Na obrzeżach cmentarza w podwarszawskim Otwocku mogą znajdować się zbiorowe groby ofiar komunistycznej okupacji. Chodzi o pomordowanych żołnierzy Armii Krajowej z okolic Wilna oraz polskich patriotów, również wojskowych, więźniów słynnego stołecznego miejsca odosobnienia i kaźni na Mokotowie, przy ulicy Rakowieckiej. Jeden z odnalezionych w ostatnich dniach dokumentów mówi o około 600 pochowanych w miejscu, które podczas II wojny światowej służyło Niemcom jako strzelnica, a niedługo potem prawdopodobnie również sowieckim okupantom – w charakterze skrytej masowej mogiły.
Chociaż na obecnym etapie mówi się o hipotezie, to jednak jest ona na tyle mocno poparta dokumentami i relacjami świadków, że można określić szansę na jej potwierdzenie jako wysoce realną.
Wesprzyj nas już teraz!
Otwock – siedziba oprawców z NKWD i UB
W sprawę mocno zaangażował się prawicowy prezydent miasta Jarosław Margielski. Zrelacjonował on temat w obszernym wpisie, zapowiadając specjalistyczne badania na wspomnianym terenie. Magistrat gromadzi świadectwa osób mogących posiadać wiedzę o potajemnych pochówkach na terenie Otwocka.
Jak przypomniał prezydent, mieszkał tam przez pewien czas Izaak Fleischfarb, znany bardziej jako Józef Światło, wysoki aparatczyk Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, jeden z czołowych instalatorów systemu sowieckiego w Polsce. Nie tylko współdziałał przy organizowaniu sfałszowanego referendum oraz pseudowyborów, które otworzyły drogę do komunizmu w Polsce. Brał też udział w aresztowaniach i przesłuchaniach przywódców polskiego podziemia niepodległościowego oraz prześladowaniach Kościoła.
„To w Otwocku stacjonowała grupa operacyjna NKWD dowodzona przez płk. Michaiła Lichaczowa, współpracownika i zastępcy ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRS Iwana Sierowa, która prowadziła aresztowania, przesłuchania i bestialskie tortury wobec żołnierzy Armii Krajowej. To w Otwocku znajdował się obóz filtracyjny NKWD nr 11 – Punkt Przyjęć Jeńców Wojennych 1. Frontu Białoruskiego, w którym osadzano m.in. żołnierzy AK, a także działała Wojewódzka Komenda Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Jednym słowem, w Otwocku funkcjonowało ścisłe kierownictwo komunistycznego aparatu bezpieczeństwa odpowiedzialnego za represje, więzienie, przesłuchiwanie i mordowanie polskich patriotów oraz żołnierzy podziemia niepodległościowego” – napisał Jarosław Margielski.
Sprawa ma związek z ekshumacjami przeprowadzonymi na miejscowym cmentarzu wiosną 1989 roku. Do prac tych doszło, ponieważ pomiędzy starą a nową częścią nekropolii odkryty został zbiorowy grób. Finalnie władze ogłosiły, że anonimowe szczątki, na które natrafiono, należą do „ofiar epidemii i pacjentów szpitali pochodzenia niemieckiego”. Złożono je wymieszane w 10 trumnach w mogile zbiorowej. Zmarłych uczczono poprzez dedykowane im miejsce pamięci. Kwestia w zasadzie ucichła na ponad 3 dekady.
Kilka lat po objęciu urzędu przez prezydenta Margielskiego naczelnik lokalnego urzędu skarbowego przekazała mu informację o złożonym w tej instytucji depozycie: kosztownościach pochodzących od pochowanych we wspomnianej grupowej mogile. Były tam jednak również świadectwa osób, które zgłosiły się do władz miasta po ogólnopolskim apelu związanym z odnalezionymi szczątkami.
Świadkowie komunistycznych zbrodni
Pan Stanisław Rosłaniec w trzystronicowej relacji opisał, że na początku sowieckiej okupacji Polski uczył się w miejscowej szkole podstawowej. Jego ojciec zaś był zaopatrzeniowcem miejscowych szpitali wojskowych znajdujących się na miejscu późniejszych: szkoły pielęgniarskiej, liceum i pensjonatu Kasztelanka. Chłopiec wraz z kolegami zanosił tam zgromadzone w szkole paczki żywnościowe dla pacjentów, wśród których wciąż przewijali się strzeżeni przez wojsko więźniowie. Korzystając z wizyt w szpitalach, przychodząc po wodę do studni sąsiadów państwa Rosłańców, wciąż szukali oni okazji do ucieczki. Na przykład – próbując pozyskać cywilne ubrania. Proponowali w zamian wartościowe łańcuszki, obrączki. Byli przekonani, że nie przeżyją pobytu w otwockim miejscu odosobnienia. Niektórzy z nich przedstawiali się jako żołnierze Armii Krajowej z okolic Wilna. Wraz z upływającymi miesiącami było ich coraz mniej, aż zupełnie przestali się pojawiać.
