysokim urzędnikiem państwowym, taka informacja mogłaby się bronić ważnym interesem publicznym. Lecz były już marszałek sejmu wycofał się jakiś czas temu z aktywności publicznej, wywiadów udziela rzadko, nie planuje też – o ile mi wiadomo – obejmować żadnych stanowisk.
Dlaczego zatem Nizinkiewicz to zrobił? Obawiam się, że ów tekst miał ostatecznie pogrążyć Hołownię, jako człowieka niezdolnego do racjonalnego osądu sytuacji. Czyżby była to próba przytwierdzenia do ławki rezerwowych niewygodnego od pewnego czasu dla liberałów polityka? Czy problemem dla nich nie stało się to, że z ważnego ogniwa koalicji rządowej, stał się nagle jej krytykiem, w dodatku utrzymującym relacje z Jarosławem Kaczyńskim? A może to zemsta za chwalebną postawę Hołowni, który zgodnie z prawem przyjął przysięgę od prezydenta-elekta Karola Nawrockiego, pomimo wywieranej na niego presji by dokonał zamachu stanu?
Kiedy naczelny „Rzeczpospolitej” Michał Szułdrzyński obejmował swoje stanowisko, pisał w tekście programowym, że „Rzepa” ma wspierać liberalne wartości, pozostając wrażliwą na ważne zmiany społeczne, do których zaliczać miały się choćby coraz bardziej powszechny kryzys zdrowia psychicznego. No cóż… zapewne Szułdrzyński był autentycznie zatroskany o tę kwestię, tyle że – jak się okazuje–czasem pewne wartości można zawiesić. Dokładnie tak, jak proponował do Marcuse. Ofiarą tego „stanu wyjątkowego” padł wspomniany Szymon Hołownia.
Panie Boże, chroń nas przed takimi „tolerancyjnymi” i „nowoczesnymi” liberalnymi mediami jak „Rzeczpospolita”.
Tomasz Figura