W tym samym okresie Stanisław wraz z krewnymi i kolegami obserwował, jak stopniowo zasypywany jest rozległy rów na poniemieckiej strzelnicy w pobliżu obecnego cmentarza. Chodząc o porannej porze na grzyby do lasu, widywali nieraz w tym miejscu świeże ślady samochodowych opon. Panowała opinia, iż znikający stopniowo więźniowie są grzebani właśnie tam.
„Jestem przekonany, że zbiorowa mogiła obok cmentarza w Otwocku kryje szczątki ludzi przetrzymywanych w otwockich niby-szpitalach zaraz po wojnie. Po 1956 roku obok strzelnicy pojawiły się mogiły z brzozowymi krzyżami, ale zostały zlikwidowane. W tym okresie posadzono na opisanym wyżej miejscu las” – zakończył swoją relację pan Stanisław Rosłaniec.
W maju 1989 roku pani Czesława Linkowska spisała swoje wspomnienia z ostatnich dni lipca 1945. Odwiedzając wówczas na cmentarzu grób zmarłej krewnej, o wczesnym zmroku była ukrytym świadkiem grzebania wielu ciał przez żołnierzy przybyłych wojskową ciężarówką. Miało to miejsce na skraju nekropolii. Spotkała również warszawiankę, która dowiedziała się, że jest syn został zamordowany i skrycie pochowany w Otwocku. W tajemnicy, w porozumieniu z miejscowym grabarzem chciała odnaleźć ciało syna, by zapewnić mu godny grób.
W ostatnich dniach, podczas aktualizowania dokumentacji do Gminnej Ewidencji Zabytków prezydent miasta otrzymał nieznaną mu wcześniej, a odnalezioną w urzędzie konserwatora zabytków kartę opisu miejscowej nekropolii. Jest tam informacja o niezidentyfikowanym dotychczas miejscu na otwockim cmentarzu, gdzie – według adnotacji – znajduje się zbiorowa mogiła około 600 osób więźniów więzienia mokotowskiego: żołnierzy AK i Wehrmachtu. Chociaż karta ta była opublikowana w internetowym rejestrze zabytków, nikt przez lata nie zainteresował się nią ani nie weryfikował zawartych tam danych.
Karta pochodzi z listopada 1998 roku. Znajduje się na niej zapis: „W dawnym rowie (Rzeczułka) (nieczytelna lokalizacja) na rogu ul. Narutowicza i 3 Maja w Otwocku, w pierwszych latach po wojnie grzebano zastrzelonych w więzieniu mokotowskim żołnierzy polskich A. K. oraz jeńców niemieckich. Pochówek szacowany na ok. 600 osób. (Rów dług. 40 m. o szer. 3 m.)”.

Trzecie, związane z opisaną tu lokalizacją wspomnienie pochodzi od pracownicy urzędu miasta. Kiedy przed około 30 laty zbierała wraz ze swoją mamą grzyby w lesie na terenie dawnego koryta rzecznego, starsza kobieta powiedziała im, że „chodzą po grobach polskich żołnierzy” oraz że „w tym miejscu zakopani są pomordowani polscy żołnierze i prawda o tym miejscu kiedyś wyjdzie na jaw”.
Dowody w amerykańskich archiwach
Idąc tym tropem prezydent miasta odnalazł w upowszechnionych niedawno zasobach narodowych archiwów Stanów Zjednoczonych (NARA) przejęte przez CIA zdjęcia lotnicze Luftwaffe z lat 1939–1944.
„Znajdują się tam dwa zdjęcia przedstawiające teren obecnego otwockiego cmentarza z 1944 r. I – trudno w to uwierzyć – widoczna jest na nich owiana legendą, zapomniana poniemiecka strzelnica! Widać tam w rzeczywistości dwie strzelnice (mniejszą, gdzie były częściowo prowadzone ekshumacje i większą, zapomnianą i nigdy nieprzebadaną oraz wieżę obserwacyjną!” – napisał Jarosław Margielski.
„Bezspornym jest, że strzelnica, o której nikt już nie pamiętał i która nie przetrwała w żywej relacji, faktycznie istniała. Zlokalizowana była w zadrzewionym pasie między starym a nowym cmentarzem – potwierdzają to również dane LiDAR. Również wspominane stare koryto rzeki znajduje swoje uzasadnienie przy analizie mapy hipsometrycznej i danych LiDAR (stare koryto Pogorzelskiej Strugi)” – dodał prezydent, który swój wpis na Facebooku uzupełnił serią zdjęć i grafik dokumentujących jego sensacyjną relację. Zaapelował też do osób posiadających wiedzę w tej sprawie o kontakt z urzędem miasta.
RoM